To jest bardzo klasyczna reakcja przy silnym wstrząsie emocjonalnym - i z perspektywy czakr to właśnie ten moment kiedy Swadhisthana dostała cios i zaczęła się zamykać. Dolna połowa ciała to też Muladhara, czakra korzenia, więc to odebranie poczucia gruntu, stabilności. Czy to odrętwienie w nogach masz nadal, czy to był jednorazowy moment?
To bardzo ciekawe że mówimy też o Muladharze, bo przy zdradzie ona też dostaje swoje - bo to jest naruszenie bezpieczeństwa w sensie dosłownym. To co opisujesz z ciężkimi nogami przy kontakcie z partnerem brzmi jak odruch obronny czakry korzenia, nie tylko sakralnej. Czy próbowałaś kiedyś czegoś w stylu uziemienia - stanie boso, kontakt z ziemią?
A propos uziemienia i kamieni - czy dymny kwarc albo obsydian miałyby sens przy tej kombinacji czakra korzenia plus sakralna? Czytałem że obsydian to mocny kamień do Muladhary, ale nie wiem czy nie byłoby to za dużo przy kimś kto jest emocjonalnie niestabilny.
Wracam do tego co pisała Eufemia o ciężkich nogach przy kontakcie z partnerem - bo to jest interesujący sygnał diagnostyczny. Ciało reaguje na konkretny wyzwalacz, czyli blokada nie jest ogólna, ona jest przywiązana do tej relacji. Czy czujesz podobne rzeczy w relacjach z innymi ludźmi, przyjaciółkami na przykład?
To właśnie dobre pytanie, które sama sobie zadajesz. Że to relacyjne, nie generalnie twoje - to ważne rozróżnienie. Z energetycznego punktu widzenia można by powiedzieć że pole między wami jest zakłócone, że w tej konkretnej dynamice Swadhisthana dostała sygnał zagrożenia i teraz interpretuje jego obecność jako niebezpieczną. Ale tu muszę zapytać - czy w tej relacji jest teraz jakieś realne poczucie bezpieczeństwa, czy pracujecie nad odbudowaniem zaufania?
Właśnie tak bym to ujął. Pole relacji to nie jest suma dwóch pól, to coś osobnego. Kiedy zaufanie zostaje złamane, to zakłócenie zostaje zapisane w przestrzeni między nimi. I ciało to wykrywa zanim świadomość zdąży przetworzyć sytuację - stąd te ciężkie nogi, stąd ta reakcja tylko przy nim.
Ale to mnie trochę przeraża, bo skoro to jest w przestrzeni między nami, to znaczy że sama sobie nie poradzę? Że on też musi coś robić, żeby to się zmieniło?
Niekoniecznie. Twoja czakra sakralna to twoja czakra - możesz nad nią pracować niezależnie od tego co on robi. To co jest zakłócone w polu relacji może się zmienić kiedy ty się zmienisz, nawet jednostronnie. Ale szczere pytanie: czy on w ogóle wie że masz takie reakcje fizyczne przy kontakcie z nim?
To jest ważna informacja. Bo jeśli pracujesz energetycznie nad otwarciem Swadhisthany, a jednocześnie nie ma między wami żadnej rozmowy o tym co się naprawdę wydarzyło na poziomie emocjonalnym - to czakra będzie się otwierać i zamykać. Energia znajdzie blokadę i wróci do punktu wyjścia. Czy rozmawialiście w ogóle o zdradzie, tak po ludzku, bez ram energetycznych?
Przepraszam że wchodzę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie że praca z czakrami tutaj nie wystarczy, jeśli nie ma też normalnej rozmowy między partnerami? Że jedno bez drugiego to takie... łatanie dziury od zewnątrz?
Słuchajcie, ale czy ktoś zapytał Eufemię czy ona w ogóle chce odbudowywać intymność z tym człowiekiem? Bo całą rozmowę prowadzimy jakby cel był oczywisty, a może nie jest?
Sasanka94, to jest dobre pytanie i szczere odpowiem - nie wiem. Chcę żeby mi było dobrze z sobą, to wiem na pewno. Czy chcę żeby nam było dobrze razem - to jest jeszcze otwarte. Może dlatego też ta czakra jest zablokowana, że ja sama nie podjęłam jeszcze tej decyzji?
To jest bardzo przenikliwa obserwacja z twojej strony. Swadhisthana jest czakrą pragnienia i woli twórczej - jeśli na poziomie głębszym nie ma jeszcze decyzji co chcesz stworzyć z tej relacji, to ona dosłownie nie wie w którą stronę płynąć. To nie jest blokada z zewnątrz, to jest zawieszenie wewnętrzne.
Obsydianka, ale czy ta niepewność nie jest właśnie objawem blokady? Znaczy - czy to możliwe że Eufemia nie może podjąć decyzji właśnie dlatego że Swadhisthana jest zablokowana i odcina ją od własnych pragnień?
A czy jest jakaś metoda żeby to rozróżnić? Że ktoś nie wie czego chce bo czakra, a nie dlatego że sytuacja jest po prostu trudna? Bo to brzmi jak coś nie do odróżnienia z zewnątrz.
To brzmi bardziej jak Swadhisthana nadaktywna w sensie emocjonalnym niż zablokowana. Nadmiar energii który nie ma ujścia, nie zastój. Czy to nie zmienia trochę diagnozy dla całej tej rozmowy?
To brzmi bardziej jak Swadhisthana nadaktywna w sensie emocjonalnym niż zablokowana. Nadmiar energii który nie ma ujścia, nie zastój. Czy to nie zmienia trochę diagnozy dla całej tej rozmowy?
Jak tak pytasz... to chyba bardziej to drugie. Nie ma pustki. Jest za dużo. Płaczę bez powodu, mam przypływy złości których nie rozumiem, potem nagle spokój. To się zmienia kilka razy dziennie.
Właśnie. I to jest moim zdaniem powód dla którego praca z VAM przy wyraźnie emocjonalnym przeciążeniu może być na tym etapie nieodpowiednia. Zanim Eufemia zacznie aktywować Swadhisthane mantrą, może lepiej najpierw uziemienie przez Muladharę. Pytanie do Brygidki - jak ty byś to sekwencjonowała?
Nie bardzo. Siedzę dużo, pracuję przy komputerze. Chodzę na spacery ale to bardziej żeby myśleć niż żeby nie myśleć. Chyba właśnie odwrotnie niż powinnam.
A jak długo już trwa ten chaos emocjonalny? Bo zastanawiam się czy to nie jest po prostu reakcja na trudną sytuację w związku i nie ma sensu szukać tu specjalnej diagnozy energetycznej.
Przepraszam że dopytam - to jest chyba ważna różnica praktyczna - czy przy nadaktywnej Swadhisthanie kamienie które 'aktywują' jak karneol są złym pomysłem? Bo widziałam że Eufemia wcześniej o nim wspominała.
Słucham tego i mam wrażenie że trochę mnie zgubiliście. Czy dobrze rozumiem że teraz oceniacie że problem nie jest w samej sakralnej tylko że ona jest 'za głośna' bo nie ma fundamentu pod spodem? Że to korzeniowa jest pierwszym miejscem pracy?
Ale czy to nie prowadzi do sytuacji że zawsze znajdziecie 'niższą' czakrę do naprawienia najpierw? Że nigdy nie dojdzie do tej sakralnej bo zawsze jest coś pod spodem?
To jest ważna korekta. Jeśli Muladhara jest w porządku, to praca z uziemieniem może być po prostu pomocna jako regulacja przeciążenia, a nie fundament do zbudowania. Inaczej to widzę teraz. Eufemia, jak ty sama czujesz tę okolicę sakralną? Czy masz jakiś kontakt z ciałem tam, czy jest to jakby 'wyciszone' pomimo emocjonalnego hałasu?
To mi przypomina coś co słyszałem na warsztacie - że Swadhisthana jest czakrą prądu, nie spokojnej wody. Ona z natury jest bardziej zmienna niż Muladhara. Ale to 'kilka stacji naraz' brzmi jak coś co wymaga nie tyle wyciszenia co posortowania. Może zamiast medytacji aktywizującej spróbuj czegoś bardziej ruchowego - taniec, joga dla bioder? To odprowadza tę energię w ruch zamiast kręcić w głowie.
...czyli nie cisza, tylko chaos. To jest naprawdę dobre określenie. Eufemia, to 'kilka stacji naraz' - czy ten chaos ma jakiś rytm, czy jest losowy? Pytam bo zastanawiam się czy to nie jest związane z konkretnymi momentami - kontakt z partnerem, myślenie o intymności, czy jest przez cały czas?
