o, to jest super ważna informacja bo mój bioenergoterapeuta nie robił czegoś takiego, po prostu skanował mnie leżącą i spokojną. może dlatego sesja nie przyniosła tak dużo ile się spodziewałam? mam zapytać go o tę metodę z wyobrażeniem sobie psa podczas skanowania? trochę się boję że to wywoła za silną reakcję ale z drugiej strony może właśnie o to chodzi
Zawilec, to jest bardzo sensowne pytanie do terapeuty, ale radziłabym żebyś zapytała go zanim sama zdecydujesz. nie każdy terapeuta pracuje tą metodą i nie każdy klient jest gotowy na taką intensywność w danym momencie. to nie jest coś do robienia na własną rękę podczas medytacji, zwłaszcza przy silnej fobii
a czy jest jakaś medytacja do Muladhary którą można robić samemu i która jest bezpieczna dla osoby z fobią? tzn. taka która nie wywołuje silnych reakcji? bo czytałam że niektóre uziemiające medytacje mogą wyciągnąć stare emocje i niekoniecznie chcę to robić bez wsparcia
ja ze swojej strony powiem że do Muladhary świetnie działa mantra LAM, codziennie rano 108 razy i po miesiącu różnica jest wyraźna. przy fobii też powinno pomóc bo to bezpośrednio aktywuje tę czakrę. sama tak robiłam przy swoim lęku przed ciemnością i po miesiącu byłam spokojniejsza
wracając do kamieni bo zostało to urwane - Dominisia pisała że obsydian może być za intensywny. ja mam hematyt od kilku tygodni i trzymam go podczas medytacji, ale nie jestem pewna czy 'czuję' cokolwiek czy to tylko sugestia. czy ktoś ma jakiś sposób żeby odróżnić prawdziwe odczucie od placebo własnie przy kamieniach?
czytam ten wątek i jedna rzecz mi nie daje spokoju - Zawilec napisała na początku że konie nie wywołują lęku mimo że są duże. i że to może być kwestia 'szlachetności'. ale czy ktoś się zastanowił że konie generalnie nie mają zębów które kojarzą się z atakiem? psy i dziki mają kły. może to jest taki bardzo pierwotny, ewolucyjny sygnał a nie jakiś kulturowy konstrukt o szlachetności
to co Zaneczka napisała ma sens z punktu widzenia biologii ewolucyjnej. zęby drapieżne jako sygnał zagrożenia to stary mechanizm. i to by się zgadzało z tym ciałem migdałowatym o którym pisałem wcześniej. ale co to zmienia dla pracy z czakrą? serio pytam, bo jeśli lęk jest zakodowany ewolucyjnie to czy praca energetyczna w ogóle do tego dociera?
okej to ja wracam do tego co Swietowit zapytał bo to jest bardzo konkretne pytanie - co to zmienia dla pracy z czakrą, skoro wiemy że to ciało migdałowate? no i myślę że może zmieniać dużo, bo jeśli mechanizm jest ewolucyjny i głęboko biologiczny, to czakra korzenia mogła po prostu 'zapisać' ten strach na bardzo wczesnym etapie, może nawet zanim byłam w stanie to świadomie zapamiętać. i wtedy praca nie polega na przekonywaniu się że psy nie gryzą, tylko na dosłownym przeprogramowaniu tego zapisu energetycznego. przynajmniej tak to rozumiem. dzięki wszystkim za tę dyskusję bo naprawdę mi otwiera oczy 🙂
okej ale to 'przeprogramowanie zapisu energetycznego' - jak to konkretnie wygląda w praktyce? bo z tego co rozumiem, terapia behawioralna robi coś podobnego przez powtarzaną ekspozycję i nowe asocjacje. czy praca z czakrą robi to samo tylko inną drogą, czy to jest coś zupełnie innego mechanizmem?
okej, to jest uczciwa odpowiedź i w zasadzie się zgadzam. różnica jest taka że terapia ma przynajmniej próby weryfikacji na grupach, a praca z czakrami nie. ale punkt przyjęty
a można to w ogóle robić jednocześnie, tzn. terapię behawioralną i pracę z czakrami? bo mam wrażenie że to może być albo albo, że terapeuci nie lubią jak pacjent miesza metody
no nie, to co Frania napisała to jest celne. ja tak robiłam przez jakiś czas i nawet nie zdałam sobie sprawy. 'nie pojadę windą bo jeszcze nie skończyłam pracy z czakrą'. a potem terapeutka mi powiedziała wprost że to jest unikanie i musi się skończyć żebym mogła iść do przodu. troche wstyd ale no, tak było
ja bym powiedziała że można robić jedno i drugie i że się świetnie uzupełniają, Lelum nie martw się. mantra LAM rano, terapia kiedy jest termin, kamień na czakrze wieczorem. to wszystko razem buduje energię uzdrowienia
jest jeszcze jedna rzecz której tu nikt nie poruszył a która wydaje mi się ważna przy fobiach i Muladharze. czakra korzenia to nie tylko lęk w sensie emocjonalnym, to też dosłowne zakorzenienie w ciele fizycznym. przy silnej fobii człowiek często 'wychodzi' z ciała podczas ataku paniki, to jest stan dysocjacji. i tu praca z Muladharą może być bardzo pomocna bo ściąga z powrotem do ciała i do tu i teraz
to co Dominisia napisała o wychodzeniu z ciała to jest dokładnie to co czuję podczas ataku. dosłownie jakbym obserwowała siebie z zewnątrz, to jest bardzo nieprzyjemne. i wcześniej nie łączyłam tego z czakrą korzenia, a teraz to ma sens. muszę zapytać terapeutę o to na następnej sesji
zmęczenie po sesji jest w sumie dość typowe i nie musi być złym sygnałem, to może być po prostu reakcja ciała na przestawienie energii. ale kilka dni to jednak sporo. przy pracy z blokadami związanymi ze strachem dobrze jest mieć jakiś protokół po sesji: dużo wody, spokój, może krótki spacer boso jeśli pogoda pozwala, nie planować nic wymagającego na resztę dnia. i jeśli pojawia się coś niepokojącego co trwa długo, warto powiedzieć terapeucie
dokładnie to co Dreamweaver mówi o protokole po sesji. ja zawsze po każdej pracy z czakrami, nawet tej domowej, robię sobie herbatę i siedzę chwilę bez telefonu. brzmi banalnie ale naprawdę pomaga ustabilizować energie. a przy Muladharze szczególnie polecam coś ciepłego dla nóg i brzucha
to co Szanta napisała o herbacie i siedzeniu bez telefonu po sesji brzmi faktycznie prosto ale mam wrażenie że to ma sens. ja po medytacjach na Muladharę zawsze od razu łapałam za komórkę i może to dlatego efekty były takie... średnie. a czy ta herbata ma być jakaś konkretna czy dosłownie dowolna?
no właśnie, i tu wchodzimy w ten obszar gdzie ciężko powiedzieć co jest faktycznie protokołem a co jest po prostu miłym rytuałem relaksacyjnym który każdemu by pomógł niezależnie od czakr. herbata i cisza po stresującym doświadczeniu pomaga, zgoda, ale to nie jest dowód że energia Muladhary się stabilizuje
a wracając do tego co Zawilec pisała o zmęczeniu po sesji, mam pytanie praktyczne bo też chodzę do bioenergoterapetuty i nie wiem czy u mnie to jest normalne. jak długo po sesji powinno być to zmęczenie zanim zacząć się niepokoić? bo ja raz byłem zmęczony chyba z tydzień i nie wiedziałem czy kontynuować
ja mam takie pytanko bo trochę się pogubiłam w tym wątku. czy praca z czakrą korzenia przy fobii na zwierzeęta to jest coś do robienia samemu w domu czy raczej trzeba iść do kogoś? bo Zawilec chyba robi jedno i drugie i zastanawiam się czy to bezpieczne samemu zaczynać
o jejku, tyle dobrego tu dostałam w tej dyskusji, naprawdę dziękuję wszystkim 🙂 właśnie też chciałam dopytać bo Wieszczbita napisał wcześniej że praca z czakrą przy dysocjacji wymaga ostrożności i że muszę wiedzieć co robię, ale nie zdążył napisać dlaczego. co konkretnie może być niebezpieczne? bo chcę wiedzieć na co uważać
przy dysocjacji problem polega na tym że intensywna praca energetyczna może chwilowo pogłębiać poczucie odłączenia od ciała zamiast pomagać, szczególnie jeśli idzie za szybko. Muladhara jest bazą i jeśli ta baza jest niestabilna to silne uwalnianie energii może być destabilizujące zamiast stabilizujące. stąd protokoły po sesji i stąd ważne żeby terapeuta miał doświadczenie z dysocjacją a nie tylko z czakrami ogólnie. to się różni
to co Wieszczbita opisuje to jest w zasadzie to samo co w mistycznych tradycjach pracy z Kundalini jest opisywane jako ryzyko przy zbyt wczesnym otwieraniu wyższych centrów zanim podstawa jest stabilna. pole energetyczne człowieka ma swoja hierarchię i Muladhara musi być zakorzeniona zanim cokolwiek innego ma szansę się właściwie ułożyć
dobra ale to brzmi trochę jakby każda praca z czakrami przy jakimkolwiek problemie psychicznym była niebezpieczna. czy jest jakaś lista kiedy to jest okay a kiedy nie, czy to zawsze ocena indywidualna?
ja pracowałam z czakrami przez ciężki okres i mi pomogło, ale to prawda że miałam też terapeutkę i jedna z drugą nie wykluczały się wcale. myślę że klucz to nie izolować się z jedną metodą i nie rezygnować z lekarza czy terapeuty bo mamy kamień na klatce piersiowej
mam pytanie które trochę jest z boku ale wydaje mi się ważne w tym kontekście. czy ktoś z was prowadzi jakieś notatki z postępów przy pracy z Muladharą? bo wydaje mi się że bez jakiegoś zapisu trudno ocenić czy idzie do przodu czy w miejscu, szczególnie przy takich trudnych tematach jak fobia. mnie to zawsze pomaga zobaczyć zmiany których nie widać na co dzień
