Ostatnio trafiłem na artykuł, że niektórzy endokrynolodzy badają powiązania między gruczołami dokrewnymi a systemem czakr. Podobno szyszynka odpowiada Agnie, tarczyca Vishuddzie, nadnercza czakrze podstawy i tak dalej. Zastanawiam się, czy to nie jest zbyt duże uproszczenie, bo czakry to system energetyczny, a gruczoły to anatomia. Czy ktoś się tym głębiej zajmował? Przy okazji mam swój osobisty problem - kupiłem różdżkę do skanowania czakr, ale kompletnie nie czuję żadnych drgań, zupełnie nic. Czy to może być kwestia moich zablokowanych czakr, czy po prostu jeszcze nie nauczyłem się obsługi?
To jest naprawdę ciekawy temat i rzadko go tu poruszamy. Co do powiązań endokrynologicznych - to nie jest przypadkowe zestawienie. W tradycji tantrycznej czakry od zawsze łączono z funkcjami fizjologicznymi, a współczesna anatomia niejako 'odkryła' to samo, tylko innym językiem. Nadnercza produkują kortyzol, który jest hormonem stresu i strachu - i właśnie lęk egzystencjalny to klasyczny objaw zablokowanej Muladhary. Tarczyca reguluje metabolizm i tempo życia - a blokada Vishuddhy często objawia się właśnie problemami z wyrażaniem siebie, które mogą przełożyć się na napięcie w okolicy gardła. To nie jest dowód naukowy, ale zbieżność jest za duża żeby ją zignorować. Natomiast co do różdżki - napisz więcej, jak próbujesz jej używać?
Zaraz, zaraz - bo tu mieszacie dwie różne rzeczy. Endokrynologia to nauka oparta na badaniach, a czakry to system z tradycji jogicznej. Czy nie jest tak, że te 'powiązania' to po prostu dopasowywanie anatomii do gotowego schematu? Bo jeśli szukam wystarczająco długo, to do każdego gruczołu znajdę pasującą symbolikę. Pytam serio, nie złośliwie, bo temat mnie kręci.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale mnie to zdanie o szyszynce i Agnie uderzyło. Szyszynka produkuje melatoninę, która odpowiada za rytm dobowy i sny. A trzecie oko łączy się właśnie z intuicją, snem, percepcją poza zmysłami. Przypadek? Nie wiem, szczerze. Ale z mojego doświadczenia z medytacją - kiedy regularnie pracuję z Agną, rzeczywiście śpię lepiej i miewam wyraźniejsze sny. Czy ktoś tu badał u siebie poziom melatoniny i jednocześnie pracował z czakrami?
Chcę tylko zaznaczyć, żebyśmy nie wpadli w pułapkę pseudonaukowego uzasadniania. Kartezjusz też uważał szyszynkę za 'siedzibę duszy' - i ta idea krąży od wieków w różnych formach. To, że coś brzmi naukowo, nie znaczy, że jest potwierdzone. Sama pracuję z czakrami od dawna i uważam, że są skuteczne - ale nie potrzebuję do tego endokrynologicznego parasola. A do Stachu - kwestia różdżki to osobny temat, może warto założyć osobny wątek?
A czy nie jest tak, że układ hormonalny to po prostu fizyczny nośnik tego, co czakry wyrażają na poziomie energetycznym? Znaczy, mam taką tezę, że może endokrynologia opisuje skutki, a czakry opisują przyczynę. Więc zablokowana Vishuddha najpierw pojawia się w polu, a dopiero potem tarczyca 'dostaje informację' i zaczyna się sypać. Czy ktoś to testował jakoś empirycznie?
Właśnie - i tu wchodzimy w obszar, gdzie nauka potrzebowałaby narzędzi, których jeszcze nie ma. Pola bioenergetyczne są mierzalne (badania Hunty, Kellnera), ale korelowanie ich stanów z poziomami hormonów w czasie to skomplikowany projekt badawczy. Mnie bardziej interesuje praktyka: czy ktokolwiek tutaj zaobserwował u siebie wyraźną zmianę w ciele po rozładowaniu blokady konkretnej czakry?
Ja tak. Kilka lat temu miałam kompletnie zakleszczoną Manipurę - wiecznie skurczone żołądek, problemy z trawieniem, brałam tabletki na zgagę garściami. Zaczęłam pracować z tą czakrą, głównie wizualizacja żółtego światła i RAM, i po kilku tygodniach dosłownie odstawiłam połowę tabletek. Lekarz był zaskoczony, bo wyniki się poprawiły. Czy to była praca na czakrach, efekt placebo, czy po prostu sama technika relaksacyjna pomogła? Nie wiem. Ale efekt był.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie do Gwiazdarka97 - wspomniałaś o badaniach Hunty i Kellnera. Czy to są dostępne gdzieś po polsku? Bo słyszałam o Huncie, że badała ludzkie pole bioenergetyczne spektrografem, ale nie wiem czy to rzetelne źródło czy tylko legenda forumowa.
Ja miałam dokładnie ten sam problem ze swoją różdżką na początku. Dosłownie nic, przez kilka tygodni. Potem zaczęłam ćwiczyć samo odczuwanie dłońmi - trzymasz ręce naprzeciwko siebie, powoli zbliżasz i czekasz na coś w rodzaju oporu lub ciepła. U mnie to przyszło po kilkunastu próbach. Dopiero potem różdżka zaczęła reagować.
Hej, ja mam pytanie może trochę z boku, ale chodzi mi o to powiązanie czakra-hormon w praktyce. Mam od dawna rozregulowane hormony (ginekolog mi potwierdził), szczególnie estrogen skacze. To by pasowało do Swadhisthany? Bo czytałam, że sakralna odpowiada za układ rozrodczy. Tylko nie wiem, od czego zacząć.
O, to ważne pytanie bo sama się z tym borykałam. U mnie zdrętwiałe ręce to był taki równomierny ucisk, a to energetyczne mrowienie było bardziej punktowe i jakby pulsujące. Ale szczerze - na początku naprawdę ciężko to rozdzielić. Ile czasu tak siedziałeś?
Czytam te opisy mrowienia i zastanawiam się - czy nie jest tak, że samo skupienie uwagi na dłoniach po prostu zwiększa ich czułość? W psychologii jest coś takiego jak efekt placebo ciała - im bardziej czegoś szukasz, tym bardziej to 'czujesz'. To nie musi być energia.
Przy tym całym wątku o hormonach i czakrach nikt nie poruszył jednej rzeczy - system czakr w tradycji jogicznej nigdy nie był tworzony z myślą o anatomii fizycznej. To był system pracy ze stanem świadomości. To, że Manipura jest blisko splotu słonecznego, to może być zbieżność lub metafora, ale nie dowód na fizyczną tożsamość tych struktur.
A czy ktoś w ogóle pracował z czakrą która była według niego w dysharmonii i potem zbadał hormony laboratoryjnie? Tzn. przed i po. Bo to byłoby chociaż anegdotyczne porównanie.
Ja chce dopowiedziec do tego co Teodozja pisała - bo mnie tez to interesuję. W Ajurwedzie jest cos takiego jak korelacja cakr z marma-punktami, i TAM juz jest bezposrednie odwołanie do ciała fizycznego. Może wiec te powązania których szukamy istnieją ale w ajurwedzie, nie w zachodniej endokrynologii?
Może głupie pytanie, ale jak wy w ogóle wiecie że dana czakra jest zablokowana a nie po prostu słaba albo nieaktywna? Bo czytałem o nadczynności i niedoczynności, ale to jakby dwa różne problemy z podobnymi objawami?
To nie jest głupie pytanie, to jest jedno z trudniejszych pytań w pracy z czakrami. Nadczynność i niedoczynność mogą dawać pozornie podobne objawy z zewnątrz - np. i nadaktywna i przymknięta Ajna może dawać bóle głowy. Dlatego sama diagnostyka objawami to za mało - wahadełko, odczuwanie dłonią, kontekst życiowy. A najlepiej ktoś z zewnątrz, bo we własnym polu bardzo łatwo się mylić.
Do tego co Klimcia pyta - myślę że to jest sedno problemu z całym tym wątkiem o hormonach i czakrach. Pytamy czy endokrynologia potwierdza czakry, ale może najpierw warto zapytać: co by w ogóle miało znaczyć 'potwierdzenie'? Wynik badania krwi? Korelacja statystyczna? Bo jeśli tak, to odpowiedź brzmi: nie, nie ma takich badań. Jeśli jednak pytamy czy praca z czakrami może mieć efekt fizjologiczny przez inne mechanizmy - medytacja, oddech, regulacja stresu - to tu już jest trochę więcej do powiedzenia.
Słuchajcie, wracając do Kornelii pytania - bo mnie też to nurtuje. Czy jeśli czakra to 'rama mentalna' jak mówisz, to czy praca z nią ma jakieś przełożenie na hormony w ogóle? Bo tytuł wątku sugeruje że tak. Ale jak czytam tę rozmowę to mam wrażenie że wszyscy trochę omijają konkretną odpowiedź.
Konkretna odpowiedź jest taka że nie wiemy. I nie mówię tego złośliwie. Po prostu nie ma badań klinicznych które by to sprawdziły metodologicznie. Są badania nad medytacją i kortyzolem, są badania nad jogą i hormonami tarczycy - ale to nie są badania nad czakrami, to są badania nad praktykami które tradycyjnie z czakrami się wiążą. To ważne rozróżnienie.
Wracam do tego co pisałam wcześniej o badaniach 'przed i po'. Andromedka92 Ty mówiłaś że robisz regularną morfologię - a poza morfo to co jeszcze badasz? Bo kortyzol na przykład bardzo skacze w zależności od pory dnia i stresu, więc nawet gdybyś zestawiała z czakrami to wyniki byłyby niespójne.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mnie nurtuje coś innego - jak wy oceniacie stan czakry jeśli nie macie wahadełka albo nie umiecie go używać? Bo Stachu pisał że ma różdżkę i nic nie czuje, a ja w ogóle nie mam żadnych przedmiotów. Czy da się ocenić stan czakry tylko na podstawie samopoczucia?
Dorzucę tu swoje doświadczenie bo wątek o hormonach mnie ciekawi od innej strony. Przez kilka lat miałam rozregulowany cykl i lekarze nie mogli ustalić przyczyny - wszystkie hormony w normie, a cykl chaotyczny. Zaczęłam równolegle pracować z Swadhisthaną i po kilku miesiącach cykl się ustabilizował. Nie mówię że czakra to zrobiła, ale zbieżność czasowa była uderzająca. Może to przypadek, może nie.
To co Sprawiedliwa opisuje jest moim zdaniem kluczem do całego wątku. Regularny rytuał, skupienie uwagi na ciele, oddech, intencja - to wszystko ma udokumentowane działanie na układ nerwowy autonomiczny. A układ nerwowy autonomiczny reguluje między innymi wydzielanie hormonów przez oś HPA. Więc pośrednie połączenie istnieje, tylko nie przez mistyczny kanał ale przez całkiem zwykłą fizjologię. Czy to 'potwierdza czakry' w sensie dosłownym? Nie. Ale czy wyklucza że praca z nimi może mieć efekty hormonalne? Też nie.
To znaczy że różdżka czy wahadełko nie mają żadnego znaczenia hormonalnego, a ważna jest sama medytacja? Pytam wprost bo zaczynałem ten temat między innymi od tej różdżki i mam wrażenie że gdzieś po drodze to się rozjechało.
Nie rozjechało się, tylko weszło głębiej. Różdżka czy wahadełko to sposób skupienia uwagi i wejścia w stan skupienia - dla jednych to działa, dla innych nie. Jeśli różdżka ci nie daje żadnych drgań, to nie znaczy że jesteś 'niezdolny' do pracy z energią, tylko że może ten konkretny sposób skupienia nie jest twój. Niektórzy lepiej reagują na wizualizację, inni na oddech, inni na dźwięk. Hormonalnie pewnie wszystko to działa przez ten sam mechanizm który Gwiazdarka opisała.
