Cześć, nie wiem czy to tu właściwe miejsce ale wrzucam bo nie wiem gdzie indziej. Mam taki problem że kompletnie nie potrafię zadbać o siebie. I mówię poważnie, nie metaforycznie. Chodzi mi o zwykłe rzeczy jak regularne jedzenie, odpoczynek, pójście do lekarza jak coś boli, nawet mycie zębów wieczorem jak jestem zmęczona mi odpada. Jakby część mnie w ogóle nie uważała że zasługuję na tę opiekę? Czytałam gdzieś że to może być związane z czakrą serca i że jak jest zablokowana to człowiek potrafi dawać innym ale sobie już nie. Czy to ma w ogóle sens czy szukam na siłę ezoteczrycznego wytłumaczenia dla swojego zwykłego zaniedbania? Szczerze nie wiem co o tym myśleć.
To co opisujesz brzmi znajomo. Czakra serca, Anahata, faktycznie może mieć z tym związek, ale zanim ktoś tu zacznie od razu przyklejać etykietkę 'zablokowana Anahata', chciałbym zapytać o kilka rzeczy. Jak to wygląda z relacjami? Czy łatwo pomagasz innym, ale jak ktoś chce ci pomóc to jest jakiś opór, niechęć, może nawet irytacja? I drugie - czy to uczucie że nie zasługujesz dotyczy tylko siebie samej, czy też generalnie masz problem z przyjmowaniem czegokolwiek?
U mnie było coś podobnego ze dwa lata temu. Zapominałam jeść, zaniedbywałam lekarzy, ogólnie działałam w trybie 'jakoś to będzie'. Robiłam wtedy skanowanie wahadełkiem i nad Anahatą miałam słaby, nieregularny ruch, prawie stojący. Ale co ciekawsze, bioenergoterapeuta powiedziała mi że to nie była tylko kwestia serca - że Manipura też była słaba. Mówi że jak nie ma poczucia własnej wartości to serce nie wie kogo kochać, siebie czy innych. Więcej o tej Manipurze zastanawiałam się potem niż o sercu.
Ooo to ciekawe co mówisz Leontynko bo ja bym od razu szła w Anahatę czytając ten post, a tu wychodzi że może to bardziej Manipura. Czy ta pani to jakoś wyjaśniła dlaczego splot słoneczny wpływa na samoopiekę? Bo intuicyjnie rozumiem ale chciałabym to potwierdzić zanim powiem coś głupiego 🙂
Zapisuje to bo mam podobne obserwacje w notatkach. Testowałem kilka osob wahadełkiem i faktycznie, te które opisywały samoniedbalstwo mialy albo zastoj na Manipurze albo dziwny nadmierny ruch na Anahacie - jakby serce pracowalo zbyt mocno na zewnątrz doslownie wylewalo sie na innych i nie zostawalo nic w srodku. Taką nadczynnosc serca przy niedoczynnosci splotu widywałem kilka razy. Czy ktos jeszcze to potwierdza z wlasnego doswiadczenia?
Powiem szczerze, ta interpretacja 'nadczynność Anahaty' jest popularna ale nie do końca się z nią zgadzam. Moim zdaniem w samoniedbalstwie chodzi bardziej o czakrę korzenia niż o serce czy splot. Muladhara to bezpieczeństwo, przetrwanie, instynkt dbania o ciało. Jak jest zablokowana to ciało jakby nie jest ważne, nie jest priorytetem, jesteś oderwana od fizyczności. Pytanie do osoby z pierwszego posta: czy masz też problemy z finansami, poczuciem stabilności, jakieś lęki egzystencjalne? Bo jeśli tak, to bym najpierw sprawdziła korzeń.
Właśnie o to chodzi, że te czakry nie działają osobno jak szuflady. Korzeniowa odpowiada za cały instynkt przetrwania, a dbanie o ciało jest absolutnie podstawowym przejawem tego instynktu. Jak Muladhara jest w kiepskim stanie, to sygnały z ciała - jestem głodna, boli mnie, potrzebuję odpoczynku - po prostu nie docierają do świadomości jako pilne. Ale to co mówi Betalia i to co pisała Leontynka nie muszą się wykluczać. Chętnie bym zapytał: czy masz jakiś sposób żeby samodzielnie sprawdzić co słyszysz z której czakry, czy to wszystko dla ciebie abstrakcja na razie?
No i tu właśnie dotknęłaś czegoś ważnego. To że nie wiesz czy to energetyczne czy 'psychologiczne' nie jest wstydem, bo to nie jest albo-albo. Pracuję z ludźmi jakiś czas i widzę że zablokowana czakra i trudność emocjonalna to często dwa opisy tego samego stanu, po prostu w innym języku. Jedno nie wyklucza drugiego. Ale powiem ci szczerze - jeśli naprawdę masz problem z regularnym jedzeniem i higieną to warto też po prostu powiedzieć to jakiemuś człowiekowi z krwi i kości, psychologowi albo lekarskiemu. Energia energią ale ciało jest ciałem.
a kamyki porbowałas? Rożowy kwarc na Anahatę podobno robi robote, sam zaczynam testa. Tylko ze nie wiem czy chodzi o same trzymanie czy leżenie z kamieniem na sercu? Bo raz czytałem żeby kłaść na czakrę a raz że wystarczy miec przy sobie
Na temat łączenia kamieni - mam w notatkach ze mozna, ale wazne żeby nie zestawiac dwoch kamieni o bardzo roznej wibracji w jednej sesji jeśli dopiero zaczynasz. labradoryt z czarnym turmalinem mi kiedys dał taki dziwny stan, jakby dwa sygnaly naraz. Nie szkodliwy, ale dezorientujący. Moze lepiej zacząć od jednej czakry na raz i obserwowac jak reaguje cialo?
Wracam do głównego wątku bo mam wrażenie że trochę odeszliśmy w kamienie, a ta osoba na początku pisała o czymś głębszym. To co opisałaś, że nie czujesz że zasługujesz na opiekę, to jest w tradycji wedyjskiej wiązane z czymś ciekawym - z przekonaniem kogo jesteś 'warta' jako uczeń wobec życia. Nie wiem czy wiesz, ale w niektórych naukach mówi się że energia Anahaty uczy się jak nauczyciel, który daje wszystko uczniom i nie dba o własne potrzeby. To może brzmieć abstrakcyjnie ale kiedy to usłyszałam pierwszy raz to bardzo dużo mi wyjaśniło o własnym wzorcu.
Muszę tu powiedzieć że mieszamy trochę kilka różnych tradycji i nie wszystko się ze sobą zgadza. Wedyjski opis czakr jest dość precyzyjny i nie ma tam tej metafory 'ucznia i nauczyciela' w tak dosłownym sensie. To bardziej zachodnia interpretacja która narosła wokół oryginalnych tekstów. Nie mówię że jest zła ale trzeba rozróżniać co jest starą nauką a co jest nowoczesną nadbudówką. Sama temat Anahaty i samoniedbalstwa rozumiem inaczej. Czy ktoś tu wogóle próbował śpiewać mantrę YAM do Anahaty regularnie? Bo mam wrażenie że gadamy o diagnozach a nikt nie zaproponował konkretnej pracy.
Ja próbowałam YAM przez jakieś trzy tygodnie codziennie rano i powiem że coś poczułam. Takie ciepło w klatce piersiowej podczas śpiewania i potem przez chwilę lżej. Ale nie wiem czy to 'działa' na Anahatę w sensie głębszym czy to po prostu efekt wibracji dźwięku na klatkę piersiową. Czesław albo ktoś bardziej doświadczony, jak odróżnić jedno od drugiego?
No właśnie to mnie zastanawia co napisałaś o YAM, bo ja też czuję to ciepło i po kilku minutach śpiewania faktycznie jest jakiś stan odmienny, ale potem zastanawiam się czy to nie jest po prostu hiperwentylacja albo skupienie uwagi. Czy ktoś wie jak to odróżnić? Bo nie chcę się łudzić że 'działa' jeśli to tylko efekt fizyczny śpiewania.
Efekt fizyczny i energetyczny to nie są dwa różne mechanizmy. Wibracja dźwięku to jest realna fizyczna stymulacja klatki piersiowej, i dokładnie o to chodzi w bidżamantrach. Pytanie 'czy to naprawdę działa czy to tylko wibracja' jest trochę jak pytanie 'czy masaż naprawdę relaksuje czy to tylko dotyk'. Metoda jest fizyczna, efekt może sięgać głębiej.
Słuchajcie, wracam do tego co Betalia i Czeslaw pisali o Muladharze. Ja ostatnio znowu nie poszłam do dentysty, wiedziałam że powinnam od tygodni i ciągle coś. I teraz mi się to układa inaczej, bo to nie jest że mi się 'nie chce dbać o siebie', tylko bardziej jakbym nie miała przekonania że warto? Że to ma sens? Jakby moje ciało nie było warte zachodu. I to brzmi jakby to był właśnie ten instynkt przetrwania który nie działa.
O to właśnie chodzi i bardzo dobrze że to nazywasz. 'Moje ciało nie jest warte zachodu' to nie jest lenistwo, to jest przekonanie korzeniowe, dosłownie. I to się może siedzieć w Muladharze albo w tym miejscu gdzie Muladhara i Manipura się stykają, bo poczucie własnej wartości i instynkt przetrwania są tam mocno splecione. Masz może jakieś poczucie skąd to przekonanie pochodzi? Pytam bo to czasem pomaga w pracy z tym.
Jezu, to zdanie 'jak trzeba wybierać to najpierw inni' to ja bym poramiła połowę kobiet na tym forum. Mam wrażenie że to jest taki przekaz który dostajemy i potem siedzi głęboko. I właśnie to się odkłada energetycznie, bo nie jest jednorazowe tylko jest powtarzane przez lata aż staje się domyślnym ustawieniem.
A to mnie pyta jak to w ogóle rozblokować jeśli to jest przekaz z dzieciństwa a nie jakiś jednorazowy stres? Bo mam wrażenie że jedno ćwiczenie raz na tydzień nie wystarczy jeśli to jest w korzeniach. Czy ktoś pracował z czymś tak głęboko osadzonym?
Mam w notatkach opis metody gdzie afirmacje robi się nie rano przy kawie tylko dosłownie przy Muladharze czyli siedząc na ziemi, z bosymi stopami i powtarzajac coś w rodzaju 'moje ciało jest warte opieki'. Brzmi prosto ale chodzi o to zeby przekaz szedl przez czakre korzenia a nie tylko przez glowe. Nie sprawdzalem na sobie bo nie mam takiego wzorca, ale kilka osob mi pisało że to cos zmienia.
Dobra, to może jednak powiem wprost bo widzę że ten wątek idzie w bardzo konkretnym kierunku. Topielica, to co opisujesz, ten dentyst, to przekonanie że nie warto, to brzmi jak coś co wymagałoby nie tylko pracy energetycznej ale też może rozmowy z kimś w realu. Nie mówię żeby rezygnować z czakr, ale czy masz kogoś z kim możesz to przepracować? Terapeutę, bliską osobę?
czytam ten watek od poczatku i jakoś mi sie tak ścisnelo na sercu, dosłownie. Też mam ten wzorzec ze mama zawsze mówiła że na koniec. I nie powiązałam tego nigdy z czakrami. To jest takie dziwne że coś co mówił ktoś bliski tak dawno może siedziec w energii ciała?
Serafinka, tak. I to nie jest żadna egzotyka, jest na to coraz więcej badań z psychosomatyki, które mówią zupełnie to samo co bioenergoterapia tylko innymi słowami. Przekonania powtarzane w dzieciństwie tworzą schematy reakcji, i te schematy mają swoje miejsca w ciele. Czakry są jednym językiem opisu, neurobiologia innym, a oboje wskazują na te same miejsca.
Oj Dewanna, 'jest na to badań' to duże słowa. Psychosomatyka tak, ale bezpośredni most między tym a czakrami jest dużo bardziej spekulatywny. Nie mówię że to nieprawda, ale nie mówmy 'nauka to potwierdza' bo to jest nadinterpretacja.
Właśnie mi się przypomniało cos ciekawego w kontekście tej nauki o której Oraklina wspominała wcześniej. czytałem gdzieś że w wedyjskim ujęciu Anahata jest związana nie tylko z miłością do innych ale też z tym jak traktujemy wiedzę którą zdobywamy, czy ją 'bierzemy do serca' czy tylko do głowy. i właśnie przez to pojawia się ten wątek z uczeniem sie i samoopieką że ktoś kto nie umie brać od innych nie umie też naprawdę przyswajać, przetrawiać. Coś w tym jest.
Ten wątek z Astralem o wiedzy mnie trochę zaskoczył, bo nie kojarzyłam Anahaty z tym jak traktujemy to co się uczymy. Ale jak sobie teraz myślę, to może coś w tym jest, bo ja np. czytam o afirmacjach, o czakrach, i jakoś tak... biorę to do głowy ale nie do siebie. Jakby wiedza szła obok. Czy to może być jakiś sygnał że właśnie tam jest zablokowane?
Dokładnie o to mi chodziło, i cieszę sie że to odebrałaś. W tym wedyjskim opisie chodziło mniej więcej o to że Anahata jest miejscem gdzie wiedza z głowy spotyka się z czuciem, i jeśli ta czakra jest zablokowana, to człowiek przetwarza informacje ale nie 'przyjmuje' ich w sensie głębszym. Wszystko zostaje na poziomie intelektualnym. brzmi znajomo?
