przepraszam że wchodzę w połowie ale czy kamienie przy dziecku to nie jest ryzykowne? mała może je połknąć albo zgubić. zastanawiam się czy nie lepiej jakiś kamień w pokoju a nie bezpośrednio przy dziecku
a ja mam trochę inne pytanie do Wizjonerki - czy rozmawiałaś z logopedą Kasi o tym co robisz energetycznie? nie żeby pytać o zgodę, ale żeby wiedzieć czy logopeda ma jakieś obserwacje co działa a co nie? bo to mogłoby być ciekawe uzupełnienie z obu stron
to brzmi super i myślę że takie nieformalne potwierdzenie od specjalisty jest warte więcej niż niejedna dyskusja na forum. jeśli logopedka widzi że coś działa, to działa - niezależnie od tego jak to nazwiemy
dokładnie. zresztą sama miałam sytuację gdzie pracowałam energetycznie z własnym gardłem podczas anginy i nie powiedziałam lekarzowi - ale on zauważył że zdrowieję szybciej niż powinnam. nikt nie musiał nic tłumaczyć. efekty mówią same za siebie, przynajmniej w codziennym życiu
to co Kinia napisała o anginie mnie trochę zatrzymało - bo jednak porównywanie własnego gardła z gardłem dziecka z dysartrią to jest spora różnica. tam jest podłoże neurologiczne, nie po prostu napięcie czy stres. nie mówię że energie nie mogą wspomóc, ale żeby nie mieszać tych dwóch rzeczy jak gdyby były tym samym
a mnie tak się zastanawia - czy ktoś tu w ogole probowal pracocwac z czakra gardla przez mantre HAM przy dziecku? bo kazali mi kiedys ze to ten bikdzamantry mozna powtarzac razem z malym jako taka zabawa dzwiekowa nie musze tlumaczyc ze to mantra po prostu ze tak to mowimy
właśnie - wibracja dźwięku HAM pada w okolicach gardła i krtani jeśli się ją wyśpiewuje odpowiednio. to nie jest magia, to jest fizyka akustyczna. dziecko które śpiewa, mruczy, wydaje dźwięki angażuje dokładnie te tkanki które przy dysartrii są osłabione. logopedzi zresztą często używają metod wokalnych
Jarzebina mówi o fizyce akustycznej - i tu sie zgadzam, to ma sens. ale jeśli mechjanzim jest fizyczny (wibracje tkankowe przy śpiewaniu) to po co w ogóle mówić o Vishuddhi? to jest po prostu ćwiczenie mięśni i nerwów przez dźwięk, bez żadnej czakry w tle
ale czy śpiewanie mantry HAM różni się jakoś od po prostu śpiewania normalnej piosenki z dzieckiem? bo jeśli nie, to w czym tu jest coś specjalnego energetycznie? serio pytam, nie ironicznie
hm, to mnie trochę uspokaja bo się bałam że mantra to już bardzo zaawansowane i że można coś źle zrobić. ale jeśli to jest w gruncie rzeczy jak śpiewanie to chyba nie tak strasznie. choć i tak bym się upewniła zanim próbowałabym z dzieckiem kogoś
właśnie sobie zapisałam tę kwestię z mantrą HAM jako śpiew - bo Kasia lubi jak coś ma rytm i rym. jak logopedka daje jej ćwiczenia rytmiczne to widać że bardziej wchodzi w to niż w samo powtarzanie sylab. może da się to jakoś połączyć? nie wiem czy to dobry pomysł, ale wydaje mi się że nie zaszkodzi spytać logopedkę
a Wizjonerka powiedziała to co myślę - zapytanie logopedki o rytm i dźwięk to jest krok który nie wymaga żadnego wyjaśniania czakr. po prostu: 'Kasia reaguje lepiej na rytmiczne ćwiczenia, czy można to jakoś wbudować?' i tyle. reszta niech zostanie dla was
mam pytanie do tych co mają doświadczenie z diagnostyką czakr u dzieci - jak w ogóle sprawdzacie Vishuddhę u dziecka wahadełkiem? bo dzieci się ruszają, nie leżą spokojnie, wahadełko musi chyba oszaleć. jak to technicznie wygląda?
wracając do całej tej dyskusji o tym co 'działa' i 'dlaczego' - myślę że Wizjonerka od początku ma sensowne podejście: nie szuka cuda, szuka spokoju dla dziecka i dla siebie jako mamy. i to drugie jest niedoceniane. mama która jest spokojniejsza bo robi coś aktywnego na rzecz dziecka, inaczej z nim siedzi przy ćwiczeniach
to co Leszczynka napisała o mamie - tak, to jest naprawdę ważne. moja mama się strasznie nakręcała przy moich problemach w szkole i to nakręcanie było gorsze niż same problemy. spokój rodzica to jest dosłownie połowa sukcesu dla dziecka
dokładnie i to jest coś co niekoniecznie trzeba energetycznie tłumaczyć, ale energetyczna praca mamy - oddech, uziemienie, dbanie o własną Anahate żeby nie leciała w panikę - realnie wpływa na dziecko. dzieci czytają nasze pole dosłownie, szczególnie małe
ok, pole energetyczne mamy to znowu pojęcie którego nie umiemy zmierzyć - ale zgadzam sie że zestresowana mama = zestresowane dziecko, to jest psychologia, nie mistyka. i to że działanie ma sens nie znaczy że musimy dodawać do tego wyjaśnienie czakrowe 🙂 każdy pakuje to w swój słownik i spoko
właściwie to mam pytanie do całej tej dyskusji o HAM i śpiewaniu - bo czytałam wątek od początku i widzę że wszyscy zakładają że Vishuddha jest zablokowana. a czy ktoś w ogóle sprawdzał czy to nie jest przypadek nadaktywności? bo przy dysartrii mózg wysyła sygnały do mięśni gardła i one nie odpowiadają tak jak powinny, ale to niekoniecznie musi oznaczać niedoczynność czakry gardła. może energia tam jest ale chaotyczna, nieuporządkowana?
o, to mnie zastanowiło bo szczerze powiedziawszy nie myślałam o tym w ten sposób. jak by się objawiała taka nadaktywna Vishuddha u dziecka? bo Kasia czasem ma właśnie takie momenty gdzie próbuje bardzo dużo mówić, dużo dźwięków, ale wychodzi z tego bełkot. czy to może wskazywać że energia tam jest ale gdzieś się rozprasza?
dokładnie to miałam na myśli. nadaktywna Vishuddha to może być właśnie taki nadmiar, za dużo 'chęci' wyrażenia się przy jednoczesnym braku kontroli. chaotyczna mowa, przeskakiwanie między dźwiękami, zaczynanie zdań i niedokańczanie. to oczywiście nie diagnoza, ale myślę że zanim ktoś zacznie otwierać czakrę która może wcale nie jest zamknięta, to warto by się zastanowić w którą stronę idzie rozregulowanie
ok tu muszę powiedzieć wprost - to że dziecko dużo mówi ale niewyraźnie to jest objaw neurologiczny związany z napięciem mięśniowym i koordynacją ruchową, nie objaw nadaktywnej czakry. dysartria ma konkretną etiologię. rozumiem że szukacie jakiegoś dodatkowego narzędzia wsparcia ale interpretowanie objawów dysartrii jako 'chaotycznej energii w Vishuddhi' to moim zdaniem idzie o krok za daleko
właściwie to wróćmy do tego co Numerolożka powiedziała bo to jest ciekawe - jak się w ogóle odróżnia zablokowaną Vishuddhę od nadaktywnej? bo ja zawsze myślałam że blokada = zbyt mało energii, ale to co opisuje to inny obraz. jak byście to diagnozowały wahadełkiem?
to ciekawe co Unakitka opisuje z wahadełkiem, bo u siebie też zauważam tę różnicę. przy mojej Vishuddhi kiedy miałam problem z powiedzeniem czegoś ważnego wahadełko chodziło ciasno i wolno. a kiedy mówiłam za dużo i za impulsywnie, to akurat szeroko i szybko. może to faktycznie coś mówi o kierunku rozregulowania
ale chwila - czy przy dziecku z dysartrią w ogóle ma sens robić diagnostykę wahadełkiem? dziecko się rusza, nie leży spokojnie, a wcześniej ktoś wspominał że to się robi albo przez sen albo na odległość przez zdjęcie. tylko że to już brzmi dla mnie trochę jak wróżenie niż diagnostyka energetyczna
właściwie wracając do wątku o tym co Wizjonerka mówiła wcześniej o rytmie - mam wrażenie że ta dyskusja o tym czy blokada czy nadaktywność to jest ważna, ale dla niej w tej chwili bardziej praktyczne jest to co może zrobić. a co może zrobić to jest: śpiewać z Kasią, zapytać logopedkę o rytm, może jakiś kamień przy łóżku. diagnostykę czakrową można spróbować ale to trochę trzeciorzędna sprawa
tak, Kinia ma rację, mnie bardziej interesuje co robić niż dlaczego dokładnie. ale jednocześnie to co Numerolożka powiedziała o nadaktywności dało mi do myślenia, bo jeśli bym teraz próbowała otwierać czakrę która jest może i otwarta ale chaotyczna, to czy nie zrobiłabym gorzej? to mnie trochę blokuje przed działaniem i nie wiem jak to ocenić bez kogoś doświadczonego
to jest bardzo sensowne pytanie i dobrze że je zadajesz zanim zaczniesz działać. ogólna zasada którą stosuję: jeśli nie jesteś pewna kierunku rozregulowania, zamiast otwierać albo zamykać, lepiej robić coś neutralizującego i harmonizującego. śpiew, delikatna medytacja z wizualizacją spokojnego błękitnego światła przy gardle, to nie 'ładuje' ani nie 'blokuje', raczej porządkuje. to bezpieczniejszy start niż agresywne otwieranie
