Chcę zapytać o coś innego bo siedzę nad tym wątkiem dłuższą chwilę i zastanawia mnie jedna rzecz. no, sporo tu mówiliśmy o ochronie przed "wchłonięciem" energii żałoby, ale czy ktoś zastanawiał się czy to wchłonięcie jest zawsze złe? Mam na myśli, czy jest jakiś sens w tym że pozwalamy sobie na to przejąć, jako forma bycia z kimś w tym bólu naprawdę, nie za szybą?
to da się tego naprawdę nauczyć? bo ja mam wrażenie że po prostu taka jestem, że zawsze biorę na siebie cudze emocje i nie wiem jak nie brać, to jakby nie moja decyzja
Podglądam tę rozmowę o tym "byciu we własnym centrum" i mam takie pytanie może naiwne - jak to w ogóle rozpoznać? Serio, nie kpię, po prostu nie wiem jak miałabym stwierdzić że jestem we własnym centrum a nie nie jestem. w każdym razie, co to fizycznie oznacza albo jak się to czuje?
