Hej, mam pytanie bo trochę gubiłam się gdzie to napisać ale chyba tu będzie najlepiej. Chodzi o dysartrię - to jest zaburzenie mowy, problem z artykulacją, wynika z uszkodzenia mięśni odpowiedzialnych za mówienie albo z problemów neurologicznych. Mam bliską osobę (bratanka, 8 lat) który właśnie dostał taką diagnozę i logopeda robi swoje, ale zastanawiam się czy praca z czakrą gardła mogłaby jakoś wspomóc całą tę rehabilitację. Nie zamiast, tylko właśnie OBOK. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia albo przemyślenia w tym temacie? Vishuddha odpowiada przecież za komunikację i wyrażanie siebie więc wydaje mi się że to logiczne połączenie, ale nie wiem czy w przypadku czegoś tak "fizycznego" jak dysartria ma to w ogóle sens.
To ciekawe pytanie, ale od razu zapytam - czy wiesz co jest przyczyną tej dysartrii u bratanka? Bo jeśli to jest kwestia neurologiczna po jakimś urazie albo choroba jak mózgowe porażenie dziecięce, to myślę że wpływ na czakrę gardła jest inny niż np. gdy mowa jest zaburzona z powodów bardziej "energetycznych". Nie mówię że praca z Vishuddha nic nie da, ale chciałabym zrozumieć kontekst zanim cokolwiek sugeruję.
Generalnie czakra gardła to nie tylko mowa w sensie słów - to cały obszar wyrażania siebie, przepływu energii między centrum emocjonalnym a umysłem. Przy dysartrii mamy do czynienia z zablokowanym kanałem na poziomie bardzo konkretnym, fizycznym, ale to nie wyklucza pracy energetycznej jako wsparcia. Sama miałam pacjentów (w sensie osób którym pomagałam jako bioenergoterapeuta) z różnymi problemami gardła i szyi i zawsze widziałam że praca z Vishuddha szła ręka w rękę z tym co robili lekarze czy logopedzi, nigdy zamiast. To ważne żeby to rozgraniczyć.
Hm. Nie chce byc nieuprzejmy ale tu troche mnie to niepokoi. Dysartria to schorzenie neurologiczne, nie 'zastoj energii'. Rozumiem ze forum jest ezoteryczne i nikt nie mowi zeby rezygnowac z logopedy, ale mam wrazenie ze przy dzieciach z diagnozami neurologicznymi trzeba byc szczegolnie ostroznym zeby energia i czakry nie zastepoywaly realnej diagnozy. Pytam szczerze, nie zlosliwie - co mialoby sie zmienić w praktyce jesli zaklasyfikujemy to jako blokade Vishuddhi?
Ojej, ja się nie znam jakoś super na czakrach ale od jakiegoś czasu próbuję medytować na Vishuddha bo sama mam problemy z mówieniem co myślę, takie blokady emocjonalne. I powiem że to co czuję podczas tych medytacji to jest dużo ciepła w obszarze gardła i szyi, czasem mrowienie. Nie mam pojęcia czy to działa "neurologicznie" w sensie dosłownym ale na pewno coś tam się dzieje energetycznie. Dla dziecka chyba dało by sie coś dostosować? Mantra HAM podobno jest specjalnie na tę czakrę.
To że coś czujesz podczas medytacji to nie znaczy że to ma ten sam mechanizm co rehabilitacja neurologiczna. Mrowienie może być zwykłym rozluźnieniem mięśni albo efektem skupionego oddychania. Nie mówię że Vishuddha jest bez sensu, ale mieszanie tych dwóch rzeczy jak gdyby były tym samym to błąd. Co do pytania o dziecko - czy rodzice w ogóle są otwarci na takie podejście? Bo to chyba pierwsze pytanie.
Mama jest całkiem otwarta, tata mniej, ale mama pyta mnie o to sama zresztą bo wie że interesuję się tymi tematami. Wiesz, chodzi głównie o to żeby wiedzieć czy w ogóle jest sens pogłębiać temat czy to będzie strata czasu przy takiej konkretnej diagnozie. Stąd moje pytanie tutaj.
Żeby odpowiedzieć konkretniej - przy pracy z dziećmi z problemami mowy które mają też podłoże energetyczne (bo to się może nakładać, jedno nie wyklucza drugiego) często stosuje się dźwięk jako nośnik energii. Śpiewanie mantr niekoniecznie przez samo dziecko, ale przez opiekuna w jego obecności, ton HAM, dźwięki okrężne. Kamienie jak niebieski kwaryt czy akwamaryn trzymane w pobliżu podczas odpoczynku. To są delikatne metody, bezpieczne dla dziecka, i absolutnie nie kolidują z logopedią. Pytanie do Wizjonerki91 - ile ma lat ten chłopiec i jaki jest ogólnie jego stan emocjonalny? Bo to ważne przy planowaniu jakiegokolwiek wsparcia.
OK dobra, to brzmi juz bardziej sensownie niz 'czakra wyleczy neurologe'. Jezeli chodzi o wsparcie emocjonalne dziecka ktore sie frustruje bo nie moze mowic, to moge sie z tym zgodzic ze jakies spokojne praktyki - medytacja, dźwiek, kamienie przy zabawie - moga pomagac ogolnie na relaksacje. Ale wtedy to jest wsparcie psychologiczne, nie energetyczne per se, i imo nie trzeba mu przypisywac metafizyki zeby dzialalo.
Hmm, Dominik, ale po co rozdzielac te dwie rzeczy jezeli efekt jest ten sam? 🙂 Rozumiem sceptycyzm ale na forum ezoterycznym troche dziwne jest upieranie sie przy tym ze tylko mechanizm czysto fizyczny jest wazny. Dla osoby ktora wierzy ze praca z czakrami dziala energetycznie, ten mechanizm jest równie realny. Nie musze wierzyc ze wiem dokladnie jak dziala elektron zeby korzystac z pralki.
Nikt tu chyba nie mówi żeby rezygnować z logopedy, to już trzeci raz ktoś to powtarza 🙂 Wróćmy do meritum - Wizjonerka pytała o konkretne metody. Mnie ciekawi co Nefrytka powiedziała o dźwięku. Śpiewanie HAM przy dziecku to jedna metoda, ale czy jest jakaś konkretna częstotliwość albo pora dnia która lepiej działa na Vishuddha? Gdzieś czytałam że rano jest lepszy czas na czakry wyższe ale nie pamiętam skąd to.
Co do pory dnia - to trochę zależy od tradycji. W ajurwedzie wieczór to czas Vishuddhi, bo czakra gardła łączy się z przestrzenią (akasha) a wieczór to naturalne ściszanie i zasłuchiwanie się. Ale dla dziecka ważniejsze jest żeby pora była spokojna i bezstresowa - przed snem albo podczas cichej zabawy. Nie robiłabym z tego ceremonii przy dziecku bo może go to speszyć, bardziej tło, otoczenie. Zresztą maluchy bardzo naturalnie chłoną wibracje dźwiękowe, często lepiej niż dorośli.
Wybaczcie że wchodzę bo nie mam doświadczenia z dzieckiem ale sama miałam blokadę Vishuddhi - diagnozował mi bioenergoterapeuta i faktycznie mam problemy z mówieniem co myślę, takie zacięcia emocjonalne. Przy mnie sprawdziła się wizualizacja niebieskiego światła w gardle, codziennie przez kilka minut. Ale to był problem emocjonalny, nie neurologiczny, więc nie wiem czy mogę porównywać. Chyba każdy przypadek jest inny?
Chcę dorzucić jedno - kiedyś rozmawiałam z osobą która pracuje z dziećmi z różnymi problemami rozwojowymi i ona mówiła że śpiew terapeutyczny to jest metoda uznana nawet w niektórych klinikach, nie jako ezoteryka ale jako stymulacja. Muzykoterapia jest naprawdę stosowana. Nie mówię że to to samo co praca z czakrami ale granica jest tu dość płynna.
Muzykoterapia to jest coś innego chyba niż mantry? Tzn. w muzykoterapii chodzi o rytm i melodię, a w mantrach o konkretną wibrację dźwiękową, nie? Zawsze się zastanawiałam czy HAM naprawdę pasuje z czakrą gardła czy to jest tylko tradycja którą się powtarza.
Dzięki wam wszystkim bardzo, to mi daje do myślenia. Powiem mamie że warto spróbować spokojnych dźwięków przy dziecku, może jakaś miska tybetańska albo po prostu spokojne nucenie, i te kamienie o których Nefrytka pisała. Logopedia zostaje oczywiście, ale fajnie wiedzieć że można coś dołożyć od siebie, nawet jeśli to działa głównie przez relaks i spokój. Chyba to jest najważniejsze dla takiego małego człowieka co się frustruje.
Słuchajcie, wróćmy chwilę do tych kamieni bo Nefrytka wspomniała a nikt nie rozwinął - jaki kamień konkretnie do Vishuddhi? Bo kojarzę ze to jest niebieski kolor tej czakry ale nie wiem czy chodzi o akwamaryn, lapis lazuli czy co innego
Ja mam akwamaryn i używam go przy medytacjach na gardło, ale szczerze nie wiem czy akurat on jest "tym właściwym" czy to kwestia osobistego dopasowania. Czytałam kiedyś że lapis jest mocniejszy ale nie mam potwierdzenia z własnego doświadczenia
W przypadku dziecka z dysartrią kamień jako obiekt nie musi być kładziony bezpośrednio na czakrze - to akurat ważne bo dzieci się wiercą i to nie jest bezpieczne. Można go trzymać w zasięgu dziecka, np. jako dekorację przy miejscu gdzie ćwiczy z logopedą, albo dziecko samo może go trzymać w rączce podczas słuchania spokojnej muzyki. Lapis lazuli to klasyczny wybór dla Vishuddhi, turkus też ma długą tradycję przy mowie i wyrażaniu siebie. Ale tak jak Jolanta_M zauważyła - dobór kamienia to też kwestia intuicji i tego co dziecko zaakceptuje
Tzn. ok ale to brzmi trochę jak - cokolwiek wybierzesz to będzie dobre, bo "intuicja". Skąd wiadomo że kamień w ogóle coś robi a nie działa przez placebo albo po prostu przez to że dziecko się skupia na ładnym przedmiocie? Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam
no wlasnie to jest pytanie ktore zawsze gdzies tkwi z tylu glowy, nawet jak sie w to wierzy haha. Bo kamień ładny i dziecku może się podobać i to samo w sobie moze je uspokajac, nie? i co to zmienia tak naprawde jeśli efekt jest pozytywny
Dominik, ale czy ktokolwiek tu mówi żeby nie szukać dobrego terapeuty? To jest chyba nieporozumienie które kręci się w kółko od początku wątku. Wizjonerka już parę razy pisała że logopeda i neurolog są, i nikt ich nie zastępuje
Dokładnie, bardzo dziękuję Cefeida że to znowu wyjaśniasz bo ja już trochę nie wiem jak inaczej to napisać 🙂 Logopeda, neurolog, rehabilitacja - to są fundamenty. Ja pytam o to co można zrobić OBOK. I te kamienie brzmią ciekawie jako taki spokojny element, tym bardziej że można to połączyć z ładnym rytuałem dla dziecka który po prostu sprawi mu radość
o, właśnie! ten aspekt radości i rytuału dla dziecka wydaje mi się super ważny i jakoś mało kto o tym mówi bezpośrednio. Dziecko które się boi że nie mówi dobrze, które czuje presję podczas ćwiczeń, które może się wstydzi - takie dziecko potrzebuje czegoś lekkiego, przyjemnego, magicznego prawie. I kamień który "pomaga mówić" może po prostu dać mu fajny kontekst emocjonalny do ćwiczeń, nie?
Ulka to naprawdę dobre spostrzeżenie. Ja jak miałam te blokady emocjonalne przy mówieniu to mi pomagało właśnie to poczucie że robię coś aktywnie, że mam swój rytuał, swój kamień, swoją intencję. To nie był tylko kamień sam w sobie, to był cały kontekst skupienia i zamiaru. Może u dziecka działa podobnie - ono wie że ten kamień jest "do mówienia" i to mu daje jakiś kotwic
ale czy dziecko z dysartrią jest w stanie zrozumieć i świadomie używać takiej kotwicy? to zależy chyba od wieku i od stopnia trudności? bo Wizjonerka chyba nie napisała ile ma lat to dziecko
Sześć lat to naprawdę fajny wiek do takich zabaw rytualnych - to jeszcze wiek kiedy magia jest naturalna dla dziecka, nie ma tu żadnego wysiłku żeby "uwierzyć". Kamień, miska dźwiękowa, nucenie razem z mamą - to wszystko może być po prostu piękna, spokojna rutyna wieczorna. I przy okazji tworzy bezpieczną przestrzeń emocjonalną o której wcześniej pisała Numerolożka. A tak na marginesie - przy dysartrii ważne jest żeby dziecko nie było napięte podczas ćwiczeń, więc wszystko co rozluźnia ma sens
