To płakanie bez powodu po intensywnej pracy z sercem to wątek który się tu przewija i chyba warto go rozwinąć. Bo z jednej strony faktycznie może być oczyszczaniem, a z drugiej strony może być sygnałem że otworzyłaś więcej niż dałaś radę zamknąć na koniec sesji. Jolusia, czy jest jakiś sposób żeby to odróżnić?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku. Czy wy w ogóle odróżniacie te stany wtedy na bieżąco, czy zawsze to jest wiedza po fakcie? Bo jak czytam te opisy to wszystkie brzmią jak coś co można ocenić dopiero z perspektywy czasu.
Kornelia i Tamarka mają rację że dużo to retrospekcja, ale myślę że z czasem ten odstęp się skraca. Teraz jestem w stanie ocenić w trakcie sesji, ale to jest efekt wielu błędów i obserwowania siebie przez długi czas. Na początku też wiedziałam tylko po fakcie.
To mnie uspokaja trochę, bo ja właśnie wszystko oceniam po fakcie i myślałam że robię coś nie tak. Ale wracając do tego mojego konkretnego rozedrgania, to następnym razem mam zacząć od korzenia zamiast od serca, tak rozumiem?
Nie 'zamiast', Wincentyna, a 'przed'. Różnica jest istotna. Korzeń to fundament, nie alternatywa dla serca. Jak poczujesz że stoisz pewnie na ziemi, możesz sięgnąć do Anahaty. Tylko wtedy z innego miejsca tam wchodzisz.
I tu dodam że od strony astrologicznej ten moment kiedy Wincentyna to przeżywała mógł być naprawdę niesprzyjający dla pracy z sercem, bo tranzytowe napięcia na niektórych domach potrafią same z siebie destabilizować emocjonalnie. Nie mówię że to podstawa, ale jako kontekst warto mieć w tyle głowy. Czy ktoś sprawdzał swój horoskop przy planowaniu sesji medytacyjnych?
Ale Eleonorka56, chwilę. Czy to nie jest trochę tak że zawsze znajdzie się jakiś tranzyt albo faza Księżyca która 'nie sprzyja'? Pytam szczerze, bo to brzmi jakby nigdy nie był dobry moment na nic.
I tu chcę przypomnieć o tym co najważniejsze w tym wątku: Wincentyna, masz wizytę lekarską za kilka dni. Całą tę rozmowę o medytacji i kamieniach proszę traktuj jako coś co robisz równolegle, a nie zamiast. Jak pójdziesz do lekarza i wykluczą przyczyny fizyczne, to wtedy możesz spokojnie eksperymentować z Muladharą jako fundamentem. Nie odwrotnie.
Tak, rozumiem, Modrzewka, 'przed' a nie 'zamiast' - zapisałam to sobie. I dziękuję Jolusia96 za to przypomnienie o lekarzu, bo rzeczywiście wciągnęłam się w tę rozmowę o medytacji i trochę przysłoniło mi to ten pierwotny powód dla którego w ogóle tu napisałam. Wizyta jest, idę. Ale mam jeszcze jedno pytanie zanim pójdę - czy powinnam im powiedzieć że pracuję z czakrami? Czy to cokolwiek zmieni w badaniach?
Wincentyna, moim zdaniem nie, nie mówić. Nie dlatego że się wstydzić, ale dlatego że lekarz zajmie się tym co fizyczne i to jest jego działka. Informacja o czakrach nic mu nie da diagnostycznie, a możesz dostać etykietkę która potem utrudnia kontakt. To moja prywatna opinia, ale...
A wracając do tego wątku który Egzorcystkaa otworzyła, bo mnie to nie opuszcza - to rozróżnienie między przepływem a przeciążeniem. Jolusia, czy to że po płaczu jest ulga to wystarczający wyróżnik? Bo płakałam kiedyś z ulgi po bardzo złej wiadomości i nie wiem czy to analogia.
Modrzewka, ale co to znaczy 'za głęboka jak na tamten moment'? Że zrobiłaś za dużo, za długo, czy że sama czakra dała za duży sygnał? Bo nie wiem jak to odróżnić kiedy planuję sesję.
