ok ale wracając do praktyki bo trochę odpływamy - Teodorka, powiedziałaś że wiesz 'jak się ustawić na tę drogę'. to jest konkretne coś? jakiś oddech, postawa, pora dnia? bo chcę to zrozumieć bardziej praktycznie a nie filozoficznie
Oriona, haha no dobra, skoro pytasz konkretnie - u mnie to jest rano zaraz po wstaniu, jeszcze zanim włączę myślenie. siadam, proste plecy, i robię taką wizualizację że z czubka głowy jest coś jakby otwarty komin w górę. głupio brzmi napisane ale to działa. i nie mówię do siebie w głowie żeby cokolwiek poczuć, po prostu siedzę z tym obrazem. pięć minut to za mało, ale więcej niż dwadzieścia i zaczynam znowu analizować
ok więc ten 'komin w górę' to jest super obrazowe i właśnie o to mi chodziło! próbowałam dziś rano i coś tam było, nie wiem czy to to, ale jakoś mi się dłużej siedziało bez uciekania myślami. pytanie do Teodorki - ten komin to wizualizujesz jako coś konkretnego, jakiś kolor, czy po prostu samo poczucie otwartości?
Oriona, u mnie bez koloru, po prostu taka przestrzeń. ale jak ktoś potrzebuje koloru to sahasrara ma swój - biel albo fiolet. nie narzucam sobie bo mi to przeszkadza, zaczynam wtedy myśleć 'czy dobrze wyobrażam ten fiolet' i już po medytacji haha
a ja mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu czytając ten wątek - to uczucie połączenia które opisujecie, czy ono jest zawsze przyjemne? bo ja raz miałam coś co chyba mogło być czymś takim i było... nie do końca komfortowe? jakby za duże, za przestronne, trochę się przestraszyłam i wyszłam z medytacji. może to nie to w ogóle
zgadzam się z Ludwinią w tym konkretnym przypadku. i dodam - to co Wahadlarka opisuje jako 'za przestronne' to jeden z bardziej charakterystycznych sygnałów że praca z koroną jest przedwczesna albo nieuzasadniona, jeśli muladhara jest w złym stanie. klasyczny błąd u osób które zaczynają od góry zamiast od dołu
ale zaraz, 'muladhara musi być gotowa zanim otworzysz koronę' to znow brzmi jak instrukcja obsługi urządzenia którego nikt nigdy nie widział w specyfikacji technicznej. skad wiadomo ze muladhara jest gotowa? czy jest jakas obiektywna miarka? bo jeśli kryterium jest 'czujesz sie bezpiecznie i uziemiony' to to jest kwestia ogolnego stanu psychicznego, nie czakry
hej, wchodzę z boku bo czytam i mam głupie pytanie - a co jeśli ktoś nie ma tych problemów z muladharą, jest ogólnie uziemiony, ale to 'za przestronne' poczucie i tak się pojawia? to znaczy że jednak coś nie gra, czy to normalny etap?
okej to mnie trochę uspokaja, dzięki Swietopelk i Ludwinia 🙂 ale mam jeszcze jedno - jak to rozróżnić, to 'za przestronne bo nowe' od 'za przestronne bo coś nie gra'? bo brzmi podobnie z opisu a chyba ma różne znaczenie
wchodzę tu bo to pytanie Wahadlarki jest naprawdę dobre i mnie też nurtuje. bo czytam te opisy i zastanawiam się czy samo samopoczucie po jest jakimś kryterium? czyli - jak się czujesz po wyjściu z medytacji, nie w trakcie. jeśli po jest lęk, dezorientacja, trudno ci wrócić do codzienności, to sygnał że coś nie gra. jeśli po jest spokój mimo że w trakcie było intensywnie - to może być po prostu głębokie doświadczenie. to jakaś heurystyka, nie pewnik
Diablica trafnie to ujęła. kryterium 'jak jest po' to jeden z lepszych wskaźników praktycznych. w tradycji tybetańskiej jest na to termin - integracja. doświadczenie może być intensywne, nawet dezorientujące, ale jeśli prowadzi do integracji a nie fragmentacji to jest we właściwym kierunku. odwrotnie - coś co wydaje się piękne w trakcie ale zostawia poczucie rozbicia, warto potraktować ostrożnie
Mela, pytanie - to kryterium 'integracji kontra fragmentacji' po doświadczeniu brzmi sensownie jako ogólna zasada zdrowia psychicznego. ale jak to pomaga rozstrzygnąć pytanie z tytułu wątku, czyli czy połączenie ze wszechświatem jest 'rzeczywiste'? bo dobra integracja po silnym przeżyciu może równie dobrze świadczyć o zdrowym układzie nerwowym który dobrze przetwarza intensywne stany, niezależnie od tego czy cokolwiek metafizycznego zaszło
no i właśnie, wybaczcie że się wtrącam ale zawsze mam problem z tym pytaniem 'czy to rzeczywiste'. co właściwie znaczy 'rzeczywiste' w tym kontekście? bo jak czuję coś podczas medytacji, to to uczucie jest realne - ono istnieje. kwestia tego co je wywołuje to już inna sprawa, ale samo doświadczenie... no jest? nie wiem czy dobrze rozumuję
Kanimir, no i właśnie to jest trudne bo sama nie wiem jak na to pytanie odpowiedzieć. z jednej strony twoje rozróżnienie jest logiczne i nie umiem go zbić. z drugiej strony - coś we mnie mówi że jest różnica między tym co czuję a halucynacją po substancji. tylko że jak to udowodnić, to nie wiem. może i nie da się
Teodorka, i to jest uczciwa odpowiedź. nie da się. i może to jest właśnie sedno tego wątku - że pracując z sahasrarą w pewnym momencie dochodzisz do miejsca gdzie musisz podjąć decyzję czego będziesz się trzymać bez gwarancji. to nie jest słabość poznawcza, to jest wybór. każda duchowość i każda filozofia egzystencjalna ostatecznie prosi o taki skok
o, Drozdzia to ładnie powiedziane, ale trochę mnie niepokoi. bo jeśli każda tradycja 'prosi o skok' to czy to nie jest właśnie ten moment kiedy można uwierzyć w cokolwiek? jak odróżnić uzasadniony skok od naiwności?
czytam tę dyskusję o skoku wiary i myślę sobie - okej, ale to chyba nie jest wyjście z pytania Teodorki. ona pytała czy to połączenie jest rzeczywiste, nie czy warto w nie wierzyć. to dwie różne rzeczy, nie?
właśnie o to mi też chodziło wcześniej, ale chyba za słabo to wyraziłam. bo Drozdzia powiedziała że dobra integracja to dobry znak, Mela że jak dobrze po to spoko, ale żadna z nich nie odpowiedziała wprost na pytanie z tytułu. i zastanawiam się - może dlatego że nie da się? czy może po prostu omijamy temat?
no ale Drozdzia, to troche jak z UFO - 'nie mozemy wiedziec na pewno wiec pytajmy co z tym zrobic'. no tak, tylko ze to nie odpowiada na pytanie czy latajace spodki istnieja. mozna zyc z przekonaniem i byc ok, ale to nie czyni przekonania prawdziwym
Kanimir ale weź pod uwagę że przy UFO mamy przynajmniej zasadę - mogłoby coś zostawić ślad materialny albo i nie. przy doświadczeniu wewnętrznym w ogóle nie wiadomo co miałoby być takim śladem. to chyba jednak inna kategoria pytań, nie?
Mela, dobra, ale to co mówisz to chyba znaczy że pytanie z tytułu jest po prostu nierozstrzygalne i powinnyśmy to powiedzieć wprost zamiast okrążać je przez dwanaście stron. mam rację?
hej, przepraszam że tak późno wchodzę z powrotem, ale właśnie to mnie dręczy - że pytanie może być nierozstrzygalne. bo to znaczy że mogę medytować latami i nigdy nie będę wiedziała czy to co czuję to naprawdę połączenie z czymś, czy tylko mój mózg robi mi ładne show. i to jest frustrujące, bo chciałabym wiedzieć zanim zaangażuję w to kolejne miesiące pracy
Teodorka - mam w notatkach coś co może być przydatne. w różnych tradycjach mistycznych ten moment kiedy pytasz 'czy to naprawdę' jest opisywany jako naturalny etap, nie jako przeszkoda. zen ma to powiedzenie że przed oświeceniem nosisz wodę i rąbiesz drewno, po oświeceniu też. sens jest taki że weryfikacja nie pochodzi z zewnątrz, tylko z tego jak zmienia się jakość zwykłego życia. to może być odpowiedź, ale rozumiem że dla kogoś kto chce pewności - nie jest satysfakcjonująca
a ja mam głupie pytanie bo zgubiłam się trochę - czy w ogóle ktoś tu ćwiczył coś konkretnego z sahasrarą i mógłby powiedzieć jak to wyglądało w praktyce? bo dyskusja jest super ale trochę filozoficzna i chciałabym wiedzieć jak to wygląda od środka u kogoś kto ma za sobą dłuższą pracę z tą czakrą
Ludwinia, to ciekawe bo mam zupełnie odwrotnie - jak się specjalnie nie skupiam to nic się nie dzieje, dopiero jak naprawdę intencjonalnie wchodzę w medytację to coś czuję. czy to znaczy że robię coś źle? bo teraz się zastanawiam...
