I tu właśnie mam problem z tym wątkiem - zajęliśmy się jakimś filozofowaniem o katalizatorach i przedmiotach, a człowiek siedzi i nie wie czy ma zablokowaną czakrę czy nie. Alojzy, odpowiedz konkretnie: czy masz w życiu obszary gdzie czujesz że nic nie płynie? Nie tylko twórczość. Relacje, seksualność, emocje w ogóle? Bo Swadhisthana to nie jest tylko rysowanie.
Mgła, zamrożenie, brak przepływu w kilku obszarach jednocześnie - to nie brzmi jak nadaktywna czakra. To brzmi jak wyraźna niedoczynność Swadhisthany. Alojzy, czy pamiętasz mniej więcej kiedy to się zaczęło? Czy rysowanie też umarło mniej więcej w tym samym czasie co inne rzeczy?
To co opisujesz - kilka obszarów jednocześnie, wyraźny moment czasowy, poczucie 'nie wróciłem do siebie' - to jest klasyczny obraz blokady po jakimś silnym wydarzeniu emocjonalnym. Swadhisthana bardzo reaguje na traumy relacyjne, straty, zmiany które naruszają poczucie ciągłości. Ale mam do ciebie pytanie: czy w tym czasie coś straciłeś? Nie pytam o szczegóły, tylko czy to był czas straty?
Rozstanie plus utrata miejsca - to jest podwójny cios w Swadhisthanę i w Muladhara jednocześnie. Pytanie czy blokada siedzi głównie w sakralnej, czy spłynęła niżej i zrobiła się bardziej systemowa. Alojzy, czy masz też problemy z poczuciem stabilizacji, takimi bardzo podstawowymi - finanse, dom, poczucie że masz grunt pod nogami?
To jest ważna informacja, bo zmienia obraz diagnostyczny. Jeśli Muladhara jest osłabiona, to praca tylko z Swadhisthaną może dawać słabe efekty albo w ogóle nie przechodzić. Energia musi mieć podstawę. Mam pytanie do bardziej doświadczonych tutaj - czy ktoś miał przypadek gdzie praca z sakralną bez zaadresowania korzenia dawała trwałe efekty? Bo w mojej praktyce obserwacji zawsze to wymagało pracy od dołu.
Ale tu pojawia się pytanie praktyczne - jak Alojzy ma pracować z dwiema czakrami jednocześnie? Bo to brzmi jak sporo. Czy lepiej zacząć od jednej i potem drugiej, czy są metody które adresują obie?
U mnie to zawsze bardziej życiowe niż fizyczne. Jak zaczęłam pracować z korzeniową, to nie miałam żadnych dreszczy ani mrowień. Po prostu któregoś dnia stwierdziłam że zapisałam się na kurs, który odwlekałam od roku. Takie małe, konkretne ruchy.
Ale to jest problem z tą całą oceną - zapisałaś się na kurs bo czakra, czy zapisałaś się bo po prostu w końcu podjęłaś decyzję? Nie mówię złośliwie, naprawdę zastanawiam się jak to odróżnić. Alojzy też ma ten dylemat od początku wątku, tylko teraz to jego dotyczy bezpośrednio.
Ale Alojzy zaczął od pierścionka dziadka i pytania o twórczość. Może zanim wejdziemy w drzewo genealogiczne wszystkich jego czakr - warto zapytać czy ten pierścionek jest dla niego teraz czymś dostępnym w pracy? Bo cały czas rozmawiamy o nim jak o przedmiocie diagnostycznym, a może warto go potraktować właśnie jak katalizator którego szukał. Alojzy, czy masz go przy sobie na co dzień?
Alojzy, to chyba najzdrowsza decyzja w całym wątku. Eksperyment przy pełnej świadomości że eksperymentujesz - to jest już coś. Tylko mam do ciebie jedno pytanie: czy kiedy go zakładasz, to planujesz przy tym cokolwiek robić, czy po prostu chcesz go nosić i obserwować co się dzieje?
Chyba po prostu nosić na razie. Może przy rysowaniu. Szczerze to jeszcze nie mam planu, ale ta rozmowa jakoś... poruszyła coś. Nie wiem czy to czakra, nie wiem czy to psychologia, ale czuję że chcę wziąć ten pierścionek i usiąść z kartką. To chyba więcej niż miałem jeszcze kilka dni temu.
a to jest bardzo konkretna zmiana. Serio. Kilkanaście postów temu pisałeś że nawet nie wiesz czy masz blokadę. Teraz masz plan - nosić pierścionek i usiąść z kartką. Czy to jest jakiś format rysowania który kiedyś ci działał, czy chcesz zacząć zupełnie od nowa?
Ten punkt zaczepienia to nie jest drobiazg. Kiedy pracowałam z Swadhisthaną, to przez długi czas musiałam mieć jakiś fizyczny 'starter' - u mnie to był konkretny kamień, który brałam do ręki przed rysowaniem. Sama nie wiem czy to działało przez energię kamienia, czy przez to że mózg dostał sygnał 'teraz jest czas na twórczość'. Ale działało.
To ciekawe co mówisz Eliksira, bo to bardzo podobne do tego co Alojzy opisuje z pierścionkiem dziadka. Nie wybrał go jako 'właściwy przedmiot pod czakrę' - po prostu jest. I może właśnie ta gotowość, bez analizy, jest tutaj kluczem. Alojzy, jak myślisz - co cię przez tyle czasu powstrzymywało od tego żeby go po prostu założyć?
No właśnie! I to jest typowe dla zablokowanej Swadhisthany - nadmierne kontrolowanie, brak spontaniczności, czekanie na idealne warunki. To nie jest racjonalna ostrożność, to jest energia która się boi ruszyć. Alojzy, czy to coś ci mówi?
Tu zaczyna być naprawdę skomplikowany obraz. Muladhara, Swadhisthana i teraz Manipura w jednym pakiecie. Protazy mówił wcześniej żeby zaczynać od dołu - i chyba ma rację, ale to też oznacza że Alojzy może być na dość długiej drodze. To nie jest pytanie z krytyką, naprawdę ciekawi mnie - Protazy, ile czasu twoim zdaniem może zajmować stabilizacja korzeniowej, zanim ma sens iść wyżej?
Ale wróćmy na chwilę do tematu wątku, bo mi zależy na tej kwestii twórczości. Alojzy mówił że chce usiąść z kartką i pierścionkiem. Czy ktoś ma konkretne doświadczenie z pracą z Swadhisthaną właśnie pod kątem kreatywności? Nie ogólnie 'odblokowanie', ale żeby coś ruszyło w tworzeniu?
U mnie pomogła muzyka. Brzmi prosto, ale świadomie puściłam coś co jest skojarzone z pomarańczowym kolorem - no wiem, brzmi abstrakcyjnie - i zaczęłam rysować przy tym bez celu. Nie wiedziałam co rysuję, po prostu dłoń szła. Pierwsze kilka razy było słabo, ale po jakimś czasie zaczęło mi wychodzić coś co było naprawdę moje.
Słucham tego wątku od dawna i chcę tylko dodać jedno - to co Alojzy opisuje z pierścionkiem dziadka, to mi się wydaje że ma coś więcej niż tylko czakrę. Ten lęk przed założeniem, żeby 'nie zrobić nie tak' - czy to nie jest też kwestia relacji z dziadkiem? Że to nie jest po prostu przedmiot, ale coś emocjonalnie naładowanego?
To co napisałeś o dziadku, Alojzy, to jest bardzo ważne i myślę że zmienia trochę obraz całej sprawy. Bo jeśli ten pierścionek niesie ze sobą taki ładunek emocjonalny, to może on nie jest tylko punktem zaczepienia dla twórczości - może jest czymś więcej. Mam pytanie: czy kiedy o nim myślisz, to czujesz głównie coś ciepłego, czy raczej jakiś ucisk?
Dobre pytanie. Chyba i jedno i drugie naraz. Ciepło gdy myślę o dziadku, ale ucisk jak myślę że mogę go nosić. Jakby to ciepło było za dużą odpowiedzialnością. Czy to ma sens?
Jak najbardziej ma sens. I muszę powiedzieć że to co opisujesz - ciepło plus ucisk - to jest bardzo specyficzne dla przedmiotów po kimś bliskim, kto odszedł. Pytanie czy ten pierścionek był czyszczony energetycznie odkąd go masz, bo jeśli nie, to niesie całą historię poprzedniego właściciela. Nie mówię że złą historię, ale niesie.
Zatrzymajmy się chwilę, bo wchodzimy bardzo głęboko w temat pierścionka, a wątek jest o twórczości i Swadhisthanie. Rozumiem że to połączone, ale chcę zapytać Alojzego o coś innego: czy jest jakaś forma twórcza, przy której blokada jest mniejsza? Rysunek, muzyka, cokolwiek? Albo moment dnia kiedy jest łatwiej?
Oczywiście że się liczy! I to jest bardzo ciekawy trop. Fotografia jako wejście przez 'mniejsze drzwi'. To mi przypomina coś co czytałam o Swadhisthanie - że kiedy jest zablokowana, to wraca się do twórczości przez odbiór zanim zacznie się przez tworzenie. Najpierw patrzysz, potem zaczniesz budować.
U mnie zresztą podobnie było - zaczęłam od słuchania zanim zaczęłam tworzyć. Naprawdę długo tylko słuchałam muzyki którą kojarzyłam z tą energią i dopiero po jakimś czasie sama sięgnęłam po kredki. Nie planowałam tego przejścia, po prostu nastąpiło.
To jest właśnie ta kwestia z Swadhisthaną, która moim zdaniem jest najczęściej niezrozumiana. Ludzie chcą ją 'odblokować' jak się odblokowuje korek w rurze - szybko, jednorazowo, i po wszystkim. Ale sakralna czakra to czakra płynności i rytmu. Ona nie wraca na jedno zaproszenie. Wraca kiedy zaczyna czuć że jest bezpieczna, że nie zostanie znowu zablokowana. Alojzy - czy masz jakiś stały rytm w ciągu dnia? Cokolwiek?
To ma sens astrologicznie też - Swadhisthana jest mocno powiązana z Księżycem, a Księżyc to właśnie rytm, cykl, przypływ i odpływ. Brak rytmu w życiu codziennym dosłownie rozbija energię tej czakry. Alojzy, nawet jeden mały stały punkt w ciągu dnia mógłby coś zmienić - nie musi być wielki.
