Czytałam gdzieś że radiesteci potrafią szukać wody używając mapy i wahadełka zamiast chodzić po terenie. Zastanawiam się czy to samo działa z czakrami - czy można zeskanować czakry kogoś na odległość, bez tej osoby przed sobą? Na przykład mając jej zdjęcie albo samo imię? Bo mam znajomą która jest daleko i chciałabym jej pomóc ale nie możemy się spotkać. Czy ktoś tak robił?
Tak, to się robi i ma swoją nazwę - diagnostyka na zdjęcie albo na świadka. Wahadełko trzymasz nad zdjęciem, nad konkretną częścią ciała odpowiadającą danej czakrze, i obserwujesz ruch. Podobno działa tak samo jak przy osobie fizycznie obecnej, bo energia nie zna odległości. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy zdjęcie musi być aktualne? Bo mam stare fotki znajomych i zastanawiałam się czy to w ogóle ma sens.
Ja robiłam kiedyś takie porównanie, nie do końca metodycznie ale jednak. Miałam koleżankę i najpierw zrobiłam jej skanowanie przy niej, a potem parę dni poźniej próbowałam na jej zdjęciu. Wyniki były zbliżone przy sercu i gardle, ale przy czakrze korzenia wyszło mi coś zupełnie innego. Nie wiem czy to błąd z mojej strony czy rzeczywiście coś się zmieniło. Ale to pokazuje że jednak jakiś związek jest.
Ale zaraz, jak to dokładnie działa z tą mapą i radiestezją? Bo autorka tematu o tym wspomniała i mnie to ciekawi. Rozumiem że przy wodzie trzymasz wahadełko nad mapą i ono reaguje na miejsce gdzie jest woda - ale czy przy czakrach trzymasz wahadełko nad zdjęciem całej osoby i ono samo 'wie' która czakra jest zablokowana? Czy musisz pytać o każdą z osobna?
Przy diagnostyce na zdjęcie zazwyczaj pyta się o każdą czakrę z osobna, tak przynajmniej uczono mnie. Trzymasz wahadełko nad okolicą danej czakry na zdjęciu i zadajesz konkretne pytanie - czy ta czakra jest zablokowana, czy płynie swobodnie, czy jest nadaktywna. Ogólne 'pokaż mi stan energetyczny' to trochę za mało precyzyjne. Choć znam osoby które twierdzą że wahadełko samo im pokazuje gdzie problem bez pytania - ale to już kwestia wyczulenia i doświadczenia.
A co z samym imieniem? Czytałam że można mieć tylko imię i nazwisko osoby i to wystarczy do skanowania. Czy ktoś tak robił bez żadnego zdjęcia? Chodzi mi o to że moja znajoma jest nieśmiała i nie chce wysyłać zdjęć, ale mogłabym jej powiedzieć żeby wyraziła zgodę na skanowanie i tyle.
Kwestia zgody to ważna sprawa i cieszę się że to poruszasz. Słyszałam różne zdania - jedni mówią że zgoda jest absolutnie konieczna, inni że przy diagnostyce (nie przy żadnej interwencji) zgoda nie jest aż tak ważna bo niczego nie zmieniasz, tylko 'czytasz'. Ale mi osobiście nieswojo robiłoby się gdybym kogoś skanowała bez wiedzy tej osoby. Może ktoś inny ma inne doświadczenia?
Zgoda jest kwestią etyki, nie techniki. Można technicznie zrobić bez zgody, pytanie czy powinno się. Przy diagnostyce czakr na odległość mówimy o wejściu w pole energetyczne kogoś - i owszem, samo czytanie może być mniej inwazyjne niż praca z czakrami, ale też nie jest neutralne. Ja zawsze pytam i zawsze informuję co zamierzam zrobić. Kto mi powie że to zbędne ostrożność, niech sobie zostanie z tym przekonaniem.
Ja miałam zrobione skanowanie na zdjęcie bez mojej wiedzy, koleżanka mi potem powiedziała i pokazała wyniki. Zaskakująco trafiła w rzeczy które wtedy przeżywałam - mocna blokada Anahaty i problemy z Vishuddha, a faktycznie wtedy byłam w bardzo trudnej relacji i miałam problem z mówieniem co czuję. Nie wiem co o tym myśleć, bo z jednej strony byłam trochę nieswojo że zrobiła to bez pytania, z drugiej strony wyniki były... celne.
Czytam ten wątek i mam podstawowe pytanie - a jeśli ktoś nie ma wahadełka ani nie umie go obsługiwać, to czy jest inny sposób na zdalne skanowanie czakr? Coś prostszego dla kogoś kto zaczyna?
Przeczytałam cały wątek i muszę zapytać bo jestem kompletnie zielona - jak wahadełko może 'wiedzieć' cokolwiek? To przecież kawałek metalu na sznurku. Nie atakuję, naprawdę chcę zrozumieć na czym polega ten mechanizm od strony wierzących w to.
A mam pytanie trochę z boku - czy jak ktoś jest bardzo sceptyczny wobec skanowania na odległość, to czy to może zakłócać wyniki? Mówię o sytuacji gdy skanujemy kogoś kto kompletnie nie wierzy w to.
Sceptycyzm skanowanej osoby to jedno, ale co z nastawieniem skanującego? Bo jeśli podchodzę do skanowania z założeniem że u kogoś jest blokada Anahaty, bo wiem że ma problemy w relacjach, to mogę nieświadomie 'szukać' właśnie tego. I wahadełko to pokaże, bo ono wzmacnia moje podświadome oczekiwania, jak wcześniej pisał Wolchw.
No ale ta koleżanka która mnie skanowała bez wiedzy, ona nie wiedziała nic o moich problemach relacyjnych wtedy. Nie rozmawiałyśmy o tym, żyłyśmy trochę w osobnych bańkach. I trafiła. Więc w moim przypadku akurat ten argument z projekcją odpada.
Wróćmy może do mojego pytania sprzed chwili, bo mi Konwalia odpowiedziała o skanowaniu intuicyjnym bez wahadełka. Czy ktoś jeszcze tak robi? I jak długo zajęło wam żeby cokolwiek poczuć przy takim skanowaniu, bo boję się że siedzę nad zdjęciem i nic.
Pora dnia ma znaczenie dla wielu praktyków, ale to bardzo indywidualne. Mnie najlepiej idzie rano, gdy jeszcze nie mam głowy zaśmieconej codziennymi sprawami. Ale znam osoby które wolą noc. Ważniejsze od pory jest chyba stan wewnętrzny - nie powinnaś skanować gdy jesteś zmęczona, roztrzęsiona albo masz własne silne emocje, bo to zaburza odczyt.
Ja mam głupie pytanie ale się pytam bo nie rozumiem - czy jak skanujemy czakry kogoś na zdjęcu, to mamy trzymać wahadełko nad tą całą postacią, czy nad konkretnym miejscem na zdjęciu gdzie byłaby dana czakra? Bo np na zdjęciu profilowym głowa to może być jedyna cosa widoczna.
Zatrzymajmy się chwilę bo ta rozmowa o rozmiarze zdjęcia i miejscu trzymania wahadełka jest trochę symptomatyczna. Jeśli informacja jest energetyczna i niematerialna, to dlaczego w ogóle rozmiar albo miejsce miałoby mieć znaczenie? A jeśli nie ma znaczenia, to co właściwie mierzysz? Nie mówię że nie działa, pytam serio o spójność wewnętrzną tej metody.
Zatrzymajmy się chwilę bo ta rozmowa o rozmiarze zdjęcia i miejscu trzymania wahadełka jest trochę symptomatyczna. Jeśli informacja jest energetyczna i niematerialna, to dlaczego w ogóle rozmiar albo miejsce miałoby mieć znaczenie? A jeśli nie ma znaczenia, to po co w ogóle zdjęcie? Szczerze pytam, bo chcę zrozumieć wewnętrzną logikę tej metody.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam mnie jedno - czy ktokolwiek z was próbował skanować kogoś na odległość i potem to zweryfikować? Nie jednorazowo jak Dianka, ale systematycznie, kilka razy tę samą osobę i porównywać wyniki?
Znam osoby które prowadziły dzienniki skanowań przez kilka miesięcy. Problem jest zawsze ten sam - ciężko o punkt odniesienia. Skanujący notuje wyniki, skanowana osoba potwierdza albo zaprzecza, ale ta osoba też interpretuje swój stan przez własny filtr. Obiektywnego miernika nie ma i chyba nie będzie.
Czy możecie wrócić na chwilę do mojego pytania praktycznego, bo trochę zgubiłam wątek? Siedzę nad zdjęciem, nic nie czuję, Konwalia powiedziała żebym nie wymuszała. Ale jak długo w ogóle powinna trwać jedna próba? Bo może siedzę za krótko.
A wrócę do swojego pytnia o porę dnia bo nie dostałam konkretnej odpowiedzi. Perzyna powiedziała że stan wewnętrzny ważniejszy od pory, ale jednak - czy ktoś zauważył że w konkretnych godzinach skanowanie na odległość wychodziło inaczej? Bo czytałam że podczas przełomu nocy i świtu pole jest jakoś czystsze.
Słyszałam to samo o świcie. Ale prywatnie myślę że to bardziej kwestia tego że o świcie rzadko kto jest zmęczony codziennością, nie ma jeszcze w głowie listy zakupów i spraw do załatwienia. Czy to pole jest czystsze czy twój umysł jest spokojniejszy - nie wiem jak odróżnić.
Mam pytanie trochę z innej storny - co jak osoba którą skanujemy umrze albo wyjedzie bardzo daleko? Czy skanowanie zadziała tak samo z Australii jak z sąsiedniego pokoju? Przepraszam jak głupie pytanie ale naprawdę nie wiem.
Większość praktyków z którymi rozmawiałam mówi że odległość geograficzna naprawdę nie robi różnicy. Ale to rodzi dokładnie ten problem który Wolchw sygnalizował wcześniej - jeśli ani rozmiar zdjęcia, ani odległość, ani czas nie mają znaczenia, to co właściwie w tej metodzie jest zmienną a co stałą?
Dorzucę swoje trzy grosze bo słucham tej dyskusji od dłuższego czasu. Mnie skanowanie na odległość uratowało raz sytuację - siostra prosiła mnie żebym spojrzał na jej stan energetyczny bo czuła się dziwnie. Powiedziałem jej co widzę w okolicy czakry gardła i Vishuddhy, ona zaśmiała się że właśnie dowiedziała się o problemach z tarczycą. Czy to zbieg okoliczności? Może. Ale skłonił mnie do serio potraktowania tej metody.
