Hej, mam pytanie moze naiwne - ale te kamienie co na czakry sie kładzie, to do Vishuddhy nie był akwamarin albo coś niebieskiego? Bo mam w domu jakis kamyk który dostałam i podobno niebieski to do gardła. Czy to w ogole robi rozncie bez reszty praktyki?
Nie głupie, Wandka, ale może być niewygodne fizycznie jak śpiewasz i chcesz swobodnie ruszać szyją. Ja wolę trzymać w dłoni albo położyć przed sobą na stole na wysokości gardła jak siedzę. Intencja jest ta sama, a nie rozpraszasz się czy przypadkiem nie spada.
Chcę wrócić do czegoś co Joasieńka powiedziała - że ten lęk jest od zawsze, od szkoły. To mnie zastanawia pod kątem wzorców i nie tylko dlatego że znam astrologię. To brzmi jak coś co mogło być wzmocnione przez konkretne doświadczenia we wczesnym środowisku. Czy coś się wydarzyło - śmiech z odpowiedzi, ocenianie, coś co zostało w pamięci?
To co napisałem wcześniej o wczesnym środowisku - nie rozwinąłem tego dobrze, bo pospieszyłem się. Chodziło mi o to, że Vishuddha blokuje się często wtedy, kiedy jako dziecko dostałeś sygnał że twój głos jest nieważny. Niekoniecznie ktoś musiał krzyczeć czy karać. Wystarczy że rodzic zawsze wiedział lepiej, albo że w szkole śmiano się z czyjejś odpowiedzi raz czy dwa razy i to wystarczyło. To się układa w ciele jako 'nie mów, bo coś się stanie'.
Godzimir, to jest coś. Nie wiem czy mnie ktoś aktywnie uciszał, ale mam takie wspomnienie ze szkoły podstawowej że weszłam na scenę na jakimś przedstawieniu i po prostu zapomniałam tekstu i stałam. I wszyscy siedzieli i patrzyli. I to chyba jest mój pierwszy taki moment kiedy ciało zapamiętało 'nie rób tego'. Nie wiedziałam że to mogło tak głęboko siedzieć.
Joasieńko, to bardzo ważna rzecz, którą teraz opisałaś. To się nazywa memoria corporis - ciało zapamiętuje moment wstydu albo paraliżu dokładnie tak jak zapamiętuje ból fizyczny. I czakra gardła jest na to wyjątkowo czuła, bo gardło to miejsce gdzie dźwięk chce wyjść i nie może. Czy po tym zdarzeniu ze szkołą unikałaś takich sytuacji czy jakoś sobie z tym radziłaś?
A po co to zrobiłaś? Pytam serio, nie złośliwie. Bo to że sama się zgłosiłaś, mimo że to jest twoje największe źródło lęku, to chyba nie jest przypadek. Coś w tobie chciało to zrobić, jakiś impuls. To też jest informacja energetyczna.
No właśnie, i to jest ciekawe pod kątem tej czakry. Bo zablokowana Vishuddha nie znaczy że głos jest martwy, znaczy że jest stłumiony pod presją. Ten impuls do zgłoszenia się to może być właśnie ten głos który próbuje się przebić. Dosłownie i w przenośni.
Dobra, przepraszam ale trochę mi to zaczyna wyglądać jak psychoterapia a nie praca z czakrami. Joasieńka, rozumiem że to forum i wszyscy chcą dobrze, ale ten wątek o traumie ze szkoły to jest poważna sprawa i nie wiem czy wystarczy HAM i akwamarin. Nie mówię że energia nie gra roli, ale może to jest coś co wymagało by też rozmowy z kimś bardziej kompetentnym do takich wspomnień?
Wawrzek ma punkt który warto zanotować. I dodam - nie ma sprzeczności między tymi podejściami, ale też nie ma obowiązku grzebania w przeszłości przed szkoleniem za dwa tygodnie. To co Bernadetka i Godzimir piszą to jest ważne, ale to jest projekt na dłużej. Teraz Joasieńka potrzebuje czegoś co pomaga jej wejść na tę scenę, nie tylko zrozumieć dlaczego się boi.
No to wlasnie ta kolejnosc co Marchewka mówiła wcześniej ma sens. Najpierw cos fizycznego co działa od razu, potem głębiej. Nie można się pchac do korzeni wzorców jak masz za dwa tygodnie deadline. To jest jak próbowanie robienia remontu fundamentów kiedy trzeba żeby dom stał na jutro.
Dyzio, to dobre porównanie. Joasieńko, a jak konkretnie wygląda ten twój lęk przed samym wejściem? Znaczy czy to jest panika od razu jak tylko pomyślisz, czy narasta z czasem jak termin się zbliża? Bo od tego może zależeć co ma sens teraz.
Narasta. Teraz jest jeszcze znośnie ale jak sobie wyobrażam że stoję i ludzie patrzą to mam takie ściskanie w klatce i w gardle właśnie. Gardło jakby chce się zamknąć. Dosłownie. I wtedy głos mi drżał zawsze kiedy miałam takie sytuacje.
To ściskanie w gardle które opisujesz to jest klasyczny objaw napięcia w Vishuddha pod wpływem stresu. I dobra wiadomość jest taka, że to reaguje szybko na pracę z oddechem i wibracją, bo to jest fizyczne. Zrób tak - rano wstań, jeszcze zanim cokolwiek powiesz, zrób kilka głębokich oddechów i przy wydechu daj gardłu mruknąć, takie 'mmmm', bez żadnej intencji śpiewania. Po prostu wibracja. I rób to codziennie przez te dwa tygodnie. To rozmiękcza.
Otylka, to 'mmmm' które opisujesz to jest to samo co mantra czy osobna rzecz? Bo chcę zrozumieć czy to zamiast HAM czy przed HAM.
Hej, a ja slyszalem ze mozna tez przed medyatcja po prostu ziewac celowo bo ziewanie to naturalny mechanizm otwierania gardla. No i joga twarzy - sa takie cwiczenia gdzie robisz smieszne miny rozciagasz wszystkie mięśnie wokol ust i szczeki. U mnie to dziala super przed kazda medytacją gardla.
A ja mialam pytanie - ten kamień co mam, ten niebieski - to czy go moge trzymac podczas tego mruczenia co Otylka pisala? Czy to bez sensu kombinowac tyle rzeczy naraz
Mam pytanie do Bolesława albo Karolci - czy przy tej blokadzie gardła od dziecka to jest automatycznie niedoczynność Vishuddha, czy może być jednocześnie jakiś zastój? Bo Joasieńka opisuje że głos jej drżał i gardło się zamykało, ale czy to zawsze znaczy że czakra jest przymknięta, a nie może być nadaktywna jakoś inaczej?
Mam pytanie do Bolesława albo Karolci - czy przy tej blokadzie gardła od dziecka to jest automatycznie niedoczynność Vishuddha, czy może być jednocześnie jakiś zastój? Bo Joasieńka opisuje że głos jej drżał i gardło się zamykało, ale czy to zawsze znaczy że czakra jest przymknięta, czy może ona być rozregulowana w inny sposób?
To sensowne pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Drżący głos i zamknięcie gardła pod presją to niekoniecznie klasyczna niedoczynność. To może być czakra która na co dzień jakoś funkcjonuje, ale w sytuacji oceniania dosłownie się blokuje odruchowo. Bardziej bym to nazwał reaktywną blokadą niż stałą niedoczynnością. Różnica jest ważna, bo inne rzeczy wtedy pomagają.
No tak, z jedną osobą albo w małej grupie znajomych to w ogóle nie ma problemu, mogę gadać godzinami. Ale jak ktoś patrzy i ocenia, albo jak jest dużo obcych, to właśnie to zamknięcie. Więc może macie rację że to nie jest ta stała blokada tylko coś co się odpala w konkretnych sytuacjach.
To jest ważne rozróżnienie które Bolesław zrobił, bo z tego wynika coś konkretnego dla ciebie Joasieńko. Jeżeli czakra reaguje na bodziec, a nie jest po prostu cały czas uśpiona, to praca przed szkoleniem ma sens. Nie musisz 'naprawiać' całej Vishuddhy, tylko dać jej jakiś zasób na sytuację stresową. To trochę jak rozgrzewka sportowca, nie musisz być w szczytowej formie przez cały rok, musisz być gotowa na konkretny moment.
Czyli de facto to co Otylka pisała o mruczeniu rano to jest taka rozgrzewka właśnie? Bo jak tak o tym mysle to ma to sens, budujesz jakis nawyk w gardle ze ono moze byc otwarte i drgnac swobodnie, i potem w tym szkoleniu cialo to pamięta.
Joasieńko a jak ty w ogóle spiasz teraz? Bo jak ja mam cos stresujacego przed soba to mi wgl nie wychodzi żadna medytacja wieczorem, głowa nie wylaczy. Zastanawiam sie czy to nie przeszkadza w tej pracy z czakra
Szczerze to niezbyt. Budzę się w nocy i zaczynam myśleć o tym szkoleniu i jaki to będzie horror. I potem już nie zasypiam od razu. Nie pomyślałam że to może mieć związek z tym całym przygotowaniem.
To o czym piszesz z tym budzeniem i myślami w nocy to też jest sygnał, tylko już bardziej Ajna niż Vishuddha. Nadaktywna trzecia czakra w nocy to klasyka przy silnym lęku anticipacyjnym, głowa kręci scenariusze, nie odpuszcza. Nie mówię żebyś teraz brała się za kolejną czakrę, ale to ma wpływ na sen i na to jak ciało się regeneruje przed samą pracą.
Anusia ma rację że Ajna tu pracuje w nocy. I jest jeden stary sposób na to który nie jest właściwie 'pracą z czakrą' ale bardzo pomaga w takich sytuacjach, mianowicie zapisywanie tych nocnych myśli. Dosłownie, masz zeszyt przy łóżku, budzisz się, wypisujesz co ci chodzi po głowie. To jakby wyprowadzasz energię z głowy na zewnątrz i przestaje krążyć w kółko.
