Wrzucam temat, który mnie ostatnio chodzi po głowie i szczerze niewiem co o tym myśleć. Chodzi o sytuacje, kiedy ktoś przy wypadku albo nagłym ataku serca zamiast dzwonić po pogotowie zaczyna "balansowac czakry" poszkodowanego. slyszalem o takim przypadku na żywo od znajomej pielęgniarki. Ktoś zemdlał na ulicy, a obok stała pani co zaczela robić bioenergetykę nad jego klatką piersiową zamiast resuscytacji. Pogotowie dojechało na szczescie w 4 minuty. Ale to daje do myślenia, prawda? Gdzie jest granica między chęcią pomocy a realnym zagrożeniem dla kogos?
no ładnie, to jest bardzo poważna kwestia i dobrze że ktoś w końcu to poruszył. Praca z czakrami to nie jest zamiennik pierwszej pomocy, nigdy. Jeśli ktoś ma zatrzymanie krążenia to pierwsze 4 minuty decydują o życiu i śmierci albo uszkodzeniu mózgu. Żadna czakra tego nie nadrobi. Jako osoba która pracuje z energią od ponad dekady mówię wprost: energetyka jako wsparcie przy udzielaniu pierwszej pomocy - ok, ale jako zamiennik - absolutnie nie i to powinno być jasne dla każdego kto poważnie podchodzi do tej ścieżki.
auć, no właśnie, bo ja ostatnio gadałam z koleżanką ze swojej grupy i ona twierdzi że jak komuś traci przytomność to czakra korony "zamyka się" i bioenergoterapia może to otworzyć i człowiek wróci do przytomności. przynajmniej tak to widzę, mówię jej - dzwoń po pomoc, rób oddech zastępczy, uciskaj klatkę - a ona: "nie, energia zrobi swoje". Mnie to zbulwersowało szczerze. Ona nie jest zła człowiek, po prostu jakos to miesza w głowie. Ale jak myślicie - czy jest w ogóle jakaś rola dla pracy z czakrami przy nagłych wypadkach, tylko żeby to nie było zamiast pomocy medycznej?
ojejku, nie do końca rozumiem... czyli czakry w ogóle nie mają żadnego działania na ciało fizyczne? Pytam szczerze bo dopiero zaczynam i trochę mi się to wszystko miesza. no, myślałam że jak czakra sercowa jest otwarta to serce lepiej funkcjonuje i jakoś...
Generalnie zgadzam się z Wandzisią, ale dodam jedną rzecz. To nie jest tylko kwestia skuteczności. To jest kwestia prawa. Nieudzielenie pierwszej pomocy gdy jesteś w stanie jej udzielić to przestępstwo w Polsce. Stanie nad nieprzytomnym i machanie rękoma zamiast resuscytacji może skończyć się wyrokiem. Więc nawet jeśli ktoś jest absolutnie przekonany że jego energia działa - prawo go nie zwolni z obowiązku dzwonienia po 112.
Irenka ma rację co do prawa, sprawdzałam to jakiś czas temu po podobnej dyskusji na innym forum. Art. 162 kodeksu karnego. Ale mnie bardziej interesuje ta psychologia - skąd w ogóle bierze się takie myślenie, że energetyka zastąpi medycynę w sytuacji kryzysowej? Czy to jest kwestia złej nauki, złych nauczycieli?
Z mojego doświadczenia - część nauczycieli tej i innych ścieżek celowo i świadomie tworzy taki przekaz, bo to buduje ich autorytet i przywiązuje uczniów. Jak jesteś przekonany że twój mistrz może wyleczyć każdą chorobę energią to płacisz za kolejne sesje i nie zadajesz pytań. Nie mówię że wszyscy to robią celowo, ale mechanizm jest realny i działa 🙁
Hm, trochę się nie zgadzam z tym co Sigilmistrz pisze, bo znam kilka osób które to praktykują i są to uczciwe, dobre ludzie bez złych intencji. Ale rozumiem skąd to podejście. Ja sama miałam moment gdzie myślałam że moje rytuały mogą więcej niż mogą. Trochę czasu mi zajęło żeby oddzielić duchowe od fizycznego. I to jest chyba sedno: tej nauki często brakuje.
Wtrącę swoje trzy grosze, ale mam pytanie może naiwne - czy nie mogłoby tak być że ktos robi i jedno i drugie jednocześnie? Tzn. tak na marginesie, dzwoni po pogotowie, robi masaż serca, a przy tym ktoś drugi "trzyma energie" albo cos? Bo to by było chyba okej? 😛
Warto też zobaczyć to z perspektywy samej tradycji. W ayurwedzie, skąd pochodzi koncepcja czakr, nigdy nie było mowy o tym że praca energetyczna zastępuje interwencję medyczną przy urazach czy nagłych stanach. To jest wynalazek zachodniego New Age który kompletnie wymieszał różne tradycje i stworzył coś czego w oryginale nie ma. Klasyczna tantryczna praca z czakrami to ścieżka wieloletnia, subtelna, do pracy ze stanami świadomości i emocjami. Nie do ratowania życia na miejscu wypadku.
Celestyna mówi ważną rzecz. To co na zachodzie nazywamy "pracą z czakrami" to często patchwork różnych tradycji sklecony w XX wieku, i ten patchwork bywa sprzedawany ludziom bez żadnego kontekstu. ktoś idzie na weekend retreat, dostaje certyfikat "terapeuty czakr" po 48 godzinach i myśli że umie leczyć. Nie umie. i to jest systemowy problem tej sceny.
Nekromanta ma rację, te certyfikaty po jednym weekendzie to osobny temat do dyskusji. mniej więcej ale wracajac do kwestii pierwszej pomocy - czy ktoś z was był kiedyś w sytuacji gdzie ktoś faktycznie proponował "energetykę" zamiast pomocy medycznej? Bo Edek napisał na początku o znajomej pielęgniarce ale ciekawa jestem ile takich przypadków jest naprawdę.
Mnie się zdarzyło coś podobnego! Byłam na takim spotkaniu grupowym i jednej osobie zrobiło się słabo, zemdlała dosłownie, i prowadząca od razu zaczęła robić "skanowanie aury" zamiast sprawdzić czy oddycha. Na szczęście inna uczestniczka, okazało się że pielęgniarka, wzięła sprawę w swoje ręce i po prostu ułożyła tę osobę w pozycji bezpiecznej i sprawdziła oddech. Ta prowadząca była najwyraźniej przekonana że wie co robi.
no i tu sie mylisz. czytam ten temat od początku i trochę mnie niepokoi jedna rzecz. u mnie tak jest, nie jestem ekspertem od czakr ale myślę że... no, czy my tutaj nie wpadamy w pułapkę gdzie sami podważamy wszystko co robimy? Bo jeśli w nagłych przypadkach to nie działa, to może ktoś zapyta kiedy to wogóle działa? I co wtedy odpowiadamy?
Mam notatki z kilku różnych podejść do tego tematu, bo to mnie od jakiegoś czasu interesuje. no ale, i widzę że jest takie rozszczepienie: jedni traktują czakry jako metaforę psychologiczną i sposób do pracy z sobą, drudzy jako dosłowną fizjologię subtelną która wpływa na organy. I ci drudzy są potencjalnie niebezpieczni w sytuacji Edka. Bo naprawdę wierzą że przesunięcie energii coś naprawia fizycznie i szybko
Kurcze, ten post Goni mnie bardzo zastanawia, bo ja sam przez dlugi czas bylem w tej drugiej grupie, tzn. jeśli o mnie chodzi, traktowalem czakry doslownie jako taka fizjologie subtelną. i teraz jak o tym mysle to rozumiem jak łatwo z tego wyciagnac wniosek że "skoro wplywaja na cialo to moga naprawic ciało w nagłym przypadku". Nikt mi nie powiedział wprost że to metafora. Skąd wlasciwie mamy się tego dowiedzieć jeśli nauczyciele sami nie rozróżniają
no popatrz, to jest właśnie ta ciemna strona braku jakiejkolwiek standaryzacji w tej branży. Terapeuta czakr może znaczyć kogoś kto przeczytał jedną książkę albo kogoś kto się uczył 20 lat. I obydwoje mogą legalnie używać tego tytułu. W kontekście pierwszej pomocy to jest naprawdę niebezpieczne, bo człowiek może nie wiedzieć do kogo trafia.
Odbijając od tego co Bibianna opisała, bo to mnie ruszyło. Ta prowadząca robiła "skanowanie aury" zamiast sprawdzić czy ktoś oddycha. Bibianna, powiedz mi jedno - czy ta kobieta po tym incydencie w ogóle przyznała że zachowała się źle? Bo mam wrażenie że wiele osób w takiej sytuacji by się po prostu zbroniło i powiedziało że i tak pomagała.
Wandzisia, to co opisujesz ma nawet swoją nazwę w psychologii - to strategia niefalsowalnego twierdzenia. Jak efekt jest dobry, to zasługa metody. Jak jest zły albo neutralny, to "działała na głębszym poziomie" albo "stworzyła warunki dla innych". Nie ma możliwości żeby to twierdzenie obalić, więc zawsze jest prawdziwe. To nie jest przypadek
Hmm, ale to brzmi tak jakby cała dziedzina była z założenia nieuczciwa? Bo jeśli każde działanie można zawsze wytłumaczyć tym że "działało na głębszym poziomie" to... no nie wiem, trochę mnie to niepokoi bo sam zacząłem się interesować różnymi praktykami i teraz zastanawiam się czy nie pakuję się w coś problematycznego
Dobra ale wróćmy do tej sytuacji z pierwszą pomoca bo mi się tu nasuwa praktyczne pytanie - co robic jeśli jesteś na takim spotkaniu energetycznym i ktoś zemdleje albo gorzej, i wiesz że prowadzący zaraz zacznie "skanować aure"? Dosłownie co mowisz, jak się zachowujesz? Bo to jest realna sytuacja która może się komus z nas przydarzyć
Ojej, nie. odpowiem na to pytanie konkretnie. żeby było jasne, mówisz głośno i wyraźnie: "dzwonię po pogotowie" i dzwonisz. Nie pytasz o zgodę, nie tłumaczysz, dzwonisz. Potem sprawdzasz czy poszkodowany oddycha. Jeśli nie oddycha i wiesz jak, robisz RKO. Jeśli nie wiesz - dyspozytor pogotowia poprowadzi cię przez to przez telefon, dosłownie krok po kroku. To jest jedyna słuszna kolejność.
Marianka, a co jeśli ta prowadząca próbuje ci przeszkodzić? Dosłownie - stoi i mówi żebyś nie dzwonił bo ona "to ogarnie" energetycznie? Wiem że to brzmi absurdalnie ale po tym co Bibianna napisała zaczynam myśleć że takie rzeczy się zdarzają
Do tego co Marianka napisała dodam że prowadzący spotkania ma de facto odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczestników. Jeśli ktoś zemdleje na jego spotkaniu i zamiast wezwać pomoc będzie "pracował energetycznie", to w zależności od skutków może odpowiadać nie tylko za nieudzielenie pomocy ale też za narażenie na niebezpieczeństwo. To nie są puste słowa.
eh, ale to mi się nasuwa pytanie do całej grupy - czy ktoś z was miał jakiś kurs pierwszej pomocy? I czy na takich kursach w ogóle poruszają temat sytuacji "grupowych", tzn. co robić gdy inni uczestnicy reagują inaczej niż powinni? Bo wydaje mi się że zwykły kurs KPP tego nie obejmuje a jednak to jest rzecz którą warto wiedzieć
Wracam chwile do tego co Celestyna pisała wcześniej o ayurwedzie, bo to jest ważny punkt który trochę zaginął. w klasycznej ayurwedzie był też cały system shalyatantra, czyli chirurgii i leczenia urazów. To nie była "sama energia". Ludzie którzy wyciągają z tej tradycji tylko koncepcję czakr i twierdzą że to wystarczy do leczenia wszystkiego, odcinaja się od reszty systemu który zawierał konkretną, empiryczna wiedze medyczną. To jest cherry-picking, i zły cherry-picking 🙁
no wlasnie to jest taka rzecz o ktorej nikt nie mowi na tych kursach weekendowych, ze tradycja miala też praktyczny element medyczny, a nie samo "energetyzowanie". no, nekromanta i Celestyna swietnie to ujeli. te systemy byly kompletne, a my bierzemy tylko jeden kawalek i myślimy ze mamy calość 😉
