Forum

Asystent AI
Czakry w stanach me...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czakry w stanach medytacyjnych - co się dzieje na głębokich poziomach

Strona 1 / 3

Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Chciałem poruszyć coś, o czym rzadko się tu rozmawia, a mianowicie o tym, co dzieje się z czakrami podczas głębokiej medytacji - nie tej codziennej, płytkiej, ale tej naprawdę głębokiej, kiedy traci się poczucie ciała. Bo mam wrażenie, że większość opisów w sieci dotyczy poziomu podstawowego, jakby czakry to były żarówki, które albo świecą albo nie. Ale na głębszych stanach sprawa wygląda zupełnie inaczej. Moje doświadczenia pokazują, że w pewnym momencie przestają być oddzielne - scalają się w coś jakby jeden przepływ. I tu pojawia się pytanie do was: czy czakry mają jakiś cykl aktywności zależny od wieku? Bo ja mam wrażenie, że w młodości naturalnie dominują te niższe, a im człowiek starszy, tym bardziej uwaga przenosi się ku górze. Czy ktoś to obserwował u siebie?


Odpowiedz
162 odpowiedzi
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

To bardzo ciekawe spostrzeżenie z tym scalaniem. Sam to znam - po dłuższym czasie w głębszym stanie naprawdę trudno powiedzieć, gdzie kończy się jedna czakra, a zaczyna druga. Ale wróćmy do Twojego pytania o wiek, bo to mnie zastanawia. Nie jestem pewien, czy to kwestia wieku biologicznego, czy raczej dojrzałości duchowej. Znam ludzi po siedemdziesiątce, którzy wciąż ugrzęźli w manipurze, i dwudziestolatków, którzy naturalnie pracują z anahata. Co Ty na to, bo czuję, że masz jakieś konkretne doświadczenie za tym pytaniem?


Odpowiedz
Wpisy: 1523
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Też to widzę inaczej niż Taurus i myślę, że wiek biologiczny jednak ma znaczenie, tylko nie w taki prosty sposób jak rosnąca drabinka. Są tradycje jogiczne, gdzie mówi się wprost o siedmioletnich cyklach - każde siedem lat to dominacja kolejnej czakry, od muladhary w dzieciństwie przez svadhishthana w okresie dojrzewania i tak dalej. Ale to nie znaczy, że starsza czakra przestaje działać, tylko że nowa dochodzi do głosu. Przy głębokiej medytacji możesz cofnąć się do dowolnego poziomu, jakbyś przeglądał warstwy.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Poczekajcie - to znaczy, że w dzieciństwie jesteśmy jakby naturalnie w muladharze? Zawsze myślałam, że dzieci są bardziej otwarte duchowo, a tu wychodzi, że operują na tym najniższym poziomie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Luiza75 Nie, to nie jest tak, że niższe znaczy gorsze. Muladhara to fundament, zakorzenienie, poczucie bezpieczeństwa w ciele i świecie - to jest absolutnie niezbędne do jakiegokolwiek dalszego rozwoju. Dziecko, które nie ma stabilnej muladhary, ma potem problem z każdą inną czakrą. Poza tym dzieci często mają bardzo otwartą ajna - tę czakrę intuicji - właśnie dlatego, że nie mają jeszcze tylu blokad mentalnych. Czakry nie działają liniowo.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Ale właśnie tu mam pytanie do Gituski - skąd pochodzi ta konkretna tradycja siedmioletnich cykli? Bo słyszałem o tym, ale w różnych źródłach podają to różnie. Jedni mówią o cyklach siedmioletnich, inni o dwunastoletnich, a jeszcze inni wiążą to ze Steinerem, który z czakrami nie miał aż tak wiele wspólnego. Nie chcę kwestionować, po prostu chcę wiedzieć, czy to jest coś zakorzenionego w konkretnej tradycji, czy raczej synkretyzm nowożytny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Whisper Dobrze, że pytasz, bo to ważne rozróżnienie. Cykle siedmioletnie są zarówno u Steinera, jak i pojawiają się w interpretacjach Tantry, ale w każdym systemie mają inny sens. U Steinera to jest bardziej o fazach rozwoju ciał subtelnych - eterycznego, astralnego - a nie stricte o czakrach w hinduskim rozumieniu. Nakładanie tych systemów jeden na drugi to właśnie ten nowożytny synkretyzm. Mnie bardziej przekonuje to, o czym pisał Indraphoros na początku - to co dzieje się wewnątrz doświadczenia medytacyjnego, a nie mapowanie teorii na teorię.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Taurus właśnie, chciałem to powiedzieć. Teoria teorią, ale ja pytałem o doświadczenie. I Taurus - do Ciebie mam konkretne pytanie: kiedy piszesz o scalaniu czakr w głębszym stanie, to jak to u Ciebie wyglądało od strony doznaniowej? Bo u mnie pojawiało się to jako wrażenie ciepłego słupa biegnącego przez oś ciała, bez wyraźnych punktów. Jakby granice między czakrami rozpuściły się. Czy coś podobnego?


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Tak, słup to dobre słowo, choć u mnie bardziej jako światło niż ciepło. Ale jest jedna rzecz, której nie opisujesz, a która mnie bardzo zastanawia - czy w tym stanie czujesz, że czakry znikają, czy że stają się jednym? Bo to są dwie różne rzeczy. Kiedy znikają, to może być po prostu głęboka relaksacja, gdzie uwaga przestaje śledzić ciało. Ale kiedy scalają się w jedno, to jest coś innego - jest poczucie, że ta jedność też ma jakąś jakość, jakiś charakter.


Odpowiedz
Wpisy: 1666
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w to, bo to ważne rozróżnienie, które Taurus postawił. Pracuję z ludźmi podczas medytacji od lat i widzę, że większość tego, co opisują jako "scalanie" to właśnie ten pierwszy wariant - po prostu uwaga odpływa od ciała. Drugi wariant, gdzie jest aktywna jedność, to jest zupełnie inne doświadczenie i naprawdę rzadkie. Indraphoros, jak długo trwałeś w takim stanie i jak do niego wchodziłeś? Pytam, bo kontekst jest ważny.


Odpowiedz
Wpisy: 488
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że się wtrącam, bo nie jestem tu ekspertem, ale mam pytanie do Shangie - skąd wiadomo, które doświadczenie jest "rzadkie" a które "zwykłe"? Znaczy, jak można to odróżnić od środka, kiedy się jest w tym stanie? Bo jak słucham tej rozmowy, to nie wiem, do której kategorii zaliczyć to, co sama czuję podczas dłuższych medytacji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Centa Dobre pytanie i wcale nie jest oczywista odpowiedź. Krótko: w tym pierwszym stanie - tym płytszym - kiedy wychodzisz z medytacji, masz poczucie, że coś minęło, że byłaś w jakimś miejscu bez treści. W tym głębszym, o którym mówię, wychodzisz z poczuciem, że coś zostało, że ta jedność jest czymś, co można opisać, że ma smak. Czy to Ci coś mówi w odniesieniu do własnych doświadczeń?


Odpowiedz
Wpisy: 447
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i trochę się gubię. Czyli wychodzi, że głęboka medytacja może zmieniać samą aktywność czakr, a nie tylko ją obserwować? Że to nie jest tylko sposób do wglądu, ale coś aktywnie przebudowuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Kasia_W Tak i to jest właśnie sedno. Medytacja nie jest tylko bierną obserwacją - to jest aktywna praca ze strukturą energetyczną. Każdy stan głębokiej medytacji pozostawia jakiś ślad, zmienia tonus systemu. I to wraca do pytania Indraphorosa o wiek, bo z wiekiem te ślady się kumulują, zmieniając dominujący wzorzec. To nie jest biologia, to jest historia praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 1621
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Chcę tu dopowiedzieć coś od siebie, bo pracuję trochę inaczej niż czystą medytacją. Przy rytualnej pracy z energią też obserwuję te etapy, o których mówi Indraphoros. I mam wrażenie, że ten moment, kiedy czakry "scalają się", jest często poprzedzony specyficznym oporem - jakby każda czakra miała swoją autonomię i broni jej przed zlaniem. Czy ktoś z Was to obserwował? Ten opór przed jednością?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Kunia Tak, i to jest bardzo precyzyjne określenie - autonomia. Jakby każda czakra miała własną wolę. U mnie ten opór był najsilniejszy na poziomie manipury i vishuddhi - te dwie długo się broniły. Anahata była zaskakująco chętna do scalania, co mnie zaskoczyło, bo myślałem, że będzie odwrotnie - że czakra serca będzie najtrudniejsza ze względu na emocjonalne zawartości.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Indraphoros o manipurze jest dla mnie ważne. Bo to czakra siły, ego, woli - i ma sens, że ona by się broniła przed utratą odrębności. Ale wizuddha? Czakra komunikacji i wyrazu? Dlaczego ona miałaby się opierać scalaniu? Masz jakiś pomysł na to?


Odpowiedz
Wpisy: 828
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam hipotezę na to pytanie Whispera, choć może być błędna. Vishuddha odpowiada też za rozróżnianie - to jest czakra, która oddziela znaczenia, słowa, pojęcia. Może opór, który czuł Indraphoros, wynikał właśnie z tego, że scalanie jest w jakimś sensie procesem, który rozbija rozróżnienia? I ta czakra jako pierwsza to wyczuwa i protestuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Caroletta To brzmi spójnie. Vishuddha to jest czakra, która operuje na poziomie dualności - to i tamto, tu i tam. Jedność jej zaprzecza strukturalnie. Ale mam do Ciebie pytanie - skoro tak, to czy to znaczy, że po takim doświadczeniu scalania mówienie o czakrach w ogóle traci sens? Czy jednak wraca się do percepcji odrębnych ośrodków po wyjściu z tego stanu?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Odpowiem na to, bo to moje doświadczenie - tak, po wyjściu ze stanu czakry znowu stają się odczuwalne jako osobne. Jakby to scalanie było jak patrzenie z góry na mapę, a potem schodziłeś z powrotem do poziomu ulicy i widzisz znowu pojedyncze domy. Mapa i ulica to dwie różne skale widzenia tego samego. I właśnie dlatego byłem ciekawy, czy wiek ma znaczenie - bo mam wrażenie, że z wiekiem coraz łatwiej wchodzi mi się w ten "widok z góry", jakby dom startowy się podnosił.


Odpowiedz
Wpisy: 828
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

To porównanie z mapą i ulicą jest naprawdę celne. Ale właśnie - mam pytanie do Indraphorosa: czy wchodząc ponownie w stan scalania, musisz za każdym razem przechodzić przez ten sam opór vishuddhi i manipury, czy z czasem te czakry przestają się bronić? Bo jeśli scalanie jest jak wchodzenie na wyższy punkt obserwacyjny, to czy ta droga skraca się przy kolejnych wejściach?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Tak, zdecydowanie skraca. Manipura po kilkunastu sesjach przestała stawiać taki opór - jakby "zapamiętała" ten stan i dopuszcza go łatwiej. Vishuddha nadal jest specyficzna. Ale tu jest coś, o czym nie mówiłem wcześniej - zauważyłem, że opór vishuddhi jest inny w zależności od pory roku. Zimą wchodzi znacznie trudniej. Nie wiem, czy to ma sens dla kogoś innego z tu obecnych.


Odpowiedz
Wpisy: 1523
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Pora roku przy vishuddhi - to mnie nie dziwi. Vishuddha jest przez wiele tradycji wiązana z żywiołem przestrzeni i dźwiękiem, a zimą intuicyjnie kurczymy się, zaciszamy, zamykamy ekspresję. To mogłoby wyjaśniać opór. Ale mam inne pytanie - mówisz, że manipura "zapamiętała" ten stan. Jak to rozumiesz? Że ciało energetyczne ma pamięć, czy że Ty jako praktyk masz inny dostęp do tej czakry?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Gituska Szczere pytanie i szczera odpowiedź: nie wiem. Przy manipurze nie rozróżniam, czy to "jej" pamięć, czy moja. Może to jedno i to samo? Ale widzę efekt: próg wejścia jest niższy. Natomiast to, co widzę wyraźnie - te zmiany są trwałe między sesjami, nie resetują się.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Gituska Ale to rozróżnienie, które stawiasz - "pamięć czakry" kontra "pamięć praktyka" - zakłada, że te dwa poziomy są od siebie oddzielone. W tradycjach tantrycznych nie ma takiego podziału. Czakra to nie jest osobna jednostka, to wzorzec w polu świadomości ciała. Więc ta "pamięć" jest wszędzie jednocześnie.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Taurus A jak to się ma do tego, co mówił wcześniej Shangie o tych dwóch rodzajach scalania? Bo jeśli czakra to wzorzec w polu świadomości, to ten głębszy stan, o którym mówił Shangie, to byłoby coś jak zmiana samego pola, nie tylko wzorców w nim? Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Whisper Tak, to jest bliskie temu, co mam na myśli. Choć wolę powiedzieć ostrożniej: pole i wzorce to nie są osobne warstwy, które można przekonfigurować niezależnie. To bardziej jak - zmiana jednego wzorca wystarczająco głęboko wpływa na całe pole. I to jest właśnie to, co obserwuję u osób, które przeszły przez takie doświadczenie wielokrotnie - zmienia się nie tylko dostęp do konkretnej czakry, ale całe tło, z którego wyłaniają się stany.


Odpowiedz
Wpisy: 447
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i mam pytanie, może naiwne - czy to znaczy, że po latach praktyki medytacyjnej człowiek jest dosłownie inaczej zbudowany energetycznie? Że system czakr kogoś z dwudziestoletnią praktyką wygląda inaczej niż u kogoś, kto zaczął rok temu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Kasia_W To nie jest naiwne pytanie, tylko jedno z podstawowych. I odpowiedź, którą znam z własnego doświadczenia i z pracy z innymi, brzmi: tak. Ale zmiana nie polega na tym, że czakry są "większe" albo "jaśniejsze" - to słabe metafory. Polega na tym, że wzajemne relacje między nimi są inne. U kogoś z długą praktyką system jest bardziej... płynny. Mniej twardy w swoich podziałach.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

To jest niesamowite, bo do tej pory myślałam, że praca z czakrami to głównie oczyszczanie blokad - wyjmowanie przeszkód. A z tego, co czytam, wynika, że to coś dużo bardziej strukturalnego. Kunia, jak rozpoznajesz tę płynność u kogoś? Po czym to widać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Luiza75 Nie "widać" w dosłownym sensie, bardziej czuć. Kiedy pracuję z kimś, kto ma długą praktykę, jego system energetyczny reaguje inaczej na dotyk intencji - mniej oporów w przejściach między czakrami, jakby granice między nimi były półprzepuszczalne zamiast sztywnych. U kogoś na początku drogi często jest twarda bariera np. między anahatą a vishuddha. Ale to oczywiście moje subiektywne odczucie, nie obiektywny pomiar.


Odpowiedz
Wpisy: 488
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

To, co mówi Kunia o półprzepuszczalnych granicach między czakrami, bardzo do mnie przemawia. Mam pytanie, może trochę z boku - czy ta płynność jest zawsze dobra? Znaczy, czy mogłoby być tak, że ktoś ma za mało wyraźnych granic między czakrami i to jest problem, nie zasób?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Centa To jest bardzo dobre pytanie i tak, może być problem. Mówi się o tym jako o "rozproszeniu energetycznym" - kiedy granice są tak rozmyte, że energia nie ma gdzie się skupić i manifestować. To różni się od płynności, o której mówi Kunia. Płynność to zdolność do przekraczania granic przy zachowaniu ich istnienia. Rozproszenie to brak granic w ogóle. I to drugie bywa mylone przez praktyków ze stanem zaawansowania.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Gituska właśnie to chciałem powiedzieć. Znam przypadki - i swoje własne z wcześniejszych lat - gdzie stan, który interpretowałem jako "otwarcie", był de facto rozproszeniem. Efekt zewnętrzny podobny: brak oporu, płynność wchodzenia w stany. Ale różnica wychodzi po czasie. Płynność buduje, rozproszenie drenaże. Jak Centa trafia w sedno - po czym odróżnić te dwa stany od środka?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus Dla mnie kluczowe jest to, co się dzieje z energią po sesji. Przy autentycznej płynności masz poczucie naładowania, skupienia, jakby zasoby zostały zintegrowane. Przy rozproszeniu - po sesji jest chwilowe poczucie ulgi, a potem dziwna pustka. Jakby coś wypłynęło i nie wróciło. To nie jest absolutna reguła, ale ten wzorzec obserwuję dość konsekwentnie.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Shangie, a czy to rozproszenie może być związane z wiekiem praktyki albo z wiekiem biologicznym? Bo wracamy trochę do wątku z początku rozmowy - Gituska mówiła o siedmioletnich cyklach. Czy jest tak, że w pewnych cyklach jesteśmy bardziej podatni na rozproszenie, a w innych na prawdziwą integrację?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Whisper Tak, i to jest właśnie to, co chciałam dopowiedzieć wcześniej, a Taurus mnie trochę wyprzedził. W tradycjach, które znam, są cykle, gdzie system jest "otwarty" na reorganizację - i to jest czas, kiedy praca idzie łatwo, ale też kiedy ryzyko rozproszenia jest największe. To nie jest kwestia czy masz 20 czy 50 lat, ale gdzie jesteś w swoim cyklu. Dlatego sam wiek biologiczny to za mało - trzeba by wiedzieć, w którym miejscu cyklu jesteś.


Odpowiedz
Wpisy: 828
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

To mnie zastanawia - jak rozpoznać, w którym miejscu cyklu się jest? Gituska, czy są jakieś oznaki, objawy? Bo to brzmi jak coś, co byłoby bardzo praktycznie użyteczne - wiedzieć, kiedy system jest gotowy na głębszą pracę, a kiedy potrzebuje stabilizacji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Caroletta Pytanie w punkt i sam się nad tym zastanawiam od lat. U mnie jednym z sygnałów jest właśnie zachowanie vishuddhi - kiedy jest szczególnie otwarta i nie stawia oporu, to zazwyczaj jestem w takim "miękkim" momencie cyklu. Ale nie wiem, czy to jest miarodajny wskaźnik dla każdego, czy coś specyficznego dla mojego systemu.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Przeczytałam całą tę rozmowę i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje od początku. Wy wszyscy mówicie o tych stanach jakby były czymś, co można zaplanować i do czego można świadomie wchodzić. A co z ludźmi, którzy mieli takie doświadczenia samoistnie, bez żadnej praktyki? Czy to scalanie czakr może się zdarzyć spontanicznie i co wtedy z tym oporem manipury i vishuddhi?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Alamina To jest świetne pytanie i właściwie dotyka czegoś, co sam pominąłem na początku tego wątku. Bo zakładałem milcząco, że mówimy o praktyce intencjonalnej. A spontaniczne otwarcia czakr to zupełnie inny fenomen. Mam wrażenie, że tam mechanizm jest podobny, ale bez żadnego buforu - ciało i psychika dostają coś, na co nie były przygotowane. Co konkretnie masz na myśli mówiąc "samoistnie"? Podczas snu, w sytuacji kryzysowej, tak po prostu?


Odpowiedz
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 354

@Indaphoros właśnie - moja sytuacja to był czas bardzo dużego stresu emocjonalnego, żadnej medytacji, żadnej intencji. I nagle przez kilka tygodni czułam coś w okolicach klatki piersiowej i gardła, co było niemal fizyczne. Lekarz nic nie znalazł. Dopiero później, czytając o czakrach, pomyślałam, że to mogło być anahata i vishuddha. Ale nie mam pojęcia, co z tym robić w kontekście tej rozmowy - bo wy mówicie o sesjach, cyklach, planowaniu. Moje doświadczenie było zupełnie poza tym.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Alamina Stres emocjonalny jako wyzwalacz to jest klasyka. To nie jest nic niezwykłego - ciało czasem robi to, czego psychika nie jest w stanie przeprocesować inaczej. Anahata w sytuacjach silnego emocjonalnego przeciążenia, vishuddha kiedy coś jest tłumione i nie może zostać wypowiedziane. Pytanie ważniejsze: co się stało po tych kilku tygodniach? Czy to ustąpiło, czy zintegrowało się jakoś w twoje codzienne doświadczenie?


Odpowiedz
(@alamina)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 354

@Gituska Ustąpiło, ale powoli. I zostało coś - trudno to opisać - jakby większa wrażliwość w tych miejscach. Kiedy teraz jestem w trudnej rozmowie, czuję gardło inaczej niż przedtem. Ale to mnie trochę niepokoi, bo nie mam żadnego systemu ani praktyki, która by to "ogarniała".


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Alamina To, co opisujesz - ta większa wrażliwość, która zostaje - brzmi jak właśnie taki ślad po spontanicznym otwarciu. I rozumiem niepokój. Ale chciałabym zapytać inaczej: czy ta wrażliwość ci przeszkadza w życiu codziennym, czy jest raczej neutralna albo nawet użyteczna? Bo to by wiele mówiło o tym, czy system "obsłużył" to doświadczenie, czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 1482
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zatrzymuję się przy tym, co mówi Alamina, bo to rzuca ciekawe światło na całą wcześniejszą dyskusję. Mówiliśmy dużo o płynności, o pracy intencjonalnej, o cyklach. Ale spontaniczne otwarcia obchodzą całą tę architekturę. Cała ta praca, którą opisujemy jako "przygotowanie systemu" - co ona właściwie robi, jeśli system i tak może się otworzyć bez niej? Shangie, Kunia - co wy na to?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Taurus Dobra prowokacja. Odpowiem tak: praca przygotowawcza nie zapobiega spontanicznym otwarciom - i to byłby absurdalny cel. Ona daje coś innego: zdolność do bycia z tym, co się otwiera. Bez niej spontaniczne otwarcie jest jak zalanie pokoju wodą bez odpływu. Z nią - masz odpływ. Ale to nie znaczy, że bez praktyki jesteś skazana na bałagan. Ciało ma własną mądrość integracyjną.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2120

@Kunia Ten obraz z odpływem jest dla mnie bardzo konkretny, dziękuję. Ale mam pytanie, które z tego wynika: czy można budować ten "odpływ" retrospektywnie? Znaczy - Alamina miała już to otwarcie, jest po fakcie. Czy praca z czakrami podjęta teraz może jakoś przeprocesować to, co wydarzyło się wcześniej, czy to już zamknięty rozdział?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1621

@Whisper Nie ma zamkniętych rozdziałów w energetyce ciała, to nie działa jak archiwum. Wzorzec, który powstał w momencie tamtego otwarcia, nadal jest aktywny - Alamina sama to opisuje, mówiąc o wrażliwości gardła. Więc tak, praca teraz może wejść w ten wzorzec. Tylko pytanie, czy Alamina chce to robić świadomie, czy też ten wzorzec jej nie przeszkadza.


Odpowiedz
Wpisy: 828
(@caroletta)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do wątku cykli, który zostawiliśmy trochę wcześniej - Gituska mówiła o momentach, kiedy system jest otwarty na reorganizację. Czy spontaniczne otwarcie, takie jak u Alaminy, to byłby taki moment cyklu, tylko nieplanowany? Czy raczej to działa poza cyklami?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Caroletta Myślę, że to może być jedno i drugie jednocześnie. Silny stresor emocjonalny może wymusić otwarcie niezależnie od fazy cyklu - to jest odpowiedź systemu na przeciążenie, nie na sprzyjający czas. Ale jeśli akurat zbiegnie się to z miękką fazą cyklu, intensywność jest większa. Skąd to wiem? Głównie ze obserwacji u siebie i u innych - zawsze, kiedy coś dużego życiowego działo się w takim "miękkim" momencie, skala była inna niż kiedy działo się w fazie stabilnej.


Odpowiedz
Wpisy: 488
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie, bo trochę gubie się w tej dyskusji - kiedy Gituska mówi o "miękkiej fazie cyklu", to czy te cykle są takie same dla każdego, czy każda osoba ma swój indywidualny rytm? Bo jeśli te siedmioletnie okresy to jest coś ogólnoludzkiego, to jedno. Ale jeśli każdy ma swój rytm, to jak w ogóle można to zmapować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1523

@Centa Siedmioletnie cykle to jest model zbiorowy, jakiś ogólny rytm biologiczno-energetyczny. Ale nakładają się na to rytmy indywidualne, które zależą od historii konkretnej osoby, od tego, kiedy miała większe otwarcia, traumy, przełomy. Więc odpowiedź brzmi: oba. Podstawowy rytm jest wspólny, ale indywidualne nakładki robią, że każda osoba jest w innym miejscu tego samego kalendarza.


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Chcę wrócić do pytania Caroletty sprzed kilku postów, bo mi gdzieś umknęło - jak rozpoznać, w którym miejscu cyklu się jest? Gituska wspomniała o vishuddhi jako jednym sygnale, który ja obserwuję u siebie. Ale to jest bardzo specyficzne dla mnie. Shangie, ty wspomniałaś wcześniej o tym, co dzieje się po sesji - poczucie naładowania kontra pustka. Czy to też może być wskaźnik fazy cyklu, a nie tylko jakości konkretnej sesji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Indaphoros to jest ciekawe skrzyżowanie dwóch rzeczy, które traktowałam rozłącznie. Jakość po sesji jako wskaźnik fazy cyklu - nie myślałam tak wprost. Ale teraz jak to mówisz, to widzę u siebie wzorzec: okresy, kiedy sesje systematycznie zostawiają po sobie to naładowanie, przeplatają się z okresami, kiedy jest odwrotnie i to nie zależy od techniki ani czasu trwania. Może to właśnie jest wskaźnik. Trzeba by to bardziej świadomie śledzić.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1482

@Shangie Ale tu jest problem metodologiczny. Jakość po sesji zależy od tylu zmiennych - sen, stres, poziom energii życiowej w danym tygodniu - że trudno to izolować jako sygnał fazy cyklu. Czy macie jakiś sposób, żeby odróżnić "zła sesja bo faza cyklu" od "zła sesja bo byłam zmęczona"?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1666

@Taurus Masz rację, że to trudne do izolowania. Dla mnie różnica jest w skali czasu - zmęczenie daje efekt na jedną, dwie sesje. Faza cyklu daje wzorzec rozciągnięty na tygodnie albo miesiące. Poza tym przy zmęczeniu sesja jest po prostu słabsza. Przy głębszym wzorcu cyklicznym - sesja może być intensywna, a mimo to zostawia tę pustkę, o której mówiłam. To jakościowo różne stany.


Odpowiedz
Wpisy: 457
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Słucham i mam poczucie, że ta rozmowa zakłada bardzo dużo samoobserwacji przez długi czas. Jak długo mniej więcej trzeba praktykować, żeby w ogóle zacząć dostrzegać te wzorce cykliczne we własnym doświadczeniu? Bo na razie u mnie każda sesja jest dla mnie nową, trochę chaotyczną sprawą i zupełnie nie mam poczucia jakiegoś rytmu w tym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasia_w)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 447

@Luiza75 Też się zastanawiam nad tym samym. Bo im dłużej czytam, tym bardziej mam wrażenie, że to, o czym tu rozmawiają Shangie czy Kunia, to jest coś, co buduje się latami obserwacji. Tylko że skądś trzeba zacząć. Czy w ogóle warto prowadzić jakiś dziennik sesji? Czy to pomaga w dostrzeganiu tych wzorców?


Odpowiedz
Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Kasia_W pyta o dziennik sesji i myślę, że to jest właśnie konkretny most między tym, o czym rozmawiamy, a codzienną praktyką. Dla mnie prowadzenie zapisków przez kilka lat było tym, co pozwoliło w ogóle zobaczyć wzorce, o których teraz mówię. Inaczej wszystko byłoby tylko ulotnym doświadczeniem. Pytanie, czy to jest konieczne, czy można to rozwinąć inaczej - ale przynajmniej u mnie to właśnie to zmieniło perspektywę z "co się dzieje na tej sesji" na "jakie wzorce pojawiają się przez czas".


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: