Ostatnio dużo myślę o tym jak czakra korony zachowuje się w procesie wybaczania, bo sama przez to przechodzę i postanowiłam to jakoś poukładać. Mam tu swoje notatki z kilku miesięcy i wychodzi mi ciekawy obraz. Zaczęłam od czakry serca bo to wydaje się oczywiste, prawda, że wybaczanie to sprawa serdeczna. Ale im głębiej wchodziłam w ten proces tym bardziej czułam że coś się dzieje właśne na poziomie korony. Jakby serce zaczyna otwierać drzwi a korona decyduje czy w ogole chcemy przez nie przejść. W sensie, jest jakieś wyższe rozumienie sytuacji które albo pozwala wybaczyć albo blokuje. Czy ktoś z was pracował świadomie z czakrą korony podczas procesu wybaczania. Nie ogólnie z koroną, ale właśnie w tym kontekście?
O, temat w sam raz bo sama się z tym ostatnio mierzę. Też zauważyłam że czakra serca jest jak gdyby pierwsza w kolejce, ale to co piszesz o koronie jest ciekawe. Mnie nikt wcześniej tak nie ujął tej kwestii. Jedno mam pytanie bo mnie to od razu nurtuje, jak ty w praktyce rozróżniasz kiedy to serce pracuje a kiedy korona? Bo podczas medytacji mi się te odczucia mieszają i nie wiem czy to nie jest tak ze ja po prostu mam słabą wrażliwość na wyższe czakry.
Czakra korony w kontekście wybaczania to nie jest tak oczywisty temat jak mogłoby sie wydawać. Większość ludzi zatrzymuje się na anahata i myśli że już gotowe. A korona to inny poziom pracy. Króciutko bo rozwinę jeśli będzie zainteresowanie: korona odpowiada za perspektywę, za rozumienie szerszego sensu. Bez tego nie ma prawdziwego wybaczenia, jest tylko decyzja umysłowa. różnica jest spora. 😀
No dobra ale zanim pójdziemy w szczegóły energetyczne, to mam podstawowe pytanie do wszystkich bo tu tego nikt nie poruszył. Mówicie o czakrze korony i wybaczaniu jakby to było coś co można poprostu "zrobić" przez medytację. Ale czy wybaczenie nie wymaga najpierw realnego przepracowania emocji? Nie mowie że czakry nie działają, mówię że znam osoby ktore robiły medytacje na koronę, czuły się oczyszczone, a za miesiąc wracały z tymi samymi pretensjami. skąd wiecie że to realna praca energetyczna a nie zwykłe wyciszenie które mija?
Czytam i mam pytanie moze głupie ale jakoś nie mogę tego ze sobą połączyć. Czy jeśli ktoś nie wierzy w żadne wyższe siły, to czakra korony w ogóle może u niego pracować przy wybaczaniu? Bo mam koleżankę ktora jest totalnie ateistką ale przebaczyła mojej znajomej coś bardzo poważnego i jakoś jej to wyszło dobrze. Nie robiła żadnych medytacji nic. 😀 Jak to wytłumaczyć?
No właśnie, etykieta nie zmienia procesu. Tylko wtedy po co w ogóle rozmawiać o czakrach skoro można powiedzieć "dojrzałość" albo "zmęczenie złością" i też będzie trafnie? Nie ironizuję, serio pytam, bo mi sie wydaje że czasem nakładamy mapę czakrową na zwykłe ludzkie doświadczenie i to nie wnosi nic nowego, tylko inny słownik. Możliwe że mylę się w tym, ciekaw jestem co powiecie
Wracając do pytania Kostroma o ajnę, bo mnie to nurtuje. Ja akurat czuję że u mnie właśnie ajna jest tym wąskim gardłem. Kiedy nie widzę jasno sytuacji, kiedy mam zniekształcony obraz drugiej osoby albo zdarzenia, to korona jakby nie ma co przetwarzać. Siedzi mi ta myśl od jakiegoś czasu. Izoldka, jak ty pracujesz z ajną w kontekście wybaczania? Bo nie chcę od razu skakać do korony jak nie mam "danych wejściowych" tak to ujmę.
A ile to trwa w praktyce? Bo czytam o tych etapach i wszystko brzmi logicznie ale ja mam konkretną sytuację z bliską osobą i po prostu chciałabym żeby to przestało boleć. Czy jest jakaś medytacja albo coś konkretnego co można zrobić szybko na czakrę korony, czy to jest koniecznie tygodnie pracy?
To co pisze Kostroma to uczciwe, i szanuję za nie mówienie "medytuj trzy dni i będzie dobrze". Natomiast mam jedno zastrzeżenie do całej tej dyskusji. Słyszę tu dużo o czakrach w izolacji, serce, ajna, korona. ale ciało to system. Jak ktoś ma poważny żal do drugiej osoby, to często siedzi też coś w czakrze splotu słonecznego, poczucie naruszenia własnej godności, bezsilność. I w manipurze. I jak zaczniemy od góry, od korony, to czy nie pomijamy czegoś fundamentalnego na dole?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zaczynam się uczyć ale to "skanowanie osi" to co to konkretnie jest? Jak to się robi? 🙂 Próbowałam szukać i wszędzie piszą inaczej, raz że wizualizacja, raz że oddech, raz że trzeba kogoś do tego.
Mam wrażenie że ta dyskusja robi sie coraz bardziej teoretyczna. Mówicie o ajnie, manipurze, skanowaniu osi, a konkretnie to co, jak ktoś chce wybaczyć to ma siedzieć i wyobrażać sobie kolory? Serio? Bo ja czytałem że w niektórych podejściach mówi się że wybaczenie jest aktem woli i intelektu, i żadne wizualizacje tego nie zastąpią. Emocje opadają same jak umysł podjął decyzję. Czakry tu nie potrzebne.
No dobra, Stella, ale właśnie o to mi chodzi. Mówisz "ciało i emocje nie zgadzają sie z decyzją", tylko to brzmi jak wymówka żeby w kółko tkwić w procesie bez końca. Kiedy właściwie można powiedzieć że się naprawde wybaczyło, a nie tylko robi się kolejną medytację z ametystem i czeka?
kurcze, eee, ale znakiem końca ma być brak reakcji fizycznej? 🙁 Bo ja z tym nie do końca sie zgadzam. U mnie po bardzo głębokiej pracy z pewną sytuacją nadal mam reakcję jak sobie o tym myślę, ale to już nie jest ból czy złość, bardziej taka... czułość? Smutek bez żalu? Nie wiem jak to nazwać. Czy to znaczy że nie skończyłam?
no, ok ale powiem szczerze, nie czuję się do końca usatysfakcjonowana tymi odpowiedziami :/ Bo jedna mówi że znakiem końca jest brak fizycznej reakcji, a teraz wynika że jednak emocje zostają tylko się zmieniają. To jak mam wiedzieć czy w ogóle idę w dobrą stronę? Czy jest jakiś konkretny OBJAW, nie filozofia, że korona zaczela pracować?
Dobra, zatrzymajmy się na chwilę. Malachitka mówi o "nieszukaniu dowodów że tamta osoba była zła". Ale co jeśli tamta osoba faktycznie była zła? Co jeśli chodzi o sytuację przemocową albo realną krzywdę, nie o nieporozumienie między przyjaciółmi? Bo mam wrażenie że ta rozmowa zakłada że każdy żal to troszke nasza projekcja i nasza praca do odrobienia. A to nie zawsze jest prawda.
No właśnie, to co Pustelka napisała, to jakos mi ulżyło, bo miałam z tym problem. zawsze mi się wydawało że jak coś przebaczysz to jakby mówisz że to co tamta osoba zrobiła było ok. I to mnie blokowało. A to chyba nie tak działa?
a ja mam pytanie moze z boku, ale pasuje, czy ktoś robi tą prace przez kamienie? Bo ja jak mam cos bardzo trudnego do przepracowania to kaladę ametyst na czolo i kwarcyk rozowy na serce i leże poprostu. I mi to pomaga, ale nie wiem czy to dziala "od korony" czy od serca i czy w ogole ma znaczenie.
Zaraz zaraz, "ciało samo reguluje"? To jest odpowiedź na wszysko na tym forum. Cokolwiek sie dzieje, "ciało wie", "ciało reguluje", "zaufaj procesowi". Nie macie wrażenia że to jest trochę zbyt wygodne wyjaśnienie które pasuje do każdej sytuacji i przez to jest de facto niefalsyfikowalne?
mogę wejść z trochę innej strony? bo mnie to wszystko trochę przytłacza i chcę sie upewnić że dobrze rozumiem. Sahasrara to jest ta czakra najwyżej, tak? I mówicie że w procesie wybaczania ona działa jak taka perspektywa z lotu ptaka? Czy jest jakaś prosta medytacja specyficznie do niej, nie do całego systemu, bo chcę spróbować czegoś konkretnego? 😀
dobra to spróbuję sama zebrać to co tu padło, bo chyba rozumiem ogólny obraz. Sahasrara to jakby ta czakra która daje wgląd bez oceniania, nie angażuje sie emocjonalnie jak serce, nie analizuje jak ajna, tylko... widzi całość? i to jest właśnie to co pomaga w wybaczeniu, bo przestajesz być zablokowana w "mam rację / nie mam racji" i widzisz cały obrazek. Dobrze to ująłam czy coś pokręciłam? 🙂
no własnie, ja jak zaczełam pracować z koroną to sie bardzo zdziwiłam bo spodziewałam sie jakichs wizji albo mistycznych przezyc a tu cisza. zwykla spokojna cisza. i dopiero po jakims czasie dotarło do mnie ze to Jest to o co chodziło, ze ten spokój to nie jest brak czegoś, tylko coś samego w sobie
o rany, ok dobra ale konkretnie, ile czasu to powinno zajmować? bo czytam ten watek od jakiegos czasu i wszysko brzmi fajnie ale nikt nie mówi ile to trwa. tydzien? miesiac? rok? bo jak to jest kwestia lat to sorki ale mnie to nie interesuje
Jeremiasz dokładnie to samo chciałam zapytać, dzięki że napisałeś bo bałam się że wyjdę na niecierpliwą :/ i troszke mnie ta odpowiedź Malachitki frustruje, wiem że pewnie ma rację ale jednak chciałabym jakiś punkt odniesienia. chociaż taki ogólny.
no i znowu wchodzimy w "terapia i czakry to jedno", po chwili będzie że homeopatia też pomaga i w ogóle wszysko pomaga jeśli tylko sie wierzy. trochę tu brakuje krytycznego myślenia imo
to co Wszebora mówi to jest cos z czym długo sie zmagałam, bo tez sie pytałam "czy to juz czy to tylko wyciszenie". u mnie znakiem było ze moge o tej osobie powiedziec cos pozytywnego i to bedzie szczere, nie wysilone. wczesniej jak próbowałam to bylo takie... sztuczne, jakbym recytowała. a potem nagle to było normalne
o matko Jowitka, to jest bardzo celne i mnie to uderzyło bo teraz sobie uświadamiam że właśnie tego mi brakuje w jednej sprawie. jeszcze chcę żeby ta osoba jakoś to uznała. czyli według tego kryterium dalej jestem w środku procesu
Chcę tu wrócić do czegoś co sie pojawiło kilka postow wyżej i trochę zgubiliśmy. Weles pisał o sytuacjach przemocowych i Pustelka odpowiedziała ale mam wrażenie że to nie zostało do końca rozwinięte. Bo jest coś ważnego w tym jak sahasrara działa kiedy chodzi o głębszą krzywdę, nie zwykłe urazy. Czy ktoś z was pracował z koroną w kontekście czegoś na prawdę poważnego? nie pytam o szczegóły, tylko o sam mechanizm, czy to w ogóle możliwe bez wcześniejszego gruntownego przepracowania niższych czakr?
