No dobrze ale mam wrażenie że tutaj trochę odpłynęliśmy w historię a pytanie Antosika o tę praktyczną sytuację "co robisz gdy prowadzący chce skanować aurę" jest naprawdę ważne i myślę że warto żeby więcej osób to przeczytało. tak czy siak, marianka odpowiedziała świetnie ale może ktoś jeszcze coś doda? Np. jak to komunikować żeby nie wywołać dodatkowego chaosu?
Mam na to prostą odpowiedź z doświadczenia - nie tłumaczysz, nie dyskutujesz, nie przekonujesz. przynajmniej tak to widze, mówisz "wzywam pomoc" i wzywasz. Dyskusja o tym czy to słuszne może się odbyć po tym jak przyjedzie karetka i sytuacja będzie bezpieczna. W trakcie kryzysu każda sekunda na gadanie to stracona sekunda. Sprawdziłem to na własnej skórze, nie w kontekście czakr, ale w sytuacji gdzie ktoś zaczął omdlewać i połowa osób wokół komentowała zamiast działać
No więc pytanie Antosika i odpowiedź Marianka i Edka mnie trochę zastanowiły - bo dobra, wiemy co ROBIĆ, ale jak się w ogóle przygotować żeby w takiej sytuacji nie sparaliżowała cię panika? Bo jedno to wiedzieć że "dzwonię i robię RKO", a drugie to faktycznie móc to zrobić gdy wszyscy dookoła stoją i patrzą na prowadzącą która twierdzi że "ogarnia energetycznie". Czy ktoś miał kurs pierwszej pomocy i czuł że po nim byłby w stanie działać w takich warunkach?
oho ho, to mnie interesuje od strony takiej czysto praktycznej. o ile dobrze rozumiem, robiłam kurs BLS jakieś dwa lata temu i instruktor tam mówił wprost - w sytuacji kryzysowej mózg idzie na autopilota i robi to co ćwiczył. Jeśli nie ćwiczyłeś, to stoisz. To jest właśnie argument za tym żeby jednak te kursy robić, nawet jeśli ktoś uważa że to mu "nie będzie potrzebne". Ale pytanie Jaskier jest dobre - na kursach nie symulują chyba sytuacji gdzie inni obecni próbują ci przeszkodzić? 😀
Na kursie BLS na pewno nie, przynajmiej na tym co ja robiłem nie bylo nic takiego. przynajmiej u mnie, ale to jest chyba problem z całym modelem szkolen - uczą cie techniki w sterylnych warunkach, a realne sytuacje sa zawsze chaotyczne. i na spotkaniu energetycznym do chaosu dochodzi jeszcze ta specyficzna dynamika grupowa gdzie prowadzacy ma autorytet i wszyscy sa przyzwyczajeni ze on "wie lepiej". To musi byc super trudne do przełamania
No właśnie! Dziekuje Wandzisia że to nazwałaś, bo ja wlasnie o to chodzilo w moim pytaniu. nie o sama technike RKO tylko o tę sytuacje spoleczna. i teraz mam kolejne pytanie - czy mozna się jakos do tego przygotować zanim wogóle wejdziesz na takie spotkanie? Tzn. czy jest coś co możesz sobie z gory powiedzieć, jakis "plan mentalny" ktory pomoże ci działać mimo tej presji grupowej?
Odpowiem na pytanie Antosika bo to akurat jest dziedzina którą znam. Tak, psychologia kryzysowa mówi że "pre-commitment" działa. Czyli zanim wejdziesz w sytuację, decydujesz z góry: "jeśli zobaczę X, zrobię Y bez dyskusji". Badania nad rozproszeniem odpowiedzialności pokazują że osoby które mają gotowy plan działają szybciej i pewniej niż te które decydują w trakcie. Więc dosłownie: przed wejściem na takie spotkanie możesz sobie powiedzieć "jeśli ktoś straci przytomność, ja dzwonię, cokolwiek inni robią".
to ciekawe co Mandragorka mówi ale mam pytanie - jak to się ma do sytuacji w której jesteś nowy na takim spotkaniu i naprawdę nie wiesz czy prowadzący morze ma rację? Tzn. co jeśli nie jesteś pewny że to jest stan zagrożenia życia a nie po prostu "coś energetycznego" co prowadzący faktycznie rozumie lepiej? Skąd wiesz kiedy interweniować a kiedy nie?
Dodam do tego co Marianka napisała - w prawie mamy pojęcie "stanu zagrożenia życia" i jest ono celowo szerokie. Jako świadek nie musisz być medykiem żeby zadzwonić po pomoc. Wystarczy że subiektywnie uznasz że coś jest nie tak i że ktoś może potrzebować pomocy. Dyspozytor pogotowia oceni sytuację przez telefon. Więc Zelislaw, odpowiedź na twoje pytanie jest prosta: w razie wątpliwości dzwoń i zapytaj dyspozytora. On ci powie co robić.
O, to jest naprawdę ważna informacja od Irenki, bo ja szczerze nie wiedziałam że można dzwonić na 112 żeby zapytać "czy to jest sytuacja awaryjna". tak myślę, myślałam że się dzwoni tylko jak się jest pewnym. A tu okazuje się że można zadzwonić i powiedzieć "nie wiem co się dzieje, co mam robić" i to jest spoko?
Dzidka tak, dokładnie tak to działa. Dyspozytor jest po to żeby ocenić i pokierować. Możesz dosłownie powiedzieć "ktoś zemdlał, nie wiem czy oddycha, co robię" i on ci powie krok po kroku. I on też zdecyduje czy wysyłać karetkę. Ty nie musisz podejmować tej decyzji samodzielnie 🙂
no to jest coś czego naprawdę nie wiedziałam i teraz żałuję że nie wiedziałam WTEDY. Myślałam że jak zadzwonię to muszę mieć wszystkie odpowiedzi gotowe i pewne, a tu się okazuje że to nie tak działa. Trochę mi ulżyło, serio. A i przy okazji to potwierdza że ta prowadząca naprawdę nie miała racji że "ogarnie" bo gdyby znała się na czymkolwiek związanym z bezpieczeństwem to by nas poinstruowała żeby dzwonić jeśli mamy wątpliwości
Czytam tę dyskusję od dawna i muszę powiedzieć coś z innej strony. trudno powiedzieć, sama prowadzę sesje pracy z czakrami i zawsze - dosłownie zawsze - na początku każdego spotkania pytam czy ktoś ma problemy zdrowotne i informuję że w razie złego samopoczucia przerywamy i wzywamy pomoc. To nie jest sprzeczne z pracą energetyczną. Dobry terapeuta to wie i tak to powinno wyglądać. To co Bibianna opisuje to jest po prostu brak profesjonalizmu, nie jakaś nieuchronna cecha tej dziedziny.
ojoj, hmm, ale to jest smutne że trzeba się przygotowywać do sesji duchowej jak do zakupu samochodu i sprawdzać "warunki gwarancji". Przepraszam ale coś tu jest nie tak z całą tą sytuacją. Kiedyś wystarczyło że ktoś miał reputację i można mu było zaufać, a teraz musimy robić wywiady zanim wejdziemy na medytację? Coś tu jest do przodu
ojej rety, zgadze sie z Wandzisia, choc rozumiem co Egzorcystka chce powiedziec. problem jest taki ze kiedys lokalna spolecznosc naturalnie weryfikowala takich ludzi - znales zielarke od urodzenia, twoja mama ja znala, babcia tez. Teraz mamy internet i kazdy moze oglosic sie terapauta czakr po weekendowym kursie. Ta weryfikacja ktorą kiedys robiła spolecznosc teraz musi robic sam uczestnik. to jest nowy problem 🙂
I wracając do tematu - mam wrażenie że ta dyskusja pokazała coś ważnego. Problem z czakrami i pierwszą pomocą to nie jest problem samej koncepcji czakr, tylko problem LUDZI którzy prowadzą zajęcia bez żadnego przygotowania w zakresie bezpieczeństwa. I jedyne co możemy zrobić to albo znać podstawy pierwszej pomocy samemu, albo weryfikować prowadzącego przed spotkaniem, albo jedno i drugie. Nie ma innej drogi dopóki nie ma regulacji.
ee, jaskier dobrze to ujęła. I dodam tylko że te dwie rzeczy nie są alternatywą tylko powinny iść razem. Weryfikujesz prowadzącego I wiesz co robić sam bo nawet dobry prowadzący może być za wolno przy drzwiach albo sam dostać zawrotu głowy. Podstawy pierwszej pomocy to nie jest coś co robisz zamiast czegoś innego, to jest coś co każdy człowiek po prostu powinien umieć, niezależnie od tego gdzie i z kim spędza czas 😉
Słuchajcie, a ja mam takie pytanie które mi się kręci po głowie od jakiegoś czasu - czy ktoś z was był na spotkaniu gdzie prowadzący miał jakiś plan awaryjny i go pokazał uczestnikom na początku? Bo Oksanka mówiła że ona informuje o zasadach, ale jestem ciekawa jak to wygląda w praktyce u innych. Tzn. nie czy ktoś mówi "wzywamy pomoc jak coś", tylko czy jest naprawdę konkretny plan - kto dzwoni, kto otwiera drzwi, kto pilnuje reszty grupy.
no proszę, byłem na kilku roznych sesjach i z ręką na sercu - nigdy nie widziałem czegoś takiego. Raz prowadząca powiedziala coś w stylu "jak będzie źle to mówimy", ale zaden konkretny plan. i to jest właśnie ta różnica między intencją a procedurą. intencja to "zadbamy o was", procedura to "w razie X robi to osoba A, w razie Y tamta". Te dwie rzeczy to nie to samo.
o wow, osiem spotkań i tylko dwa z jakas wzmianką? to chyba mówi samo za siebie. swoją droga, a co powiedziałaś na tych dwóch pozostałych - byly jakieś konkretne szczegóły czy też tylko ogólnikowe "zadbamy o bezpieczenstwo"?
Pozwolę sobie wejść w środek ale czytam tą rozmowę i mam pytanie - czy na takich spotkaniach w ogóle jest możliwe że coś się stanie fizycznie? tzn. czy to nie jest tak że ludzie leżą spokojnie i medytują? skąd w ogóle ryzyko zdrowotne
o nie wiedziałem tego z hiperwentylacją, myślałem ze to takie relaksujące leżenie. szczerze mówiąc, to faktycznie zmienia perspektywę. Dzięki za wyjaśnienie
ta hiperwentylacja to akurat sam doswiadczylem na jednej sesji - prowadzacy zaproponowal oddychanie holotropowe bez zadnego wstepnego wyjasnienia co sie moze dziac i dosłownie pol grupy mialo dziwne uczucia w rekach, jedno chlopaki zemdlalo. prowadzacy mowil ze to "przebudzenie energii". dopiero pozniej dowiedzialem sie ze to fizjologiczna reakcja na zmiane poziomu co2 we krwi i ze to moze byc serio niebezpieczne u niektorych osob
to co opisuje Roch to jest właśnie ten typ sytuacji gdzie granica między "techniką duchową" a interwencją medyczną jest naprawdę cienka. może się mylę, i prowadzący który tego nie rozumie, albo rozumie i ignoruje, naraża ludzi na realne ryzyko. Holotropowe to nie jest coś do wrzucenia między muzykę a aromaterapię na dwugodzinnym warsztacie.
no ale chwila chwila, czy wy nie przesadzacie trochę? Ludzie robią holotropowe od lat, w setkach miejsc na świecie, i jakoś to nie jest epidemia wypadków. Może ten przypadek Rocha był niefortunny ale nie robiłabym z tego generalnej zasady że to jest super niebezpieczne. Trochę tu słyszę panikę
hmm, ja mam pytanie do tej dyskusji o protokołach - czy są w Polsce wogóle jakieś organizacje które certyfikują prowadzących sesje energetyczne pod kątem bezpieczeństwa? tzn. nie pod kątem "czy umiesz pracować z czakrami" tylko dosłownie czy masz wiedzę o pierwszej pomocy i protokołach bezpieczeństwa. bo jeśli nie ma to całe to co tu mówimy to apele w próżnię
Zelislaw pyta o coś ważnego i Mandragorka ma rację że tej systemowej weryfikacji nie ma. Ale chcę dodać - są prowadzący którzy z własnej inicjatywy robią kursy pierwszej pomocy i traktują to jako standard zawodowy. to nie jest zerjedna, istnieje. problem polega na tym że uczestnik nie ma jak odróżnić tych od tych bez pytania wprost.
