to co Klimcia napisała to uczciwe i to mi się podoba bo to weryfikowalne. chociaż mam wrażenie że w całym tym wątku gubimy Modrzewkę trochę, bo ona miała bardzo konkretny problem z dwiema sprzecznymi diagnozami i gdzieś w tym wszystkim to umyka
Teodor nie martw się, ja śledzę 🙂 właśnie siedzę i czytam i dużo mi to daje nawet jeśli wątek się trochę rozlał. wracając do tego co pytał Slawobor wcześniej o trzecią osobę - chyba jednak spróbuję. znalazłam kogoś kto robi skanowanie i rozmawia o objawach, nie tylko wahadełko, więc może to będzie coś innego niż dwa poprzednie podejścia
Modrzewka, i dobrze. ale powiedz mi jedno - czy te dwie poprzednie osoby w ogóle rozmawiały z tobą o objawach fizycznych i emocjonalnych przed diagnozą, czy od razu szły do skanowania?
no i właśnie. to jest dla mnie dość mówiące. bo jeśli jedna osoba poświęca czas na wywiad, a druga idzie od razu w sposób - to te wyniki będą inne bo wychodzą z różnych podejść. a nie koniecznie dlatego że czakra się zmieniła
ee, Feliks, ale to trochę upraszczasz. wahadełko jest czułe na pole energetyczne w danej chwili, więc dwie sesje w różnych terminach mogą dać różne wyniki nawet przy tym samym wywiadzie. czakry nie stoją w miejscu, one się cały czas zmieniają. więc nie widziałabym w tym sprzeczności tak od razu
wlasnie chcilem to napisac. zmiennosc to spoko argument jak wyniki sa podobne ale troche inne - ale jak jeden mowi 'zablokowana' a drugi 'nadaktywna' to to jest roznica jakosciowa nie ilosciowa. jedno z drugiem sie wyklucza
no dobra, przyznam że macie rację w tym konkretnym przypadku. nadczynność kontra blokada to nie jest ta sama czakra w różnych dniach. to jednak coś innego
a czy nie może być tak że obie diagnozy są częściowo prawdziwe? tzn że Adżna ma i blokadę na jednym poziomie i nadczynność na innym? bo czytałam gdzieś że czakra może mieć kilka warstw i różne rzeczy na różnych warstwach. czy to możliwe żeby obie osoby miały rację
mam wrażenie że ta dyskusja o sprzecznych diagnozach odsłania coś większego - że ta diagnostyka jest w zasadzie nieweryfikowalna. bo jak nie ma sposobu żeby sprawdzić kto miał rację to po czym w ogóle wybierasz czyją radą się kierować? intuicja? sympatia do diagnosty?
ale Wrzosianka to jest problem z falsyfikowalnoscia. możesz czuć się lepiej bo mija czas, bo zmieniasz coś w stylu życia, bo masz więcej snu bo placebo. skąd wiesz ze to akurat ta ścieżka energetyczna a nie coś innego?
no i tu chyba jest sedno, bo Teodor ma rację co do metodologii, ale Wrzosianka ma rację co do praktyki. te dwie racje nie muszą się wzajemnie wykluczać. można być sceptycznym epistemicznie i nadal działać pragmatycznie, to nie jest sprzeczność
hej, a wracając do Modrzewki i samych objawów - bo gdzieś to przepadło. ta depersonalizacja u niej wróciła po kilku dniach pracy z Adżną, mimo że wcześniej uziemienie pomagało. czy ktoś miał podobnie? tzn że uziemienie działało na jakiś czas, ale potem wracało? bo mnie ciekawi czy to jest kwestia głębokości pracy czy może czegoś innego w tym wszystkim
u mnie było coś podobnego, choc to bylo z Sahasrara nie z Adżną. wracało za każdym razem jak wracałam do medytacji na górze. w końcu zrozumiałam ze moje Muladhara jest jak dziurawy kubelek - leje sie energii od góry ale nie ma gdzie sie zatrzymać. pomogło dopiero jak dosłownie przez kilka tygodni nie robiłam nic z górnymi czakrami w ogóle, zero wizualizacji fioletowego ani białego
Niusia, to jest ciekawe porównanie z tym dziurawym kubełkiem. zastanawiam się czy u mnie nie jest podobnie. bo jak uziemiam to jest lepiej, a potem jak tylko wracam do Adżny znowu. jakby ta podstawa nie trzyma energii
wybaczcie, wchodzę, ale przeglądam ten wątek od początku i mam pytanie właśnie do Modrzewki - czy podczas tych epizodów z depersonalizacją byłaś w stanie to w ogóle zatrzymać? tzn masz jakiś sposób na wyjście z tego stanu jak już się zaczyna, coś doraźnego?
o matko, rozumiem tę frustrację. bo jedno z lepszych uczuć w takim momencie to właśnie wiedzieć że masz coś co DZIAŁA. a jak nie masz tego kotwiczenia to się odpływa coraz dalej. a czy próbowałaś czegoś z lodowatą wodą? wiem że brzmi banalnie ale podobno gwałtowny bodziec fizyczny potrafi przerwać taki stan
zimna woda to klasyk przy dysocjacji, ja też o tym słyszałem. ale mnie ciekawi coś innego - Modrzewka, napisałaś że jak wracasz do Adżny to wraca problem. ile czasu minęło między uziemianiem a powrotem do pracy z trzecim okiem? czy to była kwestia godzin czy dni? bo to może być ważne
cztery pięc dni to moze byc za krotko po epizodzie. u mnie jak cos sie rozreguluje to potrzebuje minimum dwa tygodnie samego uziemienia zanim w ogole mysle o czymkolwiek wyzej. inaczej budujesz na niestabilnym fundamencie i sie dziwisz ze sie sypie
Celtyk ma rację co do czasu, i chcę to rozwinąć. problem polega na tym że wiele osób traktuje czakry jakby to były osobne moduły które można ćwiczyć niezależnie. a to jest system naczyń połączonych. jeśli Muladhara nie daje stabilności, praca z Adżną nie ma na czym się oprzeć i energia dosłownie nie ma gdzie odpłynąć. to nie jest metafora, to jest opis mechanizmu
no właśnie i dlatego uważam że przy Adżnie w ogóle nie powinno się zaczynać jeśli dolne czakry nie są wypracowane. to jak budowanie dachu bez ścian. sama miałam kiedyś podobną sytuację, oczywiście nie depersonalizację ale takie poczucie że głowa odlatuje i nie wiem za bardzo gdzie jestem. u mnie to była kwestia Sahasrary właśnie, nie Adżny, ale podobny mechanizm chyba
co do ryzyka przy niestabilnej podstawie - tak, tu się zgadzam. ale właśnie dlatego warto nazywać rzeczy precyzyjnie, bo inaczej ktoś z depersonalizacją i ktoś z duchowym odcięciem dostanie tę samą radę i to może być problem
muszę tu wrzucić kamyczek do ogrodka bo mnie to trochę niepokoi w całej tej rozmowie. depersonalizacja to jest stan który powinien mieć diagnozę psychiatryczną albo przynajmniej psychologiczną. nie mówię że praca z czakrami nie ma sensu ale czy ktoś z was w ogóle zasugerowal Modrzewce żeby sie upewnić że tu nie ma nic organicznego? bo to jest jednak poważny objaw
Teodor, i ja i kilka innych osób wcześniej w wątku to sugerowałyśmy. kilkanaście postów temu. Modrzewka wspomniała że była u lekarza i nic nie znaleziono. więc rozmawiamy na tym tle, nie zamiast tego
mam pytanie do Klimci bo napisała o naczyniach połączonych, czy to znaczy że jak pracujesz z Adżną i masz problemy to tak naprawdę może ci to pokazywać gdzie jest prawdziwy problem, tzn że Adżna reaguje ale źródło jest niżej? coś jak termometr który mierzy ale sam nie jest przyczyną gorączki?
i własnie dlatego pisałam o tym dziurawym kubełku wcześniej, bo to jest to samo o czym mówi Klimcia tylko innymi słowami. jak nie masz pojemnosci w Muladhara to jakkolwiek dużo nie wlejesz przez Adżnę, nic sie nie zatrzyma. i to poczucie odlatywania to moze byc właśnie ta energia ktra nie ma gdzie isc i szuka wyjscia w górę
nie piszę dużo w tym wątku ale to zdanie Niusi o energii szukającej wyjścia do góry bardzo do mnie trafiło. bo ja ostatnio mam coś podobnego, nie depersonalizację ale takie stany że jakby patrzę na siebie z zewnątrz chwilami. i teraz się zastanawiam czy to może być coś podobnego u mnie. jak to w ogóle odróżnić kiedy trzeba się martwić a kiedy to po prostu przejaw pracy energetycznej?
dorzucę coś do wątku o tej linii między 'pracą energetyczną' a czymś wymagającym interwencji. to co opisuje Faye, to patrzenie na siebie z zewnątrz, to jest dosyć typowe dla płytkich stanów dysocjacyjnych które zna chyba każdy. natomiast Modrzewka opisuje coś bardziej nasilonego i nawracającego. różnica jest w intensywności, częstości i tym czy to zaburza codzienność. jakość podobna, skala inna
