Mam ostatnio dziwne uczucie, jakby coś się we mnie zamknęło od strony duchowej. Modlę się, medytuję, ale to jak mówienie do pustego pokoju. Kiedyś podczas medytacji czułam wyraźne połączenie, coś ciepłego na czubku głowy, teraz nic. Zero. Sprawdziłam wahadełkiem i nad koroną kręci się minimalnie albo w ogóle stoi w miejscu. Przy innych czakrach jakoś reaguje, tutaj cisza. Czy to możliwe, żeby Sahasrara tak się po prostu zamknęła? I czy ktoś wie, jak to w ogóle diagnozować, bo boję się, że źle odczytuję wahadełko.
To uczucie pustki przy koronie znam dobrze i jest chyba jednym z trudniejszych do opisania. Ale zanim cokolwiek powiem o samej Sahasharze, chciałabym zapytać o kontekst. Czy to uczucie pojawiło się nagle, czy narastało stopniowo? I co się działo w twoim życiu mniej więcej wtedy, kiedy to zauważyłaś? Bo czakra korony bardzo reaguje na kryzysy sensu, na momenty, kiedy coś, w co wierzyłyśmy, przestaje działać. Wahadełko to dobry punkt wyjścia, ale sam brak ruchu może oznaczać kilka różnych rzeczy, niekoniecznie od razu blokadę.
Słuchaj, ja bym tu nie szła od razu w kierunku zablokowanej korony. Z tego co piszesz, to wygląda bardziej jak ogólne rozregulowanie po bardzo intensywnym okresie. Przeprowadzka i zmiana pracy to dwa z największych stresorów jakie są, i one uderzają najpierw w czakrę podstawy, Muladharę. Jak korzeniowa jest rozkopana, to cały system energetyczny traci stabilność i korona może się jakby odciąć sama z siebie, bo nie ma fundamentu. Czy masz teraz poczucie bezpieczeństwa? Finanse, dom, praca - czy to się poukładało?
Zimne nogi to akurat bardzo charakterystyczne przy zablokowanej Muladharze, mnie kiedyś bioenergoterapeutka zwróciła na to uwagę. Mówiła, że energia jakby ucieka przez dół zamiast krążyć. A problemy ze snem to już może być też trzecie oko albo korona. Jak kilka czakr jest jednocześnie rozregulowanych, to bardzo trudno samemu ocenić, która jest źródłem problemu, a która reaguje wtórnie.
Zgadzam się z Krysią. I właśnie dlatego nie lubię, jak ludzie od razu przypisują jeden objaw jednej czakrze. To system, nie zestaw oddzielnych przełączników. Tosia, mam jedno pytanie, jak teraz wygląda u ciebie relacja z własnym ciałem? Czy czujesz się w nim zadomowiona, czy raczej jest takie wrażenie bycia trochę obok?
To co opisujesz, to klasyczny obraz kiedy Sahasrara jest jakby przetarta, aktywna bardziej niż powinna, ale bez zakorzenienia. Czakra korony może działać na dwa sposoby gdy jest problem: albo się zamyka i czujesz odcięcie, albo jest nadaktywna i wtedy masz właśnie to poczucie unoszenia się, bycia poza ciałem. Przy przetartej koronie bez zakorzenionej Muladhary to niemal pewne. Zanim zaczniesz pracować z koroną, naprawdę polecam zacząć od dołu. Czy próbowałaś w ostatnim czasie chodzenia boso po trawie, ziemi, cokolwiek z kontaktem z naturą?
Ja bym jednak nie pomijała korony tak szybko. Medytacja z mantrą OM bezpośrednio na Sahasharze daje naprawdę szybkie efekty przy takim odcięciu. Robiłam to przez tydzień codziennie i różnica była wyraźna już po kilku sesjach. Czasem nie trzeba czekać aż się wszystko poukłada od dołu, można działać równocześnie.
To ciekawy spór i myślę, że obie macie rację w pewnych warunkach. Pytanie tylko skąd wiemy, który przypadek to który? Tosia, czy próbowałaś skanować dłonią, nie wahadełkiem, wszystkie czakry po kolei od dołu? Interesuje mnie co czujesz nad Muladharą i Swadhisthaną, bo to dałoby konkretniejszy obraz.
Chłód nad koroną to może być właśnie ten zastój, o którym pisała Nefrytka. Ciepło nad Muladharą z kolei niekoniecznie jest złe, może być normalna aktywność. Ale skanujesz siebie sama, prawda? To trochę utrudnia interpretację, bo trudno być jednocześnie osobą skanującą i skanowaną. Czy masz dostęp do kogoś, kto mógłby zrobić to z zewnątrz? Jakiś bioenergoterapeutka w okolicy?
O właśnie, ja niedawno byłam u bioenergoterapeutki i ona mi właśnie dłonią przeskanowała całe pole i od razu wiedziała które czakry są słabsze. Bez wahadełka, bez niczego. Powiedziała, że przy koronie czuła jakby wgłębienie zamiast wypukłości. Niesamowite to było. Bardzo dziękuję jej myślami za tamtą sesję, naprawdę. Tosia, może spróbuj znaleźć kogoś takiego?
Ja się zupełnie nie znam na czakrach, bo bardziej jestem od numerologii, ale to co czytam jest ciekawe. Mam jedno pytanie bo się zastanawiam, czy to uczucie odcięcia od boskości o którym pisze Tosia może mieć też jakiś wymiar, nie wiem, egzystencjalny? Nie czysto energetyczny? Pytam bo sam czasem mam coś podobnego i nie wiem czy to kwestia duchowa czy zwykłe wypalenie.
Dorzucę tylko, że teraz Saturm przechodzi przez dość wymagający sektor dla wielu osób i to może nakładać się na te odczucia. Saturm to planeta struktury i dyscypliny i gdy tranzyt jest ciężki, poczucie odcięcia od wyższego wymiaru jest prawie pewne. Nie wiem jaki masz znak, ale jeśli chcesz mogę sprawdzić. To nie zastąpi pracy z czakrami ale może dać kontekst, czemu akurat teraz i czemu tak intensywnie.
To jest bardzo uczciwa obserwacja i właśnie o to chodzi, że skanowanie siebie ma tę pułapkę. Dłoń naturalnie emituje ciepło i zaczyna je wyczuwać po pewnym czasie, więc trzeba uczyć się odróżniać. Ale tutaj jest pewna technika - czy próbowałaś przesuwać dłoń szybciej, nie zatrzymując jej, i obserwować czy w danym miejscu jest wyraźna zmiana odczucia w porównaniu do obszarów obok?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Zależy jak głęboka jest ta blokada i jak długo trwa. Kilka miesięcy to już sporo czasu i jeśli sama praca nie przynosi efektu, to wizyta u dobrego terapeuty może zdziałać więcej niż pół roku domowych prób. Ale nie mówię, że masz od razu rezygnować z samodzielnej pracy, bo ona zawsze ma sens. Mam tylko pytanie, czy ty w ogóle teraz medytujesz regularnie, choćby krótko?
10 minut to wcale nie jest mało na początek, nie porzucaj tego. Ja na początku też siedziałam ledwo 5 minut. Myślę, że problem nie jest w długości, tylko w tym że może potrzebujesz jakiejś struktury, czegoś do czego się przyczepić. Próbowałaś medytacji prowadzonej? Nie takiej ogólnej, ale konkretnie ukierunkowanej na czakrę podstawy, bo o tym tu mówią od kilku postów?
To jest dobre pytanie, Willowa. Tosia, jak ty to czujesz? Czy to odcięcie od góry jest bardziej dotkliwe, czy ta niestabilność, to uczucie 'obok ciała', o którym pisałaś wcześniej?
To co właśnie napisałaś jest bardzo znaczące. Zaakceptowałaś dysocjację jako normę i teraz bardziej boli ci brak czegoś co jest wyżej, a nie brak kontaktu z tym co tu, z ciałem. To trochę jakby ktoś stwierdził, że stracił latanie, ale zapomniał, że jeszcze nie potrafi chodzić. Nie piszę tego złośliwie, bo rozumiem ten mechanizm, ale zastanawiam się czy twoja praktyka na grupie medytacyjnej była jakoś zakorzeniona w ciele, czy raczej skupiała się na wyższych czakrach?
Właśnie o to mi chodzi kiedy słyszę o grupach co idą od razu w górę, w koronę i trzecie oko. Mnie kiedyś moja terapeutka mówiła, że to jak budować dom od dachu. Ale nie wiem, może różne szkoły mają różne podejście, bo moja siostra chodziła na podobną grupę i jej to nigdy nie zaszkodziło. Tosia, a jak długo chodziłaś na te spotkania i jak się wtedy czułaś?
To jest bardzo charakterystyczny opis i chyba właśnie tam jest klucz. Czy ktoś z was spotkał się z takim zjawiskiem, że regularna praca z wyższymi czakrami w grupie może paradoksalnie osłabić zakorzenienie? Bo to co Tosia opisuje, ten kontrast między stanem po medytacji a codziennością, to brzmi jak coś więcej niż tylko blokada. Bardziej jak przyzwyczajenie systemu do pewnego stanu, do którego teraz nie ma dostępu.
To dużo wyjaśnia. I teraz masz sytuację odwrotną, bo nie masz ani dostępu do tych wyższych stanów, ani solidnego zakorzenienia. System trochę zawisł między jednym a drugim. Przy czym zanim zaczniesz szturmować Sahasharę, naprawdę polecam najpierw parę tygodni uziemiania. Nie dlatego że korona jest nieważna, ale dlatego że jak masz luźne korzenie, każda praca w górę będzie się ulatniać.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie, bo sama jestem sceptyczna wobec niektórych rzeczy, ale tu brzmi to sensownie. To co opisuje Nefrytka i inni, czy to jest jakaś wiedza z tradycji, czy raczej wynika z praktyki i obserwacji? Bo zastanawiam się skąd pewność, że kolejność podstawa-potem-korona jest właśnie taka a nie odwrotna.
Dobra, to spróbuję podsumować co z tego wynika dla mnie jako osoby z zewnątrz. Tosia chodziła rok na grupę, która pracowała głównie z górnymi czakrami bez solidnego zakorzenienia, i teraz ma coś w rodzaju układu zawieszonego między jednym a drugim. Ale mam pytanie do Nefrytki - skoro to tyle wyjaśnia, to dlaczego to uczucie odcięcia od góry pojawiło się właśnie po zakończeniu grupy? Czy samo odejście z niej mogło coś wytrącić?
To bardzo dobre pytanie, Kornelia. Możliwe, że podczas grupy był jakiś element podtrzymywania tego stanu przez otoczenie, przez energię innych osób, przez prowadzącego. Jak zabrakło zewnętrznego 'wsparcia', system sam się nie utrzymał. Trochę jak rusztowanie, które trzymało budynek w pionie, a jak je zdjęto, okazało się, że fundamenty nie są wystarczające. Tosia, kiedy dokładnie zaczęłaś czuć to odcięcie? Tuż po ostatnim spotkaniu grupy, czy stopniowo przez jakiś czas potem?
To co opisujesz, to stopniowe wygaszanie, a nie nagłe zerwanie. I to jest ważne, bo nagłe zerwanie sugerowałoby jakieś konkretne zdarzenie, a wygaszanie to raczej kwestia braku podtrzymania. Jak ogień, który gaśnie nie dlatego, że ktoś go zgasił, tylko dlatego, że nie dorzucano drewna. Pytanie teraz praktyczne, czy w tym czasie zmieniło się coś innego w twoim życiu? Praca, relacje, miejsce zamieszkania? Bo to też może mieć wpływ na zakorzenienie.
Zmiana pracy to prawie zawsze zamieszanie w Muldharze, nawet jeśli zmiana jest na lepsze. Nowe środowisko, nowi ludzie, inna rutyna, inne poczucie bezpieczeństwa. A do tego więcej siedzenia, mniej kontaktu z ziemią dosłownie. Mam wrażenie, że układanka zaczyna się składać.
Mam wrażenie że trochę komplikujemy. Tosia, a próbowałaś po prostu chodzić boso po trawie regularnie? Wiem, że to brzmi banalnie, ale przy zablokowaniu korzeniowej naprawdę często wystarcza żeby zacząć od czegoś tak prostego. U mnie przełom przyszedł właśnie od takich rzeczy, a nie od skomplikowanych medytacji.
Ja tu widzę jeszcze jeden wątek. Tosia mówiła, że ma działkę. Czy tam bywa? Bo to jest idealne miejsce do pracy z korzeniem, pod warunkiem że sama działka ma dobrą energię. Choć to już może inny temat.
