Hej, chciałem się zapytać bo mnie to ostatnio nurtuje - czy medytacja na czakry robiona w lesie albo w jakimś innym naturalnym miejscu faktycznie daje lepsze efekty niż ta sama sesja w domu? Byłem ostatnio na spacerze w lesie i jakoś spontanicznie usiadłem pod drzewem, zacząłem oddychać i skupiać się na muladharze i anahata i powiem wam że coś czułem zupełnie inaczej niż w domu na macie. Jakieś ciepło w klatce piersiowej i mrowienie w dłoniach. Ale nie wiem czy to przez las czy po prostu miałem dobry dzień. Co wy na to, macie jakieś doświadczenia z medytacją na dworze?
Przyroda ma bezsprzecznie wpływ na pracę energetyczną, ale zanim ktoś tu zacznie pisac że las jest magiczny i sam z siebie odblokowuje czakry, to warto rozróżnić kilka rzeczy. Po pierwsze - joningowanie i uziemienie to temat z badaniami (np. Clint Ober pisał sporo o earthingu), więc kontakt z ziemią ma realny wpływ na układ nerwowy. Po drugie - środowisko naturalne redukuje stres, przez co medytacja wychodzi głębiej. Ale to nie to samo co powiedzenie że 'las leczy muladharę'. Pytanie do ciebie Alojzy - siedziałeś bezpośrednio na ziemi, boso, czy na czymś?
U mnie pierwsza głęboka praca z anahata wydarzyła się właśnie w lesie, przy starym dębie. Nie planowałam, po prostu drzewo mnie przyciągnęło i usiadłam. To był moment kiedy naprawdę poczułam tę czakrę jako coś żywego, a nie tylko punkt na ciele o którym czytam w książkach. Myślę że las działa na kilku poziomach jednocześnie - cisza, zapach, ta wilgoć w powietrzu, a drzewa mają swoją własną energię. Nie wiem czy to placebo czy coś więcej, ale wyniki były inne niż w pokoju.
Boso to podstawa przy pracy z muladharą, serio. Bez tego ta czakra w ogóle nie dostaje sygnału z ziemi. Czytałem że nawet kilkanaście minut bosymi stopami na trawie albo ziemi potrafi przestawić całą dolną trójkę - muladharę, swadhisthanę i manipurę. Sam robiłem sesje wiosną i nawet jak zimno to po 5 minutach przestajesz to czuć a energetycznie zysk jest ogromny. Do tego polecam trzymać w dłoniach jaspit albo obsydian podczas takiej medytacji, to mocno wzmacnia uziemienie.
Wracając do pytania z początku - tak, otoczenie naturalne wspomaga pracę energetyczną, ale myślę że kluczowe pytanie brzmi: który element tego środowiska i na którą czakrę. Bo to nie jest tak że 'las pomaga na wszystkie czakry równo'. Drzewa iglaste mają zupełnie inną jakość energii niż liściaste. Przy świerkach i sosnach czuję wyraźne działanie na wizuddhę i ajnę - taka czystość, chłód, pionowość. Przy dębach czy lipach raczej anahata i muladhara. Ktoś z was robił sesje w różnych typach lasu i porównywał?
oo to ciekawe co mówisz o różnych drzewach! ja mieszkam blisko lasku mieszanego i nigdy nie pomyslalam żeby to rozróżniać. Myślałam że las to las 🙂 A co z polami albo nad wodą? Bo u mnie blisko jest też rzeka i czasem tam siadam.
Kwestia praktyczna której nikt nie ruszył - pora dnia. W lesie rano przed południem mam zupełnie inną jakość pracy niż po południu czy wieczorem. Rano cisza, ptaki, mgła - fajnie dla ajny i sahasrary. Wieczór w lesie jest gęstszy energetycznie, bardziej ziemisty, ale i bardziej nieobliczalny. Nie każdemu polecam samotne wieczorne medytacje w lesie bez wcześniejszej praktyki ochrony przestrzeni. To nie jest straszenie, to po prostu kwestia rozsądku.
A w sumie czemu zakładamy że las jest zawsze pozytywny energetycznie? Byłem w różnych miejscach i niektóre lasy są po prostu ciężkie, niemal duszące. Szczególnie stare, gęste, gdzie mało słońca dochodzi. Dwa razy miałem tam doświadczenia które nazwijmy to - niezbyt przyjemne. Może zamiast gloryfikować przyrodę warto by porozmawiać o tym jak sprawdzić czy dane miejsce w ogóle nadaje się do pracy energetycznej.
wahadełko to najprostsze sposób do skanowania miejsca. Ale też zwykłe odczucie ciała zanim usiądziesz - czy chce ci się zostać czy masz ochotę odejść. Ciało reaguje zanim głowa zdąży pomyśleć. Ja dodatkowo zawsze stoję chwilę w miejscu i oddycham, obserwuję czy nacisk w klatce się zwalnia czy zaciśnięcia. Jeśli po minucie czuję się swobodniej, siadam. Jeśli nie - szukam dalej.
To co opisuje Kartomanta54 to jest dobre podejście, ja robię podobnie. Dodam że warto też zwrócić uwagę na to jak drzewa w tym miejscu rosną - czy prosto, czy wykrzywione i skręcone. Bardzo skręcone drzewa często rosną na liniach geopatycznych i dla większości ludzi takie miejsce nie jest dobre do spokojnej medytacji na czakry. Nie niemożliwe, ale trudniejsze i dla średnio zaawansowanych może dać efekty inne niż oczekiwane.
czekajcie, co to są te linie geopatyczne? słyszałem to sformułowanie ale nie do końca rozumiem. to ma związek z czakrami ziemi czy coś? sory jeśli głupie pytanie
ojej to nigdy bym nie pomyślała że drzewo może być takim wskaźnikiem! a co z miejscami przy wodospadach albo przy morzu, bo czytałam że tam jest dużo jonów ujemnych i podobno to pomaga w medytacji? czy to ma związek z czakrami?
Jony ujemne to akurat jeden z nielicznych tematów gdzie nauka i tradycja ezoteryczna się spotykają. Przy wodospadach i nad morzem rzeczywiście jest wyższe stężenie anionów, co ma udokumentowany wpływ na poziom serotoniny i ogólne samopoczucie. Przekładając to na język czakr - sprzyja to przede wszystkim pracy z anahata (mniej napięcia w klatce) i ajną (większa klarowność). Natomiast Fiolka - to nadal nie jest tak że morze samo z siebie otworzy czakrę, jeśli masz głęboką blokadę wymagającą pracy z cieniem. Środowisko wspomaga, nie zastępuje.
Ciekawa dyskusja. Mam pytanie do tych co regularnie medytują na zewnątrz - co robicie jak pogoda nie sprzyja? Tzn. latem spoko, ale w Polsce mamy z tego co wiem więcej szarych i zimnych dni niż słonecznych. Czy ta praca działa tak samo w pochmurny dzień czy słońce ma znaczenie?
Wracając do pytania Pentaklisty o pogodę - moim zdaniem pochmurny dzień wcale nie przeszkadza, a przy pracy z dolnymi czakrami może nawet pomagać. Ziemia jest ziemią bez względu na to czy słońce świeci. Natomiast do ajny i sahasrary faktycznie wolę słoneczne ranki, jest jakiś inny zasięg. Zimą wychodzę rzadziej ale nie rezygnuję całkowicie.
Mgła i szarość mają własną magię, naprawdę. Najbardziej przejmujące doświadczenie z anahata miałam akurat podczas jesiennej mżawki, las pachniał mchem i mokrą korą... coś się wtedy otworzyło czego nie potrafię do końca opisać słowami. Więc nie zraziłabym nikogo od wychodzenia przy złej pogodzie.
No właśnie, o komforcie to ja się przekonałem na własnej skórze. Siedziałem przy tym dębie na mokrym kamieniu i po jakichś dwudziestu minutach tak mnie zaczął boleć kość ogonowa że kompletnie straciłem wątek. Więc teraz zawsze biorę karimatę i termos z herbatą. Pytanie czy to nie niszczy tej 'naturalności' o której tu wszyscy mówią?
Nie niszczy. Uziemienie przez karimatę jest słabsze niż bezpośredni kontakt, to prawda, ale liczy się też obecność, intencja i spokój umysłu. Szaman z Andów też nie siedzi nago na lodzie. Narzędzia które pomagają ci być spokojnym i skupionym służą pracy, a nie jej przeszkadzają.
no wlasnie dlatego mowie od poczatku zeby byc boso 🙂 Chalcedonka to potwierdzila ze kontakt bezposredni ma znaczenie. Kariamata to kompromis jak juz sie nie da inaczej ale latem naprawde warto wychodzic boso, to robi roznice odczuwalną fizycznie nawet nie ezoteryczne
hej a ja mam takie inne pytanie bo troche sie zgubilem - tu sie mowi duzo o drzewach i ziemi i boso, ale co z tymi czyms zupelnie innym, jak np. medytacja na skale albo na szczycie wzgorza? Zupelnie inne czakry niz w lesie czy to ta sama praca?
Potwierdzam to co mówi Kartomanta54 o skałach. Robiłam raz medytację na nadmorskich klifach i energia była zupełnie inna niż w lesie - bardziej ostra, klarowna, jakby przenikliwa. Trzecie oko bardzo reagowało. Natomiast przy ziemnych pagórkach bez skał mam mieszankę - dolne czakry uziemione i jednocześnie trochę otwarta sahasrara. Zależy też od widoku który masz przed sobą.
oo to teraz nie wiem gdzie powinnam chodzic haha, mam i las i rzeke i jedno wzgorze niedaleko. to moze rozne miejsca na rozne czakry i po prostu chodzic naprzemiennie? czy to mieszanie byloy zle?
a propos jonów o których pisalam wcześniej - czy ktoś próbował medytować przy fontannie w parku miejskim? czy to daje podobny efekt do naturalnej wody czy jednak miasto wszystko psuje? bo nie każdy ma dostęp do rzeki czy morza niestety
Park miejski działa. Nie tak samo jak dzika przyroda ale wyraźnie lepiej niż zamknięte pomieszczenia. Fontanna jonizuje powietrze nawet jeśli jest betonowa - mechanizm fizyczny jest ten sam. Natomiast jeśli park jest przy ruchliwej ulicy to hałas i spaliny psują więcej niż zyskujesz na jonach. Warto szukać parków z dala od głównych arterii.
Ja chodzę do parku regularnie, mam dwa duże dęby w swoim 'stałym miejscu' i naprawdę czuję różnicę między tą ławką a siedzeniem w domu. Fontanny tam nie ma ale sama roślinność robi robotę. Myślę że stałe miejsce do którego wracasz ma dodatkową zaletę - nabiera twojej energii z czasem, jakby się zaprzyjaźniało.
stałe miejsca to jest coś o czym rzadko się mówi wprost a moim zdaniem jest ważne. Miejsce które regularnie odwiedzasz nasiąka twoją energią i intencją, robisz rodzaj zakorzenienia. W tradycjach szamańskich jest coś takiego jak miejsce mocy które każdy praktykuje dla siebie - nie koniecznie jakiś wielki krajobraz, może być zwykły kąt parku. Buduje się to latami.
To co pisze Arnold brzmi logicznie ale trochę mnie zastanawia - skoro miejsce nasiąka twoją energią to co jeśli miałeś akurat gorszy okres i te wizyty były z niskim nastrojem albo stresem? Czy wtedy to miejsce nie przechowuje też tej cięższej energii? Czy można jakos oczyścić takie miejsce?
