właśnie! i to jest moim zdaniem clou całej tej dyskusji - brak możliwości weryfikacji z zewnątrz. jak idziesz do kosmetyczki to jest sanepid, jak idziesz do psychologa to jest izba, jak idziesz na kurs nurkowania to jest licencja. A tu idziesz i jedyną informacją jest opinia na fejsie albo polecenie od znajomej. to nie jest zarzut wobec całego środowiska, tylko opis stanu faktycznego.
i właśnie to mnie zawsze gryzie, bo jak opowiadam znajomym o sesjach to pytają "ale czy to bezpieczne" i ja nie wiem co mówić. Bo z jednej strony moje doświadczenia były no dobrze, z drugiej strony po tej dyskusji sama nie wiem czy miałam po prostu szczęście z prowadzącymi czy to faktycznie był dobry standard. I teraz jak mam kogoś polecić to zupełnie nie wiem jak to ocenić 😀
Dorzucę się do tematu, Czy jest w ogóle sens rozmawiać o tym na forum energetycznym czy to jest coś co powinno być bardziej gdzieś oficjalnie? Tzn. nie wiem czy to pytanie ma sens ale wydaje mi się że tutaj to jest jak trochę apelowanie do przekonanych a ci którzy robią źle to tego nie czytają
przepraszam że znowu ja, ale to pytanie mnie nie opuszcza - czy ta dyskusja w ogóle powinna być tu czy gdzie indziej. nie wiem, bo z jednej strony to forum ezoteryczne i rozmawiamy o czakrach, a z drugiej coraz bardziej wchodzę w temat i myślę że to jest po prostu ważne żeby wiedzieć zanim się pójdzie na jakąś sesję. nie wiem, może martwię się bez sensu?
dobra ale ja mam inne pytanie bo jakoś mi to nie daje spokoju - czy ktoś z was w ogóle był kiedyś świadkiem sytuacji gdzie na sesji energetycznej NAPRAWDĘ potrzebna była pierwsza pomoc i ktoś wiedział co robić? Nie Roch z tym omdleniem bo prowadzący ewidentnie nie wiedział ale sytuacja gdzie to zadziałało dobrze?
słuchajcie, bo ja chcę dodać coś ze swojej strony jeśli można. Byłam na kilku sesjach bioenergoterapii i na jednej z nich prowadzący wprost powiedział na początku: jeśli ktoś poczuje cokolwiek niepokojącego w ciele, ma natychmiast powiedzieć, i że on ma ukończony kurs pierwszej pomocy. Zapytałam po sesji czemu to powiedział i on na to że raz miał sytuację gdzie ktoś zasłabł i od tamtej pory zawsze mówi na początku. Uczymy się na błędach, ale wolałabym żeby te błędy nie były cudzym zdrowiem.
to co Dzidka opisuje to jest właśnie dobra praktyka - informacja na początku, nie po. tak na marginesie, ale mam pytanie do Marianny bo mnie to ciekawi - ta prowadząca która zareagowała właściwie, to miała jakiś certyfikat, szkolenie, czy po prostu miała głowę na karku i zdrowy rozsądek?
i to jest sedno problemu który Zelislaw próbował uchwycić wcześniej pytając o certyfikaty. To że ta jedna prowadząca wiedziała co robić wynikało z jej indywidualnej historii zawodowej, a nie z wymagań wobec kogokolwiek kto prowadzi sesje energetyczne. To jest sytuacja gdzie bezpieczeństwo uczestnika zależy od szczęścia a nie od systemu 😛
no włanie, dokładnie o to mi chodziło. I teraz zastanawiam się - czy jest w ogóle sens naciskać na jakieś standardy jeśli nikt nie ma jak tego egzekwować? czy to jest walka z wiatrakami?
Zelislaw, walka z wiatrakami albo nie - to zależy co chcesz osiągnąć. jak by nie patrzeć, jeśli mówisz o zmianie systemowej, to tak, bez ustawy albo jakiegoś organu branżowego to nie zadziała. Ale jeśli mówisz o tym co MY możemy zrobić jako uczestniczki i uczestnicy, to już jest inaczej. Zadawanie pytań przed sesją, niezostawanie w miejscu gdzie prowadzący się obraża na pytanie o bezpieczeństwo - to działa, nawet bez certyfikatów.
a mam takie głupie pytanie może - czy pytanie prowadzącego przed sesją "co pan zrobi jak coś się stanie?" nie jest trochę niezręczne? mnie by było głupio, bo jakby sugeruje że im nie ufam. albo że oczekuję że coś złego się stanie. nie wiem, może przesadzam ale takie mam odczucie
właśnie tak zadałam to pytanie na tym jednym dobrym spotkaniu które opisywałam. z tego co pamiętam, dosłownie te słowa. I prowadząca od razu powiedziała "mamy telefon pod ręką, znam podstawy pierwszej pomocy, zatrzymujemy sesję na sygnał kogokolwiek". Zero obrażania się, zero dziwnych spojrzeń. Jakby czekała na to pytanie. I to mi dało więcej spokoju niż jakikolwiek certyfikat na ścianie 🙁
