Hej, wpadłam na coś ciekawego i chciałam się podzielić, bo nie jestem pewna czy to zbieg okoliczności czy naprawdę coś w tym jest. Od kiedy pamiętam mam mega fobię na psy, szczególnie duże. Nie wiem skąd to się wzięło, nikt mnie nie pogryzł, nie miałam żadnego traumatycznego zdarzenia z psem, a jednak jak widzę większego psa to nogi się pode mną uginają, serce wali i mam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie. Zaczęłam pracować z czakrami kilka miesięcy temu i bioenergoterapeuta powiedziała mi że moja Muladhara jest mocno ściśnięta. I teraz się zastanawiam - czy to może się jakoś łączyć? Czakra korzenia odpowiada za bezpieczeństwo i poczucie zakorzenienia, a fobia to przecież lęk egzystencjalny w jakimś sensie. Czy ktoś ktoś miał podobnie albo czytał o czymś takim?
No to ciekawy trop, ale zanim wszyscy zaczniemy z marszu przyklejać fobię do Muladahary to pytanie - ta bioenergoterapeuta mówiła tylko o korzeniu czy też sprawdzała inne czakry? Bo lęk przed zwierzętami to mi sie bardziej kojarzy z kompleksem czegoś z dzieciństwa niż wyłącznie z kwestią bezpieczeństwa. Muladhara owszem, ale też Manipura kiedy chodzi o poczucie kontroli w sytuacji zagrożenia. Jak stoisz przed dużym psem i nie możesz go kontrolować - to nie jest tylko kwestia 'czy jestem bezpieczna', to też 'czy mam nad tym jakąkolwiek sprawczość'.
a ja wgl nie wiedziałem ze fobie mają związek z czakrami, myślałem ze to czysto psychologiczne. da się to jakoś sprawdzić samemu wahadełkiem czy trzeba iść do kogoś?
matko kochana, ja mam coś podobengo! nie fobie na zwerzęta ale strasznie sie boje jazdy windą i też mi bioenegroterapeutka mówiła o korzeniu. nigdy bym nie pomyslała ze to połączone. Zawilec, a jak dawno zaczełaś pracę z czakrami i czy coś już poczułaś że się zmienia?
Dobra, to rozwinę trochę bo temat jest naprawdę wart uwagi. Muladhara to nie tylko 'czuję się bezpiecznie w tej chwili', to głębsze poczucie że mam prawo być, że ziemia pode mną jest stabilna, że przeżyję. Fobie - szczególnie te bez wyraźnej przyczyny z historii życia - często właśnie tam siedzą. Organizm zapamiętał coś jako zagrożenie dla przetrwania i to może być nawet zapis z wcześniejszego okresu, którego świadomość nie rejestruje. Co do Manipury - Perzyna ma rację że to też wchodzi w grę, ale bym to rozdzieliła: Manipura to raczej moment w którym czujesz że tracisz kontrolę i robisz się agresywna albo zastygujesz. Muladhara to ten pierwotny, trzewny strach zanim zdążysz pomyśleć.
Właśnie, właśnie, ja gdzieś czytałam że czakra korzenia zapisuje w sobie traumy z całej linii rodzinnej, nie tylko własne. Więc może Zawilec ktoś w rodzinie miał złe doświadczenie ze zwierzętami i to się jakoś przeszło dalej. Takie rzeczy się dziedziczą energetycznie.
Sceptycznie do tego podchodzę, ale z ciekawości zapytam - jak wy w ogóle rozróżniacie że coś jest 'blokadą w czakrze' a nie po prostu układem nerwowym który wyuczył się reakcji lękowej? Bo z tego co czytałem to fobie to są wyuczone odpowiedzi, nie koniecznie jakieś głębsze zaburzenia energetyczne. Nie mówię że czakry nie istnieją, ale skąd wiadomo co jest czym?
Właśnie, to co Wieszczbita mówi ma sens. Tylko mam pytanie do Zawilec - ta fobia na psy, czy ona jest równie silna na wszystkie inne zwierzęta czy tylko na psy? Bo to by mogło coś powiedzieć. Jeśli tylko psy, to może bardziej konkretna historia, nawet jeśli jej nie pamiętasz świadomie. Jeśli wgl zwierzęta, to wtedy powiązanie z Muladharą i instynktem przetrwania robi się mocniejsze.
a czy w takim razie praca z Muladharą może w ogóle pomóc na fobię? bo to brzmi jakby można było ominąć terapię psychologiczną. mam koleżankę z fobią na pająki i ona chodzi do psychologa od roku i jakoś niespecjalnie jej idzie. może by warto coś zaproponować jej w tym kierunku?
no dobra ale jak sie konkretnie pracuje z tą Muladharą żeby te lęki ruszyć? bo medytacja sama w sobie dla mnie nie działa, siedzę i myślę o wszystkim tylko nie o czakrach. jakies inne metody?
o, Lelum, ja miałam ten sam problem z medytacją i powiem ci że dopiero jak zaczęłam robić coś fizycznego to poczułam różnicę. Muladhara bardzo reaguje na kontakt z ziemią dosłownie - chodzenie boso po trawie albo po ziemi, siedzenie na ziemi. Brzmi banalnie ale po kilku takich sesjach naprawdę coś się we mnie uspokoiło. Też mantra LAM śpiewana na głos, nie w myślach, to robi różnicę. Dziękuję bardzo temu wątkowi w ogóle bo sama się zastanawiam nad swoimi lękami komunikacyjnymi i teraz myślę że to bardziej gardło niż korzeń ale kto wie 🙂
Dorzucę obserwację bo prowadzę notatki z własnych sesji. U mnie było tak że wahadełko nad Muladharą kręciło się bardzo małym okręgiem, prawie elipsą, co zazwyczaj interpretuję jako niedoczynność i zastój. W tym czasie miałam dużo lęku o finanse i dosłownie nie mogłam spać ze strachu. Po kilku tygodniach pracy z korzeniem wahadełko zaczęło robić szerszy okrąg. Nie wiem czy to korelacja czy przyczynowość, ale zapisałam to i dla mnie to był sygnał. W kontekście tematu - lęk przed zwierzętami jako zagrożeniem to dokładnie ta sama rodzina co lęk finansowy: 'czy przeżyję, czy jestem bezpieczna'. Muladhara jak najbardziej.
Znachorka - a zapisujesz też co robiłaś konkretnie między sesjami? Bo to, co opisujesz z wahadełkiem jest interesujące, ale ciekawiłoby mnie czy robiłaś coś regularnie czy to samo z siebie się poprawiało. Co do lęku przed zwierzętami jako 'czy przeżyję' - tak, to ta sama szuflada. I tu wychodzi czemu fobia może siedzieć właśnie tam.
Tak, zapisuję co robiłam między sesjami, mam tabelkę w zeszycie. Między tą słabą sesją wahadełkową a kolejną robiłam głównie chodzenie boso - Wela ma rację że to działa - plus skanowanie ciała przed snem. Nie robiłam żadnej formalnej medytacji, bo też mi nie idzie. I wahadełko po jakichś trzech tygodniach zaczęło kręcić wyraźniejszym okręgiem. Czy to samo z siebie? Nie wiem, naprawdę nie wiem. W tym samym czasie zmieniło się trochę w pracy i poczułam się stabilniej finansowo, więc nie jestem w stanie rozdzielić co było przyczyną a co skutkiem.
ojej, właśnie pomyślałam - a co jeśli fobia Zawilec i mój strach przed windą to jest podobny mechanizm energetyczny ale inny wyzwalacz? tzn. oba są o tym 'czy przeżyję' ale mój jest bardziej o zamkniętej przestrzeni a jej o zwierzetach które moga zaatakować. czy Muladhara reaguje tak samo w obu przypadkach?
ok, ale to co Dreamweaver opisuje to brzmi prawie identycznie jak to co mówi neurologia o ciele migdałowatym. że ono nie rozróżnia rodzaju zagrożenia, tylko odpala alarm. jak przekonać samego siebie że to jest 'czakra' a nie 'ciało migdałowate'? bo z zewnątrz wygląda tak samo.
Ej, ale tu trzeba uważać na jedno. Jeśli ktoś z fobią stwierdzi że 'to czakra' i zamiast terapii pójdzie na sesje energetyczne, to może ją to kosztować lata niepotrzebnego cierpienia. Mówię to wprost bo widziałam takie sytuacje. Praca energetyczna jako dodatek - ok. Zamiast - nie.
Widzę że wątek trochę poszedł w kierunku 'terapia czy energia' i chcę powiedzieć że ja obu stron nie traktuję jako alternatyw. Chodzę i do bioenergoterapeututy i rozważam psychologa, po prostu najpierw chciałam zrozumieć ten energetyczny kawałek bo to mi pomaga sensownie patrzeć na całość. Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę daje mi do myślenia! 🙂
a właśnie, kamienie do Muladhary to jest cały temat. Czarny turmalin, obsydian, czerwony jaspis, hematyt. Ale uwaga - obsydian jest dosyć intensywny i niektórzy źle go znoszą przy mocno zablokowanej czakrze, bo może wyciągać za dużo naraz. Ja bym zaczęła od hematytu, łagodniejszy.
Wracając do wątku o zwierzętach - Zawilec napisała że duże psy i dziki, ale konie nie. To mnie ciekawi energetycznie. Konie są często kojarzone z mocą i wolnością i są duże, a jednak nie wywołują tego samego lęku. Może to naprawdę nie jest sam rozmiar czy potencjał do 'ataku' tylko coś specyficznego z psami?
moim zdaniem to jest kwestia afirmacji właśnie - tzn. jaką opowieść sobie o danym zwierzęciu konstruujesz. Konie to 'szlachetność', psy to 'mogą ugryźć'. I ta opowieść jest zapisana w ciele razem z energią. Afirmacje mogą przepisać tę narrację ale to długa praca.
eee, Szanta, z całym szacunkiem ale afirmacje przy fobii to jest dosyć naiwne podejście. Fobia to nie jest kwestia złej narracji którą sobie poprawisz powtarzaniem 'kocham psy kocham psy'. To trochę tak jakby powiedzieć że depresja to zła afirmacja. Afirmacje mogą być pomocnym dodatkiem w pewnym momencie pracy, ale nie na początku i nie jako główna metoda.
czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam głupie pytanie - ten związek fobii z czakrą korzenia to jest coś co można wyczytać gdzieś konkretnie czy to jest bardziej zebrana wiedza z doświadczeń różnych ludzi? bo jestem nowy w tym temacie i nie wiem gdzie szukać rzetelnych info o czakrach w ogóle
no i wróciłem z pytaniem, bo nikt nie odpowiedział wprost - ten związek fobii z czakrą korzenia to skąd właściwie pochodzi? bo szukałem i trafiałem na różne strony, ale każda inaczej to opisuje. jedna mówi że to Muladhara, inna że to może być trauma w sakralnej bo tam są emocje, jeszcze inna że to ciało migdałowate a czakry to tylko metafora. kompletnie nie wiem od czego zacząć żeby to poukładać sobie w głowie
to jest właśnie ten problem z tą dziedziną, że nie ma jednego 'kanonu'. część tradycji mówi że Muladhara to bezpieczeństwo i przetrwanie, więc fobia jako lęk egzystencjalny tam wchodzi. inna mówi że Swadhisthana trzyma emocje i traumy z dzieciństwa. obydwie mogą mieć rację bo czakry nie działają w izolacji. nie szukaj jednego źródła które powie ci 'tak jest' bo go nie ma
a da się jakoś szybko sprawdzić wahadełkiem czy to korzeniowa czy sakralna? bo czytałem że nad każdą czakrą wahadełko obraca się inaczej i po tym można poznać gdzie jest blokada. tylko nie wiem jak to interpretować przy fobii, fobia nie jest przecież cały czas aktywna
własnei to co Frania napisała jest ważne bo ja tez tak miałam, wahadełko mi pokazywało że korzenna pracuje a potem dostałam paniki w windzie i bioenergoterapeuta powiedziała że tam jest 'skurcz' który sie wyzwala sytuacyjnie. tzn. na co dzień niby ok ale jak wyzwalacz to cała blokada wychodzi
