Wierzchosława, relaksacja z intencją to nie to samo co relaksacja bez. I serio uważam że to rozróżnienie jest ważniejsze niż spór o terminologię. Jak ktoś siada i świadomie kieruje uwagę w obszar serca z konkretną intencją - "chcę zobaczyć gdzie się blokuję" - to jest inny stan niż samo oddychanie. Czy to jest anahatą? Może jest, może nie. Ale działa inaczej.
ojej ojej, dobra, ja tu wejdę z boku. Mnie bardziej interesuje pytanie Gustwy z poprzedniej strony, bo nikt tak naprawdę nie odpowiedział. ile czasu od "widze" do "zmieniam"? Bo ta rozmowa kręci się wokół procesu, ale nikt nie daje nawet przybliżonego zakresu
dzięki że wróciłeś do tego, bo ja się zgubiłam w tym wątku o anahacie. Też czekam na odpowiedź.
Na "ile czasu" nie ma odpowiedzi którą można podać jak receptę, i każda konkretna liczba byłaby nieuczciwością. chyba, ale mogę powiedzieć coś innego. To co zwykle obserwuję u osób pracujących z auto-sabotażem, to nie jest liniowe przejście od widzenia do zmiany. To jest spirala. Widzisz, próbujesz, wpadasz znowu w wzorzec, ale wypadasz z niego szybciej niż poprzednio. I to jest właśnie zmiana, tylko nie taka na którą czekamy.
spirala brzmi ładnie ale trochę jak wymówka żeby nie mówić wprost że to trwa latami 😉 czy ja źle rozumiem?
U mnie jest pytanie bo mnie nurtuje od jakiegoś czasu - czy mozna w ogole pracować z auto-sabotażem samodzielnie przez czakry czy jednak trzeba kogos z zewnątrz? Bo czytam i widzę że wiele z tego wymaga ze ktos ci powie co czujesz, ale czy naprawdę nie można samej? 🙁
można samej, ale jest jedno ryzyko. Jak pracujesz sama, to ten sam umysł który sabotuje jest też tym który obserwuje. moim zdaniem, to jest pętla. Zewnętrzne spojrzenie, czy to terapeuty, czy energoterapeuty, czy kogoś bliskiego kto po prostu słucha, przerywa tę pętlę. Nie musisz chodzić do guru, ale całkowita samotność w tej pracy ma swoje ograniczenia.
dobra, bo muszę powiedzieć że ten wątek mi daje dużo, ale trochę się zgubiłam. jak by nie patrzeć, mogę zapytać o coś bardzo konkretnego? Wróciłam do tego co Pucharka mówiła o tych małych aktach woli. Próbowałam w tym tygodniu. Stałam przed jedną taką sprawą którą normalnie bym odłożyła i zrobiłam. Ale potem poczułam dziwne zmęczenie, jakby wyczerpanie. Czy to normalny efekt tej pracy z manipurą?
Zenobka, tak. To jest dokładnie ten efekt. Manipura jest centrum woli i jak ją rzeczywiście używasz, szczególnie gdy wzorzec sabotażu był długo, to jest jak pierwszy trening po przerwie. Mięsień był nieużywany. To zmęczenie nie jest złe, to jest znak że coś realnie zadziałało. Co ważne, nie rób po tym od razu kolejnego "aktu woli", daj sobie dzień.
o, ja miałam bardzo podobne zmęczenie i myślałam ze coś robię źle. jakoś tak, ulga że to normalne. A Pucharka, to że dałaś dzień przerwy - czy to nie spowalnia całego procesu? Pytam serio bo zawsze wydaje mi się że przerwy to cofanie się.
Odbijając od tego sporu Wierzchosławy z Florką, bo mnie to nie opuszcza. tak przy okazji, myślę że obie mają rację ale mówią o czymś innym. Wierzchosława ma rację że samo nazwanie "to anahata" nic nie zmienia. Florka ma rację że intencja skierowana w ciało działa inaczej niż bez intencji. Pytanie brzmi: czy potrzebujemy systemu czakr żeby mieć tę intencję? I tu nie wiem. Może nie. Ale może dla niektórych osób ten konkretny język jest tym co pozwala intencję w ogóle sformułować 😉
to co Feliks napisał na końcu mnie zatrzymało. że dla jednych mapa czakr pomaga, dla innych przeszkadza. ale jak to sprawdzić z góry? bo jak ktoś dopiero zaczyna pracę z auto-sabotażem, to skąd ma wiedzieć czy ta struktura mu pomoże czy ją zablokuje?
włanie, to jest dobre pytanie. ja np. w ogóle nie wiedziałam że coś takiego jak mapa czakr istnieje zanim tu trafiłam, i jakoś nie przeszkadzało mi to że nie miałam struktury. ale może właśnie dlatego nic się nie zmieniało
hmm, ale czy to nie jest trochę tak że każda praca ze sobą może być pułapką jeśli za bardzo wejdziesz w głowę? nie tylko czakry. może się mylę, psychologia też może wciągnąć w nieskończone analizowanie bez żadnej zmiany
Wierzchosława, to co opisujesz to jest realne ryzyko, ale ono dotyczy każdej etykietki. nazwiemy sobie coś "traumą", "wzorcem", "cieniem jungowskim" i też możemy dostać złudzenie że już rozumiemy. to nie jest wada czakr jako systemu, to jest wada ludzkiego umysłu który szuka domknięcia. mapa czakr dobrze stosowana daje obszar do pracy, nie wyrok
dobra, to może wróćmy do pytania Zenobki bo mi się wydaje że wątek się oderwał. ona pytała o konkretny moment - to uczucie kiedy widzisz jak się sabotujesz i coś w klatce piersiowej "szarpie". co z tym robić zaraz po tym sygnale, nie za tydzień, nie podczas medytacji, tylko w tym momencie kiedy to czujesz
o tak, właśnie o to mi chodziło. bo ta rozmowa jest bardzo bogata, naprawdę, ale trochę mi umknął ten konkretny moment. no, co robić kiedy to się dzieje na żywo? bo ja wtedy zazwyczaj albo zaczynam analizować albo po prostu odwracam uwagę 🙁
to zaraz po sygnale, kiedy jeszcze jesteś w tym - pierwsza rzecz to nie uciekaj z ciała. żeby było jasne, wiem że to brzmi dziwnie, ale większość ludzi w momencie dyskomfortu natychmiast idzie w głowę, zaczyna tłumaczyć, planować, oceniać. a tu chodzi o to żeby zostać z tym odczuciem przez chwilę, dosłownie kilka oddechów. bez nazywania co to jest. samo siedzenie z tym
Wybacz, ale mnie to nie przekonuje. to jest coś z czym mam ogromy problem szczerze mowiac. tak na marginesie, jak to sie dzieje to juz jestem w glowie zanim zdaze pomyslec zeby zostac w ciele. czy jest jakis sposob zeby sie przerwac szybciej?
ojej to jest takie proste a ja nigdy na to nie wpadłam. swoją drogą, dziękuję Pucharka, naprawdę. to jest jeden z tych małych rzeczy które wydają się oczywiste jak je piszesz, a człowiek sam do tego nie dochodzi. będę próbować
a co jeśli ktoś ma odwrotny problem, tzn. za bardzo zostaje w ciele i utknął w tym odczuciu nie mogąc wyjść? mnie to dotyczy bardziej niż ucieczka w głowę. i wtedy ta dłoń na klatce co? zwiększa ten stan?
tu wchodzi konkret i to mi się podoba. bo to jest coś co można zrobić, sprawdzić, zobaczyć czy działa. przynajmniej u mnie, niezależnie jak to nazwiemy energetycznie, to są techniki regulacji układu nerwowego i mają swoje uzasadnienie. chętnie widzę takie posty w tym wątku zamiast debaty o tym co jest prawdziwą pracą a co relaksacją
ale wróćmy jeszcze do tej anahaty na chwilę, bo Damianek właśnie nieświadomie pokazał coś ciekawego. to "utknięcie w odczuciu" versus "ucieczka w głowę" - to są dwa różne typy reakcji na auto-sabotaż, tak? i może to mówi coś o tym na jakiej czakrze jest główny wzorzec. ktoś kto ucieka w głowę ma inaczej zorganizowany problem niż ktoś kto grzęźnie w emocjach
to jak się w takim razie sprawdza który typ jesteś? jest jakaś metoda czy to tak trzeba latami obserwować siebie
jest jeszcze trzecia opcja, ktora pomijamy. ktoś kto ani nie ucieka w glowe ani nie grzęźnie w ciele, tylko po prostu odpływa. dysocjuje. ani myślenie ani czucie, jest jakby poza tym. i to jest zupełnie inny poziom blokady, bardziej podstawowy. muladhara, nie anahata
to co Emilek napisał na końcu dało mi do myślenia. że widzenie siebie przy auto-sabotażu to już dobry znak. bo ja się z tym zmagam od dawna i zawsze myślałam że skoro znowu to robię, to znaczy że coś ze mną nie tak. a tu nagle - masz, to jest postęp. jakoś mi to ulżyło
Zenobko, ja tak samo! zawsze myslalam ze jak widze swoj sabotaz to jest gorzej bo wiem i nic nie robie. w każdym razie, a ze to jest juz krok? to zmienia perspektywe calkowicie. choc nadal nie wiem co z tym dalej robic w praktyce
