Zastanawiam się ostatnio nad czymś i chciałam to tutaj rzucić bo może ktoś ma podobne przemyślenia. Mam wrażenie że problemy z czakrami nie są tylko "nasze własne", że to coś co się ciągnie przez rodziny. Moja mama miała okropne problemy z poczuciem własnej wartości, jej mama też, i teraz ja mam zablokowaną czakrę solarną prawie od zawsze. Czy to przypadek? Czy czakry w jakimś sensie "dziedziczą się" przez wzorce w rodzinie? I nie mówię tu o genetyce tylko o tym energetycznym odcisku który rodzice zostawiają na dzieciach. Ciekawi mnie szczególnie to, czy ktoś kto dorastał bez dobrych wzorców emocjonalnych w ogóle ma szansę naprawdę odblokować te czakry, czy to jest skazane na powrót zaburzeń.
To bardzo głęboki temat i dobrze że go poruszasz. Zaburzenia czakr w rodzinach to nie mit, widać to wyraźnie kiedy pracuje się z ludźmi dłuższy czas. Pierwsza czakra, czyli muladhara, jest według mnie najczęściej zaburzona u osób które dorastały w środowiskach niestabilnych, bez poczucia bezpieczeństwa. Dziecko wchłania energię rodziców dosłownie, szczególnie w pierwszych latach. jeśli matka jest chronicznie zablokowana w drugiej czakrze, to dziecko często idzie w podobnym kierunku, bo uczy się tłumić emocje zanim w ogóle wie że istnieje coś takiego jak emocje. ale to nie jest wyrok. Pytanie tylko czy w pracy z takimi blokadami trzeba iść głębiej i dłużej niż u kogoś bez tego bagażu
Hm, troche się tu zatrzymuje bo mam mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiem o czym mówicie i sam widziałem jak wzorce rodzinne wpływają na energie ludzi. Z drugiej strony, czy nie za łatwo jest powiedziec "mam zablokowaną czakre bo moja mama miala zablokowaną"? Mam wrazenie ze czasem to jest takie wygodne wytłumaczenie które zdejmuje odpowiedzialność z człowieka. tzn. serio pytam, nie dokuczam bo sam nie jestem pewien gdzie postawić granicę między dziedziczeniem energetycznym a po prostu nasladowaniem zachowan ktore się widzialo w domu.
Trzygłow dobrze to pyta bo to naprawdę jest granica która łatwo uciec. Powiem tak z własnej praktyki: mechanizm jest realny, ale to nie znaczy że jesteś bezsilny wobec niego. To co się dziedziczy to raczej wzorzec reakcji na stres, na relacje, na własne ciało. I ten wzorzec potem żyje w ciele, blokuje przepływ energii. Ale ważne jest to że świadomość tego już jest pierwszym krokiem do zmiany. Widziałam osoby z bardzo trudnych domów które przepracowały to do końca. I widziałam osoby ze spokojnych rodzin które nie potrafiły ruszyć z miejsca. Więc determinizm odpuście, ale mechanizm jest warty uwagi.
oj, hmm, to jest dokładnie to co czuję od dawna! Moja rodzina to był jeden wielki chaos emocjonalny i od kiedy zaczęłam pracować z czakrami to widzę wyraźnie że mam zablokowane dosłownie wszystko od serca w dół. Czakra serca się otwiera powoli ale te niższe to dramat. Jak w ogóle się bierze za coś takiego? Czy jest jakaś kolejność pracy z czakrami w takim przypadku, czy zaczynać od dołu?
Przepraszam że się wtrącę ale nie do końca rozumiem jednej rzeczy. z tego co pamiętam, piszecie o "wzorcach rodzinnych" i "energii rodziców" jakby to były synonimy. Czy to jest to samo? Bo mój tata na przykład był emocjonalnie niedostępny ale nie był jakimś złym człowiekiem, po prostu takim go wychowali. Czy to znaczy że przekazał mi jakąś złą energię, bo tego nie lubię jako określenia, czy raczej że po prostu nie nauczył mnie pewnych rzeczy i stąd moje czakry są takie a nie inne?
Jest coś co nazywa się w niektórych tradycjach "dziedzictwem karmy przodków" i to może być tu interesującym kątem. Nie chodzi tylko o wzorce zachowania ale o pewne niezamknięte energie które przechodzą przez linie rodzinne. Niektóre systemy numerologiczne też wskazują na powtarzające się liczby w rodzinach, wzorce dat, jakby pewne tematy wracały do rozwiązania. Nie wiem czy to jest "dziedziczenie czakr" wprost ale coś podobnego 🙂
Czuję że jest w tym coś głębszego niż samo "naśladowanie". co prawda, kiedy pracuję z ludźmi to widzę że pewne blokady mają taki charakter jakby były starsze od samego człowieka. Jakaś bezradność w pierwszej czakrze która nie pasuje do historii danej osoby, albo ból w czakrze serca który jest niemal archetypiczny. Nie wiem jak to nazwać, ale to nie jest tylko psychologia.
no i proszę, wchodzę do tematu bo to mi bardzo bliskie. U mnie w rodzinie był alkohol i wszystko co za tym idzie. Nie miałam żadnych wzorców zdrowych granic, zdrowej miłości itd. Jak zaczęłam pracę z czakrami to okazało się że mam dramat z czakrą gardła i z czakrą sakralną. Czakra gardła miała sens bo w domu nie wolno było nic mówić głośno ale sakralna mnie zaskoczyła. Terapeutka powiedziała że to przez tłumienie radości i przyjemności przez lata. Co ciekawe moja siostra ma podobne blokady mimo że nas różni 10 lat. Czy to nie jest właśnie dziedziczenie energetyczne?
Szczerze, to jest tak ważny temat że nie mogłam nie napisać. Dziękuję Marcelinka94 że to poruszałaś bo sama przez długi czas czułam ze moje problemy energetyczne to nie sa tylko moje. Mama nigdy nie okazywała ciepła, babcia podobno też nie, i ja mam wielki problem z czakrą serca i z integralnością w czakrze gardła. Pytanie do bardziej doświadczonych: czy praca z regresją do przeszłości rodziny w ogóle pomaga w takich przypadkach? Słyszałam o ustawieniach hellingerowskich i że to może dotknąć właśnie tych głębszych warstw.
Ustawienia hellingerowskie to temat rzeka i opinie są bardzo podzielone nawet wśród praktyków. Nie polecałabym wchodzić w to bez solidnego przygotowania i bez dobrego prowadzącego. Natomiast do pytania o pracę z linia rodzinną, tak, może być pomocne żeby zobaczyć skąd wzorzec pochodzi. Ale to nie zastąpi pracy z własnym ciałem i własną czakrą. To są dwa różne poziomy.
A jak to wyglada w praktyce ta praca z czakrami przy takim dziedziczeniu? Czy normalna medytacja na czakry wystarczy czy trzeba czegoś więcej? Pytam bo robiłam wizualizacje i trochę pomagają ale czuję że to nie dotyka sedna jakoś.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie które mnie trapi. Jeśli to jest dziedziczne czy energetycznie przekazywane przez pokolenia, to czy w ogóle ma sens próbować samemu, bez kogoś kto ma to z zewnątrz zobaczyć? Sama medytuję od jakiegoś czasu ale nie wiem czy robię to dobrze i czy trafia we właściwe miejsca. mam wrażenie że potrzebuję kogoś z zewnątrz ale nie wiem jak znaleźć kogoś godnego zaufania w tej dziedzinie.
Dobra, odpowiadając na swoje własne pytanie bo trochę doczytałam - chyba jednak ma sens próbować samemu, ale tylko do pewnego momentu. jeśli o mnie chodzi, czytałam że przy blokadach które są "rodzinne" w jakimś sensie, sama medytacja może nawet trochę pogłębiać problem bo dotykasz czegoś czego nie rozumiesz. Czy ktoś miał tak że medytacja na czakry zamiast pomagać, coś otwierała czego nie chciałaś otwierać?
ojej a ja właśnie intensywnie pracowałam z czakrą splotu słonecznego i ostatnio miałam takie dziwne stany, jakiś niepokój bez powodu, poczucie zagrożenia którego nie ma. myślałam że to znak progresu ale teraz się zastanawiam... hela84 co robić w takiej sytuacji, zatrzymać się?
No i tutaj znowu mam mieszane uczucia. Z jednej strony to co mówi Lonia75 ma sens praktyczny. no ale, z drugiej, skąd w ogóle wiesz że twój niepokój Lubczyk.2 pochodzi z tej medytacji a nie po prostu z twojego życia? Pytam serio, bo czasem ludzie przypisują swoje zwykłe stany emocjonalne do pracy z czakrami i to trochę zaciemnia obraz.
jejku, wiesz Lubczyk.2 ja miałam dokładnie tak samo po pracy z czakrą sakralną. jakoś tak, taki dziwny lęk, jakby coś się ruszyło ale nie do końca wyszło. potem ktoś mi powiedział żeby robić praktyki uziemiające PRZED i PO każdej sesji, nie tylko po, i to dużo zmieniło. teraz zawsze zaczynam od pierwszej czakry, robię kilka minut, i dopiero idę wyżej 😉
och, a mam takie pytanie trochę z boku bo czytam ten wątek i zastanawiam się - czy w ogóle można odróżnić "blokadę dziedziczoną" od blokady którą się nabyło samemu w dzieciństwie? bo przecież nabyłeś ją od rodziców ale to twoje doświadczenie, nie ich. gdzie jest granica
Szczerze? Myślę że to rozróżnienie jest bardziej teoretyczne niż praktyczne i niekoniecznie ma znaczenie dla samej pracy. Czy blokada jest "twoja" czy "odziedziczona", praca z nią wygląda podobnie. może różni się głębokość albo czas potrzebny na efekty, ale metody nie są aż tak różne. Nie wiem po co komplikować.
Trzygłow ma w tym sporo racji jeśli chodzi o praktykę. w każdym razie, choć powiedziałabym że to rozróżnienie MA znaczenie emocjonalne, nie zawsze techniczne. Kiedy klient rozumie że pewien wzorzec nie jest "jego wina" bo wchłonął go od rodzica który też go wchłonął od swojego rodzica, to zmienia nastawienie do pracy. Nie "jestem zepsuty", ale "niosę coś co teraz mogę odłożyć". To robi różnicę psychologicznie.
a co z kamieniami przy tej pracy? pytam bo widziałam że niektórzy polecają obsydian przy czakrze podstawy ale też czytałam że obsydian jest bardzo mocny i niedobry na start. Jak to jest na prawdę
o tak dziękuję Brygidka71 że to napisałaś! Ja też miałam pytanie o kamienie ale nie wiedziałam jak zapytać żeby nie wyjść na laika 🙂 mam obsydian od jakiegoś czasu i teraz się zastanawiam czy mi nie robi jakiegos zamieszania bo od kiedy go trzymam przy łóżku to mam bardzo intensywne sny. To może być powiązane? 😛
dziękuję! przeniosę go zaraz. A wracając do tematu bo trochę odeszliśmy, mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy praca z czakrami przy takim dziedziczeniu daje realne, widoczne efekty w codziennym życiu? Bo trochę boję się że będę to robić miesiącami i nic.
no właśnie, bo ja sobie szczerze wyobrażałam że to będzie bardziej. z tego co pamiętam, .. widoczne? Że coś poczuję wyraźnie albo będzie jakiś przełom. A tu tak jak Sabineczka62 mówi, raczej drobne rzeczy. Trochę mnie to frustuje ale ok, chyba po prostu za szybko chcę efektów 🙂
Trzygłow a to mnie z kolei zastanawia, bo jeśli nie da się tego sprawdzić, to po co w ogóle przypisywać to czakrom a nie powiedzmy zwykłej medytacji czy pracy nad sobą? Pytam szczerze, nie złośliwie, bo sama nie wiem na ile te czakry są mi "potrzebne" jako koncept czy mogłabym osiągnąć to samo bez całej tej siatki pojęć.
ojejku ojej, ale włanie przy tym temacie, dziedziczeniu przez pokolenia, ta siatka pojęciowa moim zdaniem MA znaczenie. trudno powiedzieć, bo pozwala zobaczyć wzorzec ponad pojedynczym człowiekiem. Bez niej patrzysz tylko na siebie. A tutaj chodzi o coś co przychodzi sprzed ciebie, z linii.
ja żeby wrocic troche do początku, bo tu padło pytanie Leontyny65 o te efekty i mi się przypomniało coś konkretnego. U mnie pierwszym sygnałem że coś się ruszyło nie był spokój ani radość, tylko takie... nasilenie starych rzeczy. Jakby zrobiło się gorzej zanim zrobiło się lepiej. I to mnie przestraszyło bardzo, bo pomyślałam że robię coś źle. Potem usłyszałam że to może być normalna część procesu. Czy ktos z was miał podobnie? 😛
