Dobrze że ktoś wreszcie to powiedział wprost - to przekonanie "i tak nic nie zmienię" to nie jest objaw czakry, to jest wyuczona bezradność i psychologia ma na to swoją nazwę i swoje metody. Nie mówię żeby nie robić pracy energetycznej, ale żeby nie zastępować nią czegoś co naprawdę wymaga głębszej pracy z własnym umysłem. Afirmacje codziennie nic nie pękną jeśli przekonanie jest naprawdę stare i mocno ukorzenione.
Dobra, to powiem wprost bo mi to leży. Bardzo cieszę się że ktoś w końcu napisał o wyuczonej bezradności, bo to właśnie to. I nie mówię że praca z czakrami jest bez sensu - ale jeśli ktoś ma głęboko zakorzenione przekonanie że "i tak nic nie zmienię", to żadna medytacja na Muladharę tego nie wyciągnie sama z siebie. To jest praca na poziomie przekonań, schematów, często latami utrwalanych. Nie mówię żebyś szła do psychologa zamiast tego co robisz - mówię żebyś rozważyła czy nie potrzebujesz obu naraz.
Czytam sobie wasze wpisy i mam takie dziwne uczucie że jednocześnie mnie to wszystko trafia i jednocześnie coś we mnie mówi "no tak ale jednak". jakby jedna część mnie chciała to przyjąć a druga szuka dziury w całym. elzbietka - rozumiem co piszesz i nie bronię się przed tym. Tylko nie wiem czy jestem gotowa na dwie rzeczy naraz, energetyczną i terapię. czy w ogóle da się to jakoś połączyć czy one sobie przeszkadzają?
To nie są wykluczające się ścieżki. Pracowałam z wieloma osobami kture robiły terapię i jednocześnie pracę energetyczną i żadna nie mówiła że jedno drugiemu przeszkadza. Wręcz przeciwnie - terapia pomaga nazwać to co praca energetyczna wyciąga na powierzchnię, a praca energetyczna czasem szybciej dociera do warstw które w terapii werbalnej zajmują miesiące. Ale to wymaga świadomości co robisz i po co.
Hmm. No może masz rację, ale jednak wolę wiedzieć. taką już mam naturę 🙂
Chcę się zatrzymać przy tym co Faustynka napisała wcześniej - że jest zmęczona i czuje że wysiłek z góry skazany jest na porażkę. Bo to zdanie dla mnie niesie bardzo konkretną informację o tym gdzie zaczęła się ta blokada. Kiedy w twoim życiu po raz pierwszy miałaś poczucie że się starasz a i tak nic nie wychodzi? Bo takie przekonania rzadko rodzą się z jednej sytuacji zawodowej. One mają korzenie, i to często naprawdę głęboko.
o matko. jak tak pytasz to pierwsze co mi przyszło to... ojciec. I to jak reagował kiedy coś robiłam nie tak jako dziecko. Ale to chyba nie na ten wątek. Albo właśnie na ten? Nie wiem.
Właśnie na ten. Muladhara to nie tylko "mam stabilną pracę i mieszkanie". To też bezpieczeństwo wyniesione z domu, z relacji z rodzicami, z pierwszych doświadczeń z tym czy świat jest miejscem gdzie można działać bez lęku. Jeśli ten fundament był chwiejny od początku, to każda kolejna stresująca sytuacja - jak ta z pracą - aktywuje ten stary wzorzec a nie nowy lęk.
Czytam i dosłownie mam gęsią skórkę... Bo u mnie jest tak samo, też mam to z rodzicem i też myślałam że to osobny temat... A to jest ten sam temat poprostu oglądany z innej strony, tak?
No i właśnie tu jest ta różnica między "mam zablokowaną czakrę" a "mam wzorzec który się powtarza od lat". Jedno brzmi jak coś co można naprawić świecą i kamieniem. Drugie to jest praca na lata i to uczciwe podejście do tematu.
Ale chwila, bo nie rozumiem - czy praca z Muladharą nie właśnie do tego zmierza? Że te kamienie i medytacja to tylko wejście do głębszej pracy? Bo jak tak czytam to mam wrażenie że część z nas traktuje to jako cel sam w sobie a część jako metodę dotarcia do czegoś. zobaczymy.
oj tam, właśnie tak to u mnie działało. Medytacja z kamieniem nie "rozwiązała" mojego problemu, ale sprawiła że w końcu byłam spokojna na tyle żeby w ogóle zobaczyć co jest problemem. Wcześniej byłam za bardzo nakręcona żeby cokolwiek poczuć.
A wracając do snu bo trosze zgubiliśmy ten wątek - czy ktoś próbował pracować z czakrą korzenia specyficznie przed snem?e Bo całą tą rozmowę czytma i mam wrarzenie że śliskie budzenie o 3-4 w nocy to morze być właśnie ten moment gdy to nadaktywne zabezpieczeniei odpala. czy jest jakaś medytacja na uziemienie specjalnie wieczorna?
Tak, jest kilka podejść. Prosta rzecz którą polecam: przed snem połóż dłonie na udach, poczuj ciężar nóg wyobraź sobie że z podstawy kręgosłupa schodzą korzenie głęboko w ziemię. Powoli. Bez wizualizacji kolorów, bez mantry tylko ciężar i ziemia. To daje sygnał układowi nerwowemu że jest bezpiecznie, bo ziemia trzyma. Do tego można dać czerwony turmalin albo hematyt pod poduszkę lub przy łóżku.
Ojej, to ja przez ostatni rok trzymałam ametyst przy łóżku bo mi ktoś polecił na spokojny sen i zastanawiałam się czemu nic z tego nie wychodzi. Mogłam sobie sama zaszkodzić? Trosze mnie to niepokoi.
Nie zaszkodzić - to nie jest tak że kamień cię skrzywdzi. Ale ametyst mocno pracuje z Ajna, otweira percepcję, może nasilać sny albo właśnie nie dawać wyciszyć się głowie. Dla jednych przy łóżku świetnie, dla innych za dużo. Jak masz kłopoty ze snem i nadaktywność górnych czakr to faktycznie lepiej spróbować czegoś bardziej ziemistego.
Okej ale jak teraz mam to naprawic? Znaczy - wyrzucic ametyst z sypialni to rozumiem ale co zamiast tego? I czy to mozliwe ze przez ten rok spania z ametystem moje problemy ze snem sie poglebily, a nie poprawily? Bo jak tak mysle to chyba wtedy to sie zaczelo...
wracajac do tego co Celestyna napisala o rodzicu - bo siedzę z tym od ostatnio i nie mogę przestać myśleć. To nie jest tak że wiem o tym od zawsze, ale jakoś nigdy nie połączyłam tego z czakrą korzenia, zawsze myślałam że Muladhara to takie fizyczne rzeczy, praca, pieniądze, mieszkanie. A to że fundamentem jest to czy czujesz się bezpieczny zanim jeszcze zaczniesz cokolwiek w życiu budować... to mi przewróciło trochę myślenie.
Właśnie o to chodzi. Muladhara nie pyta "masz dach nad głową" tylko pyta "czy czujesz że masz prawo istnieć, działać, zajmować miejsce w świecie". I to drugie pytanie kształtuje się zanim człowiek skończy pięć lat. Stad te wzorce sa takie głębokie i takie odporne na szybkie naprawy.
A mozna zapytac jak sie to potem przekłada na sen konkretnie? Bo rozumiem ze lęk z dzieciństwa, fundament, Muladhara, okej. Ale co to ma wspolnego z budzeniem sie o 3 w nocy? Jakie jest to połączenie? Bo dla mnie to jeszcze nie jest oczywiste. ^^
To mi tez pasuje do teorii ze sen jest tym momentem gdzie cialo probuje przetwoorzyc to co psychika zamiatala w ciagu dnia pod dywan. W nocy niema juz rozproszenia i wszystko co bylo tułmione w dzień wychodzi. Stąd te 3 w nocy. To nie przypadkowa godzina
Ojej czekajcie, ta godzina 3-4 w nocy - slyszalam ze to jest "godzina demona" albo cos w tym stylu? To ma jakis zwiazek z czakrami czy to zupelnie inna historia?
A propos tego kortyzolu - mam pytanie do Anastazji albo Sigili, bo mnie to ciekawi. Czy wedlug was praca z czakrami moze faktycznie zmieniac te fizjologiczne wzorce? Znaczy, medytacja obniża kortyzol, to jest zbadane. Ale czy praca specyficznie z Muladhara daje cos ekstra ponad zwykla medytacje relaksacyjna?
Ja bym dodal jedno z wlasnego doswiadczenia. Pracowalem przez pare lat z rozna medytacja i dopiero jak doszla konkretna praca z Muladhara to poczulem ze cos naprawde "siadlo" w ciele. Trudno to opisac. Jakby wczesniej medytacja byla tylko w glowie a potem weszla nizej. Moze placebo, moze nie, ale efekt byl wyrazny. trzymajcie się.
Wracam do Faustynki i tego co napisała o ojcu, bo to jest dla mnie ważny watek. Faustynko, czy jak to sobie uswiadomilas to pojawilo sie jakies fizyczne odczucie w ciele? Bo u mnie jak doszlam do podobnego momentu to dosłownie poczulam ze cos sie ruszylo w okolicy klatki piersiowej i brzucha jednoczesnie. Ciekawe czy cos takiego miales.
tak, bylo cos takiego. Taki ucisk w gardle przede wszystkim. I jednoczesnie ulga - co brzmi sprzecznie ale tak to czulam. jakby cos sie rozluzniło ale tez cos w szyi zacisneło. Sigilio, czy to ma sens w kontekscie czakr? Bo sama nie wiem co z tym robic.
ucisk w gardle przy przełomowym uswiadomieniu to bardzo czesty objaw - Vishuddha reaguje kiedy cos chce byc powiedziane, wyrazone, wydostac sie na zewnatrz, a jednoczesnie stary wzorzec trzyma to w sodle. Ta ulga i zacisk jednoczesnie to nie jest sprzecznosc - to jest dokladnie ten moment gdy energia zaczyna sie ruszac ale jeszcze nie ma w pelni drogi. Czy mozesz powiedziec czy to gardlo reaktywuje sie tez w sytuacjach w pracy, kiedy powinnąs cos powiedziec a milczysz?
