Słyszałem, terapeuta wspominał. Ale jakoś odkładałem. Może dlatego że właśnie bałem się tej lawiny o której Opalinka pisze. Więc to byłoby bezpieczne?
Ja robiłam mettę w momencie kiedy byłam w podobnym miejscu po trudnym rozstaniu i mogę powiedzieć że u mnie nie wywołała fali tylko... odrobinę ciepła. Ale też nie robiłam tego żeby 'otworzyć serce' tylko żeby chwilę być dla siebie życzliwą. Intencja chyba robi różnicę. Opalinka, czy zgadzasz się że intencja zmienia to jak te praktyki działają?
Słuchajcie, czytam i nasuwa mi się pytanie trochę z boku. Mówicie o medytacjach, mantrach, kolejności czakr. Ale Miłosz napisał wcześniej że szuka potwierdzenia że idzie w dobą stronę. Czy ktoś zapytał go jak ta terapia wygląda? Czy tam też jest praca z tym samym, z tym szukaniem walidacji? Bo jeśli nie - to może warto o tym powiedzieć terapeucie?
W terapii dużo o tym rozmawiamy właśnie. Terapeuta zna mój schemat. Ale praca z czakrami to mój własny projekt, trochę równoległy. On nie jest przeciwny, powiedział że co pomaga to pomaga, ale nie zna się na tym temacie.
To co Miłosz mówi o 'własnym projekcie równoległym' jest interesujące. Bo z jednej strony dobrze że terapeuta nie blokuje - z drugiej, czy widzisz ryzyko że praca z czakrami stanie się właśnie tym miejscem gdzie 'uciekasz' od trudniejszych rzeczy? Nie oskarżam, pytam poważnie bo sam kiedyś używałem ezoteryki jako znieczulenia a nie narzędzia.
Tak, widzę to ryzyko. To dlatego m.in. piszę tu i pytam, zamiast siedzieć sam i 'pracować'. Czuję że potrzebuję jakiegoś zewnętrznego sprawdzenia tej ścieżki.
Miłosz, wracam do meritum. Masz już konkretny plan od Eliksiry - LAM rano, uziemienie, dziennik 'czego chcę'. Dodałbym jedno pytanie praktyczne - czy masz jakiś regularny rytm dnia w tej chwili? Bo z mojego doświadczenia te praktyki wchodzą zupełnie inaczej kiedy jest jakiś stały punkt zakotwiczenia, a inaczej kiedy robi się je na zasadzie 'może dziś, może nie'.
Rytm jest dość chaotyczny, szczerze mówiąc. Wstaję różnie, pracuję zdalnie, więc dzień się rozmazuje. Może to jest właśnie ta praca z Muladharą której nie widziałem - nie jakieś mistyczne ćwiczenia tylko zwykły porządek dnia?
Dokładnie to. I to jest jeden z lepszych momentów w tym wątku, bo sam to zobaczyłeś. Regularny rytm dnia to jedno z najprostszych i najsilniejszych ćwiczeń Muladhary jakie istnieją. Stała godzina wstawania, stały posiłek, stały czas na praktykę - to jest uziemienie zbudowane w codzienność, nie tylko pięć minut boso na trawie. Czy to jest coś co jesteś w stanie wprowadzić teraz?
I to jest ta odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, czy sama praca na czakrę wystarczy. Bo widać że 'praca na czakrę' to niekoniecznie medytacja z mantrą - to też decyzja żeby wstać o tej samej godzinie. Miłosz, jak teraz widzisz ten tytuł który sam postawiłeś - czy pytanie nadal brzmi tak samo?
Patrząc na ten tytuł teraz... widzę że pytałem czy praca na czakrę 'wystarczy', jakby to był projekt do zaliczenia. A rozmowa pokazała że w ogóle źle stawiałem pytanie. Nie chodzi o to czy wystarczy, tylko co w ogóle jest tą pracą. Wstanie o stałej porze to też praca z Muladharą. Terapia to też praca z Muladharą. Może to jest właśnie to czego nie rozumiałem na początku.
I to jest dokładnie to przesunięcie które musi nastąpić, żeby cokolwiek ruszyło. Dopóki 'praca z czakrami' jest osobną szufladką z napisem 'mistyczne ćwiczenia', to można ją odkładać albo do niej uciekać. Kiedy zaczynasz widzieć że rytm dnia to Muladhara, że szczera rozmowa z terapeutą to Vishuddha, że postawienie granicy to Manipura - to wtedy to żyje. Miłosz, jedno pytanie - ta granica między tobą a byłym partnerem, czy to jest coś co masz już postawione fizycznie, to znaczy na poziomie kontaktu?
Niemal. Nie blokowałem, ale kontaktu nie ma od dłuższego czasu - z jego strony też cisza. Ale 'niemal' to właśnie to słowo które mnie zatrzymało. Jest jeszcze jeden wspólny znajomy przez którego informacje czasem przepływają. I mam świadomość że to jest właśnie ta nieszczelność.
Ten 'wspólny znajomy przez którego informacje przepływają' to klasyczny wzorzec współuzależniony który przenosi się z relacji na otoczenie. Pytanie jest proste: czy chcesz wiedzieć co u niego słychać, czy też informacje przychodzą same i ty po prostu nie prosisz aktywnie żeby nie przychodziły? Bo to są dwie różne sytuacje.
Że powiedziałeś terapeucie - to jest Vishuddha działająca. Serio. Uznanie czegoś głośno przed kimś zamiast trzymania tego w środku to jest przepływ przez gardło, nie jakaś metafora. Wróćmy do Muladhary przez to co powiedziałeś - ta nieszczelność w kontakcie to też brak granicy energetycznej. Czy masz wrażenie że twoje pole po prostu nie wie gdzie się kończy a gdzie zaczyna jego pole?
Splot słoneczny, Manipura. To co opisujesz - ssanie pod żebrami kiedy myślisz o tej osobie - to jest klasyczny objaw czakry która szuka zewnętrznego źródła potwierdzenia. Manipura zdrowa pobiera energię od środka, z poczucia własnej wartości. Manipura z deficytem sięga na zewnątrz i szuka. Znajomy to kanał przez który Manipura próbuje się nakarmić informacją o tym czy tamten jest dobrze, czy źle, czy za tobą tęskni. Brzmi ostro, ale czy to nie jest bliskie temu co czujesz?
Wstyd to też Manipura nawiasem mówiąc. Ale nie w złym sensie - wstyd który pojawia się kiedy coś sobie uświadamiasz to nie to samo co chroniczny wstyd. U mnie kiedy zaczynałam rozumieć swoje wzorce to też było takie 'ugh, naprawdę to robiłam'. I to było dobre, bo znaczyło że widzę. Miłosz, czy w terapii macie już ten wątek Manipury? Nie pod tą nazwą oczywiście, ale ten temat skąd bierzesz poczucie własnej wartości?
Hej Miłosz, ta szczerość jest naprawde odważna. Ale chce zapytać - jak ty teraz się czujesz z tym ze tak dużo o sobie mówiłeś tu? Bo czasem się zdarza że po takiej rozmowie jest jakiś dyskomfort, jakby za dużo wyszło. Nie żeby to było złe, po prostu ciekawa jestem.
To co opisujesz - powiedzieć i zobaczyć że świat się nie wali - to jest właśnie ten moment kiedy Vishuddha zaczyna odbudowywać zaufanie do wyrażania siebie. We współuzależnieniu bardzo często gardło jest zablokowane bo nauczyło się że mówienie prawdy jest niebezpieczne. Pytanie do Miłosza albo do innych - czy macie doświadczenie z tym że czakra gardła się otwiera właśnie przez pisanie, a nie mówienie? Mnie pisanie zawsze przychodziło łatwiej niż mówienie.
Nie złe, ale warto być tego świadomym. Jest różnica między 'sprawdzam perspektywę u innych' a 'szukam ktoś mi powie że jestem okej'. Pierwsze to Vishuddha i Ajna - słucham, myślę, weryfikuję. Drugie to ta Manipura o której mówiliśmy. Miłosz, mam wrażenie że w tej rozmowie były oba te ruchy i że sam już potrafisz je od siebie odróżnić. To jest dobry znak. Ale nie zamykajmy wątku pytaniem czy to co robisz wystarczy - bo ta rozmowa pokazała że pytanie brzmi inaczej. Nie 'czy wystarczy' tylko 'co konkretnie robię i po co'.
Dodam tylko jedno do tego co Gustlik napisał. Ten wątek zaczął się od pytania czy praca z czakrą serca wystarczy przy współuzależnieniu. I odpowiedź którą wspólnie wypracowaliśmy brzmi: nie wystarczy jeśli przez 'pracę z czakrą serca' rozumiesz izolowaną medytację Anahaty. Wystarczy jeśli rozumiesz to jako całość - Muladhara przez rytm i granice, Manipura przez budowanie wewnętrznego centrum, Vishuddha przez mówienie prawdy, i dopiero potem Anahata dostaje fundament na którym może stać. To nie jest odpowiedź którą można wyszukać w artykule, bo zależy od konkretnej osoby. Miłosz, jak teraz widzisz ten swój 'projekt równoległy' do terapii?
Dobra, to wróćmy do początku bo czuję że trochę mi umknęło. Aurelek napisał że praca z Anahatą przy współuzależnieniu to za mało jeśli to izolowana medytacja. To co właściwie miałoby wystarczyć? Bo ja na razie mam terapię, próbuję medytować, tu rozmawiam. Czy to jest to 'wiele frontów' o którym mówiliście?
Mam jednak wątpliwość do tego co Aurelek napisał. Czy 'dociera do warstwy gdzie wzorzec siedzi w ciele zanim dojdzie do myśli' - to jest coś co da się zweryfikować, czy to jest ładna metafora? Serio pytam, bo sam nie jestem pewien jak to sprawdzić u siebie.
A może to nie jest sprzeczność? Że regulacja układu nerwowego I praca energetyczna to to samo opisane innym językiem? Pytam serio, bo nie wiem. Ale kiedy u mnie pukało coś w klatce podczas pracy z Anahatą, lekarz by to pewnie nazwał napięciem mięśniowym które odpuszcza. I obydwie wersje są dla mnie prawdziwe.
Szczerze to nie bardzo. Medytuję ale raczej ogólnie, takie oddechowe rzeczy z aplikacji. Nic ukierunkowanego na czakrę serca. Głównie dlatego że nie wiedziałem od czego zacząć i trochę się bałem że zrobię coś nie tak.
A czego konkretnie sie bałeś że zrobisz nie tak? Bo to ciekawe - strach przed pracą z Anahatą to chyba sam w sobie jest jakiś sygnał, nie?
To co Miłosz opisuje - strach przed rozpadnięciem się przy otwieraniu serca - słyszałam to chyba ze sto razy od osób z historią współuzależnienia. Bo Anahata która była przez lata w trybie 'daję wszystko i nie biorę' naprawdę może mieć twardy pancerz. I pierwsza reakcja na próbę otwarcia to czasem właśnie lęk, nie ciepło i spokój jak w filmie. To jest normalne.
