To co powiedziałaś jest ważne i nie chcę tego zbagatelizować. Ale warto odróżnić - nie otwierasz skrzynki Pandory jednym ruchem. Praca z Swadhisthaną to nie jest jeden rytuał i nagle wszystko na wierzchu. To może być bardzo stopniowe. I właśnie ta stopniowość daje czas na to żeby przyswoić co się pojawia.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne - czy można w ogóle zacząć pracę z czakrą sakralną bez żadnej wcześniejszej pracy z korzeniową? Czytałam że Muladhara to podstawa i bez niej Swadhisthana nie ma na czym stać. Czy w sytuacji Eufemii to ma znaczenie?
Akurat to jest jedna z niewielu sfer gdzie czuję się w miarę stabilnie. Praca, mieszkanie, to jest poukładane. Więc może Muladhara nie jest problemem? Choć nie wiem czy umiem to rozróżnić.
Chcę wrócić do czegoś co powiedział Jarylo wcześniej - że to wyłączanie mogło pojawić się jako odpowiedź na konkretną relację. U mnie to trwało latami i myślałam że tak po prostu mam, że to moja natura. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić to co jest 'moje' od tego co jest odpowiedzią na kogoś?
To co mówi Melania.ka jest ciekawe bo sugeruje nakładanie się warstw - stary lęk plus nowy wzorzec relacyjny na wierzchu. I to jest akurat często spotykane. Swadhisthana zbiera te warstwy chronologicznie, trochę jak słoje w drzewie. Praca wtedy jest nie tylko o odcięciu bieżącym, ale o tym co pod spodem.
Szczerze? Nie. To znaczy - jak naprawdę skupiam uwagę to czuję jakiś opór, trochę jak gruba ściana. Nie ból, nie zimno, po prostu... nicość. Jakby ten obszar nie chciał odpowiadać. Nie wiem czy to w ogóle znaczy coś konkretnego.
Ta 'nicość' to jest chyba jeden z bardziej wymownych opisów jakie czytałem w tym wątku. Bo blokada nie zawsze objawia się jako coś aktywnego - ból, napięcie. Często to jest właśnie to - brak odpowiedzi, pustka, jakby sygnał nie dochodził. Melania.ka też coś podobnego opisywała jeśli dobrze pamiętam.
