Dobra, piszę bo ostatnio nie mogę tego z siebie wytrząsnąć i może ktoś mi pomoże popatrzeć na to z innej strony. Sytuacja jest taka, że od jakichś trzech miesięcy żyję w ciągłym strachu że stracę pracę. Firma przechodzi restrukturyzację, szef nic nie mówi wprost, atmosfera jest napięta i ja... po prostu nie sypiam. zasypianie idzie jakoś, ale budzę się o 3-4 w nocy i leżę z sercem walącym jak szalone i myślami które kręcą się w kółko. poszłam do lekarza, badania ok, nic fizycznego. I teraz zastanawiam się czy to jest kwestia zablokowanej Muladhary czy po prostu normalna reakcja na stres. Bo z jednej strony czakra korzenia odpowiada za bezpieczeństwo, finanse, podstawy - i to idealnie pasuje do tego co przeżywam. ale z drugiej strony mam realny problem i może to nie jest żadna blokada tylko zwykły lęk? Testowałam wahadełkiem kilka razy nad czakrą podstawy i wychodzi mi ruch minimalny, prawie zatrzymany. To by wskazywało na niedoczynność. Ale nie wiem czy ufać temu wyniku bo byłam bardzo zdenerwowana podczas testowania. Czy ktoś miał podobnie i czy praca z korzeniem cokolwiek dała w takiej sytuacji?
To pytanie które pojawia się bardzo często i sama wielokrotnie się nad nim zastanawiałam. Mam wrażenie że wiele osób stawia sobie tę alternatywę - albo blokada, albo realny problem - jakby to były dwie różne rzeczy. A one mogą być z sobą powiązane w obie strony. To znaczy,długo utrzymujący się lęk dotykający sfery bezpieczeństwa i przetrwania może TWORZYĆ zastój w Muladharze, albo istniejąca blokada sprawia że jesteś bardziej podatna na takie lęki. Nie musisz wybierać. Co do wahadełka - masz rację, że stan emocjonalny podczas testowania wpływa na wynik. Spróbuj zrobić to rano zaraz po wstaniu, zanim głowa zacznie pracować pełną parą. Natomiast to co opisujesz z tym budzeniem się o 3-4 w nocy - to mnie bardziej zastanawia. Czy to jest taki nagły wybudze, z szarpnięciem czy raczej spokojne wyjście ze snu i potem niemożność powrotu?
To budzenie nocne przy problemach z poczuciem bezpieczeństwa znam bardzo dobrze. U mnie było podobnie jak zmieniałam pracę kilka lat temu, dosłownie przez kilka tygodni wstawałam o tej samej porze z uczuciem jakby ktoś mnie szarpał za ramię. Bioenergoterapeutka powiedziała mi wtedy że to może być właśnie Muladhara - że w nocy podczas snu ciało próbuje przetworzyć to czego w ciągu dnia nie rozwiązało, i jeśli czakra jest zablokowana to ten proces się urywa i człowiek się wybudza. Nie wiem na ile to medycznie potwierdzone ale u mnie po pracy z korzeniem faktycznie zaczęłam spać lepiej. Choć robiłam kilka rzeczy naraz więc nie wiem co konkretnie pomogło.
hm, to ciekawe co piszesz Brzoskwinka, ale nie jestem pewna czy można aż tak prosto połączyć konkretną godzinę wybudzenia z konkretną czakrą. Spotkałam się z tym podejściem że godziny 1-3 to wątroba, 3-5 to płuca wg chińskiej medycyny... ale żeby Muladhara blokowała sen konkretnie o 3-4? skąd to wziąć? pytam serio, bo może gdzieś to jest opisane i ja po prostu nie trafiłam na takie źródło. ale to tylko moje odczucie
Dobra, chcę tu wtrącić jedno zastrzeżneie. Godziny wg zegara narządów z TCM to jeden system, czakry to inny, i mieszanie ich ze sobą bez żadnego uzasadnienia prowadzi do tego że można sobie dowolnie wszystko połączyć. Nie mówię że jedno lub drugie jest bez sensu, ale kiedy zaczniemy mówić "płuca czyli lęk czyli Muladhara czyli korzenie czyli praca" to za każdym razem tracimy precyzję. Fausttynce nie pomoże lista skojarzeń, tylko konkretna praca z tym co faktycznie odczuwa w ciele. A co do samego pytania z posta - nie byłabym taka pewna że zatrzymane wahadełko = niedoczynność, bo jak sma napisałaś, byłaś wtedy bardzo nakręcona. To może być po prostu twój własny opór w dłoni. no nic
szczerze, w takiej sytuacji poszłabym do kogoś zewnętrznego - do bioenergoterapeuty albo kogoś kto skanuje pole energetyczne. Sama diagnostyka u siebie jest trudna właśnie dlatego że twój emocjonalny stan zaburza odczyt. Wahadełko nad sobą kiedy jesteś w środku problemu to trochę jak mierzenie gorączki gdy się jest roztrzęsionym. Jeśli nie masz dostępu do kogoś takiego, to spróbuj obserwować ciało - czy masz napięcia w okolicach bioder, kości ogonowej, dolnego kręgosłupa, czy masz problem z nogami (zimne stopy, drętwienie), czy czujesz się "nieprzyziemiona", jakby trochę w powietrzu. To bardziej bezpośrednie wskazówki niż wahadełko.
Zapisałam sobie te objawy fizyczne bo ich nigdy dość mieć w notatkach. Faustynka, a masz te zimne stopy? bo u mnie zawsze jak idzie stres to pierwsze co czuję to właśnie lodowate stopy nawet w cieple i dopiero po czasie zorientowałam się że to może być sygnał z korzenia. U mnie ten pattern jest dosyć powtarzalny.
Ojej tak! Właśnie, zimne stopy mam non stop od miesięcy, nawet latem. I jeszcze napięcie w lędźwiach, ale myślałam że to od siedzenia przy biurku. Może to jednak faktycznie razem tworzy jakiś obraz.
Czyli to wszystok razem - zimne stopy, napięcie lędźwi, problemy ze snem, lęk o finanse - to musi być Muladhara, nie? to hyba klasycznai lista objaawów zablokowanego korzenia. Czytałem że kiedy czakra podstawy nie działa to człowiek żyje w trybie przetrwania i ciało to odzwierciedla właśnie przez dolną część ciała.
No ale skoro badania lekarskie nic nie pokazaly, to chyba warto spróbować od strony energetycznej? Tzn. co ma do stracenia. Mam pytanie do Faustynki - czy próbowałaś jakichs afirmacji albo medytacji uziemiajacych? Bo czytałam że samo chodzenie boso po trawie może duzo zdziałać przy Muladharze i ciekawa jestem czy to dziala w praktyce czy to takie trochę naiwne
A jak to w ogóle powinno wyglądać to uziemianie? Bo ja też słyszałam o chodzeniu boso ale zawsze mi się wydawało że chodzi o samą fizyczną czynność. Czy do tego trzeba jeszcze jakiejś wizualizacji czy mantry?
Uziemienie to nie jest jedna technika, to raczej cel. Można do niego dojść przez chodzenie boso z pełną uwagą na każdy kontakt stopy z ziemią, przez wizualizację korzeni wychodzących ze stóp lub kości ogonowej w głąb ziemi, przez mantrę LAM która jest bidżamantry Muladhary, przez ćwiczenia angażujące nogi i biodra (przysiady, joga - pozycja drzewa, pozycja wojownika), albo przez trzymanie w dłoniach kamieni kojarzonych z korzeniem, jak czarny turmalin, obsydian, hematyt. Kluczowe jest żeby robić to z zamiarem, nie mechanicznie. Faustynka, ten problem że głowa gna to jest właśnie objaw że korzeń potrzebuje pracy - bo kiedy czakra podstawy jest słaba, energię "zasysa" do góry i umysł nie potrafi się wyłączyć. To zamknięte koło.
Chcę zapytać o jedną rzecz bo trosze mnie to zastanawia... Faustynka napisała że ma realny problem w pracy - restrukturyzacja, szef nie mówi wprost, napięta atmosfera. To jest obiektywna trudna sytuacja. I teraz zastanawiam się czy skupianie się na pracy z czakrą nie jet trochę odwracaniem uwagi od realnego działania. Tzn. - czy obok tej pracy energetycznej rozmawiałaś z szefem, szukałaś alternatyw, miłaaś plan B? Bo lęk w takiej sytuacji może być też poprostu sygnałem że trzeba coś zrobić na poziomie fizycznym. Nie mówię że praca z Muladharą jest bez sensu, ale samo "odblokowanie czakry" nie zmieni sytuacji w firmie.
To ma sens, nie zaprzeczam... Tylko że możnna to koło kręcić w obie strony i nigdy nie zacząć. Morze zamiast czekać aż energia się odblokuje rzeby działać, warto zacząć działać żeby energia się odbloowała? U mnie zawsze małe konkretne działanie dawało więcej niż godzina medytacji kiedy byłam w trybie paraliżu.
Czytam tę rozmowę i chcę dodać pewien wątek który mi się tu narzuca. Faustynka pisze że budzi się o 3-4 w nocy i to trwa już jakieś trzy miesiące. To dla mnie jest sygnał że ciało jest w chronicznym stanie pobudzenia, i to niezależnie od tego czy przyczyną jest czakra czy nie. Przy takim długotrwałym niedoborze snu praca energetyczna może dawać słabsze efekty bo system po prostu nie ma zasobów żeby się regenerować. Pytam wprost - czy próbowałaś czegoś żeby pomóc sobie zasnąć ponownie kiedy się budzisz? Bo jeśli uda się przerwać ten cykl wybudzenia, to cała reszta może pójść łatwiej, i praca z korzeniem, i to działanie o którym mówi Fomalhaut.
I właśnie to mnie niepokoi najbardziej - te trzy miesiące ciągłego budzenia się. Ciało w trybie alarmowym przez taki czas to już nie jest chwilowy epizod, to jest wzorzec. I pytanie do Faustynki - czy ten lęk o pracę był zanim zaczęły się problemy ze snem, czy odwrotnie? Bo to może zmienić optykę całej sytuacji.
hmm, teraz jak o tym myślę... chyba zaczęło się razem, nie wiem co było pierwsze. atmosfera w pracy zaczęła gęstnieć może z cztery miesiące temu, a senny problem pojawił się może miesiąc później? Tzn. przez pierwszy miesiąc jeszcze spałam normalnie ale byłam bardzo napięta w ciągu dnia. A potem jakoś to napięcie przeszło w noce.
To co opisujesz to bardzo typowy przebieg - stres dzienny szuka ujścia i zaczyna aktywować układ nerwowy w nocy, zwłaszcza w tych godzinach 3-4 gdzie naturalnie kortyzol zaczyna rosnąć przed świtem. Z perspektywy energetycznej - kiedy Muladhara jest długo przeciążona lękiem egzystencjalnym, to ona nie blokuje się od razu, najpierw jest właśnie nadaktywna, w trybie przetrwania. I paradoksalnie nadaktywna czakra podstawy może dawać gorsze objawy niż przymknięta. oby.
To mnie uderzyło - ta nadaktywność kontra blokada. bo jak sobie teraz przypominam swój najgorszy okres ze stresem zawodowym, to właśnie nie byłam apatyczna, byłam nakręcona, nie mogłam przestać myśleć, sprawdzałam maila o 23. To brzmi jak ta nadaktywność o której piszesz Anastazja. A myślałam że mam problem z Ajna bo ciągłe myślenie... może jednak korzenia?
Ja z innej beczki które mi się tu kręci w głowie - czy można mieć jednocześnie nadaktywną Muladharę i zablokowaną Ajna, albo jakieś inne połączenie? Bo jakoś intuicyjnie czuję że u mnie jest kilka rzeczy naraz i nie wiem od której strony wogóle zacząć.
No ale skoro to domino to morze w oóle niema sesnu diagnozować jednej czakry,tyylko patrzyć na cały układ? Hyba gdzieś czytałem że i tak wszystko idzie od dołu do góry i jeśli kozenia jest rozregulowana to reszta i tak będzie rozkoszmarcona.
Chcę wrócić do tego co pisała Faustynka o paraliżu decyzyjnym i CV. Bo to mi się wydaje ważniejsze niż debata o kolejności czakr. Faustynka - czy prócz pisania CV jest coś innego co też utknęło? Tzn. czy ten paraliż dotyczy tylko spraw zawodowych czy też innych decyzji w życiu?
Ojej, to co pisze Faustynka o tych nieprzeczytanych mailach i odkładaniu - ja to znam! Czytałam gdzieś ze to może byc tez powiązane z Manipurą, bo to czakra działania, woli, wprowadzania rzeczy w życie. Może nie chodzi tylko o bezpieczeństwo ale też o to że gdzieś w srodku nie ma siły żeby działać?
Tak z boku: ja czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie że trochę się kręcimy w kółko wokół diagnozy a nikt jeszcze nie zapytał - Faustynka, co TY czujesz kiedy siedzisz z tym wszystkim? Nie co mówi wahadełko, nie co pasuje do listy objawów - tylko ty, w środku. Bo czasem to jest najprostszy kompas.
wiesz co, to dobre pytanie i trochę mnie zaskoczyło. Jak siadam z tym naprawdę... czuję że jestem zmęczona. Strasznie zmęczona. I że gdzieś w środku jest takie przekonanie, że cokolwiek zrobię to i tak nic nie zmienię. Jakby wysiłek z góry był skazany na porażkę. xD sama nie wiem czy to lęk, czy rezygnacja, czy jedno i drugie.
To co właśnie napisałaś - "cokolwiek zrobię to i tak nic nie zmienię" - to jest dla mnie kluczowe zdanie w tej rozmowie. To nie brzmi jak typowy lęk przed utratą pracy. To brzmi jak przekonanie głębiej zakorzenione. I to przekonanie, jeśli jest stare, to może mieć korzenie długo przed tą konkretną sytuacją w pracy.
Boże, to zdanie Faustynki mnie uderzyło. "Cokolwiek zrobię to i tak nic nie zmienię." Ja to czułam latami i dopiero jak zaczęłam pracę z afirmacjami codziennie i to dosłownie codziennie, nie raz na tydzień, to coś zaczęło pękać. Ale trwało to długo. Długo. Dziękuję że jesteś tu z nami i tak otwarcie o tym piszesz, naprawdę
