Zaczęłam ostatnio przyglądać się swoim relacjom z perspektywy energetycznej i trochę mi to wywróciło myślenie do góry nogami. Chodzi mi konkretnie o takie sytuacje, kiedy po spotkaniu z jakąś osobą czujesz się kompletnie wyciśnięta, jakby ktoś wyciągnął z ciebie wtyczkę. Czy to może być kwestia powiązań między czakrami? Słyszałam, że niezdrowe relacje tworzą coś w rodzaju energetycznych sznurów między ludźmi, ale nie bardzo wiem, jak to rozpoznać u siebie.
To co opisujesz z tym wyciśnięciem to klasyczny objaw tzw. cordu, czyli energetycznej pępowiny między dwiema osobami. Najczęściej przyczepia się do czakry solarnej albo sercowej. Ale zanim pójdziemy dalej - powiedz mi, czy to wyczerpanie pojawia się tylko przy jednej konkretnej osobie, czy przy kilku? Bo to ma znaczenie przy diagnozie.
Ja mam podobne odczucia z jedną osobą z pracy, ale nigdy nie myślałem o tym w kategoriach czakr. To znaczy - które czakry są w ogóle odpowiedzialne za relacje? Bo czytałem różne rzeczy i wszędzie piszą coś innego.
Chcę tu dodać coś do wątku o corach, bo słyszę jak to się upraszcza. Cord to nie jest coś złego z definicji - każda głęboka relacja tworzy pewne powiązania. Problem zaczyna się kiedy ta energia płynie tylko w jedną stronę. I właśnie to jest energetyczna dynamika niezdrowej relacji - jeden oddaje, drugi bierze, i żadne z nich niekoniecznie robi to świadomie.
tak, w większości przypadków nie ma żadnej złej woli. To są wzorce ukształtowane często jeszcze w dzieciństwie. Ktoś nauczył się brać bo nie wiedział jak inaczej, ktoś inny nauczył się dawać bo to był jedyny sposób na zdobycie uwagi. Obie osoby są ofiarami tej samej dynamiki, tylko w inny sposób.
A jak to się ma do nauki i zapamiętywania? Pytam bo czytałam gdzieś, że jeśli mamy zablokowane czakry przez niezdrowe relacje, to może to też wpływać na zdolność koncentracji i przyswajania informacji. Czy ktoś miał takie doświadczenie?
Wracając do tematu niezdrowych relacji i czakr - jest jeszcze jeden aspekt, o którym mało się mówi. Chodzi o to, że często sami tworzymy te kordalne powiązania z obsesyjnego myślenia o drugiej osobie. Ciągłe wracanie myślami do kogoś kto nas rani to nie tylko psychologia, to też energetyczne karmienie tego połączenia. Im więcej energii myślowej tam wkładasz, tym cord grubszy.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może podstawowe, ale nie do końca rozumiem - jak fizycznie, praktycznie wygląda taka praca z czakrą solarną w kontekście relacji? Medytacja? Jakieś konkretne ćwiczenia? Bo słyszę teorię ale nie wiem jak to przełożyć na codzienność.
Dobra, ale to wróćmy do mojego pytania bo nie dostałam odpowiedzi - jak to wygląda w praktyce? Medytacja z czakrą solarną to znaczy co dokładnie? Siedzę i wyobrażam sobie żółte światło? Bo słyszałam o tym, ale nie wiem czy to nie jest za proste żeby działało.
Słucham tego i mam podobnie z kimś, ale zastanawiam się - jak odróżnić, że ta osoba naprawdę ma rację i po prostu mnie to boli, od sytuacji, gdzie ona wpływa na mnie energetycznie? Bo to chyba ważne rozróżnienie, nie?
A wracając do tego co pisałam wcześniej o nauce i zapamiętywaniu - bo to mnie właściwie najbardziej interesuje - czy ktoś miał konkretne doświadczenie z tym, że praca z czakrami poprawiła koncentrację? Nie pytam o teorię, pytam o własne odczucia.
Ja mogę powiedzieć tyle, że kiedy byłam w tej relacji, o której tu piszę, nie byłam w stanie się uczyć ani skupić na niczym. Czytałam ten sam akapit pięć razy i nic. Potem jak zaczęłam cokolwiek robić z tym - medytacje, uziemienie - i ta relacja się rozluźniła, wróciłam do normalnego funkcjonowania. Nie wiem czy to czakry, ale coś się zmieniło.
to mi daje do myślenia. Bo ja właśnie zaczynam się uczyć czegoś nowego i mam wrażenie, że sama relacja z mamą - bo wcześniej o tym pisałam - jakoś mi w tym przeszkadza. Energia idzie gdzieś indziej zanim w ogóle otworzę podręcznik.
Słuchając tej rozmowy - i widzę tu wiele osób, które opisują bardzo podobne wzorce - pomyślałam, że może warto by podejść do tego też od strony symbolicznej, nie tylko energetycznej. Karty mogą czasem pokazać gdzie jest korzeń tej dynamiki, której sama nie widać. Nie zamiast pracy z czakrami, tylko jako punkt wyjścia do rozmowy ze sobą.
Znieczulenie - o tym właśnie mówiłam, tylko nie wiedziałam jak to nazwać. Ja dosłownie nie czuję już ani złości, ani smutku w tej relacji z mamą. Czuję tylko zmęczenie. Czy to też jest jakiś sygnał czakrowy, czy to już jest coś innego?
Słucham tego co pisze Nikita i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ten mechanizm który blokuje mnie przy nauce. Że relacja z mamą zajmuje energię zanim zacznę cokolwiek robić, bez żadnego kontaktu w tym dniu, bez rozmowy. Sama myśl wystarczy.
Okej, ale to brzmi jakby relacja mogła działać jak mentalny pasożyt nawet bez kontaktu. To jest coś, co da się przerwać pracą z czakrami? Bo mam wrażenie, że opisujecie coś bardzo konkretnego - jakiś mechanizm, który jest aktywny stale.
Ja wróciłabym do tego co pisał Rasphul o znieczuleniu. Bo ja mam odwrotnie - czuję za dużo. Każdy kontakt z tą osobą to lawinowe emocje, za dużo na raz, i potem ta pustka o której pisała Nikita. Jakby to była ta sama droga, tylko w odwrotnej kolejności. Czy to też jest wzorzec?
Czytam całą tę rozmowę i mam wrażenie, że opisujecie bardzo różne sytuacje jako ten sam problem. Relacja z matką, relacja partnerska, koleżanka z lekką wyższością - to chyba jednak angażuje inne czakry i inne mechanizmy? Czy naprawdę da się to wrzucić do jednego worka?
A jak w ogóle wygląda praca z gardłową kiedy masz poczucie że i tak nikt nie słyszy? Bo mam wrażenie że jak zaczynam ją udrażniać a relacja się nie zmienia, to po co. Coś we mnie się pyta czy to nie jest złudzenie, że sama praca z czakrą cokolwiek zmieni jeśli ta osoba nadal jest w moim życiu.
Bo właśnie o to mi chodzi - czy praca z gardłową ma sens, jeśli środowisko się nie zmienia? Jak mogę ćwiczyć mówienie, jeśli za każdym razem gdy coś mówię, mama to albo ignoruje, albo obraca przeciwko mnie? To trochę jak ćwiczenie chodzenia z połamaną nogą.
Mam pytanie, bo może czegoś nie rozumiem. Skoro te czakry reagują na relację, to czy kiedy zaczynasz je udrażniać, ta druga osoba też to jakoś odczuwa? Czy to działa tylko jednostronnie?
To jest właściwie odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie, bo ja też się bałam zacząć tę pracę. Jakby gdzieś w środku wiedziałam, że jak zacznę, to wyjdzie że muszę coś zakończyć. I to mnie blokowało bardziej niż sama technika.
To jest bardzo realne. Ja przez długi czas nie chciałam widzieć co dokładnie czakry "pokazują" bo bałam się wniosków. Jakby trzymanie ich w rozmazaniu dawało mi alibi żeby nic nie robić. Nie wiem czy to jest powszechne, ale u mnie tak działało.
A nie jest tak, że ta praca z czakrami może być właśnie kolejnym sposobem na odroczenie? Mówię to bez złośliwości - medytuję, udrażniam, analizuję wzorce, czytam karty, czekam na wyniki. I nic się nie zmienia w realnej relacji bo żadne z tych działań nie wymaga bezpośredniej konfrontacji.
To jest ten moment rozmowy gdzie warto postawić pytanie wprost: co to znaczy że relacja jest "niezdrowa energetycznie"? Bo rozmawiamy o czakrach, dynamikach, blokadach - ale czy ktoś tu określił co jest kryterium? Dla mnie różnica jest między relacją trudną a relacją toksyczną, i te dwie kategorie wymagają zupełnie innej pracy.
Ja to sprawdzam przy rozkładaniu kart - jak wychodzi mi wzorzec "dawca i biorca" w kilku kolejnych rozkładach dla tej samej relacji, to zaczynam zadawać inne pytania. Nie o to jak naprawić relację, tylko o to co mi ta relacja daje że nadal w niej jestem.
