Dzięki że to napisałaś. Mam psychiatrę, biorę leki, to nie jest tak że uciekam od medycyny. Pytanie które mnie nurtuje to czy te dwa systemy mogą pracować razem nie przeszkadzając sobie. I chyba w tym wątku dostałam odpowiedź że tak - ale pod warunkiem że zaczynam od fundamentu, nie od korony.
Dokładnie to. I to 'pod warunkiem' jest kluczowe. Dobrze że to tak formułujesz - bo to znaczy że rozumiesz co się tutaj przewijało przez ostatnie kilkadziesiąt postów. Jedno pytanie jeszcze: mówiłaś lekarzowi o tej dysocjacji po medytacji? Bo to jest właśnie ta informacja którą powinien mieć.
Mówiłam lekarzowi o dysocjacji, tak. On to zapisał, trochę pokiwał głową i powiedział żebym uważała na intensywne medytacje. Bez wchodzenia w szczegóły czakrowe oczywiście - to nie jest rozmowa którą bym z nim zaczęła. Ale przynajmniej wiedział. I właśnie zastanawiam się - czy to wystarczy? Czy powinnam była powiedzieć więcej?
Dobrze że w ogóle powiedziałaś. Naprawdę. Większość ludzi zataja właśnie te 'dziwne' objawy bo się boją oceny. Ale mam pytanie - kiedy mówiłaś o tej dysocjacji, opisałaś też kontekst, czyli że to się działo podczas medytacji? Bo to jest ważna informacja diagnostycznie, nawet dla psychiatry który o czakrach nie wie nic.
Wracając do wątku ze świadkiem, bo Telepatka84 zadała pytanie które zostało trochę zawieszone w powietrzu. Barni powiedział że przedmiot osobisty niesie aktualny stan, nie historyczny. Ale to rodzi kolejne pytanie - jeśli ktoś jest w depresji i chce żeby ktoś inny go 'przeskanował' na mapie, to który przedmiot wybrać? Noszony codziennie - tak jak mówił Barni. Ale co jeśli ta osoba od miesięcy praktycznie nie wychodzi z łóżka i nic nie nosi?
To rozróżnienie między 'kto to jest' a 'jak się teraz czuje' jest naprawdę ciekawe. Ale przy depresji klinicznej pojawia się pytanie - czy te dwie rzeczy da się w ogóle oddzielić? Bo jeśli ktoś jest w ciężkiej depresji od roku, to ten stan jest już częścią 'kto to jest' w tym momencie. Czy świadek może w ogóle pokazać 'bazowe pole' jeśli zaburzenie jest długotrwałe?
Przepraszam że znowu pytam o podstawy, ale co to znaczy że depresja zmienia pole energetyczne? Czy chodzi o to że czakry są permanentnie zablokowane, czy że... coś innego? Trochę się gubię w tej rozmowie.
A wracając do tego co Hematytka80 mówiła o stracoym czasie przy pracy z koroną - mam podobne pytanie ale z innej strony. Czy jest jakaś kolejność pracy z czakrami przy depresji którą eksperci by polecali? Czy zawsze od dołu?
Ten obrazek z piwnicą jest bardzo trafny. I trochę bolesny bo czuję że to jest dokładnie to co robiłam. Pytanie - jak sprawdzić czy mam te 'objawy dysregulacji dolnych czakr' o których mówisz? Bo lista symptomów którą czytałam gdzieś w necie jest tak szeroka że właściwie każdy by się tam odnalazł.
To co mówisz o szerokości list symptomów to ważna uwaga. Problem z większością opisów w sieci jest taki że są napisane tak żeby każdy mógł się odnaleźć - to jest trochę jak horoskopy. Zamiast listy symptomów zapytałabym inaczej: czy czujesz się zakorzeniona w ciele, w codzienności, w przestrzeni fizycznej? Czy masz poczucie że masz gdzie stać? Nie jako metafora, ale dosłownie - czy ziemia pod stopami jest dla ciebie realna?
To co opisujesz - to 'unoszenie się' - to jest jeden z wyraźniejszych sygnałów że praca powinna zacząć się od uziemienia, nie od korony. I to niezależnie od tego co wahadełko pokaże nad Sahasrarą. Tu nie potrzeba precyzyjnej diagnostyki czakrowej żeby wiedzieć co jest priorytetem.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam trochę inne pytanie. Dużo tu mówicie o energii, czakrach, diagnostyce - ale czy ktoś próbował połączyć to z konkretną tradycją? Znaczy - te metody ze świadkiem, z wahadełkiem, to pochodzi z radiestezji, prawda? A czakry to z jogi. Czy te systemy w ogóle mają wspólny język?
Bo właśnie jestem ciekaw czy to jest w ogóle spójne jako system. Radiestezja to jedna tradycja, teoria czakr to inna, bioenergoterapia to jeszcze coś innego - i często widzę że ludzie mieszają te trzy rzeczy jakby to był jeden spójny zestaw narzędzi. A może nie powinny być mieszane?
Ale czy 'działa' to wystarczające kryterium? Przy depresji szczególnie - bo tu wracamy do tematu Hematytki - jeśli coś 'działa' w subiektywnym odczuciu osoby w depresji, to skąd wiemy że to nie jest po prostu efekt placebo, uwagi innych, rytuału jako takiego? Nie mówię że to złe, ale to jest ważne pytanie żeby nie przypisywać skuteczności temu co akurat robiłaś w momencie gdy się polepszyło.
Właśnie, bo trochę zgubiłam się w tej meta-dyskusji. Mam konkretną sytuację: czuję się oderwana, mam to 'unoszenie się' o którym mówiłam, od jakiegoś czasu jest mi lepiej niż w najgorszym momencie ale nadal nie jest dobrze. I nie wiem od czego zacząć żeby to sprawdzić samodzielnie. Barni mówił żeby zacząć od uziemienia - ale jak sprawdzić czy uziemienie działa, jeśli nie umiem robić diagnostyki?
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się że wróciłaś do konkretu. Diagnostyka uziemienia nie wymaga wahadełka - wystarczy obserwacja. Przez tydzień rób codziennie coś co fizycznie łączy cię z ziemią - chodzenie boso jeśli możesz, kontakt z drzewem, siedzenie na trawie. I obserwuj czy to 'unoszenie się' się zmienia. Jeśli tak - to masz odpowiedź że dolne czakry reagują na pracę i warto tam zacząć. Jeśli nie - to może być sygnał że potrzebujesz czegoś mocniejszego.
Przepraszam ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - to 'unoszenie się' to jest metafora czy dosłownie takie uczucie fizyczne? Bo jak to pierwsze to rozumiem, ale jak drugie to trochę mnie niepokoi czy to nie jest coś wymagającego lekarza.
To jest uczucie fizyczne, nie metafora. Trochę jakby nogi nie były dobrze połączone z resztą ciała. Lekarz sprawdzał, nie ma neurologicznych przyczyn. Psychiatra który mnie prowadzi wie o tym i mówi że to jest częsty objaw dysocjacji przy depresji. Ale energetycznie zastanawia mnie czy to nie jest też sygnał że coś jest nie tak z Muladharą.
Dobrze że psychiatra to zna i monitoruje - to jest ważne. I to co mówisz - że ma neurologiczne wytłumaczenie i energetyczne pytanie - te dwie rzeczy mogą współistnieć. Ale chcę zapytać wprost: czy praca z czakrami jest dla ciebie uzupełnieniem do terapii, czy zdarza ci się myśleć że zastąpi?
To co opisujesz - 'warstwa której terapia nie dosięga' - to jest bardzo powszechne uczucie i myślę że jest realne. Nie dlatego że terapia jest zła, ale dlatego że ciało i pole energetyczne to inny poziom niż rozmowa i kognitywna analiza. Czy próbowałaś kiedyś czegoś somatycznego - joga, oddech, praca z ciałem? To jest most między tym co robiłaś z czakrami a tym co robi terapia.
Hematyt noszony przez dwa lata w ciężkim czasie - to jest silny świadek w sensie akumulacji, ale właśnie dlatego warto go przed użyciem oczyścić. Sól, dym, intencja - to zależy od twojej preferencji. Po oczyszczeniu nosi twoją sygnaturę energetyczną, ale bez nakładki ciężaru tamtego okresu. I hematyt sam w sobie jest kamieniem uziemiającym, więc ironicznie jest świetny w kontekście Muladhary.
Czy oczyszczony przedmiot nadal jest dobrym świadkiem? Bo jeśli usuwamy 'nakładkę' to czy nie usuwamy też tego co sprawiało że był powiązany z osobą? Trochę się tu gubię w logice.
To jest ciekawe skojarzenie, ale świadek to nie jest medium - jego funkcja radiestezyjnie to identyfikacja osoby, nie kierowanie energią. To że jest hematyt to dodatkowy kontekst, ale przy samej diagnostyce mapowej to powinno być obojętne.
Mapa radiestezji to dosłownie rysunek lub schemat ciała z zaznaczonymi czakrami - kładziesz świadka na mapie i pracujesz wahadełkiem zdalnie zamiast przy osobie. Są różne wersje, od prostych szkiców po bardziej rozbudowane. Barni, popraw mnie jeśli coś przekręcam.
Ja próbowałam badać sama siebie i faktycznie ciężko - wahadełko jakoś dziwnie chodzi, nie wiem czy to moje blokady czy to że jestem zbyt zaangażowana emocjonalnie w wynik. Hematytka, ty masz podobne odczucia kiedy próbowałaś?
Właśnie to jest mój problem - jak próbuję cokolwiek sprawdzić sama to nie wiem czy widzę to co jest, czy to co chcę zobaczyć albo czego się boję zobaczyć. Dlatego pytałam o metodę z mapą i świadkiem bo myślałam że ktoś bardziej neutralny mógłby to zrobić.
To jest bardzo uczciwa samoobserwacja i myślę że osoby w depresji szczególnie mogą mieć problem z neutralnym skanowaniem siebie. Nie dlatego że coś jest z nimi nie tak, ale dlatego że pole emocjonalne jest bardzo aktywne i nakłada się na odczyt. Czy jest tu ktoś kto mógłby zaoferować Hematytce takie zdalne spojrzenie? Nie jako diagnozę, tylko jako punkt wyjścia do rozmowy.
