Mam pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Moja mama ma problemy z tarczycą od lat - niedoczynność, bierze leki, regularnie chodzi do endokrynologa. Ostatnio zaczęła też interesować się energetyką i ktoś jej powiedział, że to może być blokada czakry gardła. Zacząłem czytać na ten temat i faktycznie wszędzie piszą, że Vishuddha odpowiada właśnie za tarczycę. Moje pytanie jest takie: czy to jest tak, że blokada energetyczna POWODUJE problem fizyczny, czy raczej problem fizyczny pokazuje nam, że coś jest nie tak z czakrą? Bo to zupełnie inne podejście i nie wiem, co o tym myśleć. Czytałem też coś o pracy z bezwładem wahadła przy diagnozowaniu czakr - ktoś może wytłumaczyć, czym to właściwie jest?
To bardzo dobre pytanie i cieszę się, że je zadałeś, bo naprawdę dużo osób miesza te dwie rzeczy. Zacznę od tego, że w podejściu holistycznym zazwyczaj przyjmuje się, że poziom energetyczny i fizyczny oddziałują na siebie wzajemnie - to nie jest prosta strzałka w jedną stronę. Zastój w Vishuddha może z czasem manifestować się w ciele, ale choroba fizyczna też potrafi zablokować przepływ energii przez daną czakrę. Widziałam to wielokrotnie przy pracy z ludźmi. Co do wahadła i bezwładu - to jest technika, w której nie wprawiasz wahadła w ruch celowo, tylko trzymasz je spokojnie i obserwujesz, jak zaczyna się poruszać samo pod wpływem subtelnych energii. Bezwład oznacza tu, że zaczynasz od stanu spoczynku, a każdy ruch jest informacją. Jak długo twoja mama ma niedoczynność?
Dorzucę swoje trzy grosze, bo sama pracowałam z czakrą gardła dość intensywnie przez jakiś czas. U mnie nie było problemów z tarczycą, ale miałam ciągłe poczucie, że nie mogę powiedzieć tego, co czuję - dosłownie zaciskało mnie w gardle w trudnych rozmowach. I to mnie zastanawia w kontekście twojej mamy - czy oprócz samej niedoczynności ma też jakieś trudności z wyrażaniem siebie? Bo w mojej praktyce obserwuję, że blokada Vishuddha rzadko kiedy przychodzi sama, prawie zawsze idzie z jakimś wzorcem emocjonalnym.
Masz rację, że to duże uproszczenie. Introwersja i blokada Vishuddha to nie to samo. Blokada objawia się raczej frustracją - człowiek CHCE coś powiedzieć, ale coś go powstrzymuje, albo mówi i czuje, że nikt nie słyszy, albo ma chroniczne poczucie, że jego słowa nic nie znaczą. Introwertyk po prostu przetwarza inaczej, ale niekoniecznie cierpi z powodu braku ekspresji. Twoja mama - czuje się słyszana w relacjach?
Podpinam się pod to pytanie Otylki, bo to naprawdę ważne rozróżnienie. Ja przez lata myślałam, że jestem po prostu nieśmiała, a dopiero pracując nad sobą zrozumiałam, że to był realny zastój energii. Miałam wtedy nawet nawracające anginy, co też jest klasycznym objawem przypisywanym tej czakrze. Zastanawiam się tylko, czy w przypadku niedoczynności tarczycy - a to jest konkretna choroba autoimmunologiczna często - praca energetyczna może w ogóle coś zmienić na poziomie fizycznym, czy raczej działa na poziomie emocjonalnym towarzyszącym chorobie?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się istotne. Przy pracy z tarota wiem, że różne karty odpowiadają różnym czakrom, i Hierofanta na przykład łączę z gardłem i prawdą mówioną. Czy ktoś z was łączy diagnostykę czakr z innymi systemami - kartami, numerologią, astrologią? Bo zastanawiam się, czy zbieżność sygnałów z różnych źródeł nie daje pełniejszego obrazu niż samo wahadełko.
U mnie astrologia wskazała na problemy z gardłem zanim cokolwiek poczułam fizycznie - tranzyty przez drugi dom i Byka, który rządzi szyją i gardłem. Potem faktycznie miałam okres kiedy nie mogłam wydobyć z siebie głosu w sensie dosłownym, ale też metaforycznym. Nie twierdzę że to jedyne wyjasnienie ale zbieżność była niesamowita. Więc odpowiadając na pytanie Faddi - tak, myslę że warto patrzeć z różnych stron, bo każdy system to inne 'okno' na ten sam problem.
Marlenka, to ciekawe z tym Bykiem i drugim domem - sama nie znam się na astrologii dość dobrze żeby to ocenić, ale widzę logikę. Wracając do bezwładu wahadła, o który pytał autor wątku - chcę doprecyzować jedną rzecz. Bezwład to nie jest jakaś osobna zaawansowana technika, to raczej podejście do pracy z wahadełkiem. Chodzi o to, żeby wyeliminować świadome wprawianie go w ruch. Niektórzy robią to trzymając nadgarstek nieruchomo i czekają cierpliwie, inni opierają łokieć. Ważne jest żeby naprawdę się wyciszyć przed. Czy próbowałeś już kiedyś pracować z wahadełkiem nad czakrami?
Ja miałam dokładnie ten sam problem z wahadełkiem. Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby zamknąć oczy po zadaniu pytania i dopiero wtedy otworzyć, ale to mi jakoś nie pomagało bo i tak wiedziałam nad którą czakrą jestem. Może trzeba kogoś drugiego, żeby prowadził wahadło?
Ja się nie znam za bardzo na czakrach, ale czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem bo moja siostra też ma tarczycę i zastanawiam się teraz. To co piszecie o trudności z mówieniem co się czuje... ona jest dokładnie taka. Cicho siedzi, nigdy nie powie wprost. Ale zawsze myślałam że to po prostu jej charakter odziedziczony po mamie. A wy mówicie że to może być coś energetycznego?
Mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o Vishuddha jako tej odpowiedzialnej za tarczycę. Ale co z przytarczycami? Albo z układem limfatycznym w okolicach szyi? Czy czakra gardła to wszystko co jest anatomicznie w tym rejonie, czy jest jakiś bardziej precyzyjny podział? Bo przy diagnozowaniu to chyba istotne.
Przepraszam że się wtrącę, ale ja w ogóle nie wiedziałam że czakry mają związek z konkretnymi organami. Myślałam że to bardziej... ogólne takie energetyczne sprawy. To znaczy, że każdy organ w ciele ma swoją czakrę? Albo że czakra może być przyczyną choroby konkretnego narządu? Trochę mi to miesza w głowie.
Wracam do tego co Otylka pisała wcześniej o bezwładzie wahadła, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówiła, że to nie jest osobna technika, tylko chodzi o to że wahadło ma chwilę zanim zacznie reagować? Czy to znaczy że te pierwsze sekundy po zawieszeniu nad czakrą są 'szumem' i dopiero potem idzie właściwy sygnał?
mniej więcej tak, ale doprecyzuję - bezwład mechaniczny to jedno, fizyczne. Wahadło musi się dosłownie 'rozkręcić'. Ale jest też bezwład mentalny - twój umysł musi się wyciszyć i przestać projektować oczekiwanie na wynik. Te dwie rzeczy razem składają się na to, że zbyt szybki odczyt jest mniej wiarygodny. Dlatego mówi się żeby poczekać aż ruch się ustabilizuje. Ale odpowiem ci pytaniem - kiedy ty testowałeś, ile czekałeś zanim zacząłeś interpretować kierunek?
o, to właśnie może być twój problem z zaufaniem do wyników. Ja na początku też się śpieszyłam. Teraz czekam minimum do momentu aż ruch naprawdę się ustabilizuje i 'zaprze' w jednym kierunku - czasem to trwa z minutę nad jedną czakrą. Szczególnie jeśli jest tam jakiś zastój, wahadło może długo szukać kierunku zanim się zdecyduje.
A jak to jest z tym że wahadło zachowuje się inaczej nad różnymi czakrami tej samej osoby? Bo u mnie np. nad korzeniem prawie nie rusza, a nad splotem słonecznym kręci się dużo. Czy to oznacza że korzeń jest zablokowany a splot nadaktywny, czy po prostu wahadło inaczej reaguje na różne częstotliwości?
Mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy od głównego tematu tego wątku, a mnie nadal nurtuje to pytanie o tarczycę i energię. Bo Pankracy pisał na początku o mamie która ma niedoczynność - i rozmawiamy tu już chwilę o wahadłach i skanowaniu, ale nie ustaliliśmy chyba najważniejszego: czy praca z czakrą gardła u kogoś kto przyjmuje leki na tarczycę ma jakieś szczególne zasady? Czy coś może zakłócać te sesje?
To co Faddi pyta to bardzo ważne ale chyba nikt tego porządnie nie zbadał. W astrologji mam podobny problem - widzę tranzyt i mówię 'to może byc trudny czas dla gardła', ale nie mogę powiedzieć czy leki działają lepiej albo gorzej w tym czasie. Intuicja podpowiada że tak, ale dowodów brak. Pankracy, a twoja mama w ogóle jest otwarta na takie podejście energetyczne, czy to raczej ty sam szukasz dla niej odpowiedzi?
to bardzo delikatny temat. Jedni mówią że można posyłać uzdrawiającą intencję komuś bliskiemu, inni że bez zgody osoby to ingerencja w jej pole energetyczne i może nie działać albo działać odwrotnie. Ja osobiście tego nie robię bez pytania, nawet jeśli ktoś mi bliski. Ale to mój wybór, nie reguła.
Ja mam podobny dylemat z siostrą. Nie wiem jak jej powiedzieć że może warto by się zainteresowała czymś takim. Ona jest raczej przyziemna, nie wierzy w takie rzeczy. Ale skoro tarczyca i to z gardłem ma związek... może po prostu zasugerować jej ćwiczenia na szyję albo coś co nie brzmi ezoterycznie?
A czy śpiewanie naprawdę coś robi? To znaczy pytam poważnie, bo moja babcia całe życie śpiewała w chórze i nigdy nie miała problemów z tarczycą ani gardłem. Ale nie wiem czy to korelacja czy przypadek.
Dokładnie, i to jest jedno z tych miejsc gdzie tradycja ezoteryczna i coraz więcej badań nad muzykoterapią się spotykają. Wibracja dźwięku w obszarze szyi to coś bardzo konkretnego fizycznie. Czy to 'otwiera czakrę' czy po prostu rozluźnia mięśnie i poprawia przepływ krwi - nie wiem, ale efekt może być podobny. Pankracy, może to jest właśnie coś co mógłbyś niepostrzeżenie zasugerować mamie?
Pankracy, to jest świetna obserwacja i nie bagatelizowałabym jej. Śpiew przy codziennych czynnościach, spontaniczny, bez napięcia - to według mnie lepsza praca z Vishuddhą niż wymuszona medytacja z mantrą. Energia nie lubi przymusu. Ale mam pytanie do Ciebie - czy mama ma problemy z mówieniem o sobie, wyrażaniem potrzeb? Bo to często idzie w parze z zastojami w tym obszarze.
To co Otylka opisuje z tą elipsą - ja miałam dokładnie to. Przez długi czas myślałam że mam nadaktywną Vishuddhę bo dużo mówiłam, a okazało się że to właśnie ten wzorzec kompensacji. Dopiero gdy zaczęłam milczeć przy ludziach, których się bałam, wahadło zaczęło powoli wyrównywać obrót. Brzmi paradoksalnie ale tak było.
Ale czy da się to odróżnić samodzielnie bez kogoś z zewnątrz? Bo jeśli ktoś mówi dużo i nie czuje blokady, to może szczerze myśleć że się wyraża, a tu okazuje się że kompensuje. Jak to w ogóle sprawdzić?
A czy to uczucie suchości w gardle przed ważną rozmową to może właśnie taka chwilowa blokada? Bo ja zawsze tak mam przed trudnymi sytuacjami i nigdy nie wiedziałam czy to tylko nerwy czy coś energetycznego. Albo może to jest to samo?
Ja bym dodała że w astrologi kiedy Merkury jest w silnym napięciu z Saturnem, to właśnie to: blokada w komunikacji, garło się zaciska, trudno powiedzieć co się czuje. Nie wiem czy to zbieżność czy jakaś głębsza zasada ale widzę ten wzorzec dość często.
