Hej, chciałam zapytać bo temat mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Mam córkę, 7 lat, i zastanawiam się czy można już z nią pracwoać z czakrami. Nie mam na myśli jakichś intensywnych sesji, bardziej proste wizualizacje, może jakieś kolorowe ćwiczenie przed snem. Widziałam kiedyś na jednym warsztacie jak prowadząca robiła coś dla dzieci w wieku szkolnym i dzieci były bardzo zaangażowane, ale nie pamiętam szczegółów. Czy ktoś ma doświadczenie z wprowadzaniem dzieci w temat czakr? Od którego wieku w ogóle ma to sens?
Temat rzeka 🙂 Powiem szczerze, że zdania są podzielone nawet wśród terapeutow kturych znam. Jedni mówią ze im wcześniej tym lepiej, bo dzieci mają naturalnie bardziej otwarte pole energetyczne i chłoną to jak gąbka. Inni twierdzą ze przed 7 rokiem życia wogóle nie należy świadomie ingerowac w czakry dziecka bo system energetyczny dopiero się formuje i można bardziej zaszkodzić niż pomóc. Ja osobiscie skłaniam się ku temu żeby u małych dzieci skupiać sie wylacznie na uziemieniu i czakrze korzenia, nic więcej. Muladhara to fundament i u dzieci czesto bywa zaburzona przez stres szkolny, zmiany w rodzinie itp. Ale mam pytanie do Celestynki - o jakim typie pracy ci chodzi? Bo "praca z czakrami" to bardzo szeroki termin. :/
o matko, właśnie o to chciałam zapytać odkąd mam siostrzenicę 😀 ona ma 5 lat i czasem opowiada rzeczy które mnie wprawiają w osłupienie, wie o ludziach rzeczy których nie mogla sie nauczyc, czuje kiedy ktos jest smutny zanim ta osoba cos powie. Myslę że u dzieci trzecie oko bywa wyjatkowo aktywne naturalnie i pytanie czy wgl ingerowac, może lepiej po prostu nie przeszkadzać i pozwolić temu być?
no właśnie, Wierzchosławo, tu jest sedno sprawy. dzieci do mniej więcej 7 lat funkcjonują w stanach mózgowych zbliżonych do hipnozy, theta i delta, i ich pole energetyczne na prawdę różni się od dorosłego. To nie jest mit. Ale moim zdaniem to jest właśnie argument ZA tym żeby nie robić niczego formalnego - bo skoro i tak są bardziej otwarte, to po co im do tego dopychać dodatkowe ćwiczenia? pytanie które zadała Iwonka jest kluczowe. Co rozumiesz przez pracę z czakrami u dziecka, Celestynko? Bo jedno to bajka medytacyjna przed snem z kolorami tęczy, a co innego to skupianie dziecka na konkretnych punktach ciała i próba ich otwarcia.
auć, przepraszam ze sie wtrącam bo jestem tu raczej laik, ale mam pytanie - czy w ogóle wiemy ze dzieci maja czakry tak samo zbudowane jak dorośli? Gdzies czytałam że u małych dzieci nie wszystkie czakry są w pełni rozwinięte i ze jakby... dorastają razem z dzieckiem? Nie wiem czy dobrze to rozumiem ale jeśli tak jest to praca z niezbudowaną jeszcze czakrą brzmi dla mnie troche niepokojąco
powiem szczerze co myślę: problem z uczeniem dzieci "czakr" w jakiejkolwiek formie jest taki, że dzieci myślą bardzo konkretnie i dosłownie, i mogą budować przekonania które potem trudno skorygować. Jeśli powiemy dziecku że ma "czerwoną energię w stopach" i to ją chroni - dziecko może w to uwierzyć dosłownie i np. bać się że ta energia zniknęła. Nie mówię że to złe z definicji ale naprawdę warto przemyśleć jak to komunikować. Bajki medytacyjne bez terminologii czakrowej - ok, super sprawa, dzieci świetnie reagują. Ale pakowanie 7-latka w nazwy sanskryckie i schemat siedmiu czakr? To już coś innego.
ale Martynka_W to nie tak ze dzieci nie moga tego ogarniać? moja kuzynka w wieku 8 lat sama prosiła o medytacje bo jej pomagała zasneać, a jej mama tłumaczyła przez kolorowe kulki w ciele i dziewczynka świetnie to pojmowała. W szkole tez teraz robią mindfullness na lekcjach wf czy coś takiego, slyszałam. Więc to chyba nie jest takie szalone
hej, trohce sie gubie w tej dyskusji bo jestem nowy w temacie czakr w ogole, ale mam pytnaie - czy jak rodzic medytuje z dzieckiem przy sobie to to tez jest "praca z czakrami dziecka"? bo wydaje mi sie ze samo bycie przy medytujacym rodzicu moze na dziecko wplywac energetycznie, ne? moze nie trzeba nic specjalnego robic i samo przebywanie w czystym polu rodzica wystarczy dla malucha
hm, słuchajcie,trochę dziwnie mi się to czyta. Serio rozmawiamy o "synchronizacji pól" i "intencjonalnej pracy energetycznej" na kilkulatkach? Nie podważam że medytacja jest dobra dla dzieci, ale te wszystkie teorie o czakrach dojrzewających co 7 lat, polu energetycznym dziecka, zaburzeniach Muladhary od stresu szkolnego - skąd to w ogóle pochodzi? To jest jakaś konkretna tradycja, jakiś tekst źródłowy, czy raczej coś co się powtarza na forach i warsztatach bo dobrze brzmi?
ojej no, a ja mam inne pytanie do Celestynki bo mnie to naprawdę ciekawi - czy córka sama PYTA o to co robisz czy tylko obserwuje? Bo to trochę zmienia sytuację. Jeśli dziecko samo przychodzi z ciekawością to jedno, a jeśli to my inicjujemy i proponujemy - to drugie. Mam wrażenie ze w pracy z energią dzieci najważniejsze jest żeby wychodziło od nich, nie od nas. Nie wiem czy to ma sens ale tak to czuję. oby.
Hej, moja znajoma prowadzi warsztaty dla dzieci w wiekach 6-12 i opowiada ciekawe rzeczy. Mowi ze u dzieci poniżej 9 lat w ogóle nie mówi o czakrach wprost, zamiast tego używa bajkowych opowieści gdzie kazdy "kolor" i "miejsce w ciele" ma swojego bohatera. Dzieci to uwielbiają i efekt relaksacyjny jest niesamowity. Starsze dzieci, 10-12, zaczynają same pytać "to są te czakry co?". Wtedy mówi że tak. Czyli wprowadzenie przez metafore a nie przez terminologię - może to jest klucz?
to co Goplana opisuje wydaje mi się bardzo mądre. Metafora jest naturalnym językiem dziecka, szczególnie do wieku 9-10 lat. Nie musi wiedzieć że to "Muladhara" żeby czuć się bezpieczna i zakorzeniona. Kulka czerwonego światła przy stopach która ją trzyma przy ziemi - to jest coś co dziecko ogarnie bez problemu i co może naprawdę pomóc. A to czy to nazwiemy czakrą korzenia czy "strażnikiem ziemi" nie zmienia energetycznej natury ćwiczenia
o rany, no właśnie, przy całym szacunku dla różnych podeść - zanim ktokolwiek zacznie pracować z energią dziecka w jakiejkolwiek formie, to warto żeby miał jasność co tak na prawdę robi i dlaczego. Widziałam już kilka przypadków kiedy dobrze intencjonujący rodzice robili dzieciom "oczyszczanie czakr" i efekt był taki że dziecko zaczło się bać własnego ciała albo interpretować każdy ból jako "zablokowaną czakrę". Entuzjazm nie zastępuje wiedzy i ostrożności. Celestynko, bajki medytacyjne z oddechem i kolorami - jak najbardziej ale zostałabym przy tym i nie szłabym głębiej przy 7-latku.
to co Ines03 napisała na końcu jest ważne i chyba trochę zgubiliśmy ten wątek. bo Celestynka pytała konkretnie - córka SAMA przychodzi, sama pyta, sama siada. to jest zupełnie inna sytuacja niż "zacznijmy uczyć dziecko czakr bo to dobre". czy ktoś ma doświadczenie właśnie z tym scenariuszem, gdzie to dziecko inicjuje?
no nie, no wlasnie Wierzchosławo, to był dla mnie punkt zwrotny w tej dyskusji. moja znajoma od tych warsztatów mówi że dzieci które SAME wykazuja zainteresowanie są zupełnie inaczej odbiorcami niż te które są "posyłane" przez rodziców. te pierwsze mają jakas wewnetrzna gotowość i sama energia pracy z nimi jest inna. natomiast nadal ciekawe mi jest to - co Celestynka chce corce konkretnie zaproponować? bo "bajka o kolorowych kulkach" a "nauka skanowania czakr wahadelkiem" to jednak przepaść. ale to tylko moje odczucie.
a jak to się ma do zwykłej bajki na dobranoc? szczerze pytam, nie ironicznie. bo moja mama opowiadała mi bajki gdzie miałam wyobrażać sobie że jestem drzewem i zapuszczam korzenie, albo że jestem chmurką. to chyba jakoś podobne do tej wizualizacji z latarnią? tylko że mama nie wiedziała nic o czakrach i nie myślała o tym w tych kategoriach
Modrzewnico, dotknęłaś czegoś ważnego. intencja i ramowanie ma znaczenie - czy to jest dla nas "praca energetyczna" czy "bajka wyobraźni", dla dziecka na poziomie doświadczenia może być prawie to samo. różnica jest w tym co zostaje jako przekonanie. dziecko które słyszy "to jest bajka" vs "to jest jak naprawdę działa twoje ciało" - to buduje inne schematy poznawcze. Celestynka, jak ty to chcesz dziecku ramować?
ale chwila, czy to nie jest tak ze kżady rodzic przemca jakieś przekonania i dziecko i tak to musi potem pzefiltrować jako dorosły? moja mama wierzyła głęboko w cuda maryjne i modliłam się z nią jako mała, nie wiedziałam co to naprawdę znaczy. jako dorosła mam do tego własny stosunek. dlaczego czakry miałyby być inne?
A wiecie co, a ja mam inne pytanie do Celestynki - czy córka pyta o to co CZUJESZ podczas medytacji, czy pyta o to co ROBISZ? bo to jest ważna różnica. jeśli pyta "mamo co czujesz" to jest ciekawość emocjonalna i morze wystarczy że odpiszesz "czuję się spokojna i miła". jeśli pyta "mamo co robisz i jak" - to jest ciekawość techniczna i może faktycznie chcieć spróbować czegoś konkretnego
"świecenie w brzuchu" - Celestynko, to jest absolutnie cudowne 🙂 i zauważ że córka to SAMA opisała bez żadnej podpowiedzi z twojej strony. brzuch to rejon Manipury... :/ ale nie mówię tego żeby etykietować tylko żeby powiedzieć - dzieci mają dostęp do czegoś czego my potem szukamy latami medytując
okej ale zatrzymajmy się hwile. "świecenie w brzuchu" morze być dosłownie wszystkim - podekscytowanie, trochę gazu, ciepło od bycia blisko mamy. dzieci generują bardzo obrazowe oipsy dla bardzo prozaicznych odczuć. to jest urocze i to jest normalne. martwi mnie trochę że ktoś za chwilę powie że to "Manipura przemawia" i temu dziecku nadamy jakiś duchowy label zanim ona sama będzie w stanie o tym myśleć. no ale nic
hej to chyba tez w pewnym sensie ja sie pytam bo czytam ten watek od poczatku i... czy jest jakiis dobry ksiazka albo zasob po polsku o tym jak oswajac dziecko z medytacja BEZ wchodzenia od razu w terminologie czakrowa? bo mi sie wydaje ze to jest czesc problemu ze albo sie ida w pelna terminologie albo sie nie robi nic
o, Goplana dzięki za tego tipa z książką! a mam do Celestynki jeszcze jedno pytanie - jak na to reaguje tata?! bo czasem jest tak że jedna strona rodziców jest otwarta na takie rzeczy a druga totalnie nie i dziecko dostaje sprzeczne sygnały. to też może być ważne w kontekście co i jak tłumaczyć
właściwie ta sytuacja którą Celestynka opisuje brzmi jak... zupełnie normalna rodzina gdzie jedno z rodziców ma swoją praktykę i dziecko jest ciekawe co mama robi. nie rozumiem czemu robimy z tego problem do rozwiązania. jeśli córka czuje "świecenie w brzuchu" i jest z tym happy, nikt nie robi jej diagnostyki, nie mówi że to Manipura ani nie leczy niczego - to jest po prostu mama i córka siedzące razem w ciszy. chyba?
no i właściwie Iwonka powiedziała to co chcialam powiedzieć, ale dodam coś od siebie - znam kilka mam które zabierały małe dzieci na warsztaty medytacyjne i to był kompletny misfire. dziecko się wiercilo, przeszkadzało innym, a mama byla sfrustrowana. ale to samo dziecko w DOMU przy mamie, przy rutynie - zupełnie inna bajka. wiec kontekst i środowisko to chyba klucz, nie sam wiek?
przepraszam że się wtrącam bo to nie moja działka za bardzo, ale mam pytanie - czy jak dziecko "czuje świecenie w brzuchu" to to może być po prostu że mu się chce sikać albo jest głodne?i serio nie ironicznie pytam, bo sama nie wiem jak odróżnić coś energetycznego od zwykłego sygnału ciała
a ja się zastanawiam nad czymś innym - Celestynka mówiła że córka zapytała "czy mogę to samo czuć". to jest moim zdaniem bardzo znaczące. dziecko nie pyta "naucz mnie", pyta "czy ja też mogę". to zupełnie inne zaproszenie i myślę że odpowiedź na to jest po prostu "tak, możesz próbować"
