więc chciałam to dokończyć, bo to ważne. kiedy mamy do czynienia z sytuacją przemocową, praca z sahasrarą ma inny charakter niż w zwykłym wybaczeniu po konflikcie. nie mówię, że niemożliwa, mówię że inaczej ustawiona. korona nie jest od tego żeby nam powiedzieć "to było okej" albo żeby znormalizować to co sie stało. ona jest od perspektywy. a perspektywa w przypadku przemocy to coś innego niż akceptacja
ale to jest trochę semantyka nie? że niby nie akceptuję ale puszczam, to jak to wygląda w praktyce, bo mi sie to zlewa w jedno
ludzie, ok ale jak ktoś "czuje w ciele że puścił" to skąd wiadomo że to nie jest zwykłe wypieranie? serio pytam bo te dwa opisy mogą być identyczne z zewnątrz i hyba tez od wewnątrz.
dodam coś technicznego, bo widze że rozmowa poszła w kierunku "skąd wiedzieć". przy pracy z sahasrarą w kontekście wybaczenia jest pewna rzecz którą wiele osób pomija - ta czakra bardzo rzadko daje spektakularne sygnały. 🙂 jej "mówienie" to przeważnie subtelna zmiana jakości ciszy, zmiana tego jak przetwarzasz rzeczywistość, a nie jakieś dramatyczne doświadczenie. więc pytanie "czy już" jest z natury trudne do jednoznacznej odpowiedzi.
czytam ten wątek od jakiegos czasu i mam pytanie moze głupie ale w sumie co to jest ta sahasrara konkretnie, tzn gdzie ona jest i jak to działa fizycznie? bo trochę sie tu dużo mówi o niej zakładając że wszyscy wiedzą
a ja mam inne pytanie, bo może głupie, ale co jesli ktoś po prostu nie wierzy w czakry jako takie? czy ta cała praca działa wtedy czy nie?, bo może to jest po prostu metafora dla czegoś co i tak by sie wydarzyło?
no właśne i tu jest sedno. znam osoby ktore zaczęły od totalnego sceptycyzmu, użyły tej pracy czysto jako struktury, czegoś do czego można sie przyczepić w procesie, i efekty były takie same. czy to dowód że czakry istnieją? nie wiem. czy to dowód że metoda coś robi niezależnie od ontologii? chyba tak.
wracając do tego co Stella pisała o przemocy, bo mi to siedzi w głowie. jest coś jeszcze o czym warto powiedzieć - w przypadku gdy ktoś doświadczył przemocy, praca z koroną na wybaczenie moze być przedwczesna jeśli nie ma najpierw solidnej pracy z niższymi czakrami, szczególnie z podstawą i splotem słonecznym. nie można budować od góry.
o matko, tego nie wiedziałam wogole, że jest jakaś kolejność. myślałam że można zacząć od dowolnej. to jak to działa, od dołu do góry zawsze? czy to bardziej elastyczne?
no bo właśnie nie wiedziałam że jest jakaś kolejność i teraz się zastanawiam czy nie robiłam wszystkiego od tyłu. tzn przez ostatnie miesiące pracowałam głównie z afirmacjami i medytacjami ktore miały być "otwierające" i zawsze gdzieś słyszałam że zacznij od korony, od góry, bo to jest "najwyższe". a tu nagle wychodzi że to był błąd?
nie powiedziałabym że błąd, raczej że pominięcie pewnych kroków moze sprawić że praca z sahasrarą będzie mało efektywna albo powierzchowna. to nie jest tak że nic się nie dzieje gdy zaczniesz od góry, ale stabilność tej pracy naprawde zależy od tego co jest pod spodem. jeśli manipura jest niestabilna po jakimś trudnym doświadczeniu, to praca z koroną na wybaczenie może dać chwilowe poczucie ulgi ale bez trwałej zmiany
ale skąd to w ogóle pochodzi, ta zasada od dołu do góry? bo o ile wiem to nie jest żaden jeden kanoniczny system, różne tradycje mają różne podejścia. niektóre tantryczne szkoły zaczynają właśne od góry. to brzmi troszke jak uproszczenie które się gdzieś przyjęło i teraz każdy to powtarza jakby to była fizyka.
to co Wszebora pisze ma sens i chyba dlatego te dwie perspektywy się nie wykluczają. ja np pracowałam dużo z sercem i gardłem przy tej samej sprawie od której ten wątek się zaczął i dopiero potem praca z koroną cokolwiek dała. nie dlatego że "musiałam", ale dlatego że po prostu czułam że tamte warstwy nie były gotowe wcześniej. może to jest bardziej organiczne niż reguła.
wlasnie, organiczne to dobre słowo. ta zasada od dołu do góry jest przydatna jako wskazówka, nie jako dogmat. co innego mówić "sprawdź co się dzieje w niższych czakrach zanim zaczniesz pracę z koroną" a co innego "musisz to robić po kolei inaczej nic nie działa". to pierwsze jest mądrością, to drugie jest schematem który może kogoś zablokować.
o, ja miałam dokładnie to samo pytanie w głowie kiedy zaczynałam. i nadal szczerze niewiem do końca czy to co czuje to czakry czy po prostu moje myśli o czakrach, ale jakoś zaczęłam zauważać pewne rzeczy ciałem. np, że przy pewnych rozmowach mam ścisk w brzuchu którego wcześniej nie etykietowałam jako "manipura", a teraz jak mam tę ramę to mi to pomaga coś z tym robić. czy to jest "prawdziwe" czucie. nie wiem. ale działa.
no i znowu to samo, działa, ale nie wiadomo czy to czakry czy placebo czy cokolwiek innego. nie mówię że to złe, placebo też działa, ale jakos nikt tu nie chce powiedzieć wprost że nie mamy żadnego sposobu żeby to odróżnić. może poza tym że "czujemy w ciele".
no dobra, chcę wrócić do pytania Powojki o to jak sprawdzić co sie dzieje w niższych czakrach, bo to jest naprawdę praktyczne i ważne pytanie. jeden ze sposobów ktory mi osobiście daje najwięcej to prowadzenie dziennika po medytacjach albo nawet po zwykłych dniach - nie oceniasz czy coś jest "czakrą", tylko zapisujesz gdzie w ciele pojawiły się napięcia, ocieplenia, ciężkość, i przy jakich sytuacjach. z czasem wzorzec zaczyna być widoczny. to nie wymaga żadnej wiary, tylko regularnej obserwacji
ok wracając do tematu głównego bo troche mi się zgubił wątek, tzn czy przy wybaczeniu ta praca z koroną jest zawze potrzebna czy można wybaczyć "normalnie" bez angażowania czakr? bo mam wrażenie że czasem po prostu się wybaczy i tyle, bez żadnej pracy energetycznej
Weles ma rację co do metodologii. ale zauważ że ten sam argument można zastosować do każdej techniki psychologicznej - jak odróżnić efekt terapii od efektu czasu? to nie jest specyficzne dla pracy z czakrami, to jest ogólny problem w pracy z procesami wewnętrznymi. i mimo to terapia jest użyteczna. brak dowodu kontrolowanego nie jest dowodem braku efektu.
dobra ale żeby być praktyczną - ktoś tu mówił wcześniej o tym że sahasrara daje subtelne sygnały a nie spektakularne. to jak w ogóle zacząć tę pracę konkretnie? tzn nie filozoficznie tylko co się robi, jak wygląda taka sesja z koroną przy wybaczeniu? bo czytam ten wątek od dawna i dużo tu o tym co to jest i dlaczego, ale mało o tym jak.
okej, to już coś konkretnego, dzięki., ale to "okno na czubku głowy" - to jest po prostu wizualizacja ktora sobie wymyślasz czy to jest jakiś konkretny element z jakiejś tradycji? bo teraz niewiem czy mam szukać jakiegoś opisu tej techniki czy po prostu spróbować tak jak piszesz. i ile to trwa, ta sesja?
ta wizualizacja z fontanną to jest dosyć popularne ćwiczenie, spotykałam je w kilku różnych podejściach do pracy z koroną!! choc zawsze troszke inaczej opisywane. raz jako "lotos tysiąca płatków" (i to jest akurat bezposrednio z tradycji), raz jako własnie to światło albo "otwarcie". myśle że wizualizacja jest tylko "wejściem" do stanu a nie celem samym w sobie, więc nie ma jednej właściwej. u mnie działa wyobrażenie że oddycham przez czubek głowy, proste ale skuteczne 🙂
boże, dodam do tego co Izoldka opisała - czas sesji to kwestia mocno indywidualna i nie ma sensu sztucznie go wydłużać. widziałam osoby które po 10 minutach były absolutnie wyczerpane i takie które godzinę siedziały bez żadnego zmęczenia. ważniejszy jest sygnał końca, czyli moment kiedy coś "rozluźnia się" albo uwaga zaczyna odpływać w zupełnie inne rejony. to zwykle naturalny znak że na dziś wystarczy. przy pracy z wybaczeniem szczególnie pilnowałabym żeby nie siłować się z sesją kiedy pojawia się opór, bo wtedy paradoksalnie wzmacniamy napięcie zamiast je rozluźniać.
