Właśnie na tym mi zależy najbardziej w tym temacie. To połączenie między snem a wahadłem, czy da się w ogóle złapać stan Adżny tuż po takim śnie, który czuję jako 'inny'. Może spróbuję i wrócę z relacją, bo rozmowa mnie do tego zmotywowała.
To tyle tytułem zapowiedzi, bo naprawdę spróbuję tego jutro rano, mam nastawiony budzik wcześniej właśnie po to. Ale zanim zasnę, chciałam zapytać Sabineczkę o jedno, bo zostało niedopowiedziane. Pisałaś, że aktywacja przez stres może dawać chaotyczne sygnały, ale co to znaczy w kontekście snów? Bo jeśli moja Adżna jest otwarta przez stres, a nie przez praktykę, to czy te sny też będą chaotyczne i trudne do odczytania?
To jest dobre pytanie i faktycznie nie dopowiedziałam. Chaotyczne sygnały w snach to takie, które są bardzo intensywne, ale urywają się, nie mają ciągłości, albo są pełne symboli, które wydają się ważne, ale nie układają się w żaden obraz. Jakbyś słuchała radia z zakłóceniami, dźwięk jest, ale treści nie możesz złapać. Przy świadomej pracy te sny są zwykle spokojniejsze, może mniej spektakularne, ale bardziej czytelne.
Właśnie. I to jest ta granica, o której tu zbyt mało mówimy. Sama intensywność snów albo ich zanikanie rano to nie jest marker aktywności żadnej czakry, bo to zależy od kortyzolu, od tego ile śpisz, od kofeiny, od dziesiątek rzeczy. Adżna może współistnieć z tym wszystkim, ale nie jest tego przyczyną ani skutkiem w prostej linii. Kiedy ktoś mówi 'mam dziwne sny, więc Adżna pracuje', to jest odwrócenie logiki.
To mi trochę ulżyło, szczerze. Bo ja cały czas czuję się trochę głupio, że jestem tu sceptyczna, a jednocześnie mnie to ciągnie. Ale ta wieloobjawowość, o której mówi Boleslaw, to jest coś, z czym mogę pracować. Mam pytanie do grupy, czy ktoś próbował robić taki dzienniczek, gdzie zbierasz te różne sygnały i potem patrzysz na wzór? Czy to w ogóle pomaga?
To może być kierunek do eksperymentu dla kogoś, kto ma teraz czas i chęć. Połączyć trzy rzeczy, opis snu, wynik wahadła rano przed wstaniem z łóżka, i krótką notatkę wieczorem o tym, jak minął dzień intuicyjnie. Przez miesiąc. Ktoś chętny? Bo mi się wydaje, że z tej rozmowy wyłoniło się coś konkretnego, co można zrobić, a nie tylko omówić.
Ja się zgłaszam, bo właśnie to planowałam zacząć jutro i teraz wiem, że warto dołożyć tę notatę wieczorną. Ale mam pytanie do Czesławy, czy wahadło naprawdę przed wstaniem, jeszcze w łóżku? Bo technicznie to brzmi nieporęcznie.
Tak, dosłownie bez wstawania. Siadasz, wahadło trzymasz nad czołem nachylona albo leżąc, i pytasz. Nieporęcznie brzmi, ale po kilku razach wchodzi w nawyk. Chodzi o złapanie tego stanu, zanim umysł analityczny do końca się obudzi i zacznie filtrować.
Czy można zadać głupie pytanie? Bo słucham i zastanawiam się, jak w ogóle pytać wahadło. Tzn. co mówię, co mam w głowie w tej chwili testowania? Bo mi się wydaje, że zadaję pytanie źle i dlatego wyniki są bez sensu.
A jak długo czekasz na odpowiedź? Bo ja trzymam to wahadło i ono się huśta trochę, potem trochę kręci, i za każdym razem nie wiem, czy to już odpowiedź, czy jeszcze się uspokaja. Mnie nikt tego nie wytłumaczył konkretnie.
Kalibracja od zera to naprawdę podstawa i dobrze, że pytasz, bo bez tego wszystkie wyniki są losowe. Najpierw musisz ustalić swoje 'tak' i 'nie'. Trzymasz wahadło spokojnie, pozwalasz mu się ustabilizować, a potem mówisz w myślach lub na głos: 'pokaż mi tak'. Obserwujesz ruch. Potem to samo z 'nie'. U większości ludzi 'tak' to obrót w prawo albo ruch od-do, a 'nie' to w lewo albo na boki, ale to nie jest reguła. Twoje wahadło może mieć zupełnie inny system i to jest okej.
A czy ktoś w ogóle wie, czy wahadło działa tak samo dla każdej osoby jeśli chodzi o Adżnę? Bo czytałam, że jedni widzą obrót szybki jako nadaktywność, a inni jako dobrze działającą czakrę. Jak można to w ogóle porównywać, skoro każdy ma inne odpowiedzi bazowe?
Ale to trochę zamyka dyskusję, nie? Jeśli każdy ma swój system i nie możemy porównywać, to jak w ogóle możemy sobie nawzajem tutaj pomagać interpretować wyniki? Pytam serio, bo mam wrażenie, że przez ostatnią godzinę dyskusji kręcimy się w kółko.
To mi coś rozjaśnia. Czyli tak naprawdę najważniejsze przy tym moim planowanym eksperymencie z dzienniczkiem nie jest to, co wahadło robi w kategoriach absolutnych, tylko to czy i jak zmienia się w stosunku do mojej własnej normy. Dobrze rozumiem?
Dokładnie tak to widzę. Twoja norma to jest fundament. Najpierw tydzień codziennych pomiarów bez przykładania do tego żadnej wagi interpretacyjnej, żeby w ogóle zobaczyć, jak wygląda twoje 'zwykłe' wahadło przy Adżnie. Dopiero potem szukasz odchyleń.
Mogę zapytać coś z innej strony? Bo słucham tej rozmowy o wahadle i mam poczucie, że trochę zgubiłyśmy wątek o samych snach jako portalu. Pytanie Irenki na początku było o to, czy sny to aktywność Adżny, i jakoś mi zależy żebyśmy do tego wróciły. Bo wahadło jest metodą diagnostyczną, ale co z samą treścią snów?
Wracając do snów i Adżny, bo Klimcia słusznie to podniosła. Są pewne rodzaje snów, które praktycy tradycyjnie kojarzą z jej aktywnością. Nie chodzi o intensywność ani o to, czy pamiętasz, ale o jakość. Sny z wyraźnym światłem, szczególnie indygo albo fioletowym, sny w których masz poczucie że obserwujesz z góry, sny, które mają coś z natury proroczej. Ktoś z was miał taki rodzaj?
Tylko obserwacji. Żadnej kontroli. Właśnie dlatego te sny są trochę niepokojące, bo widzę siebie i nie mogę nic zmienić. Ale nigdy nie myślałam o tym w kontekście Adżny, raczej byłam przekonana, że to po prostu dziwna osobliwość mojego mózgu.
To co opisujesz, Inwokacja, brzmi jak sen lucydny tylko bez kontroli. Czy to w ogóle możliwe? Pytam bo myślałam, że lucydność i kontrola zawsze idą w parze.
Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie gryzie. Jeśli sen lucydny bez kontroli wiąże się z Adżną, to co z koszmarami? Też? Bo mam ostatnio serię bardzo wyraźnych, pamiętanych koszmarów i zastanawiam się czy to też może być jej aktywność, czy raczej coś zupełnie innego.
Korytarz i coś za plecami, czego nie możesz zobaczyć. Konstancja, to jest bardzo konkretny obraz i rozumiem, że budzi się z nim niepokój. Mam do ciebie pytanie zanim cokolwiek powiem: czy w tym śnie masz poczucie, że widzisz wszystko wyraźnie, tak jakby był ostry, w detalach, czy raczej jest zamazany, jak przez mleczne szkło?
Ta wyrazistość, o której mówi Konstancja, to właśnie jeden z tych markierów, które wymieniała Lobelka. Nie treść, tylko jakość. Że zostaje. Że masz fakturę ścian. To jest inny rodzaj śnienia niż ten, w którym rano pamiętasz tylko emocję.
Okej, to jest uczciwa odpowiedź. Tylko że dla mnie to wciąż brzmi jak luka w wiedzy, którą wypełniamy czakrą. Nie mówię tego złośliwie, po prostu próbuję zrozumieć.
Wracając do Konstancji, bo jej sen mnie jakoś nie puszcza. Ten element niewidzialnego zagrożenia za plecami, coś, za siebie idzie, ale nie można tego zobaczyć. To brzmi zupełnie inaczej niż sny, które kojarzę z aktywnością Adżny. Mnie te zawsze miały jakiś element przodu, wzroku, widzenia czegoś. A tutaj jest odwrotność widzenia. Czy ktoś spotkał się z interpretacją, że zablokowana Adżna może właśnie tak się manifestować przez sny? Że śnisz niewidzenie?
Nowe środowisko, brak bezpieczeństwa, poczucie zagubienia. Konstancja, to co opisujesz brzmi jak coś, co może siedzieć raczej w Muladharze niż tylko w Adżnie. Albo w obu naraz, bo te czakry potrafią się nakręcać wzajemnie. Kiedy korzenie są rozchybotane, wszystko powyżej zaczyna pracować inaczej.
To znaczy, że jeśli mam problemy z trzecim okiem, to powinnam zacząć od dołu? Od Muladhary? Bo trochę mnie to zaskakuje, bo myślałam że pracuję z tym co sprawia problem.
Wszystko to co mówicie o systemie i przepływie zgadza się z tym, co ja rozumiem o Adżnie i snach. I właśnie dlatego mój eksperyment z dzienniczkiem i wahadłem może być ciekawszy niż myślałam, bo może przy okazji zobaczę, czy po żywych snach zmienia mi się też odczucie przy innych czakrach, nie tylko przy trzecim oku. Czeslawa miała rację że to kwestia patrzenia na zmiany, nie na wartości absolutne.
