Mam takie pytanie, które mnie od dawna nurtuje. Pracuję z wahadełkiem nad czakrą korzenia i zauważyłam, że odpowiedzi są zupełnie inne zależnie od tego, w jakim jestem nastroju. Kiedy siedzę i myślę o tym, że brakuje mi kasy, wahadło prawie nie drga. Ale kiedy siedzę spokojnie i myślę o stabilności, ziemi, bezpieczeństwie, to zaczyna się kręcić. I teraz pytanie - czy Muladhara w ogóle reaguje tak samo na strach przed biedą jak na samo pragnienie posiadania? Bo to są chyba dwa zupełnie różne impulsy, a czakra korzenia chyba powinna obsługiwać oba?
Interesujące rozróżnienie i akurat mam to zapisane w swoich notatkach. Strach i pragnienie to niby różne emocje, ale w kontekście Muladhary często idą w parze - oba mają swoje źródło w poczuciu bezpieczeństwa. Albo jego braku. Blokada korzenia może wyglądać zarówno jako kurczowe trzymanie się pieniędzy (nadczynność), jak i całkowite odpuszczenie i bierność w sprawach finansowych (niedoczynność). Ale mnie bardziej zastanawia to, co napisałaś o wahadełku. Jak dokładnie testujesz? Nad którym punktem dokładnie trzymasz i czy robisz jakieś 'zerowanie' przed sesją?
To co opisuje Cytrynka08 z tym wahadełkiem to klasyczny problem neutralności. Myślę, że wahadło nie kłamie, tylko odpowiada na to, co mu w danej chwili wysyłasz. Jeśli siedzisz z lękiem, czakra może faktycznie być w tym momencie zakleszczona. A jak siedzisz spokojnie, to blokada jest mniejsza. Czy to nie jest tak, że obydwa pomiary są prawdziwe, tylko w różnych momentach?
No i tu jest sedno. Moim zdaniem wahadło mierzy pole energetyczne w danym momencie, a to pole zmienia się z nastrojem. Dlatego tak ważna jest ta neutralność przed sesją. Ja zawsze robię kilka oddechów, próbuję wyczyścić głowę i dopiero potem zadaję pytanie. Ale czy kiedykolwiek jest się naprawdę neutralnym w kwestii kasy? Wątpię. Większość ludzi ma z tym emocjonalne powiązania.
Wtrącę się, bo to ważna kwestia. Neutralność wahadłowa to nie jest stan, który się po prostu 'ma' - to umiejętność, którą się ćwiczy. Ja zanim przystąpię do diagnostyki, zadaję wahadłu pytania kontrolne, na które znam odpowiedź. 'Czy mam na imię X?' - sprawdzam czy mam prawidłowy ruch dla 'tak'. Jeśli cokolwiek jest nie tak, odkładam wahadło i wracam za kilka minut. Ale wracając do Muladhary i pieniędzy - skąd to przekonanie, że strach i pragnienie to dwie różne kwestie dla tej czakry? Chętnie posłucham, skąd autorka tematu to wzięła.
Przepraszam, że się wtrącam, jestem tu zupełnie nowy w temacie czakr. Ale jak to możliwe, że jedna czakra obsługuje i strach i pieniądze i kości ogonową? To nie brzmi logicznie, chyba że to są jakieś symbole? Jak to w ogóle działa?
No właśnie, i to jest odpowiedź na to pierwotne pytanie Cytrynki. Strach i pragnienie w kwestii majątku to dwie strony tej samej monety - oba wynikają z relacji z poczuciem bezpieczeństwa. Muladhara to nie 'szafka na lęki', ale też nie 'szafka na chciwość'. To kwestia zakorzenienia. Natomiast Cytrynko, zgodzę się, że Manipura też tu wchodzi, ale inaczej. Manipura to ten aspekt, który mówi 'chcę więcej, bo to daje mi siłę i kontrolę'. To już jest inna jakość.
Chcę zapytać o coś, co mnie tu zastanowiło. Kometka80 pisała o pytaniach kontrolnych przed użyciem wahadła. Ale jeśli ktoś kłamie sam sobie w kwestii finansów - powiedzmy udaje, że mu nie zależy na kasie, a zależy - to wahadło też będzie reagować na to kłamstwo? Bo podświadomie i tak będzie to wysyłać?
A czy ktoś próbował zamiast wahadełka po prostu odczuwać dłonią? Pytam, bo ja jakoś nigdy nie mogę utrzymać neutralności z wahadłem, zawsze mam wrażenie że je lekko prowadzę, nawet nieświadomie. Z dłonią czuję się pewniej.
Ja mam z tym praktyczne doświadczenie. Przez długi czas miałam straszne blokady w Muladharze, klasyczne - ciągłe martwienie się o finanse mimo że obiektywnie było okej. I co mi pomogło bardziej niż jakikolwiek pomiar, to po prostu obserwacja własnych zachowań. Kontrolujesz finanse co godzinę? Boisz się dać w prezencie? Masz wrażenie, że zawsze za mało? To są sygnały, które mówią więcej niż wahadło. Wahadło mogę przekombinować, zachowania trudniej.
Mogą się nakładać, szczerze. Ale kompulsywne sprawdzanie - to brzmi jak ta mieszanka strachu i potrzeby kontroli. Strach to korzeń, kontrola to Manipura. U mnie było podobnie, jakby obie razem.
Wracając do pytania z tytułu wątku - czy to jest strach czy pragnienie. Mam wrażenie, że szukamy tu ostrego podziału, który może nie istnieje. Może warto zapytać inaczej: co jest pierwsze? Jeśli najpierw czujesz strach i z niego rodzi się pragnienie posiadania jako zabezpieczenie, to mówimy o zablokowanej Muladharze. Jeśli pragnienie jest pierwsze i z jego niezaspokojenia rodzi się strach, to może to bardziej Manipura lub zupełnie inna dynamika. Cytrynko, a co u Ciebie jest pierwsze - boisz się braku czy pragniesz więcej?
To co napisałaś na końcu, Judytko, jest właśnie tym, co mnie od początku tego wątku nurtuje. To pytanie o kolejność - co jest pierwsze. Ale teraz myślę, że może to zależy od człowieka? U jednego najpierw jest brak (realny lub wyobrażony), z niego rodzi się strach, a z niego pragnienie posiadania. U innego może być odwrotnie - najpierw obserwuje kogoś zamożnego i czuje pragnienie, a potem strach, że nie dostanie. Czy Muladhara w obu przypadkach reaguje tak samo?
To jest ciekawe rozróżnienie, ale nie jestem pewna, czy czakra 'wie', co było pierwsze. Ona reaguje na to, co jest teraz - aktualny stan pola. I z tego co obserwuję, zarówno silny strach jak i silna żądza mogą dawać podobne sygnały wahadłem. Obie emocje to napięcie w polu.
Właśnie to mnie dezorientuje - myślałam, że nadczynność to za dużo energii i to jest związane z chciwością, a blokada to lęk. Ale skoro obsesja może dać blokadę, to jak w ogóle odróżnić z samych objawów, z czym się ma do czynienia?
Słucham tej dyskusji od chwili i mam pytanie do Leszczynki - to co opisujesz z tymi kursami i materiałami o pieniądzach, czy to już wychodzi poza Muladharę? Bo mnie się kojarzy bardziej z jakimś poszukiwaniem sensu albo poczuciem, że czegoś nie rozumiem. Czy to zawsze jest kwestia czakry korzenia?
A jak wróciłaś do siebie? Bo mam wrażenie, że siedzę w podobnym miejscu i nie wiem nawet od czego zacząć. Czy zaczęłaś od pracy z jedną czakrą, czy próbowałaś jakoś całościowo?
To mnie ciekawi, bo właśnie takie proste rzeczy - przyroda, ziemia - są chyba najczęściej pomijane kiedy ludzie szukają zaawansowanych technik. A może są skuteczniejsze niż godziny z wahadłem?
Przepraszam że wchodzę z boku, bo jestem bardziej od numerologii. Ale ciekawi mnie - czy ktoś sprawdzał, czy data urodzenia albo rok ma coś wspólnego z tym, która czakra jest słabsza? Gdzieś czytałem o takich powiązaniach, ale nie wiem czy to ma związek z tym co tu piszecie.
Wracając do mojego pierwotnego pytania o wahadło - teraz po tej całej dyskusji zastanawiam się, czy nie powinnam po prostu zrezygnować z wahadła na jakiś czas i skupić się na obserwacji siebie. Kompulsywne sprawdzanie konta, ta potrzeba kontroli o której pisała Leszczynka - to chyba bardziej mówi o moim stanie niż jakikolwiek wynik wahadła?
Właśnie. Wahadło jest fajne jako pomoc, ale samoobserwacja jest twardszym dowodem. Nikt nie zakłamie siebie przed sobą tak skutecznie przy obserwacji zachowań, jak przy zadawaniu pytań wahadłu z gotową odpowiedzią w głowie.
Czytam ten wątek od początku i muszę przyznać, że podchodziłam sceptycznie do całej tej diagnostyki czakr, ale ten argument z samoobserwacją brzmi sensownie nawet dla mnie. Nie muszę wierzyć w energię, żeby zauważyć, że sprawdzam konto siedem razy dziennie, prawda?
To co powiedział Edek na końcu naprawdę do mnie trafia. Zrobię sobie przerwę od wahadła - tydzień, może dwa. I spróbuję po prostu obserwować, kiedy pojawia się ten impuls żeby sprawdzić konto, co wtedy czuję w ciele, czy jest jakiś strach pod spodem czy coś innego. Ale mam pytanie do tych, którzy dłużej pracują z Muladharą - czy ta obserwacja ma sens bez żadnej struktury? Czy powinnam jakoś to zapisywać?
Zapisywanie jak najbardziej - ja prowadzę dziennik już kilka lat i to naprawdę robi różnicę. Ale nie chodzi o to, żeby go prowadzić perfekcyjnie. Wystarczy kilka zdań po każdym takim momencie. Kiedy, co czułam, gdzie w ciele, co się działo przed. Z czasem widać wzorce, które w głowie są niewidoczne.
A wracając do wahadła i neutralności, bo to było w tle całej tej rozmowy - mam takie spostrzeżenie. Im bardziej jestem przywiązana do wyniku, tym bardziej czuję napięcie w ręce. Dosłownie fizycznie. I wtedy wiem, że nie mam co testować, bo to nie będzie wahadło, tylko moje oczekiwania. Czy ktoś jeszcze to u siebie zauważył?
A jak w ogóle nauczyć się tej neutralności? Czy ona przychodzi sama z czasem, czy można jakoś ćwiczyć?
Czyli w praktyce chodzi o to, żeby wahadło znało ciebie, nie żebyś ty znała wahadło? To trochę odwraca logikę jak to rozumiałem.
