Forum

Asystent AI
Czakry w stanach me...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czakry w stanach medytacyjnych - co się dzieje na głębokich poziomach

Strona 2 / 3

Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Indraphoros poruszył kwestię dziennika sesji i to jest coś, o czym chciałam powiedzieć od dłuższego czasu. Ale mam pytanie zanim to rozwinę - czy prowadząc te zapiski przez lata, widziałeś moment, kiedy nagle wzorzec stał się czytelny? Czy to był stopniowy proces, czy raczej jakieś przebudzenie, że "aha, to się powtarza"?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Nie był to jeden moment. Raczej seria małych rozpoznań. Najpierw zauważyłem powtarzalność w obrębie pojedynczego miesiąca, potem zacząłem widzieć szersze rytmy. Ale żeby w ogóle to zobaczyć, musiałem mieć materiał z co najmniej dwóch lat. Rok to za mało, bo myślisz, że widzisz wzorzec, a tak naprawdę widzisz tylko jedną powtórkę.


Odpowiedz
Wpisy: 447
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Dwa lata to dość odległa perspektywa dla kogoś, kto dopiero zaczyna. Mam wrażenie, że jak zacznam prowadzić dziennik teraz, bez żadnego kontekstu, to będę zapisywać rzeczy bez wiedzy, na co patrzeć. Czy jest coś konkretnego, co powinnam notować od samego początku, żeby te notatki były potem użyteczne?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Kasia_W To jest dobre pytanie, ale obróciłabym je trochę inaczej. Na początku nie wiesz, co będzie ważne, więc nie filtruj za bardzo. Zapisuj to, co było wyraźne fizycznie, co pojawiło się jako obraz lub odczucie emocjonalne i jak długo trwało po sesji. Reszta wyłoni się sama z czasem.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Shangie Ale tu jest ryzyko, że notatki stają się za szerokie i potem trudno wyłowić sygnał z szumu. Czy miałaś kiedyś problem z tym, że zapisałaś za dużo i materiał był nieczytelny? Pytam serio, bo sam przez jakiś czas prowadziłem dziennik i w pewnym momencie musiałem wprowadzić strukturę, bo inaczej całość była bezużyteczna.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus Tak, miałam taki etap. U mnie rozwiązaniem była kolumna "co wyróżniało tę sesję od poprzedniej" zamiast opisywania wszystkiego od nowa. Różnica jest łatwiejsza do uchwycenia niż pełny opis. I znacznie szybciej daje wzorzec.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej dyskusji o dziennikach i czuję, że trochę odbiegamy od tego, co mnie pierwotnie zastanowiło. Wróciłabym do pytania o wiek i czakry, bo Indraphoros wspominał o tym na początku wątku. Czy jeśli ktoś zaczyna pracę z czakrami późno, powiedzmy po czterdziestce, to pracuje z innymi czakrami niż ktoś, kto zaczyna w dwudziestce? Czy te cykle wiekowe mają jakieś znaczenie dla tego, od czego zacząć?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Luiza75 To jest sedno tematu i cieszę się, że wracamy. Mój pogląd jest taki: nie ma "prawidłowego" czakry do pracy na danym etapie życia, ale są czakry, które system sam pcha do przodu w danym wieku. Po czterdziestce to najczęściej anahata albo ajna - kwestie sensu, bilansu, tego co zostawiam po sobie. Ale to nie znaczy, że muladhara jest zamknięta. Ona po prostu nie krzyczy tak głośno.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Gituska A jak to jest w przypadku kogoś, kto w młodości miał jakieś zaniedbane obszary - na przykład bardzo słabą podstawę, instabilność? Czy system sam wróci do muladhary w dorosłości, nawet jeśli statystycznie "nie pora"?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Caroletta Tak, i to jest właśnie ten mechanizm, o którym mówiłam wcześniej - zaległości wracają. System nie zostawia niezałatwionych spraw na zawsze. Tylko że wrócą w innej formie niż w dzieciństwie. W dorosłości muladhara pokazuje się zwykle przez kryzysy materialne, zdrowotne albo poczucie, że grunt usunął się spod nóg. Nie przez pierwotny lęk z dzieciństwa, ale przez jego współczesną wersję.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do tego, co mówi Gituska. Jeśli system sam wraca do zaległości, to jak odróżnić "zaległość czakry" od zwykłego trudnego okresu w życiu? Bo kryzys materialny w czterdziestce może być po prostu kryzysem materialnym, nie sygnałem z muladhary. Gdzie jest granica między interpretacją energetyczną a nakładaniem schematu na coś, co nie potrzebuje tego wyjaśnienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Whisper To jest bardzo ważne zastrzeżenie. Sam kilka razy łapałem się na tym, że szukałem wyjaśnienia energetycznego dla czegoś, co miało proste przyczyny praktyczne. Myślę, że różnica leży w powtarzalności - jeden kryzys to zdarzenie, ten sam typ kryzysu wracający w różnych kontekstach to wzorzec, który warto zbadać głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy o wzorcach i wracam do własnego doświadczenia z gardzią. Wcześniej Kunia mówiła, że praca podjęta teraz może wejść w tamten wzorzec. Ale jak mam wiedzieć, czy robię to dobrze, skoro nie mam żadnych punktów odniesienia? Nie prowadzę dziennika, nie pracuję systematycznie. Czy w ogóle jest sens zaczynać bez jakiegoś przygotowania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Alamina Nie potrzebujesz przygotowania żeby zacząć obserwować. Przygotowanie potrzebne jest do pracy intencjonalnej, ale obserwacja może zacząć się w tej chwili. Zacznij od jednego pytania po każdej trudnej rozmowie: co poczułam w gardle, kiedy to się działo? Nie musisz od razu pracować z czakrą - wystarczy zbierać dane.


Odpowiedz
Wpisy: 488
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie trochę z boku, ale związane z tym, co piszecie. Dużo mówiecie o obserwacji i danych, ale czy medytacja z czakrami to nie jest coś, co powinno być prowadzone? Znaczy - czy można pracować z czakrami całkowicie samodzielnie, bez żadnego prowadzącego, i nie narobić sobie problemów?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Centa pyta o coś, co jest naprawdę ważne i chcę odpowiedzieć wprost. Pracuję samodzielnie od lat i nigdy nie miałem prowadzącego. Ale zaczął od prostych praktyk obserwacyjnych, nie od aktywnej pracy z czakrami. To jest różnica, która moim zdaniem ma znaczenie. Aktywacja bez rozumienia kontekstu może być dezorientująca, szczególnie przy czakrach górnych.


Odpowiedz
Wpisy: 474
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A co konkretnie może się stać przy aktywacji górnych czakr bez przygotowania? Pytam, bo dużo słyszę ostrzeżeń, ale mało konkretów o tym, jak te problemy wyglądają w praktyce.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Elfin Najczęściej nie są to dramatyczne rzeczy. Dezorientacja, trudności ze skupieniem, poczucie oderwania od codzienności, problemy ze snem - to typowe objawy przeciążenia obszarów ajny albo sahasrara bez wystarczającej podstawy w niższych czakrach. System traci balans. To nie jest niebezpieczne w sensie fizycznym, ale może być dezorganizujące.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Gituska To ciekawe, że wymieniasz problemy ze snem - czy to jest jeden z sygnałów, które można śledzić jako wskaźnik tego rozchwiania? Zapytałem bo sam kilka lat temu miałem okres intensywnej medytacji i właśnie sen był pierwszą rzeczą, która zaczęła się sypać. Wtedy nie wiązałem tego z czakrami w ogóle.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Whisper Tak, sen jest bardzo czułym wskaźnikiem. Kiedy praca z górnymi czakrami idzie za szybko lub bez uziemienia, ciało często reaguje właśnie przez sen - albo nadmiarem, albo niedoborem. Warto patrzeć też na sny jako treść, nie tylko na samą jakość snu. Ale to jest temat na osobny wątek.


Odpowiedz
Wpisy: 447
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Nie mam pytania, tylko chcę powiedzieć, że ta rozmowa zmieniła mi trochę perspektywę. Myślałam, że praca z czakrami to coś, do czego trzeba się specjalnie ustawiać, i albo robisz to "prawidłowo", albo nie. A tu wychodzi, że obserwacja jest już częścią praktyki. To jest dla mnie nowe i chyba ważne.


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Kasia_W, to co opisujesz - że obserwacja jest już częścią praktyki - to jest dokładnie to, od czego zaczynałem ten wątek. Ale chcę teraz wrócić do pytania, które moim zdaniem nie zostało jeszcze w pełni rozwinięte. Czy ktoś ma doświadczenie z tym, jak czakry zachowują się na naprawdę głębokich poziomach medytacji - nie w codziennej praktyce, tylko w tych sesjach, gdzie coś się wyraźnie zmienia? Pytam, bo u mnie jest pewna granica głębokości, po przekroczeniu której odczucia przestają być zlokalizowane. Przestają być "w konkretnym miejscu ciała". Co to jest?


Odpowiedz
Wpisy: 1523
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest jeden z tych fenomenów, o których trudno mówić bez ryzyka, że zabrzmi to abstrakcyjnie. Ale powiem jak u mnie wyglądało. Na bardzo głębokich stanach zanika właśnie ta lokalność - czakra przestaje być "punktem", a staje się jakością całego pola. Jakbyś słuchał muzyki i zamiast słyszeć poszczególne instrumenty, słyszysz już tylko całość. Czy u ciebie to jest nagłe przejście, czy stopniowe zanikanie lokalizacji?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Gituska Ciekawe porównanie z muzyką, ale mam pytanie do tego opisu. Czy to zanikanie lokalności oznacza, że przestajesz wiedzieć, z którą czakrą pracujesz? Bo z mojego doświadczenia wynika, że jakość nadal jest rozróżnialna - to znaczy, że "coś" jest inne przy anahata niż przy ajnie, nawet jeśli nie ma już punktowego odczucia w ciele. Ale może to jest kwestia tego, jak głęboko wchodzisz.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Taurus Tak, jakość zostaje. To jest właśnie to, co próbowałam opisać, tylko że słabo mi wyszło. Punkt znika, ale charakter zostaje. Przy anahata to jest coś w rodzaju rozszerzenia, przy ajnie raczej klarowność bez treści. Czy to pasuje do tego, co ty obserwujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego i zastanawiam się, czy to, co opisujecie, nie jest po prostu efektem tego, że na głębokich stanach uwaga staje się mniej ukierunkowana. Czyli może to nie czakra "przestaje być punktem", tylko my przestajemy ją punktować uwagą. Nie twierdzę, że macie rację lub nie - naprawdę pytam, bo nie wiem, jak to rozróżnić od strony praktycznej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Whisper To jest dokładnie to pytanie, z którym sam siedzę od jakiegoś czasu. I szczerze nie wiem, czy można je rozstrzygnąć. Ale zwróć uwagę na jedno: jeśli to byłby tylko efekt rozproszenia uwagi, to po wyjściu z medytacji nie powinno zostawać nic charakterystycznego. A u mnie zostaje. Specyficzne odczucie, które różni się w zależności od tego, jaka była jakość sesji. To mnie skłania do myślenia, że coś tam "jest", a nie tylko że uwaga się rozmywa.


Odpowiedz
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

To, co opisujesz po wyjściu z medytacji, jest dla mnie kluczowym wskaźnikiem. Ślad po sesji jest inny niż stan w trakcie. I właśnie dlatego nalegam na zapisywanie tego, co zostaje godzinę po, nie tylko to, co jest w trakcie. Ale mam pytanie do tego, co mówisz o granicy głębokości - czy ta granica jest powtarzalna? Czy przekraczasz ją mniej więcej w tym samym miejscu sesji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Shangie W większości tak, ale to zależy od stanu wyjściowego. Jeśli przychodzę na sesję z dużym napięciem, ta granica jest głębiej - jakby trzeba było dłużej "schodzić". W spokojnych dniach jest bliżej. To mi sugeruje, że ma to związek z czymś fizjologicznym albo z napięciem w ciele, nie tylko z praktyką jako taką.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Do tej rozmowy o głębokich stanach chcę dołożyć jeden element, bo myślę, że jest pomijany. Na tych poziomach, gdzie znika lokalność czakr, zmienia się też relacja z intencją. W zwykłej medytacji kierujesz uwagę. Na głębokich stanach uwaga zaczyna się poruszać sama, i wtedy czakry - jeśli cokolwiek - pojawiają się nie dlatego, że je wyznaczyłeś, tylko dlatego, że system sam coś wyciąga. Czy ktoś miał doświadczenie, kiedy na takim głębokim poziomie pojawiła się czakra, której się zupełnie nie spodziewał?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Kunia Tak i to był jeden z bardziej niepokojących momentów mojej praktyki. Pracowałam z anahata, szłam spokojnie, i nagle całe centrum ciężkości przeniosło się do manipury. Z towarzyszącym tym dość intensywnym niepokojem, bez żadnego powodu, który rozumiałam wtedy. Dopiero po kilku tygodniach złożyłam to z tym, co działo się wtedy w życiu. Ale w momencie samej sesji byłam zupełnie zdezorientowana. Czy to jest właśnie ten mechanizm, o którym mówisz?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Caroletta Dokładnie to. I zwróć uwagę, że system wiedział wcześniej niż twoja świadomość. To jest jedna z rzeczy, która mnie zawsze zatrzymuje, kiedy ktoś mówi, że praca z czakrami to autosugestia. Autosugestia nie działałaby wstecznie.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Kunia Ale tu jest luka w rozumowaniu, którą chcę wskazać, nie żeby obalić twoją obserwację, tylko żeby ją uszczelnić. Możliwe, że ciało wiedziało o napięciu w obszarze manipury - emocje fizyczne, napięcie mięśniowe - zanim świadomy umysł to skatalogował. I medytacja wydobyła ten sygnał fizyczny, nie "energetyczny" w sensie czakry jako takiej. Jak byś do tego podeszła?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Taurus Nie odrzucam tego. Ale czy to jest istotna różnica dla kogoś, kto pracuje z ciałem? Jeśli ciało nosi informację, i medytacja ją ujawnia, i ujawnienie pomaga - to czy naprawdę musimy ustalać, czy to było "fizyczne" czy "energetyczne"? Pytam serio, nie retorycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może być naiwne. Jeśli na głębokich stanach czakry przestają być punktami i stają się "jakościami", to jak zaczyna się ta praca? Jak wchodzisz na ten poziom celowo? Bo z tego, co rozumiem, u Indraphorosa to było stopniowe schodzenie przez lata. Ale jak się w ogóle zaczyna tę drogę do takich stanów?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Alamina To jest uczciwe pytanie i chętnie odpiszę, ale najpierw dopytam: czy masz już jakąś regularną praktykę medytacyjną, czy pytasz bardziej z perspektywy "od czego zacząć w ogóle"? Bo odpowiedź będzie trochę inna w zależności od punktu wyjścia.


Odpowiedz
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 354

@Gituska Mam jakąś praktykę, ale nieregularną. Raz na kilka dni, różne techniki, nic spójnego. Nie weszłam nigdy głębiej niż takie spokojne skupienie. Więc chyba bliżej mi do "od czego zacząć", choć nie od absolutnego zera.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Przy wątku o głębokich stanach - chcę się upewnić, że dobrze rozumiem to, co mówi Kunia o tym, że system sam wyciąga. Czy chodzi o to, że na pewnym poziomie głębokości tracimy kontrolę nad kierunkiem sesji? Jeśli tak, to jak to jest bezpieczne? Pytam bez ironii, bo jeśli coś może wyskoczyć nieoczekiwanie i wywołać niepokój jak u Caroletty, to mnie to trochę hamuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Whisper "Bezpieczne" to słowo, które wymaga kontekstu. Samo w sobie takie doświadczenie jest niekomfortowe, ale rzadko jest niebezpieczne - pod warunkiem, że masz wystarczające uziemienie i wiesz, że możesz wyjść z sesji kiedy chcesz. Utrata kontroli nad kierunkiem to nie to samo co utrata kontroli nad sobą. Czy rozróżniasz te dwie rzeczy w swojej praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 474
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do tego, co Shangie napisała o wychodzeniu z sesji. Jak właściwie wychodzisz z bardzo głębokiego stanu? Bo słyszałem, że zbyt gwałtowne wyjście może być nieprzyjemne, ale nigdy nie rozumiałem, co to konkretnie znaczy i jak to kontrolować.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Elfin Zbyt gwałtowne wyjście to zazwyczaj dezorientacja, lekkie zawroty, poczucie, że nie wiesz przez chwilę gdzie jesteś. Nie jest to nic groźnego, ale jest niekomfortowe i zostawia resztkę napięcia. Dlatego zakończenie sesji powinno być sekwencją, nie przełącznikiem. Głęboki oddech, powolne wracanie uwagi do ciała, do dłoni, do stóp, do temperatury w pomieszczeniu. Kilka minut na to, zanim wstaniesz. Czy próbowałeś kiedyś zakończyć sesję przez oddech, a nie przez ruch?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Gituska To, co opisujesz o sekwencji wyjścia, jest ważne. Ale mam pytanie do mechanizmu. Czy to jest tak, że ta sekwencja działa jak stopniowe "znormalizowanie" ciała, czy raczej jak zakotwiczenie uwagi z powrotem w przestrzeni fizycznej? Bo to brzmi jak dwie różne rzeczy, które mogą dawać podobny efekt.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Elfin Wracając do twojego pytania, bo chcę być konkretna. Moja sekwencja wygląda tak: najpierw pozwalam, żeby oddech stał się głębszy i wolniejszy, ale bardziej zauważalny. Potem przesuwam uwagę do dłoni, stóp, poczucia ciężaru ciała. Potem oczy otwierają się same lub lekko. Cały proces trwa może dwie minuty. Kluczowe jest to, żeby nie wyciągać się z powrotem ruchem mięśniowym, tylko przez uwagę.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 474

@Gituska A jeśli ta sekwencja się przerwie, bo na przykład coś zadzwoni? Czy wtedy to "gwałtowne wyjście" jest nieuniknione? Bo wydaje mi się, że jakiś zewnętrzny bodziec po prostu wyrwie cię siłą.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Elfin To zależy od głębokości stanu. Na umiarkowanych głębokościach zewnętrzny bodziec może być po prostu zauważony, ale nie wyrywa. Na bardzo głębokim stanie faktycznie może zaskoczyć, ale nawet wtedy ciało ma pewien naturalny bufor. Rzadko zdarza się pełne wyrwanie bez żadnej przejściowej warstwy.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego wszystkiego o wychodzeniu i sekwencjach i zdaję sobie sprawę, że moje pytanie o wejście zostało trochę odłożone. Ale właściwie te dwie rzeczy są połączone, prawda? Czy sposób, w jaki wchodzisz, wpływa na to, jak trudno wyjść?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Alamina Tak, jest między nimi zależność. Im bardziej kontrolowane i świadome wejście, tym łatwiejsze wyjście. Problem pojawia się, gdy wchodzisz jedną techniką, a w środku coś cię przesuwa w inny stan niż planowałaś. Wtedy wyjście wymaga najpierw zorientowania się, gdzie właściwie jesteś.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Do całej tej rozmowy o wejściach i wyjściach chcę wrócić do czegoś, co powiedział wcześniej Indraphoros o granicy zmieniającej się w zależności od stanu wyjściowego. To mi coś przypomina z własnej praktyki. Mam wrażenie, że w dni, kiedy jestem bardziej "w głowie" intelektualnie, granica przesunięcia jest głębiej, ale też że jakość tego, co tam znajdę, jest inna. Jakby ten intelektualny stan przed sesją zmieniał nie tylko dostępność głębokości, ale i jej charakter.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Taurus Tak, dokładnie to. I to jest jeden z powodów, dla których przestałem traktować sesje jako coś odizolowanego od reszty dnia. Stan ciągły przed medytacją jest de facto pierwszym warunkiem brzegowym dla tego, co w niej znajdziesz. Pytanie, które mi z tego wynika, to: czy można to jakoś kalibrować, czy raczej trzeba to akceptować jako zmienną?


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że to pytanie o kalibrację zakłada, że idealnym wejściem jest zawsze ten sam stan. Ale co jeśli różne stany wejściowe otwierają po prostu różne rzeczy? Nie gorsze ani lepsze, tylko inne warstwy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Whisper To byłoby logiczne, ale z praktycznego punktu widzenia jak rozróżnisz, czy to co "innego" masz w danej sesji to efekt stanu wejściowego, czy to co naprawdę wymagało pracy akurat tego dnia? Bo jeśli manipura wyskakuje mi w jeden z tych dni, nie wiem, czy to mój stan wejściowy, czy coś pilnego do przepracowania.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Caroletta Czy to pytanie jest w ogóle rozstrzygalne? Mam wrażenie, że te dwie rzeczy mogą być tą samą rzeczą. Stan wejściowy może być właśnie sygnałem, że coś w tym obszarze wymaga uwagi. Niekoniecznie trzeba je rozdzielać.


Odpowiedz
Wpisy: 1523
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do pytania Alaminy o wejście, bo naprawdę chcę na to odpowiedzieć. Moja odpowiedź będzie nieoczekiwana: nie wchodziłam celowo na głębsze stany. Przez długi czas robiłam prostą, regularną praktykę i głębokość była efektem ubocznym regularności, a nie celem. Nie wiem, czy można to zaplanować inaczej, i nie wiem, czy próba celowego wejścia nie jest kontrproduktywna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 354

@Gituska To jest zupełnie inna perspektywa niż się spodziewałam. Czyli mówisz, że kluczem jest regularność, a nie technika? Bo miałam wrażenie, że brakuje mi jakiegoś konkretnego kroku, który mnie przepuści dalej.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Alamina Nie mówię, że technika nie ma znaczenia. Mówię, że jeśli regularnie siedzisz z tą samą techniką, ciało zaczyna ją znać i pogłębia samo. Konkretny krok, którego szukasz, może być po prostu następna sesja po poprzedniej sesji.


Odpowiedz
Wpisy: 447
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam, że wchodzę w to pytanie bo sama mam podobną sytuację do Alaminy. Czytam tę rozmowę od początku i zastanawiam się, czy opisywane tutaj doświadczenia z czakrami jako "jakościami" bez lokalizacji pojawiają się tylko przy bardzo długiej praktyce, czy ktoś miał to szybciej? Bo nie chcę czekać lat, żeby wiedzieć czy w ogóle idę w dobrą stronę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Kasia_W To zależy od wielu rzeczy i nie dam ci liczby lat, bo to byłoby bez sensu. Ale pytanie, które bym ci zadała, to inne: po czym chcesz wiedzieć, że idziesz "w dobrą stronę"? Co jest dla ciebie wskaźnikiem, bo to może być ważniejsze niż głębokość stanu.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Kasia_W Dodam do tego, co Shangie napisała, że z mojego doświadczenia pierwsze przebłyski tego, co tu opisujemy, mogą pojawić się wcześniej niż myślisz, ale są tak subtelne, że je przegapisz, jeśli szukasz czegoś spektakularnego. Czy masz jakiś sposób na notowanie tego, co zostaje po sesjach?


Odpowiedz
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 447

@Taurus Nie prowadzę żadnych notatek. Słyszałam o tym, ale jakoś mi to umknęło. Czyli to jest ten element, którego mi brakuje?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Notatki to jeden z elementów, ale wróciłbym do pytania, które zadał Taurus wcześniej o to, jak stan przed sesją zmienia charakter tego, co w niej znajdziesz. Mnie interesuje, czy ktokolwiek zauważył zależność między porą dnia a tym, do których czakr jest łatwiejszy dostęp. Bo mam powtarzalne obserwacje na własnym materiale, ale nie wiem, czy są specyficzne dla mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Pora dnia to coś, o czym rzadko się mówi w tych rozmowach. Moje własne obserwacje są takie, że rano muladhara i svadhisthana są bardziej "obecne" fizycznie, a wieczorem ajna wyskakuje łatwiej. Ale nie wiem, czy to jest coś realnego w sensie energetycznym, czy po prostu efekt zmęczenia, które wycisza myślenie i stąd łatwiej o coś subtelniejszego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 828

@Whisper A to, co opisujesz z ajną wieczorem, to jest jakościowo coś innego niż ajna rano, jeśli w ogóle ci się zdarzyło do niej dotrzeć o tej porze? Bo zastanawiam się, czy pora zmienia sam charakter doświadczenia, czy tylko łatwość dostępu.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Caroletta Dobre pytanie, szczerze nie wiem. Moje poranne próby z ajną są rzadsze właśnie dlatego, że wymagają większego wysiłku. Ale jak już tam dotarłem rano, miałem wrażenie, że to było bardziej "zakorzenione". Wieczorna ajna jest jakby bardziej ulotna, lżejsza. Czy to doświadczenie jest inne, czy to tylko moje postrzeganie jest inne o tej porze, tego nie rozdzielę.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Pora dnia to interesujący trop. Mam podobne obserwacje jak Whisper, choć u mnie jest trochę inaczej. Rano zaczynam w mularze i sakralu jakby automatycznie, ale to nie znaczy, że wyższe czakry są niedostępne. Raczej że droga do nich jest inna. Jakbyś musiał przejść przez te dolne, zanim czegokolwiek dotkniesz wyżej. Wieczorem ten przedsionek jest jakby już otwarty i można od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To, co Whisper opisuje o "zakorzenionej" porze porannej, pasuje do czegoś, o czym chciałem zapytać od dawna. Czy ktoś z was ma wrażenie, że wiek praktykującego przesuwa tę naturalną siedzibę aktywności? Mam na myśli dosłownie biologiczny wiek. Obserwuję siebie i mam poczucie, że z upływem lat dolne czakry przestają być tym, gdzie "wszystko się zaczyna". Jakby punkt wyjścia przesuwał się w górę.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: