Tak, mam od dawna z tym problem. Szczególnie kiedy chodzi o bliskich, to jakby coś stawia mi opór. To co piszesz o tym 'energii nie ma gdzie wyjść' brzmi znajomo, bo mam takie poczucie że coś siedzi w środku i nie może się wydostać. Ale nie myślałam wcześniej że to może być połączone z gardłem.
To znaczy że jeśli mam problemy z komunikacją to mogę mieć blokadę w gardle, nawet jeśli nie odczuwam nic fizycznego w tym miejscu? Bo ja na przykład całe życie mam trudność z powiedzeniem wprost co czuję i nigdy mi to nie kojarzyło się z żadną czakrą.
U mnie to zajęło naprawdę długo zanim poczułam, że mogę wahadłu zaufać. I nawet teraz wolę je stosować jako potwierdzenie, nie jako jedyne sposób diagnostyczne. Przy czakrach korzystam z niego razem z obserwacją siebie i dopiero jak kilka rzeczy się zgadza to myślę, że mam w miarę realistyczny obraz.
To trochę jak placebo, nie? Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam. Bo jeśli wynik wahadła może być pod wpływem tego co myślimy, to jak w ogóle wiadomo, że on mierzy coś poza nami?
Słucham tej dyskusji o wahadełku i sama nie wiem czy bym miała cierpliwość do takich ćwiczeń. Chociaż z drugiej strony chętnie bym wiedziała co się dzieje z moją Anahatą, bo ciągnięcie w piersi wróciło ostatnio. I teraz mam pytanie do wszystkich, bo trochę to prześladuje mój wątek od początku. Kiedy naprawdę powinnam iść do lekarza, a kiedy to jest coś, nad czym można pracować energetycznie?
Wincentyna, to pytanie jest absolutnie kluczowe i cieszę się, że wróciłaś do niego wprost. Ból w klatce piersiowej, który wraca, to zawsze najpierw lekarz. Zanim cokolwiek innego. Praca energetyczna nie wyklucza diagnostyki medycznej, one mogą iść równolegle, ale żadna z nas nie jest w stanie przez forum powiedzieć ci, że to 'tylko' blokada.
Wincentyna, morfologia i osłuchanie to naprawdę wstępne badania. Jeśli ból wraca, to nawet przy dobrych wynikach podstawowych warto poprosić o echo serca albo holter. Mówię to bez żadnego strachu, tylko dlatego że sama przez długi czas zakładałam, że moje bóle w klatce to splot słoneczny, a okazało się że mam przepuklinę rozworu przełykowego i to dawało identyczne objawy.
To jest chyba najbardziej konkretna i ważna rzecz powiedziana w tym wątku. Serio. Że ból przy sercu może mieć przyczyny, których nie widać w podstawowych badaniach. Wincentyna, idź do lekarza jeszcze raz i opisz dokładnie jak wraca, jak długo trwa i gdzie dokładnie go czujesz.
'po rozmowie z mamą' to jest dla mnie bardzo znaczące zdanie. Ale to nie znaczy, że nie trzeba wykluczyć przyczyn somatycznych. Naprawdę, idź jeszcze raz i powiedz dokładnie to co napisałaś tutaj. Czas trwania, lokalizacja, powiązanie ze stresem. To lekarzowi bardzo pomaga.
A jak już skończymy z lekarzem i okaże się, że to nie jest nic medycznego, to wróćmy do tej czułości na wahadło, bo mnie to teraz bardziej interesuje. Modrzewka mówiła żeby ćwiczyć, Jolusia mówiła o wodzie. Ale jak długo takie ćwiczenia zajmują zanim wahadło zacznie dawać sensowne wyniki?
Ja się nauczyłam właśnie od 'zera', jak to Modrzewka mówi. I przyznam, że to zajęło mi dużo czasu bo mam niespokojne ręce. Ale potem kiedy wahadło nagle zaczęło kręcić się bez że o nic nie prosiłam, to było zupełnie inne czucie niż te wcześniejsze przypadkowe ruchy. Tyle że tego nie da się wytłumaczyć, to trzeba po prostu poczuć.
No i właśnie to mnie interesuje, bo zawsze mam ten dylemat przy czakrze serca. Kamienie działają bardziej na poziomie emocjonalnym i dają takie miękkie wejście, ale wahadło przynajmniej daje jakiś feedback. Choć tutaj pojawia się pytanie, czy wahadło nad Anahatą u osoby, która dopiero się uczy, da w ogóle rzetelny odczyt? Modrzewka, jak myślisz?
Ale Wincentyna, zanim cokolwiek z tych rzeczy, naprawdę powiedz nam czy zdecydujesz się wrócić do lekarza? Bo to co opisałaś, ten szczegół z lokalizacją pośrodku i powiązaniem ze stresem, to brzmi jak coś, co lekarz powinien usłyszeć właśnie w takiej formie jak to nam napisałaś.
Tak, zdecyduję się. Zapisałam się na wizytę, mam ją za kilka dni. Napiszę tutaj co powiedzą. A przy okazji chciałam zapytać o te kamienie, bo Dominisia wspomniała. Czy do czakry serca zawsze jest róż kwarcu czy są inne opcje? Bo widziałam gdzieś że i malachit i jadeit...
Cieszę się że idzie do lekarza. Naprawdę. Co do kamieni to malachit jest silnym kamieniem do Anahaty, ale właśnie przez to, że mocno 'ciągnie' stare emocje, nie zawsze jest dobrym pierwszym wyborem. Niektóre osoby po pierwszym kontakcie z malachitem czują się gorzej zanim poczują się lepiej. Wincentyna, czy masz teraz w domu jakieś kamienie w ogóle?
tak, mniej więcej. Taki kamień pracuje z tym co jest zagrzebane. Czasem to jest potrzebne, ale jeśli ktoś jest w środku jakiegoś trudnego okresu, to lepiej nie zaczynać od czegoś tak intensywnego. Spokojniej jest zacząć od różańca, zielonego awenturynu albo właśnie jadeitu o którym mówiłaś.
Ale jak to 'ciągnie emocje'? Kamień to kamień, to minerał. Skąd ma wiedzieć co jest zagrzebane? Przepraszam, nie atakuję, naprawdę pytam bo nie rozumiem tego mechanizmu.
To dla mnie trochę otwiera nową szufladę, bo zawsze myślałam, że kamienie to bardziej dekoracja niż praca. Kornelia, ja miałam podobne wątpliwości i szczerze powiem, że nie wiem czy 'działa' przez energię czy przez efekt placebo, ale u mnie awenturyn przy medytacji serca rzeczywiście coś robił z moim oddechem. Stawał się głębszy. Może to i placebo, ale czuję się po tym lepiej.
Granice bezpieczeństwa to dobry temat. Modrzewka, czy ty jako osoba z większym doświadczeniem miałaś sytuację gdzie praca z Anahatą komuś nie służyła? Nie mam na myśli czegoś dramatycznego, ale po prostu nie była dobrym momentem.
To bardzo trafne porównanie i chyba odpowiada też na pytanie Kornelii o granice. Kiedy mam trudny czas emocjonalnie, staram się pracować najpierw z korzeniem, żeby poczuć grunt, zanim ruszam w górę do serca. U mnie tak działa lepiej.
To co mówi Wandka bardzo do mnie trafia, bo ja chyba właśnie próbowałam iść od razu w serce bez tego gruntu. Ostatnio zaczęłam medytację na czakrę serca i czułam się po niej dziwnie, takie rozedrganie a nie spokój. Może to właśnie to?
To rozedrganie po medytacji serca to ciekawy sygnał, Wincentyna. Czy pamiętasz czy byłaś wtedy w jakimś stresie albo po trudnej rozmowie? Bo to może być właśnie ten moment o którym Modrzewka mówiła, że czakra sygnalizuje że to nie jest dobry czas na otwieranie.
uziemienie. Dosłownie. Bose stopy na podłodze, kilka oddechów w dół a nie w górę, wizualizacja korzeni zamiast światła. To standardowe wyjście z takiego stanu. Ale to już pytanie do Jolusi albo Modrzewki czy mają inne sposoby, bo ja mam swoje które działają na mnie i nie wiem czy to reguła.
Dominisia wspomniała uziemienie i ma rację, to działa. Ale Wincentyna, chcę się upewnić że dobrze rozumiesz kolejność: najpierw oddech w dół, naprawdę wyobrażasz sobie że wdech idzie aż do stóp, potem dopiero ewentualnie cokolwiek z sercem. Nie na odwrót. Pytam bo widziałam podejście gdzie ktoś robi 'oddech do serca' żeby uspokoić to rozedrganie i to tylko nakręca.
Właśnie tak robiłam, oddychałam 'do serca' żeby się uspokoić, bo gdzieś tak czytałam. To może stąd to rozedrganie było coraz większe zamiast maleć? Bo ja myślałam że coś robię źle z techniką, a może po prostu kierunek był zły.
dokładnie to podejrzewam. Oddech do serca kiedy Anahata jest już podrażniona to jak polewanie wodą czegoś co i tak jest mokre. Modrzewka, powiedz mi czy ty w takim momencie zostałabyś przy samym oddechu do stóp czy jednak dodałabyś LAM jako mantrę stabilizującą?
Poczekajcie, to teraz mi się miesza. Rozedrganie po medytacji to zawsze zły znak czy nie zawsze? Bo kiedyś po medytacji serca czułam coś podobnego i uznałam że to 'przepływ'. Skąd wiem że to źle a nie dobrze?
