Dobra, więc rozumiem z tego co Pajeczyna napisała, że różdżka to tylko sposób do skupienia uwagi, nie generator czegoś. Ale czy to znaczy, że jeśli mi nie działa, to mogę ją po prostu odłożyć i skupić się na samym oddechu? Pytam bo trochę wydałem na tę różdżkę i trochę głupio mi ją odkładać.
Odkładac nie znaczy wyrzucac. Mozę po prostu nie jest dla ciebie ten moment na rozdzke. Wróc do niej za jakis czas. Wahadełko jest latwiejsze na start bo ruch jest bardziej wyrazny - czy probowales wahadełka zanim kupiłes rozdzke?
Mnie bardziej zastanawia to co Gwiazdarka napisała o osi HPA. Jeśli medytacja wycisza kortyzol niezależnie od tego czy robimy ją 'na czakry' czy po prostu siedzimy cicho, to jak mamy w ogóle izolować efekt czakr jako takich? Bo chyba każda medytacja skupiona wpłynie na tę oś.
Ale opcjonalny nie znaczy bezużyteczny. Dla mnie system czakrowy daje mi mapę - wiem gdzie zwrócić uwagę podczas medytacji. Bez tej mapy siedziałabym i nie wiedziałabym od czego zacząć. Może mój kortyzol spada i bez mapy, ale z mapą w ogóle zaczynam praktykować.
A czy naprawdę 'wiedzieć co robi robotę' jest w tym kontekście tak ważne? Serio pytam, nie retorycznie. Bo w medycynie jest placebo i działa - nawet świadome placebo ma udokumentowany efekt. Jeśli wiara w czakry sprawia, że regularnie medytujesz i twój kortyzol spada, to gdzie jest problem?
Żeby nie było nieporozumień - ja byłam u endokrynologa, ginekologa i kilku innych lekarzy. Praca z czakrami była równoległa, nie zamiast. I właśnie dlatego nie wiem co zadziałało, bo robiłam wszystko naraz.
A czy da się w ogóle prowadzić taką 'równoległą' pracę bez mieszania się tych dwóch podejść? Pytam bo sama biorę leki na tarczycę i zastanawiam się czy zacząć coś z Vishuddha, ale nie wiem czy to ma sens skoro już jestem pod opieką lekarza.
To napięcie w szyi przy hashimoto to może być zupełnie fizyczne - stan zapalny, reakcja autoimmunologiczna, napięcie mięśniowe jako odpowiedź na to wszystko. Ale też przy pracy z gardłem bardzo wiele osób zgłasza właśnie to uczucie napięcia jako pierwszy sygnał. Ciekawe że te dwa opisy się pokrywają.
Słucham tego wątku od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie do całej grupy: czy ktoś z was faktycznie zbadał hormony PRZED i PO spójnej praktyce z czakrami, powiedzmy przez trzy miesiące, bez innych dużych zmian w życiu? Bo cała ta dyskusja kręci się wokół teorii, a jestem ciekaw czy ktoś ma coś konkretnego.
Pytam bo sam próbuję coś takiego zrobić - mam wyniki TSH, kortyzolu i DHEA z okresu zanim zacząłem jakąkolwiek regularną praktykę, i teraz robię trzy miesiące codziennej pracy z Manipurą i Anahata. Za mniej więcej sześć tygodni idę na kolejne badania. Nie twierdzę że to będzie dowód na cokolwiek, bo i tak nie wiem co 'robi robotę', ale przynajmniej będę miał jakieś liczby do porównania.
Ale to jest właśnie ciekawe co Wiciol robi - nawet jeśli metodologicznie dziurawe, to przynajmniej jakaś próba korelacji. A mnie zastanawia co ty sam czujesz przez te trzy miesiące? Bo wyniki badań to jedno, ale czy masz jakieś subiektywne zmiany w obszarze tych dwóch czakr?
Właśnie chciałam zapytać o to napięcie w szyi o którym pisałam wcześniej - Andromedka pisała że może być fizyczne i energetyczne jednocześnie. Ale jak ja mam odróżnić że coś się zmienia od strony Vishuddha, skoro mam Hashimoto i nigdy nie wiem czy to zapalenie czy 'blokada'? Czy ktoś z was pracował z gardłem przy chorobie autoimmunologicznej tarczycy?
Humming przy Hashimoto - tu bym była ostrożna z obietnicami efektów, bo choroba autoimmunologiczna tarczycy to nie jest napięcie mięśniowe do przepracowania oddechem. Nie mówię że medytacja przy Vishuddha zaszkodzi, bo nie ma powodów żeby sądzić że zaszkodzi. Ale też nie twierdziłabym że 'uzupełnia' leczenie w sensie działania na samą chorobę.
To co Joasieńka opisuje to jest dokładnie moje doświadczenie z cyklem - wyniki 'w normie', lekarz mówi że wszystko gra, a ty czujesz że coś jest nie tak. I tu dla mnie praca z czakrami miała sens nie jako diagnoza, tylko jako próba słuchania własnego ciała kiedy medycyna mówi 'jesteś zdrowa'.
Słuchajcie, wracam do pytania Wiciola o dane, bo to mnie bardziej kręci niż filozofia mapy i terytorium. Ktoś tu wspominał o kortyzolu - ale kortyzol to jest bardzo czuły wskaźnik i zależy od pory dnia w której go mierzysz. Czy ktoś wie jak profesjonalne badania nad medytacją kontrolują tę zmienność? Bo to nie jest trywialne.
Mam pytanie które może być głupie, ale skoro jesteśmy przy hormonach - czy ktoś wie czy są jakieś badania konkretnie nad praktykami z czakrami, czy wszystkie badania dotyczą ogólnie medytacji i uważności? Bo czuję że przez całą rozmowę mieszamy te dwie rzeczy.
Czyli mozna powiedziec ze naukowy punkt widzenia bada co najwyzej 'pojazd' a nie 'droge'? Joga i pranajama sa technika, czakry sa systemem interpretacji tego co sie dzieje w ciele przy tej technice. Mozna badac techniki, trudniej badac system znaczen.
Przepraszam że wchodzę z innym pytaniem, ale czytałem temat od początku i mam pytanie trochę z boku - jeśli praca z czakrami wpływa na hormony przez medytację i oddech, to czy praca z różdżką albo wahadełkiem nad czakrami może mieć jakikolwiek efekt hormonalny? Bo tu jest sam spokój podczas trzymania, ale nie ma specjalnie medytacji ani oddechu.
I tu jest chyba sedno tego co cię nurtuje od początku, tak? Bo jeśli różdżka tylko wykrywa a nie leczy, to po co ją kupować? Serio pytam, bez złośliwości - jakie miałeś oczekiwania wobec tego zakupu?
Zaraz zaraz, bo mam inne zdanie na temat tego rozróżnienia. U mnie bioenergoterapeuta pracował nade mną przy użyciu różdżki i twierdziła że sama praca z różdżką w rękach terapeuty jest formą oddziaływania, nie tylko pomiaru. To nie to samo co samodzielne kręcenie wahadełkiem nad sobą. Więc może zależy kto trzyma sposób i z jaką intencją?
No właśnie to mnie zastanawia po przeczytaniu tej rozmowy - kupowałem różdżkę myśląc że sam mogę nią coś robić. Ale jak Gwiazdarka mówi że to sposób diagnostyczne, a Wandka że efekt jest w terapeucie, to co ja właściwie mogę z nią zrobić sam w domu? Nie czuję żadnych drgań jak próbuję, żadnego oporu, nic. Czy to normalne na początku?
Ja na początku też nic nie czułam. Przez kilka tygodni. Dopiero kiedy przestałam oczekiwać konkretnego ruchu i po prostu trzymałam luźno, coś zaczęło się dziać. Ale nie wiem czy to był prawdziwy sygnał czy moje własne mikrodrgania ręki. Szczerze mówiąc do dzisiaj nie jestem w stu procentach pewna.
Ale wracając do pytania które Stachu zadał na początku - to jest chyba kwestia co różdżka MA robić. Jeśli przyjmiemy że jest diagnostyczna, to brak drgań jest też informacją - może znaczyć że wszystkie czakry są w równowadze, nie? Tak to chyba rozumieją niektórzy praktycy, że brak ruchu to nie błąd użytkownika tylko wynik.
Przepraszam że wchodzę do tego wątku o różdżce - ale właśnie pomyślałam że to się łączy z tym co wcześniej pisałyśmy. Jeśli diagnostyka różdżką jest subiektywna i nieweryfikowalna, to jak w ogóle wychodzi się od 'mam blokadę' do 'robię coś żeby ją usunąć'? Czy nie jest tak że sama decyzja że 'mam blokadę' już jest połową efektu, bo zaczynasz na ten obszar ciała zwracać uwagę?
No i tak dochodzimy do tego ze problem nie jest w rozdzce tylko w tym ze Stachu probuje 'zobaczyc efekt' zamiast 'byc w procesie'. To klasyczna przeszkoda na poczatku. Ale wracajac do pytania o hormony i czakry ktore bylo pierwotnie - jesli Wiciol ma racje ze rozdzka amplifikuje odczucia z systemu nerwowego, to moze wlasnie przez uklad nerwowy idzie ten pomost miedzy czakrami a hormonami? Układ nerwowy i dokrewny sa ze soba polaczone, to jest biologia.
Poczekajcie, bo muszę się upewnić że dobrze rozumiem kierunek tej rozmowy. Chcecie powiedzieć że zmiana sposobu skupienia uwagi - z zewnętrznego na wewnętrzny - sama w sobie działa biologicznie? Ale to by było już bardziej neurologia niż czakry, nie? Jak to się ma do pierwotnego pytania o hormony?
Czekajcie, bo to mnie uderzyło. Teodozja, mówisz że samo skupienie uwagi na miejscu w ciele zmienia coś hormonalnie? To znaczy że jak ja trzymam tę różdżkę nad splotu słonecznego i próbuję cokolwiek wyczuć, to już coś się dzieje w środku - nawet jeśli różdżka stoi w miejscu?
