Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku - ktoś wspominał wcześniej o kamieniach przy sakralnej. Czy przy pracy twórczej bardziej pomaga kamień trzymany w dłoni, przy ciele, czy położony gdzieś w przestrzeni gdzie się tworzy? Bo sama nie wiem jak to robić.
To wszystko co tu czytam jest pomocne, ale chcę wrócić do pierścionka i jeszcze jednej rzeczy. Zastanawiam się czy fakt że to biżuteria po kimś bliskim nie sprawia że jest to bardziej kotwica emocjonalna niż energetyczna - i czy ta różnica w ogóle ma znaczenie przy odblokowywaniu twórczości?
a czy ta różnica naprawdę jest wyraźna? Bo emocja to też energia, nie? Jeśli trzymasz pierścionek i czujesz coś ciepłego, połączenie z babcią, spokój - to już zmienia twój stan, a stan zmienia twórczość. Może nie warto ich rozdzielać.
praca z przedmiotami po osobach które odeszły to akurat coś czym się trochę interesuję i z mojego doświadczenia - tak, ślad pozostaje, i to długo. Nie wiem czy użyłabym słowa 'aktywne' ale kiedy trzymałam zegarek po dziadku, wahadełko reagowało inaczej niż na zupełnie nowy przedmiot. Choć może to byłam po prostu ja i moje emocje wpływające na ruch wahadełka. Nie jestem w stanie tego rozdzielić.
Ale tu chyba jest ważna różnica - jeśli to my sami generujemy sygnał wahadełka, to tak naprawdę słuchamy siebie, nie jakiegoś zewnętrznego źródła. I to jest w porządku, ale to inne twierdzenie niż 'czytam energię przedmiotu'. Trochę mi to przypomina efekt placebo. Co nie znaczy że to nie działa, bo placebo działa. Ale powinniśmy wiedzieć co tak naprawdę robimy, nie?
Ja mam. Mama ma kolię po babci, i kiedyś kiedy nie mogłam zacząć robić nowych wzorów do haftu, pożyczyłam ją na jeden wieczór. Nie wiem co to było, ale coś puściło. Napisałam pięć nowych projektów jednym ciągiem. Mogło być coś, mogło być placebo jak mówi Wiktor, ale powtórzyłam to dwa razy i efekt był podobny.
A mój pierścionek po dziadku - on był muzykiem. Amatorsko, ale bardzo się tym żył. Piszę zupełnie co innego niż muzyka, ale może właśnie to jest jakaś nić? Że on tworzył, i ten impuls gdzieś tam jest? To może brzmieć naiwnie, ale Florka coś mi tu uruchomiła tym przykładem.
Nie brzmi naiwnie, i chcę to rozwinąć bo myślę że trafiasz w coś istotnego. W astrologicznym rozumieniu Swadhisthany - a to jest moja działka - ta czakra jest powiązana z Księżycem i Wenus, czyli z pamięcią, dziedzictwem emocjonalnym i tym co odziedziczyliśmy po przodkach na poziomie wzorców. Przedmiot po muzyku-dziadku może aktywować właśnie tę warstwę. To nie jest naiwne, to jest całkiem spójne.
A jak długo to w ogóle trwa zanim zacznie działać? Bo słucham tego i chciałabym spróbować, mam kolczyki po cioci która malowała, ale mam wrażenie że albo działa od razu albo wcale. Czy to prawda?
Właściwie wracam do siebie, bo słucham tej dyskusji i mam pytanie bardziej praktyczne. Mam ten pierścionek po dziadku. Mam poczucie połączenia przez twórczość. Ale nie wiem od czego zacząć. Czy ktoś ma jakiś konkretny rytuał albo choćby sposób na pierwsze podejście do takiego przedmiotu?
Dla mnie pierwsze podejście to zawsze cisza i czas bez oczekiwań. Bierzesz ten pierścionek, trzymasz w dłoniach, nie starasz się nic poczuć, nic wywołać. Siedzisz z nim. Dosłownie. Pięć minut, dziesięć. I obserwujesz co się pojawia - nie dlatego że musi, ale dlatego że może.
Ja kiedyś robiłam dokładnie to co opisujesz Naparstnica i nie miałam poczucia że to za dużo. Wręcz przeciwnie - kilka elementów naraz pomagało mi nie odpłynąć myślami. Ale to może być bardzo indywidualne. Dla kogoś kto łatwo się rozprasza jeden przedmiot to lepszy start.
Ja chyba nigdy nie podeszłam do kolii po babci tak formalnie jak tutaj opisujecie. Po prostu ją założyłam i zaczęłam coś robić. Może właśnie dlatego że nie miałam żadnego protokołu, nie byłam napięta oczekiwaniami? Zastanawiam się czy może czasem brak rytuału jest lepszy niż rytuał.
Florka, ale powiedz - czy to było zupełnie przypadkowe założenie, czy jednak gdzieś z tyłu głowy miałaś intencję? Bo mi się wydaje że ta intencja jest gdzieś kluczowa, nawet jeśli nie robisz z tego rytuału.
Szczerze? Nie wiem. Może i miałam jakieś myślenie o babci, o haftowaniu, o tym że chcę coś stworzyć. Ale nie nazwałabym tego intencją z dużej litery. Bardziej tęsknotą. Może to to samo?
Tęsknota jako forma intencji - to jest coś. Swadhisthana pracuje właśnie z tym rodzajem emocji, z pragnieniem, z ruchem ku czemuś. Może nie trzeba formułować 'zamierzam odblokować czakrę sakralną', wystarczy że coś się w nas porusza. I to poruszenie jest już impulsem.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że zaczęliśmy od bardzo konkretnego pytania o pierścionek i jego energię, a teraz rozmawiamy prawie filozoficznie o tym czym w ogóle jest intencja. Ale może właśnie tak powinna wyglądać praca z tą czakrą - nie wprost, nie schemat po schemacie?
To jest naprawdę ważne pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Przedmiot niesie energię osoby, tak - ale nie w sensie że przejmujemy jej blokady jak plik do pobrania. Bardziej chodzi o odcisk, o wzorzec. Czy twój dziadek był twórczy, Alojzy? Bo jeśli tak, to ten pierścionek może nieść właśnie ten wzorzec, nie blokadę.
A ja mam pytanie do Alojzego, bo to jego pierścionek i jego wątek - czy jak patrzysz na ten pierścionek, to co czujesz w pierwszym odruchu? Nie co myślisz. Właśnie to pierwsze, najszybsze. Bo to może być ważniejsze niż jakakolwiek metoda diagnostyczna.
Ciepło. Jakieś spokojne ciepło. I takie coś jakby chęć żeby coś zrobić rękami. Nie wiem czy to nie jest po prostu wspomnienie, ale tak mi się pojawia od razu.
Ciepło i impuls do działania rękami - to brzmi jak coś co wprost łączy się z kreatywnością przez ciało, nie przez głowę. Swadhisthana ma właśnie ten wymiar - nie twórczość jako idea, ale jako fizyczny przepływ, potrzeba ruchu, wytwarzania. Alojzy, czy ten odruch robienia czegoś rękami pojawia się u ciebie w ogóle poza tym pierścionkiem, czy głównie przy nim?
No właśnie i tu jest moje pytanie, bo od dłuższego czasu słucham - jak wy w ogóle rozróżniacie co jest energetyczne a co jest po prostu psychologiczne? Bo to ciepło, ten impuls, to może być zwykłe skojarzenie z dziadkiem. Nie mówię że na pewno tak jest, ale nie rozumiem jak to odróżnić.
No ale to znaczy że de facto kryterium jest skuteczność, nie źródło? To trochę pragmatyczne jak na ezoterykę 🙂 Nie mówię że źle, po prostu zauważam.
Ale to wraca do pytania o to czy biżuteria rodzinna i Swadhisthana to w ogóle dobra para. Bo może ten pierścionek działa u Alojzego dlatego że był dziadka i ktoś bliski go nosił, a czakra sakralna akurat idzie w parze bo dziadek był twórcą. A gdyby pierścionek był po kimś kto twórczości nie miał, to może by nic nie było? Czy energia czakry to bardziej cecha osoby czy przedmiotu?
To jest chyba najbardziej sensowne podejście jakie padło w tym wątku i dziwię się że nie powiedzieliśmy tego wcześniej. Alojzy, czy ty w ogóle wiesz jak stoi twoja Swadhisthana teraz, zanim zaczniesz pracować z pierścionkiem? Czy to był punkt wyjścia do tej rozmowy, czy dopiero doszliśmy do miejsca żeby to zapytać?
Szczerze? Nie wiem jak stoi moja Swadhisthana. To jest właśnie moje pytanie od początku, chyba tylko źle je zadałem. Wiedziałem że coś mi nie płynie z tą kreatywnością, że kiedyś rysowałem i przestałem, i szukałem jakiegoś klucza. Pierścionek dziadka był takim punktem wyjścia, ale może powinienem najpierw popatrzeć na siebie, nie na przedmiot.
No właśnie i to jest dla mnie najważniejszy moment tego wątku. Bo rozmawialiśmy o pierścionku, o energii przedmiotów, o tym czy to psychologia czy ezoteryka - a podstawowe pytanie brzmi: Alojzy, co TY czujesz w okolicach sakralnej? Nie pierścionek. Ty. Czy próbowałeś kiedyś samodzielnie to sprawdzić, choćby przez medytację albo skanowanie?
