To pytanie o wiek mnie zatrzymało. Zaczęłam myśleć o tym, jak wyglądała moja praktyka kilkanaście lat temu i teraz. Wtedy muladhara była ciągłym tematem, dosłownie nie mogłam przejść dalej bez dramatów. Teraz ona po prostu... jest. Nie wymaga pracy. Czy to wiek, czy wieloletnia praktyka, czy życie w ogóle, to trudno mi oddzielić.
Czytam to pytanie Indraphorosa o wiek i mam zupełnie inne pytanie w głowie: czy te obserwacje dotyczą tylko osób, które praktykują od lat, czy mają jakieś przełożenie na kogoś, kto zaczyna powiedzmy po czterdziestce? Bo czy punkt startowy jest ten sam co u dwudziestolatka?
Słucham tej rozmowy o wieku i zastanawiam się nad czymś prostszym. Czy to, które czakry są aktywne w danym etapie życia, ma jakiś związek z tym, co po prostu robisz w życiu? Znaczy, student będzie inaczej aktywowany niż emeryt nie przez wiek, ale przez to, czym żyje na co dzień?
Wracając do pytania o wiek, bo myślę, że warto go nie zagubić. Jest w tradycjach jogicznych coś, co odpowiada tej intuicji o przesuwaniu się punktu aktywności. Mówi się o pewnych siedmioletnich cyklach życia powiązanych z czakrami. Nie twierdzę, że to dosłowne i ścisłe, ale jako metafora opisuje dokładnie to, o czym mówicie: że w różnych dekadach życia inne obszary są "na pierwszym planie".
Ta spiralna metafora jest inna niż to, jak zwykle myślę o czakrach jako o sekwencji. Ale czy to nie zmienia całkowicie sposobu, w jaki podchodzisz do sesji? Jeśli to spirala, to praca z wyższą czakrą może jednocześnie sięgać wstecz do niższej?
Mogę zapytać o coś może naiwnego? Jak to wygląda w czasie jednej konkretnej medytacji, kiedy pojawia się ten nielinearny ruch? Czy to jest odczucie, że uwaga skacze, czy coś w ciele się zmienia, czy po prostu myśli o innych rzeczach się pojawiają?
To, co Gituska opisuje o ciele mającym własny porządek, jest dla mnie centrum tej całej rozmowy o głębokich stanach. Wróćmy na chwilę do pytania, które zadałem wcześniej, bo mam wrażenie, że odpowiadamy na nie okrężnie. Czy ktoś z was obserwuje, że w głębokich stanach medytacyjnych ciało samo wchodzi w sekwencję, która ma logikę, niekoniecznie wznoszącą od dołu do góry?
Tak i to jest jedna z rzeczy, które najtrudniej opisać komuś spoza praktyki. W głębokich stanach ta sekwencja potrafi być zupełnie odwrócona albo skrzyżowana. Raz miałam sesję, w której zaczęło się od gardła i stamtąd poszło w dół. Innym razem coś w centrum klatki piersiowej otworzyło wszystko jednocześnie, nie po kolei. Czy masz jakieś własne obserwacje dotyczące tej logiki?
Przepraszam, że może wchodzę z czymś podstawowym, ale nie rozumiem, co oznacza "coś się wyjaśniło" w kontekście sesji medytacyjnej z czakrami. Czy to jest jak myśl, która nagle się porządkuje, czy chodzi o coś bardziej fizycznego?
Słucham tego i zastanawiam się, czy to, co Taurus opisuje, nie jest po prostu efektem głębokiego relaksu, niezależnie od czakr. Jak odróżnić, że to była praca z konkretnym centrum energetycznym, a nie zwykłe wyciszenie układu nerwowego?
To pytanie Elfina o relaks versus pracę z czakrą wraca do mnie co jakiś czas i jeszcze nie znalazłam na nie dobrej odpowiedzi. Myślę, że jeden test to powtarzalność i specyficzność, tak jak Caroletta mówi. Drugi test to to, czy doznanie jest neutralne, czy niesie ze sobą jakiś ładunek, emocję, obraz, skojarzenie. Relaks zazwyczaj jest po prostu pusty. To, co pojawia się przy czakrach, często nie jest.
Ta kwestia samskar jest dla mnie ważna właśnie w kontekście pytania o wiek. Jeśli głęboka sesja może wydobyć coś, czego powierzchnia umysłu nie pamięta, to czy to znaczy, że wcześniejsze etapy życia są cały czas dostępne przez ciało, niezależnie od tego, ile mamy lat? I czy to coś mówi o tym, które czakry są aktywne u osób w różnym wieku?
Myślę, że tak i to jest właśnie to, co sprawia, że te siedmioletnie cykle są spiralą, a nie linią. Ciało przechowuje każdy etap i w głębokim stanie możesz dotknąć dowolnego z nich, bo żaden nie jest zamknięty. Wiek przesuwa to, co jest "na wierzchu", ale nic nie usuwa. Stąd między innymi ten paradoks, że zaawansowani praktycy wracają do muladhary nie dlatego, że cofają się, ale dlatego, że docierają głębiej.
To rozróżnienie Kuni między "wyżej" a "głębiej" jest czymś, o czym mało się mówi i uważam je za ważne. Dodałabym jeszcze, że w głębokich stanach te wymiary potrafią się zupełnie zmieszać i przestajesz czuć, czy jesteś w górze, czy na dole. Jest tylko jakość obecności i jej intensywność. Lokalizacja staje się mniej istotna.
Zostańmy przy tym pytaniu Kasi chwilę, bo ono wraca do sedna całego wątku. Shangie mówiła, że lokalizacja przestaje być istotna w głębokich stanach, Taurus mówi, że jakość doznania to odróżnia. Ale mam pytanie do obojga: czy to znaczy, że na bardzo głębokim poziomie czakry jako oddzielne centra w ogóle przestają istnieć jako użyteczna mapa? Czy raczej mapa zostaje, ale staje się zbędna, bo już wiesz, gdzie jesteś bez niej?
