Ale wróćmy do Bluszczyk, bo mnie to bardziej interesuje niż teoria. Jeśli Manipura dała teraz bardziej czytelny wynik po spokojnym wieczorze, to znaczy, że dopiero po wyciszeniu można właściwie ocenić stan czakr? Że stres sam z siebie zaburza odczyt?
To ciekawe, że mówisz o dwóch różnych informacjach. Bo ja dotąd myślałam, że chcę się dowiedzieć 'czy mam zablokowaną czakrę' tak jakby to był stały stan. A ty sugerujesz, że to bardziej płynne?
dokładnie. Czakra nie jest albo zablokowana albo otwarta jak drzwi. To bardziej jak oddech - może być teraz spłycony z powodu stresu, może być chronicznym wzorcem od lat, może być czymś pomiędzy. Oba stany wymagają uwagi, ale inaczej się z nimi pracuje.
A jak w takim razie odróżnić to co chwilowe od tego co chroniczne? Bo jeśli testuję wahadłem i za każdym razem wychodzi to samo, to znaczy że to wzorzec? Czy potrzeba czegoś więcej?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może naiwne - jeśli chroniczny wzorzec wymaga innej pracy niż chwilowy stres, to co jest 'wejściem' do tego przewlekłego? Czy w ogóle można się za to zabrać samemu, bez terapeuty bioenergetycznego?
To trochę zniechęcające jak tak mówisz. Nie w złym sensie, tylko że zaczęłam myśleć, że to może być prostsze. Że wystarczy kilka razy posłuchać medytacji i gotowe.
Nie zniechęcaj się. Nawet jeśli nie rozwiążesz wszystkiego od razu, każdy krok coś robi. Ja zaczęłam od prostego siedzenia z dłonią na brzuchu i obserwowania oddechu przy napięciu żołądka - i to już zmieniło mój sposób reagowania. Nie wyleczyłam Manipury w tydzień, ale zaczęłam ją słyszeć.
Właśnie - a wracając do tytułu wątku - czy stres może być w pewnym sensie sygnałem, że czakra próbuje zwrócić uwagę? Jakby nie był wrogiem, tylko komunikatem?
To co Walentynka napisała na końcu bardzo mi siedzi w głowie. Że stres to komunikat, nie wróg. Bo ja zawsze traktowałam stres jako coś, z czym walczę, co mnie blokuje. A gdyby spojrzeć na to odwrotnie - że to ciało mówi 'hej, tu jest coś do przepracowania'? Tylko jak odróżnić ten sygnał od zwykłego życiowego chaosu?
Ale jak się nauczyć tego czytania? Pytam serio, bo dla mnie każdy stres wygląda tak samo - po prostu źle. Nie umiem powiedzieć, czy to Manipura, czy Anahata, czy cokolwiek innego. Wszystko zlewa się w jedno wielkie napięcie.
To ciekawe, bo ja mam podobnie z klatką piersiową, ale zawsze zakładałem, że to po prostu lęk jako emocja, nie myślałem o tym w kategoriach czakr. Czy to znaczy, że każde napięcie fizyczne ma swój odpowiednik energetyczny, czy tylko niektóre?
Mam dokładnie to samo co Olusia i nigdy nie myślałam, że to może być coś więcej niż po prostu stres codzienny. Czy to możliwe, że dużo osób chodzi z niezidentyfikowanymi blokadami i po prostu myśli, że tak ma być?
A jeśli już przyzwyczailiśmy się do tego dyskomfortu, to czy w ogóle możemy go potem rzetelnie zlokalizować? Może właśnie dlatego Bluszczyk miała problem z wahadłem - nie dlatego, że konwencje były pomieszane, ale dlatego że sama nie wiedziała co tak naprawdę czuje?
To mnie trochę zaskoczyło, ale chyba masz rację, Walentynka. Jak teraz o tym myślę, to nie byłam do końca pewna co chcę sprawdzić. Chciałam wiedzieć 'co mi jest' ale bez dokładnego określenia skąd boli. To trochę jak iść do lekarza i powiedzieć 'coś mi dolega'.
To bardzo uczciwe co piszesz. I myślę, że to jest dobry punkt startowy - ta świadomość, że pytanie było za ogólne. Może teraz możesz je zawęzić? Na przykład - kiedy ten stres jest najmocniejszy, rano, wieczorem, przed jakimś konkretnym rodzajem sytuacji?
ej a mi sie wydaje ze nocami jest gorzej i wtedy wahadłeko mi nie działa w ogole bo jestem juz zmeczona. czy pora dnia ma wplyw na czakry? bo to by wiele tłumaczyło dlaczego raz wychodzi tak a raz nie
A czy jest jakaś pora, którą się poleca do takiego testowania? Coś w rodzaju optymalnego okna? Słyszałam coś o poranku, ale nie wiem czy to zasada czy mit.
Wracając do tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - jeśli zarówno stres wpływa na czakry, jak i czakry przyciągają pewne rodzaje stresu, to jak w ogóle można wyjść z tego kółka? To brzmi jak coś samonapędzającego się.
Czyli zaczynasz od tego co jest najłatwiej dotknąć, dosłownie? Rozumiem to trochę inaczej niż wcześniej myślałam. Myślałam, że praca z czakrami zaczyna się od jakiejś głębokiej medytacji, a ty mówisz że można zacząć od zwykłego oddechu.
Ja właśnie tak zaczęłam i to naprawdę działało na mnie lepiej niż próby robienia skomplikowanych wizualizacji od razu. Siadałam, kładłam dłoń na żołądku i oddychałam przez kilka minut. Nic więcej. I po tygodniu takiego siedzenia zaczęłam zauważać, kiedy ten ścisk się pojawia i co go poprzedza. To było więcej informacji niż z jakiegokolwiek wahadła.
To co mówisz, Pola, brzmi bardzo po ludzku. Bo ja właśnie próbowałam od razu wizualizacji i za każdym razem mi się rozbijało o to, że nie wiedziałam czy cokolwiek czuję, czy tylko udaję że czuję. Dłoń na żołądku i oddech - to jest coś namacalnego. Ale mam pytanie: ile czasu tak siedziałaś, zanim cokolwiek poczułaś? Bo ja mam tendencję do poddawania się po kilku minutach.
To ciekawe, bo to znaczy że samo oczekiwanie na rezultat może blokować odczuwanie? Trochę jakbyś próbowała złapać coś, co ucieka jak tylko się do tego zbliżasz. Czy to jest ta pułapka, w którą wpadamy przy pracy z czakrami ogólnie?
ale jak to ciało nie kłamie? moje ciao mowi mi ze jestem głodna o 23 i to tez jakies kłamstwo 🙂 przepraszam za żart ale serio - jak odróżnić prawdziwy sygnał od ciała od zwykłego dyskomfortu fizycznego? bo mi się to miesza
Wracając do pytania z tytułu wątku, bo mi się kręci po głowie - czy jeśli stres jest chroniczny i trwa latami, to czakra może się 'zastygnąć' w tym zablokowanym stanie? Pytam bo mam wrażenie, że moje napięcie w klatce jest tak stare, że nie pamiętam jak to jest bez niego.
A skoro tak - to czy taka blokada może przekształcić się w coś fizycznego z czasem? Mam na myśli, czy to może być tak, że przewlekłe napięcie w Anahacie przekłada się na problemy z sercem albo płucami w sensie medycznym? Czy to zbyt daleko idące?
Zgadzam się z Tajemniczką tutaj, bo to jest chyba ważne rozróżnienie. Mnie zresztą to pytanie dotyczy osobiście - miałam przez jakiś czas problemy z gardłem, wyniki były czyste, lekarze wzruszali ramionami. Dopiero potem ktoś mi powiedział o Vishuddzie. Nie wiem czy to związek przyczynowy czy zbieżność, ale zaczęłam o tym myśleć inaczej.
I co, pomogło? Czyli ta praca z Vishuddhą cokolwiek zmieniła w tym gardle? Pytam bo też miewam coś podobnego.
