Hej, zakładam ten temat bo od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie sprawa czakry gardła i nie wiem od czego zacząć. Mam taki problem - za kilka tygodni muszę prowadzić małe szkolenie w pracy, coś w stylu prezentacji dla jakichś 15 osób i już teraz czuję jak mi coś ściska w gardle na samą myśl o tym. Dosłownie, fizycznie ściska. Plus te wszystkie sytuacje gdzie chcę coś powiedzieć, mam gotową myśl, otwieram usta i... nic. Albo wychodzi jakoś nie tak jak chciałam. Czy to typowe dla zablokowanej Vishuddhy? Bo czytałam że tak może być ale nie wiem czy to na pewno o to chodzi albo może coś innego. I to pytanie z tytułu - gdzie się w ogóle zaczyna ta praca? Czy jest jakiś sensowny punkt startowy zanim w ogóle usiądziemy do medytacji?
To fizyczne ściskanie w gardle przy samej myśli o wystąpieniu to naprawdę klasyczny sygnał że coś się tam dzieje w Vishuddzie. U mnie było podobnie, choć mój problem był inny - po prostu nie mogłam mówić prawdy bliskim, wszystko mi grzęzło właśnie tam, w gardle. Ale to ściskanie jest takie charakterystyczne, jakby ktoś złapał za przełyk. Chciałabym zapytać - czy to tylko przy publicznych sytuacjach, czy też np. w rozmowach jeden na jeden masz podobnie? Bo to może trochę zmienić obraz.
Zanim ktokolwiek będzie diagnozował Vishuddhę, warto sprawdzić czy to nie jest po prostu połączenie z Manipurą. Lęk przed oceną, usztywnienie przed publicznym wystąpieniem - to często kwestia splotu słonecznego, nie gardła. Gardło odpowiada za sam akt wyrażania, ale jeśli blokada jest głębiej w poczuciu własnej wartości i strachu przed oceną, to praca tylko na Vishuddzie może być mało skuteczna. Pytanie do ciebie - czy ten lęk bardziej dotyczy tego co POWIESZ, czy tego jak CIĘ odebiorą?
Oczywiście że możliwe i zdarza się bardzo często. Blokady rzadko siedzą w jednym miejscu izolowanie, zwłaszcza kiedy problem ma długą historię. To co tu opisujesz to klasyczny splot Manipury i Vishuddhy - Manipura daje ten lęk i niepewność, Vishuddha reaguje fizycznie w gardle. Jedna napędza drugą. W takiej sytuacji zaczęłbym jednak od korzenia. Serio. Muladhara to fundament bezpieczeństwa i dopóki człowiek nie czuje stabilizacji na dole, to praca na górze daje połowiczne efekty.
No wlasnie, Boleslaw ma racje co do tej zaleznosci, ale ja bym jednak nie zaczynal od Muladhary tylko od Vishuddhy. Bo w sumie jak pracujesz na objawowym miejscu to te dolne czakry same czesto sie porzadkuja. Tak przynajmniej mam u siebie. zaczalem kiedys od afirmacji dla gardla po tygodniu poczulem wyrazna ulge i w splotu slonecznym tez cos puscilo, bez specjalnej pracy nad tym. Energia lubi podążać tam gdzie ja kierujesz.
Obserwuję ten spór i mam wrażenie że obaj panowie mówią o trochę czymś innym. Bolesław o pracy systematycznej i strukturalnej, Lucjanek o intuicyjnych technikach doraźnych. Jedno i drugie może mieć swoje miejsce, tylko zależy od tego czego szuka osoba pytająca. Joasieńka, piszesz o konkretnym terminie za kilka tygodni. Czy szukasz czegoś szybkiego na teraz, czy raczej chcesz rozumieć co się dzieje i pracować na dłuższą metę?
Skoro masz konkretny termin to jedno ćwiczenie które naprawdę daje szybki efekt to śpiewanie albo nucenie. Serio, codziennie choćby 5-10 minut. Niekoniecznie ładnie ani głośno, wystarczy pod prysznicem. Vishuddha potrzebuje wibracji i to jest najbardziej bezpośrednia droga. Do tego kolor niebieski - nie musisz nic kupować, wystarczy że masz coś niebieskiego w polu widzenia podczas krótkiej wizualizacji. To nie zamieni głębszej pracy ale przy krótkim czasie może wyraźnie rozluźnić to ściskanie.
A mi koles z pracy mówił ze dobra jest mantya dla Vishuddhy, te HAM chyba? Śpiewasz to sobie i podobno otwiera gardło. Sama nie próbowałm ale jak ktoś potwierdzi to może warto spróbowac zanim ta prezentacja?
Tak, HAM to bidżamantra Vishuddhy. Działa, potwierdzam z własnego doswiadczenia. Tylko ważne zeby śpiewać to naprawde, wibrująco, nie po cichu w głowie. Ja kiedyś miałem fazę że wszystkie mantry 'śpiewałem' w myślach i efekty były takie sobie. Jak zacząłem robić to głosem (choćby cicho) to poczułem różnice niemal od razu. To ściskanie jakoś puszczało.
Poczekajcie, bo tu się miesza kilka rzeczy na raz i zaczynam gubić logikę. Mamy diagnozę Vishuddhy, potem ktoś mówi że to Manipura, potem że Muladhara, teraz mantry. Joasieńka, czy ktokolwiek w ogóle sprawdzał tę czakrę wahadełkiem albo przynajmniej dłonią zanim wypaliliście z metodami? Bo to że ktoś czuje ściskanie w gardle przed stresującą sytuacją to może być po prostu... stres. Naprawdę. Nie każde napięcie fizyczne to blokada energetyczna.
Szczerze to tylko na odczuciach na razie. Mam wahadełko ale jakoś mi nie wychodzi to diagnozowanie siebie, zawsze mam wrażenie że machina sama idzie jak chcę żeby szła a nie obiektywnie. Dlatego pytam tutaj, może ktoś miał podobnie i wie jak to obejść.
O, to z tym wahadełkiem u siebie to częsty problem i słyszałam że podobno trzeba się najpierw 'uziemić' przed diagnozą żeby nie przekręcać wyników podświadomie. Ale sama też nie wiem jak to zrobić dobrze, też się uczę. Karolcia albo Bolesław - jest jakaś prosta technika żeby wahadełko nad własnym ciałem działało bardziej obiektywnie? Bo zawsze mam ten sam dylemat co Joasieńka.
Jest jeszcze jeden aspekt który mnie tu uderza a nikt go nie poruszył. Strach przed publicznym wystąpieniem to nie jest tylko kwestia energetyczna, to jest też coś bardzo archetypowego. W astrologii byłbym ciekaw jaki układ ma ta osoba w domach trzecim i piątym, i gdzie jest Merkury. Ale rozumiem że to inny temat. Pytanie które zadaję sobie przy takich opisach - czy ten lęk pojawił się nagle kiedyś, czy był zawsze? To dużo mówi o tym czy mamy do czynienia z długotrwałą blokadą czy raczej czymś reaktywnym.
Jeśli to jest od zawsze, od dziecka, to Godzimir ma rację że warto traktować to poważnie jako coś zakorzenionego a nie jako epizodyczne rozregulowanie. Przy takim wzorcu sama praca na Vishuddzie może dawać ulgę ale powierzchowną. Wróciłabym do pytania Karolci - co siedzi głębiej. Przy lęku od wczesnego dzieciństwa często jest w tym też stara Manipura albo nawet Muladhara, poczucie że świat nie jest bezpiecznym miejscem. Nie mówię żebyś nie pracowała na gardle, ale warto mieć świadomość że to może być dłuższy proces niż kilka tygodni przed prezentacją.
Zaglądam tu i mam pytanie może trochę z boku - mówicie o pracy energetycznej jako przygotowaniu ale czy ktoś wie jak to konkretnie wygląda jako takie przygotowanie tuż PRZED wystąpieniem? Znaczy czy jest sens rano w dniu prezentacji zrobić coś specjalnego, jakąś medytację czy ćwiczenie, czy to mija się z celem w krótkim terminie? Pytam bo sama mam podobny problem i ciekawi mnie ten praktyczny aspekt.
No to ja wracam do swojego pytania bo chyba umknęło w tej dyskusji o historii i archetypach. Konkretnie: czy jest sens rano w dniu prezentacji zrobić coś z czakrą gardła, czy to za mało czasu żeby w ogóle coś poczuć? Pytam praktycznie, bo też mam podobny problem co Joasieńka i bardzo by mi to pomogło wiedzieć.
O, właśnie o to też chciałam zapytać ale nie wiedziałam jak to sformułować. Bo rozumiem że długoterminowa praca to jedno, ale jak masz za dwa tygodnie to szkolenie to już trochę pracujesz pod presją i co innego ma sens a co inne jest może zbyt ambitne na ten moment.
Dobra, wybaczcie że wchodzę nie do tej mini-rozmowy, ale mam pytanie do Bolesława albo Karolci - bo tu padało wiele teorii i nadal nie wiemy jak wygląda ta czakra u Joasieńki. Czy ktoś proponował konkretny protokół diagnostyczny zanim w ogóle zaczniemy gadać co robić? Bo mam wrażenie że doradzamy ślepo.
To może głupie pytanie ale - a czy wahadełkiem naprawdę można sprawdzić siebie jeśli ktoś cię nauczy jak sie uziemić najpierw? Bo Stellaria o to pytała i temat urwał się w powietrzu. Sama chciałabym umieć to robić na sobie i nigdy nie znalazłam dobrego wytłumaczenia jak to ogarnąć.
Na temat wahadełka i samodiagnostyki - to można próbować, ale wymaga naprawdę dobrego wyciszenia i neutralności intencji. Technicznie: siadasz, kilka minut oddechu, świadome rozluźnienie rąk i kończysz myśleć o oczekiwanym wyniku. To ostatnie jest najtrudniejsze. Joasieńka sama napisała że ma poczucie że wahadełko 'idzie jak chce żeby szło' - to klasyczny objaw że umysł steruje, nie pole. Nie ma winy w tym, to wymaga długiego treningu.
Wiem ze Boleslaw zaraz powie zebym nie doradzal ale napiszę co u mnie dziala - jak chce byc naprawde neutralny z wahadelkiem to najpierw zadaje pytania na ktore znam odpowiedz zeby sprawdzic czy dziala w te i w te strone i sie potem nie podkrecam na pytania ktorych nie znam. Cos jak kalibracja. Nie wiem czy to ortodoksyjne ale efekty mam lepsze.
Lucjanek, ta kalibracja to akurat sensowna praktyka, przyznam. Widziałem ją opisaną w kilku podejściach do radiestezji. Tylko dorzucę - ważne żeby pytania kalibracyjne były naprawdę oczywiste, nie 'prawie pewne'. Na przykład własne imię. Imię matki. Fakty niezbite. Wtedy masz kotwicę dla ruchów wahadełka.
O kurcze, to naprawdę praktyczne, dziękuje Eliksirnik i Lucjanek. Nie wiedziałam że tak to działa. Ale wracając do Joasieńki - nawet jak opanuje wahadełko, to teraz chyba nie ma na to czasu przed tym szkoleniem, więc może warto skupić się na tej pracy bieżącej?
Właśnie, wahadełko odkładam na później jak będę miała spokój na ćwiczenie. Teraz bardziej interesuje mnie co konkretnie robić w tych dwóch tygodniach. Otylka wspomniała o śpiewaniu i HAM, Bernadetka żebym się zastanowiła nad tym skąd to pochodzi, Bolesław o fundamentach od dołu... i trochę nie wiem od czego zaczać.
Joasieńko, może tak - wyobraź sobie te dwa tygodnie podzielone na dwie części. Pierwsze kilka dni coś co po prostu ciało poczuje i co działa od razu, czyli to śpiewanie, wibracje, ruch szyi, cokolwiek fizycznego. Potem jak poczujesz trochę luzu, dopiero zacznij siadać z intencją i medytować głębiej. Nie dlatego że jedno jest lepsze od drugiego, tylko że jak jesteś spięta to głęboka medytacja i tak się nie sklei.
Zgadzam się z Marchewką co do kolejnosci. Sam kiedyś siedziałem do medytacji kiedy byłem nakręcony i po prostu kręciłem się w kółko, nic nie wchodziło. A wystarczyło najpierw pobiegać albo poskoczyć dosłownie 5 minut i potem siadać. Ciało musi najpierw uwolnić napięcie fizyczne bo inaczej mentalnie sie nie zatrzymasz. Może dla Joasieńki ten ruch fizyczny na poczatek to coś.
Właśnie, i to łączy się z tym co Bernadetka mówiła o zakorzenieniu. Jak napięcie siedzi od dziecka to jest zapisane w ciele, nie tylko w energii. Ćwiczenia głosu, nucenie, śpiew - to nie jest tylko 'praca z czakrą', to jest praca z napięciem w tkankach gardła i karku. Fizjologicznie też ma sens.
