Dobra, trochę zagubiłam się w tej rozmowie bo ona poszła w różne strony 🙂 Wracam do czegoś bardzo konkretnego bo mnie to dotyczy. trudno powiedzieć, mam za kilka dni pogrzeb kogoś bliskiego i czytam ten wątek żeby się w jakiś sposób przygotować. Z tego wszystkiego co tu jest, co jest NAPRAWDĘ ważne żebym zrobiła PRZED pogrzebem? Nie po, tylko przed. Czy coś takiego w ogóle jest? 😉
Nie chcę psuć nastroju, ale to z kamieniami to trochę naciągane jako "ochrona". że tak powiem, hematyt i turmalin są ładne i mogą działać jak kotwica psychologiczna, ale żeby twierdzić że cię ochronią energetycznie przed żałobą to byłabym ostrożna. Sama używam różnych przedmiotów przy rytuałach ale nie przypisuję im właściwości których nie są w stanie mieć. Novaria, najlepsza ochrona to świadomość i przygotowanie, a nie kamień w kieszeni.
Hej ale chwila bo te rzeczy się chyba nie wykluczają? To znaczy kamień jako kotwica psychologiczna I świadomość i przygotowanie, to może być jedno i drugie razem. moim zdaniem, mnie ta dyskusja bardzo pomogła właśnie przez to że tu jest i praktyka i myślenie o tym dlaczego coś działa
Dobra, wróciłam żeby powiedzieć jak poszło, bo kilka osób mi tu pomogło i czuję że powinnam. Miałam ten pogrzeb i... Wrzosianka, to uziemienie rano naprawdę pomogło. Zjadłam porządne śniadanie, stałam boso chwilę i miałam ten hematyt od Kostromy w kieszeni. Nie wiem czy to był kamień czy moja głowa, ale byłam bardziej w sobie niż się bałam że będę. Jedna rzecz mnie zaskoczyła - ta ciężkość w klatce to nie było serce, to było wyżej, gardło. Siedziałam i nie mogłam przełknąć śliny przez długi czas.
Ten temat z gardłem to ciekawe bo go tutaj nie poruszałyśmy wcześniej. Mam w notatkach że pracując z grupą po różnych trudnych wydarzeniach faktycznie ta czakra gardła wychodziła częściej niż by się mogło wydawać. Ludzie mówili o ścisku, o tym że nie mogą śpiewać, o tym że mówią ciszej przez jakiś czas. Ja to wiążę z tym co Wrzosianka powiedziała o niedokończonych słowach, ale zastanawiam się czy nie ma tu też czegoś z oddechem - jak płakanie jest zatrzymywane to gardło przejmuje ten blok. czy ktoś próbował coś konkretnego żeby to puścić? 🙁
Dobra ale tu mam pytanie do Kostromy i w ogóle do wszystkich którzy mówią o kamieniach przy konkretnych czakrach - skąd te przypisania kolorystyczne? Bo mam wrażenie że to jest bardzo XX-wieczny zachodni pomysł i że większość tych kombinacji kamień-czakra to jest po prostu kolor do koloru, błękitny kamień przy błękitnej czakrze. Czy jest jakieś starsze źródło dla tych przypisań czy to jest dosłownie estetyka? 🙂
No właśnie to co Simargl pisze o intencji to jest ważne rozróżnienie. Ale mam inne pytanie do Kostromy - ten rytuał z głosem, czy on wymaga jakiegoś konkretnego przygotowania, czy po prostu siadasz i zaczynasz? Bo wydaje mi się że jak ktoś jest świeżo po pogrzebie i dużo w środku siedzi to może to być albo bardzo uwalniające albo bardzo przytłaczające zależy od człowieka.
Jeszcze o tym co Novaria napisała o płaskim głosie przez te kilka dni. To mnie uderzyło bo sama coś podobnego miałam, tylko nie po pogrzebie a po bardzo trudnej rozmowie z kimś bliskim. Zastanawiam się czy mechanizm jest podobny, czyli czy blok gardła nie jest bardziej ogólny przy traumatycznych momentach, nie tylko tych związanych ze śmiercią. Sageo, czy masz zdanie na ten temat bo ty wydajesz się znać te schematy?
ojejku ojej, śledzę tą dyskusję o gardle i mi to wszystko brzmi... no no dobra, rozumiem logikę symboliczną, słowa które nie dotarły i tak dalej. ale czy to nie jest zbyt piękne żeby być precyzyjne? Tzn. skąd wiemy że to jest "blok gardła" a nie po prostu napięcie mięśni od płaczu albo od zaciskania zębów żeby nie płakać, co na pogrzebie ludzie robią masowo? Pytam serio, bo może jedno i drugie jest prawdą, ale nie wiem jak to rozróżnić.
Ale hej, czy to nie jest trochę tak że Izoldka i Selena zakładają że te dwa wyjaśnienia muszą się wykluczać? Bo ja tak nie myślę. chyba, ciało reaguje napięciem mięśni I coś się dzieje energetycznie, tak jak zepsuty silnik zarówno nie odpala jak i robi dziwne dźwięki - to ten sam problem widziany przez różne "języki". albo się mylę?
Hej, trochę off-topic morze ale mi to co Rydwan napisała o tym że ciało przechodzi przez ogromne przeżycie skojarzyło się z czymś. Mój dziadek, pamiętam że przy trumnie dosłownie nie czułem nóg, takie odrętwienie od kolan w dół. myślałem ze to zimno albo stres ale teraz się zastanawiam czy to jest ta czakra podstawy o której ktoś na początku pisał? To uczucie że jestem jakby nieprzytwierdzony do podłogi.
Sorki że wpadam tak nagle, Czytam ten wątek i widzę że dużo mówicie o tym co dzieje się podczas pogrzebu i przez kilka dni po. Ale co z sytuacją kiedy ktoś jest na wielu pogrzebach w krotkim czasie, tak jak zdarzają się serie w rodzinie kiedy jest jakas choroba? Czy to się sumuje jakoś energetycznie, czy każdy pogrzeb to oddzielna sprawa dla czakr? 😀
eh, wchodzę tu bez zaproszenia, Czytam ten wątek i widzę że dużo mówicie o tym co dzieje się podczas pogrzebu i przez kilka dni po. Ale co z sytuacją kiedy ktoś jest na wielu pogrzebach w krótkim czasie, tak jak ja miałem rok temu, trzy pogrzeby w ciągu dwóch miesięcy. Czy to się kumuluje? Bo po tym trzecim czułem się jakoś inaczej niż po pierwszym, trudno to opisać, jakby ciężej, bardziej przygnieciony, i niewiem czy to była po prostu kumulacja smutku czy coś więcej.
To co Bogdan opisuje jest czymś o czym chciałam powiedzieć od jakiegoś czasu, bo mam w notatkach kilka obserwacji z rozmów z osobami które przechodziły przez intensywne okresy strat. Nie tylko trzy pogrzeby, ale też sytuacje kiedy ktoś pracuje na oddziale intensywnej terapii albo po prostu jest tym w rodzinie który "wszystko ogarnia". i zawsze pojawia się ten moment kiedy opisują coś podobnego do Bogdana, takie ściemnienie, jakby filtr na wszystkim. Ciekawe czy to jest wyłącznie przeciążenie emocjonalne czy faktycznie coś w polach energetycznych.
Czytam to wszystko o kumulacji i mam mieszane odczucia. tak mi się wydaje, nie kwestionuję że Bogdan czuł się po trzech pogrzebach gorzej niż po jednym, to jest całkowicie zrozumiałe psychologicznie, trzykrotna konfrontacja ze śmiercią w krótkim czasie to ogromne obciążenie dla układu nerwowego. Ale czy musimy to od razu tłumaczyć kumulacją energii żałoby? Może po prostu ciało i psychika nie wyrabiają z przetwarzaniem tylu bodźców emocjonalnych i to jest wyjaśnienie wystarczające?
ojej a ja mam pytanko do Bogdana bo nie bylo odpowiedzi - czy po tych trzech pogrzebach robiłeś cokolwiek żeby zadbać o siebie? Bo to wazne, nie w sensie ezoterycznym tylko w ogole, czy miałes kogo do rozmowy, czy spałes normalnie, czy jakos funkcjonowałes? Bo czasem jak sie kumuluje tyle ze mówisz to po prostu cialo mowi dość i to sie objawia własnie jako ta ciężkosc o której piszesz
To co Bogdan opisuje, bycie tym który "ogarnia" i brak płaczu podczas samego pogrzebu, to jest coś do czego wracam w myślach wiele razy przy takich rozmowach. Ciało które jest w trybie działania nie przetwarza, odkłada. I potem to odłożone wraca, ale już nie w kontekście, który by mu pomagał, wraca nagle, bez ramy, i to jest o wiele trudniejsze do udźwignięcia. Niezależnie od tego jak to nazwiemy energetycznie czy psychologicznie, to jest prawdziwy mechanizm który znam z własnego doświadczenia i z rozmów z wieloma osobami.
Bogdan, to co opisujesz o płaczu który nie przyszedł, to mnie trochę zatrzymuje. Jak się zastanawiam nad całą tą dyskusją o blokach gardłowych i czakrach, to mi się wydaje że te bloki nie są przypadkowe, że ciało w pewien sposób "wybiera" co zatrzymać żeby przetrwać sytuację. I to może być adaptacyjne na chwilę, ale kiedy zostaje na dłużej to zaczyna ciążyć. Czy coś puściło w końcu, ta fala którą opisałeś jako uderzenie "znikąd"? 😛
mhm, chcę wrócić do czegoś co Wrzosianka powiedziała wcześniej o uziemieniu i czakrze podstawy bo wydaje mi się że w całej tej rozmowie trochę gubimy praktyczny wymiar. Dużo mówimy o tym co się dzieje i dlaczego, ale mniej o tym co z tym zrobić. Dla kogoś kto idzie na pogrzeb i wie że jest wrażliwy energetycznie, jakie są konkretne rzeczy do zrobienia zanim tam pójdzie? I po? Bo dla nowych to jest chba najważniejsza informacja praktyczna 🙂
oho ho, dobra, Czarodka ma rację że zboczyłyśmy od praktycznej strony. Zanim pójdziesz na pogrzeb jeśli wiesz że jesteś energetycznie wrażliwa, kilka rzeczy które ja robię i które polecam z doświadczenia: po pierwsze uziemienie rano, stopy na ziemi, dosłownie, kilka minut świadomego oddychania z uwagą na stopy i nogi. Po drugie intencja ochrony, nie musi być skomplikowana, wystarczy świadome postawienie granicy między tym co twoje a tym co cudze. Po trzecie po powrocie koniecznie zmiana ubrań i prysznic, to nie jest magia to jest po prostu wyzerowanie sensoryczny. I jeśli masz kamienie to czarny turmalin lub obsydian w kieszeni, nie jako talizman tylko jako kotwicę uwagi. ale to wszystko działa o wiele lepiej jeśli jest regularne, nie tylko przy takich okazjach.
Czarny turmalin w kieszeni - rozumiem logikę kotwicy uwagi którą Wrzosianka podaje, to jest coś konkretnego. Ale mam pytanie, czy to musi być akurat turmalin czy to jest ten sam mechanizm z każdym ciemnym kamieniem? Bo widzę że Kostroma wcześniej mówiła o różnych kamieniach i miałam wrażenie że przypisania są dosyć arbitralne.
ojoj, no i to co Kostroma mówi to włanie ta "elastyczność" ezoterycznych zaleceń która sprawia że trudno je w ogóle zweryfikować. jeśli o mnie chodzi, "Działa każdy kamień do którego masz stosunek" to znaczy że tak naprawdę działa stosunek, nie kamień. Co jest uczciwe i sensowne, ale wtedy kamień jest tylko rekwizytem do skupienia uwagi na intencji, nie żadnym energetycznym sposóbm. Czy ktoś z was się z tym nie zgadza?
przepraszam ze sie wtrącam ale mam pytanie może głupie, czy jak nie masz przy sobie żadnego kamienia to po prostu nie masz żadnej ochrony? bo nigdy nie noszę takich rzeczy i teraz się trochę martwię po tym co czytam
Nawiązując do tego co powiedziała Rydwan o "odłożonym" przetwarzaniu bo to mi się jakoś mocno klei do własnych obserwacji. w sumie, byłam na pogrzebie mojej cioci i przez cały czas funkcjonowałam normalnie, rozmawiałam z krewnymi, organizowałam kwestę na wieniec i tak dalej. A potem w domu, sama, przy myciu naczyń, nagle poczułam jak coś otwiera się w środku. I ten moment przy zlewie był o wiele intensywniejszy niż cały pogrzeb razem wzięty. Zawsze zastanawiałam się dlaczego tak, i chyba to wyjaśnienie z "trybem działania" jest najbliższe temu co czułam
... i wróciłam do domu, usiadłam, i w ogóle nie mogłam się zebrać do niczego przez resztę dnia. Jakby ktoś wyjął ze mnie powietrze. I rozumiem teraz co Rydwan miała na myśli z tym odkładaniem, bo ja przez cały pogrzeb byłam w trybie "działaj", a jak już nie było co robić to to wszystko gdzieś wróciło. Nie wiem jak to nazwać, energia, nerwy, wszystko jedno, ale efekt był bardzo wyraźny 😛
Dołączam się do tego wątku z Melanijką i Chors01 bo mi to jest bliskie. u mnie tak jest, odkąd zaczęłam wogóle zwracać uwagę na to jak się czuję po takich sytuacjach (nie tylko pogrzebach ale np. po szpitalnych odwiedzinach, po rozmowach z kimś bardzo chorym), to zauważyłam że mam swój własny "podpis" - zawsze najpierw jest ta pozorna normalność a potem godzinę, dwie później coś siada. Zaczęłam to notować i to jest naprawdę powtarzalny wzorzec. Ktoś jeszcze tak robi, te notatki?
Wtrącę się bo temat notatek wydaje mi się naprawdę sensowny niezależnie od tego czy ktoś myśli o tym przez czakry czy nie. tak myślę, to jest zwykłe samoobserwowanie. I tak właściwie to jest jedyna metoda weryfikacji, czy dana praktyka "działa" na mnie, czy nie. Bez notatek wszystko jest "jakby pomagało" bo pamięć jest zawodna i zapamiętujemy głównie to co potwierdzało nasze wcześniejsze przekonania. Więc Sigilia, naprawdę dobry pomysł.
