Stasia, to jest bardzo uczciwa i odważna obserwacja sama w sobie. I właśnie, unikanie to też może być objaw zablokowanej Vishuddhy, bo wyrażanie siebie dotyczy nie tylko mówienia do innych, ale też do siebie. Journaling może być dobrym pierwszym krokiem właśnie dlatego że jest bezpieczny, nikt tego nie czyta, nie ma hierarchii, możesz pisać wszystko.
Ja chcę powiedzieć że zaczęłam journaling przy pracy z czakrami i na początku kompletnie nie wiedziałam co pisać, siedziałam z pustą stroną. Ktoś mi powiedział żeby pisać przez pięć minut bez zatrzymywania, cokolwiek, nawet 'nie wiem co pisać'. I po jakimś czasie zaczęły wychodzić rzeczy których sama się nie spodziewałam. Więc Stasia nie zrażaj się jeśli na początku nie wyjdzie z marszu.
Soniaa, to z tą pustą stroną bardzo mi się podoba. Bo właśnie tego się boję, że usiądę i nic mi nie przyjdzie. A tu mówisz że nawet 'nie wiem co pisać' jest okay. To może jednak spróbuję. Tylko czy pisałaś o konkretnej sytuacji, czy po prostu o wszystkim?
Stasia, na początku o wszystkim, po prostu strumień myśli. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam pisać bardziej ukierunkowanie, np. 'co czuję kiedy wyobrażam sobie że muszę powiedzieć coś ważnego'. Ale nie od razu. Najpierw po prostu pisałam żeby przyzwyczaić się do tego że ręka idzie.
A ile czasu zajęło zanim zobaczyłaś jakiś efekt z tego journalingu? Bo ja próbowałam coś podobnego i po trzech dniach rzuciłam, bo mi się wydawało że nic się nie dzieje.
Stasia, wróćmy na chwilę do tego zdarzenia z szefem, bo mnie to nie opuszcza. Napisałaś że 'coś się pozacierało'. To jest bardzo dobre słowo. Czy to jest tak że przed tą sytuacją czułaś się swobodna w wyrażaniu opinii, a potem ta swoboda gdzieś zniknęła? Czy może wcześniej też były epizody kiedy czułaś że hamuje się w wypowiadaniu?
Hmm. Dobre pytanie. Chyba wcześniej też nie byłam orłem jeśli chodzi o asertywność, ale jakoś mi to nie przeszkadzało tak bardzo. Ta sytuacja z szefem chyba po prostu... potwierdziła coś co gdzieś w środku wiedziałam, że lepiej milczeć? Nie wiem czy to ma sens.
Stasia, ma pełny sens. To co opisujesz brzmi jak coś co było może nie blokadą ale podatnością, a zdarzenie to uruchomiło pełny mechanizm. To ważne rozróżnienie, bo jeśli jest jakiś głębszy wzorzec, to praca tylko na Vishuddhę może przynosić ulgę ale blokada będzie się odradzać. Czy pamiętasz czy w domu, w dzieciństwie, były sytuacje kiedy mówienie swojego zdania kończyło się źle?
Ale chwila, to teraz idziemy w kierunek psychologiczny czy energetyczny? Bo mi się te wątki trochę mieszają. Czy przepraca się to na poziomie emocji, czy na poziomie czakry, czy to jest to samo?
Ja psychologa i pracę z czakrami miałam równolegle przez jakiś czas i mogę powiedzieć że się uzupełniały. Były rzeczy które łatwiej wychodziły na medytacji niż w gabinecie i odwrotnie. Ale Zenek63 ma rację że to nie jest jedyne wyjście, niektóre osoby radzą sobie bez żadnego systemu energetycznego.
Bardzo dziękuję za to rozróżnienie, bo ja też się zawsze zastanawiałem czy nie powinienem po prostu iść do psychologa zamiast na forum. Ale może to jest pytanie 'zamiast' czy 'też'?
No ale wracając do Stasi, bo trochę nam uciekło, to co ona teraz ma konkretnie zrobić? Journaling dobra, ale co z Vishuddhą, coś bezpośrednio na tę czakrę?
A mogę zapytać praktycznie, bo zgubiłam się w tej mantry HAM. Jak się ją robi? Siedzi się, mówi na głos, na jak długo? Bo mam wrażenie że zawsze jak o tym piszecie to zakładacie że wszyscy wiedzą jak mantrę się praktykuje a ja naprawdę nie wiem.
To brzmi naprawdę prosto. Aż za prosto? Czy taka wibracja w gardle naprawdę coś robi, czy to bardziej taki skupiacz uwagi?
Stasia, obie odpowiedzi mogą być prawdziwe jednocześnie. Wibracja fizycznie stymuluje obszar gardła i tarczycy, co ma pewien efekt na poziomie ciała. A skupienie uwagi na tej okolicy podczas głębokiego oddechu już samo w sobie jest formą pracy energetycznej. Nie musisz rozstrzygać 'który mechanizm działa' żeby sprawdzić czy metoda jest dla ciebie.
Słuchajcie, ja jeszcze mam jedno pytanie do tego co mówiła Iwetka wcześniej o tym że praca z czakrami dociera do warstw bez słów. Czy to znaczy że można przepracować coś emocjonalnie przez medytację i nawet nie wiedzieć co konkretnie się przepracowało? Bo to wydaje mi się dziwne.
To trochę ulga to słyszeć, szczerze. Bo ja się bardzo staram wszystko analizować i rozumieć, i może to jest właśnie część problemu? Że chcę mieć gotowe zdanie zanim je powiem i jak nie mam, to wolę milczeć.
Stasia, ale poczekaj, bo to co mówisz to brzmi jak coś bardzo konkretnego psychologicznie, jak perfekcjonizm czy lęk przed oceną. I to można przepracować bez żadnych czakr. Nie mówię że czakry nie działają, ale czy ktoś tu powiedział Stasi wprost żeby rozważyła normalną terapię?
Mam taką opcję przez pracę, ale jakoś nigdy nie skorzystałam. Trochę z tej samej przyczyny, o której tu mówię, chyba. Wiesz, żeby iść do psychologa to też trzeba jakoś... powiedzieć że się potrzebuje pomocy.
O, to jest w ogóle osobny temat, żeby w ogóle umieć poprosić o pomoc. To może też być Vishuddha tak naprawdę? Że blokada gardła to nie tylko mówienie tego co myślisz, ale też mówienie czego potrzebujesz?
Stasia, to co teraz napisałaś o tym że żeby pójść do psychologa to też trzeba powiedzieć, że się potrzebuje, to było bardzo odważne. Mam wrażenie że ta rozmowa tu na forum jest dla ciebie już jakimś ćwiczeniem z tej czakry, nie?
Nie pomyślałam o tym w ten sposób, ale... chyba masz rację? Napisałam tu rzeczy których nikomu nie mówiłam na głos.
I napisałaś je dość wyraźnie i precyzyjnie. Więc gdzieś ten głos jest, tylko potrzebuje bezpiecznej przestrzeni. To jest bardzo ważna informacja o sobie. Pytanie do ciebie, Stasia, czy te słowa tutaj były trudne do napisania, czy jakoś łatwiej na piśmie?
Zdecydowanie łatwiej na piśmie. Mogę się zastanowić, mogę skasować, nikt mnie nie widzi jak się czerwienię.
To może być wskazówka, prawda? Jeśli pisanie jest łatwiejsze, to może journaling który wcześniej polecałyście jest dobrym wejściem właśnie dlatego, że jest pisany, a nie mówiony. Jakby na wpół drogi między milczeniem a głosem.
A właśnie, chciałem zapytać, to czytanie na głos tego co się napisało to jest ćwiczenie stricte energetyczne czy bardziej takie behawioralne, jak trening? Bo mi te kategorie nadal trochę się mylą przy tej rozmowie.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo mnie też to nurtowało. Mam jeszcze jedno pytanie, czy ta mantra HAM którą opisał Bogumil74 robi coś podobnego do tego czytania na głos? Czyli fizyczna wibracja w gardle jako wspólny mianownik?
