Hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio mocno zastanawia. Pracuję nad swoimi czakrami od jakichś kilku miesięcy i ostatnio podczas medytacji miewam takie dziwne uczucie - jakby wszystko się zlewało w jedno, niby jestem sobą ale jednocześnie czuję się jak część czegoś ogromnego. Nie wiem jak to opisać, trochę jak rozpuszczenie się. Przeczytałam że to może być kwestia czakry korony i otwarcia Sahasrary, ale zastanawia mnie czy to jest naprawdę 'połączenie ze wszechświatem' o którym wszyscy piszą, czy może to tylko jakiś efekt relaksacji albo coś co sobie wmawiam? Czy ktoś miał coś podobnego i jak to rozróżnić?
To co piszesz brzmi znajomo. Ja przez długi czas też miałam wątpliwości - czy to prawdziwe doświadczenie, czy tylko głęboki relaks. Z czasem zrozumiałam, że to rozróżnienie jest trochę fałszywe. Sahasrara nie otwiera się nagle jak drzwi od szafy - to raczej stopniowy proces, i te chwile 'zlewania się z całością' to właśnie sygnały że coś się porusza. Pytanie brzmi: czy po takich medytacjach czujesz się zakorzeniona i spokojna, czy może odleciana i rozchwiana? Bo to dość istotna różnica przy diagnostyce.
Nie zgodzę się z tym że nie można tego rozróżnić. Prawdziwe otwarcie Sahasrary daje zupełnie inne odczucie niż zwykła relaksacja - jest dużo intensywniejsze, często towarzyszy temu mrowienie na czubku głowy, a czasem nawet łzy bez wyraźnego powodu. Sama to przechodziłam i wiem o czym mówię. Jeśli to tylko relaksacja, to po prostu czujesz się odprężona, żadnych dodatkowych objawów.
Ojej, właśnie to mnie zawsze nurtuje - jak w ogóle odróżnić co jest prawdziwym sygnałem czakrowym a co po prostu ciało się odzywa. Dopiero zaczynam z tym tematem i czytam różne rzeczy ale każde źródło mówi coś innego. Czy jest jakiś sprawdzony sposób żeby to zweryfikować, np. wahadełkiem?
Też to robiłam, sprawdzanie wahadełkiem mam na myśli. Trzymasz je nad czakrą korony i obserwujesz obrót - jak kręci się szeroko to podobno oznacza aktywność, jak ledwo drga albo w ogóle to może blokada. Ale szczerze? Sama nie wiem jak bardzo temu ufać, bo raz mi kręci tak raz inaczej i nie jestem pewna czy to ja mimowolnie ruszam ręką czy naprawdę coś odczytuję. Ktoś tu umie lepiej to robić?
Przepraszam ale trochę mnie to wszystko bawi. Jestes w stanie naprawde obiektywnie stwierdzic ze wahadlo sie samo kręci a nie ze ty je krecisz? Bo z tego co wiem to ten efekt ideomotoryczny jest dobrze opisany i swiadczy o tym ze ruchy sa nieswiadome ale jednak wychodzą od czlowieka. Nie mówię ze medytacja nic nie daje, ale to całe 'połączenie ze wszechsiatem' to sprawa bardziej psychologiczna niz energetyczna, imo.
Kanimir, a skąd wiesz że psychika i energia to są dwie osobne rzeczy? To jest właśnie ciekawy punkt w tej rozmowie. Przez lata pracy z polem widziałam, że to co 'tylko psychologiczne' zostawia ślad w ciele, w aurze, w sposobie w jaki człowiek stoi w przestrzeni. Granica między jednym a drugim jest bardzo umowna. Sama ta Teodorka opisuje coś konkretnego - te uczucia mają jakiś wzorzec, powtarzają się podczas medytacji, nie są chaotyczne.
Ciekawa sprawa ta różnica między 'faktycznym połączeniem' a 'odczuciem połączenia'. Mam notatki z kilku lat praktyki i wróciłem do nich kilka razy właśnie przy tym pytaniu. Zauważyłem że intensywność tych stanów rosła stopniowo, jakby Sahasrara otwierała się warstwami. Pierwsze doświadczenia były płytkie - miłe, relaksujące, takie 'och jak dobrze'. Potem pojawiło się coś głębszego, trudniejszego do opisania słowami. Trudno mi to wyrazić inaczej niż przez metafory. Pytasz czy to 'prawdziwe' - no w jakim sensie prawdziwe? To jest prawdziwe jako doświadczenie, na pewno.
Właśnie nie mogę się zdecydować po czyjej stronie jestem w tej dyskusji, heh. Bo z jednej strony to co mówi Kanimir brzmi logicznie, a z drugiej to co opisuje Teodorka i Swietopelk też brzmi przekonująco. Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy te stany 'połączenia' mają jakiś wpływ na codzienne życie? Czy coś zmienia się praktycznie, np. jak ktoś widzi relacje, decyzje, trudne sytuacje? Bo jeśli tak, to może właśnie to jest test czy to 'działa'.
No właśnie, odpowiadając na to pytanie o codzienność - mam wrażenie że jestem spokojniejsza i trochę inaczej patrzę na różne sytuacje. Ale też czasem mam momenty kiedy czuję się jakby lekko 'odlatująca' albo jakby to co codzienne było jakoś przytłaczające po takich intensywnych medytacjach. Nie wiem czy to normalne podczas pracy z tą czakrą?
To 'odlatywanie' po medytacjach z koroną to klasyczny objaw że Muladhara nie trzyma. Sahasrara otwiera się a energia idzie w górę ale jeśli dolne czakry nie są wystarczająco zakorzenione to nie ma dokąd wracać. Dlatego po każdej medytacji pracy z koroną polecam kilka minut uziemienia - dosłownie stopy na ziemi, najlepiej na dworze, albo przynajmniej wizualizacja korzeni. Czy robisz coś takiego po medytacjach?
Czytam tę rozmowę i powiem szczerze - te objawy które opisuje autorka wątku, to 'zlewanie się', poczucie bycia częścią czegoś większego, a potem trudność z powrotem do codzienności, to są rzeczy które można znaleźć w opisach wielu stanów, nie tylko 'otwarcia czakry korony'. Stany deprsonalizacji, głęboka relaksacja, hipnagogiczne pogranicza - wszystko to może dawać podobne odczucia. Nie mówię że to złe ani że nie warto medytować. Mówię tylko żeby nie spieszyć się z interpretacją co to jest.
Mam podobne spostrzeżenie co Swietopelk z tymi notatkami. Zaczęłam zapisywać swoje medytacje jakieś dwa lata temu i widać wyraźnie jak te stany ewoluowały. Z początku to były krótkie momenty, trwające sekundy, teraz potrafią trwać dłużej i są dużo bardziej wyraziste. Nie wiem czy to Sahasrara 'otwiera się bardziej' czy po prostu uczę się bardziej to zauważać i nie blokować odruchem. To jest ciekawe pytanie samo w sobie - czy intensywność rośnie bo czakra pracuje czy bo my się przyzwyczajamy?
Hej, trochę z boku może, bo ja głównie tarotem się zajmuję, ale to co mówicie o tej ewolucji podczas pracy mnie zaintrygowało. Jak długo trzeba medytować na tą koronę żeby w ogóle cokolwiek poczuć? Bo znam ludzi co mówią ze po roku nic nie czują i rzucają w kąt, i znam kogoś co po tygodniu twierdził że 'połączył się ze wszechświatem'. Jak to sprawdzic ze nie chodzi tylko o sugestię?
Właśnie to. Praca z koroną to nie jest sprint, to maraton i jeszcze trzeba najpierw sprawdzić czy droga jest przejezdna. Słyszałam o osobach które zaczęły od Sahasrary bo chciały tych pięknych doświadczeń i skończyły z totalnym rozchwianiem - emocje nie do opanowania, bezsenność, poczucie że są 'nie stąd'. Dolne czakry to fundament, bez tego całe pięterko się chwieje.
A to można w ogóle jakoś sprawdzić samemu który poziom jest najbardziej zablokowany? Bez chodzenia do bioenergoterapeuty? Bo ja wiem że wspominałyście o wahadełku ale sama nie czuję że umiem to zrobić dobrze, moje wahadełko raz kręci tak raz inaczej i nie wiem czemu ufać...
Sam odczyt wahadełkiem to jedno, ale wiele osób zupełnie pomija kalibrację przed sesją. Tzn. zanim w ogóle zaczniesz pytać o czakry, musisz ustalić swój osobisty kod - co dla ciebie znaczy 'tak', co znaczy 'nie', jaki ruch to otwarte, jaki to zablokowane. Bez tego stoisz nad czakrą i nie masz żadnego punktu odniesienia. Renia, spróbuj najpierw z prostymi pytaniami na które znasz odpowiedź i sprawdź jak wahadełko reaguje.
No i tu właśnie wchodzimy w klasyczny problem - jeśli najpierw ustalasz co znaczy 'tak' a co 'nie', to cały test jest skalibrowany pod twoje oczekiwania. Wahadełko odpowie dokładnie to czego się spodziewasz bo to twoja ręka je trzyma i twój mózg wysyła impulsy. To się nazywa efekt ideomotoryczny i nie ma tu żadnej mistyki. Nie mówię że to złe, mówię że nie nazwijmy tego 'obiektywnym odczytem'.
Dobra ale wracając do tego co pisała Teodorka o tym 'odlatywaniu' po medytacjach - mam dokładnie to samo i nigdy nie wiązałam tego z dolnymi czakrami. Myślałam że po prostu taka jestem. Jak to w praktyce wygląda to uziemianie po pracy z koroną? Bo słyszałam różne rzeczy - chodzenie boso, wizualizacja korzeni, ale nie wiem od czego zacząć.
Właśnie to uziemianie to jest coś czego mi brakuje w rutynie, muszę przyznać. Kończyłam medytacje i wstawałam po prostu, bez żadnego zamknięcia. Spróbowałam kilka razy z tym bose stopy i faktycznie jest jakaś różnica, te moment wracania do codzienności jest mniej taki... gwałtowny? Trudno to opisać ale jakby łagodniejszy.
Tak, to przejście z powrotem jest bardzo ważne i mało kto o tym mówi, skupiamy się na wejściu w stan a nie na wyjściu. W swoich notatkach mam opisane jak bardzo zmieniło się moje samopoczucie po dniu kiedy zaczęłam robić to świadomie. Dosłownie te kilka minut zamknięcia - wizualizacja jak energia schodzi w dół, do stóp, do podłogi - zrobiło różnicę którą widać też w codziennym funkcjonowaniu. Mniej tej dezorientacji po.
okej to ciekawe z tym przejściem, ale mam pytanie trochę z innej beczki - czy to co Teodorka opisuje jako 'poczucie połączenia ze wszechświatem' to jest ZAWSZE czakra korony? Bo czytałem gdzieś że podobne stany mogą dawać też inne ćwiczenia, nawet niezwiązane z czakrami, np. niektóre techniki oddechowe. To jak to rozróżnić?
To jest bardzo słuszne pytanie i szczerze mówiąc odpowiedź nie jest prosta. Stany rozszerzenia świadomości mogą mieć różne bramy wejścia. Pranajama, głęboka relaksacja, pewne stany graniczne snu i czuwania - wszystko to może prowadzić do podobnych odczuć. To czy jest w tym Sahasrara, to kwestia jak patrzymy na mapę. Dla jednych to czakra, dla innych to po prostu konkretny stan neurochemiczny. Oba opisy mogą być prawdziwe jednocześnie.
Właśnie to chciałam powiedzieć wcześniej i jakoś mi umknęło w tej dyskusji o wahadełkach. Doświadczenie jest realne - to nikt rozsądny nie podważa. Pytanie brzmi co to doświadczenie opisuje i czy etykietka 'otwarcie Sahasrary' jest dokładna czy tylko wygodna. I drugie pytanie: czy ta etykietka coś zmienia w praktyce? Bo jeśli ktoś medytuje regularnie i czuje się lepiej, to może nazwa nie ma takiego znaczenia.
Dla mnie etykietka ma znaczenie w tym sensie że daje mi coś do pracy. Jak wiem że chodzi o Sahasrarę, wiem do czego sięgnąć, jaka mantry używać, co wizualizować. Jak powiem sobie 'to był stan neurochemiczny' to... no właśnie, co z tym dalej zrobić? System czakrowy daje praktyczny język do pracy z tymi stanami. Może nieperfekcyjnie mapuje rzeczywistość ale jako mapa jest użyteczna.
hej, weszłam w ten wątek przypadkiem i trochę guglując ale ta dyskusja jest naprawdę ciekawa. Jedno nie daje mi spokoju - jeśli mam od lat czasem te stany 'jakby bycie częścią czegoś' to znaczy że mam aktywną koronę czy odwrotnie, że jest zablokowana i to się przebija jakimś sposobem? Serio nie wiem jak to interpretować bo różne strony w necie piszą różne rzeczy 🙂
Nie mam dużego pojęcia o czakrach ale z astrologii coś tam wiem i zastanawiam się czy to jest tak, że ludzie z silnym Neptunem w horoskopie mogą mieć naturalnie łatwiejszy dostęp do tych stanów? Wydaje mi się że to idzie w parze, że ktoś kto jest 'neptunowy' z natury ma inaczej ustawioną tę koronę niż osoba ziemska, powiedzmy z dużo Capricornusa?
