Ostatnio miałam taką sytuację że koleżanka z pracy dostała awans, a ja... no wiadomo, zostałam gdzie byłam. I zamiast się cieszyć za nią to czułam taki dziwny ścisk w klatce, coś między zazdrością a jakimś wstydem że w ogóle tak czuję. Zaczęłam się zastanawiać czy to ma związek z czakrami, bo gdzieś czytałam że porównywanie się do innych to energia która blokuje konkretną czakrę. Tylko nie wiem którą. Splot słoneczny? Serce? Albo może obie? Macie jakieś doświadczenia z tym bo czuję że to nie jest zwykła zazdrość tylko coś głębszego energetycznie
Ojej, to jest świetne pytanie i cieszę sie że ktoś to w końcu podniósł bo rzadko się o tym mówi wprost. Zazdrość o cudze szczęście to moim zdaniem jedna z bardziej złożonych energii jakie możemy w sobie nosić, bo ona uderza w kilka miejsc naraz. Splot słoneczny to pierwsze co się aktywuje, bo tam siedzi nasze poczucie własnej wartości i ta cała gra porównań, kto ma wiecej, kto jest lepszy, czemu nie ja. Ale czakra serca też dostaje po głowie, bo zazdrość to w gruncie rzeczy zamknięcie na miłość do siebie i do innych. Zablokowane serce to takie uczucie jakbyś w środku miała zaciśniętą pięść. Ty piszesz o tym ścisku w klatce, to jest właśnie ten sygnał. Mam wrażenie że u ciebie pracuje i splot i serce jednocześnie. A ta energia porównania o której piszesz to coś co ja nazywam roboczo wibracja kontrastu, czyli coś co pokazuje przepaść między tym gdzie jesteś a tym gdzie chciałabyś być. I to jest informacja, nie wyrok.
Dobra, ale czy ktoś sie zastanowił że ta zazdrość moze mieć kilka warstw i nie zawsze musi być o tę czakrę serca? bo jak mi było ze trzydzieści parę lat to miałem taki epizod, kolega kupił samochód, ja akurat byłem bez pracy, i to co czułem to nie był żal że on ma auto, tylko coś bardziej jadowitego, takie poczucie że wszechświat mnie olewa. I to jest według mnie bardziej pierwsza czakra albo nawet trzecia, nie serce. 🙂 Bo to nie było o miłości, to było o przetrwaniu i sprawczości
To co Seba pisze o pierwszej czakrze jest ciekawe, bo ja zawsze myślałam że zazdrość to tylko serce i splot, a tu wychodzi że podstawa tez może wchodzić w grę? ale w takim razie jak odroznic czy to podstawa czy splot daje te sygnały, bo fizycznie to przecież różne miejsca w ciele, prawda? Mam na myśli, da się to w ogole jakoś poczuć i odróżnić samemu czy trzeba kogoś do tego?
Moim zdaniem troszke za dużo filozofowania o czakrach a za mało zdrowego rozsądku. Zazdrość to emocja psychologiczna, nie energetyczna blokada. Można to przepracować afirmacjami i pracą z podświadomością, bez szukania czy to splot czy podstawa. afirmacje w stylu "ja mam dość" albo "sukces innych mnie inspiruje" działają na tę samą warstwę co te wasze czakry, tylko bez całej tej narracji
Czytam to i zastanawiam sie czy to nie jest tak że ta cała "energia porównania" to w sumie my sami ją nakręcamy, np. 😛 przez media społecznościowe gdzie ciągle widzi się co inni mają, co inni osiągają. I to może być takie ciągłe drażnienie tych czakr bez przerwy, bez żadnej chwili spokoju żeby się zregenerować? Pytam bo sama mam z tym problem i nie wiem od czego zacząć
A jak w ogóle można poczuć że czakra serca jest zablokowana przez zazdrość? Tzn. jakie są fizyczne sygnały poza tym ściskiem o którym pisze Danka, bo ja nigdy nie wiedziałam jak to rozpoznać
Wracając do tego co pisała Danka na początku bo wydaje mi się że wątek troszke odszedł od sedna. Ona opisała bardzo konkretną sytuację, zazdrość o awans koleżanki, i to uczucie wstydu potem. I mnie zastanawia czy bioenergoterapia w ogóle wchodzi tu jako realna opcja regeneracji, czy jest to raczej temat do medytacji i samopracy? Bo bioenergoterapia kojarzy mi się bardziej z leczeniem przez energie a nie z przepracowywaniem emocji
A czy ktoś z was miał osobiste doświadczenie z bioenergoterapeuta właśnie w kontekście takich emocji, zazdrości, porównywania się? Bo jedno to teoria a drugie to jak to wyglada w praktyce na sesji. Co taki terapeuta w ogóle robi, jak to przebiega?
Właśnie tego mi brakowało w tej dyskusji, konkretów o tym jak to wygląda od środka. Bo rozumiem że czakry reagują, rozumiem że splot i serce i może wstyd w gardle, ale co z tym zrobić poza medytacją i unikaniem social mediów? Czy do kogoś trzeba iść czy można to samemu jakoś przepracować?
no dobra, Danka pyta o konkrety, to spróbuję opowiedzieć jak wyglądała moja jedna sesja z bioenergoterapeuta, bo akurat miałem coś zbliżonego tematycznie. terapeuta zaczął od tego ze poprosił mnie żebym powiedział co czuje i gdzie, bez filozofowania. potem pracował rękami nad ciałem, nie dotykając bezpośrednio, i pytał czy czuję ciepło, mrowienie albo cokolwiek w okolicach mostka i splotu. i wiesz co, faktycznie coś czułem, jakby lekki ucisk który stopniowo odpuszczał. nie powiem że wyszedłem odmieniony ale było jakieś rozluźnienie. czy to przez czakrę czy przez placebo? szczerze niewiem. ale fizyczny efekt był.
ojejej, ojej Seba a ile trwała taka sesja? i jak go znalazłeś, tzn czy to był ktoś polecony czy przez internet? pytam bo jak słucham tego co piszecie to mam wrażenie że ta bioenergoterapia to trochę jak czarna skrzynka, że albo działa albo nie i nigdy nie wiadomo dlaczego 🙂
no właśnie, "nieuregulowany rynek" to jest sedno problemu o którym tu nikt nie mówi wprost. idę do kogoś kto może nie mieć żadnego przygotowania, płacę za sesję i liczyć na to, że "pole energetyczne" zostanie naprawione? rozumiem że ludzie szukają różnych dróg ale przy takich emocjach jak zazdrość i wstyd naprawde efektywniej byłoby pójść do psychologa. to nie jest atak, to jest sugestia oparta na tym że psycholog ma przy najmniej weryfikowalną metodę.
wracając do pytania Danki, bo chcę odpowiedzieć konkretnie. na sesji fokusującej się na czakrach i emocjach takich jak ta zazdrość/porównanie, terapeuta zazwyczaj najpierw skanuje pole energetyczne, tzn przesuwa dłonie wzdłuż ciała i szuka miejsc gdzie energia jest zagęszczona albo "pusta". potem pracuje nad tymi miejscami, najczęściej splotem i sercem w przypadku takich emocji. część terapeutów używa intencji i wizualizacji, część działa bardziej manualnie. na koniec jest zazwyczaj uziemienie, tzn praca z podstawą. nie zawsze jeden raz wystarczy, przy głębszych blokadach to może być kilka sesji.
okej Energetyczko, to zaczyna być bardziej konkretne. ale mam pytanie bo trochę mnie to zastanawia, piszesz o "skanowaniu pola energetycznego" - jak terapeuta wie że trafił w to miejsce? tzn czy to jest coś co sam czuje w rękach, czy pyta pacjenta, czy moze jakoś inaczej to wygląda? bo wyobrażam sobie że to musi być dosyć... subiektywne po obu stronach?
Danka to bardzo dobre pytanie i tak, to jest subiektywne po obu stronach, ale to nie znaczy że bez sensu. dobry terapeuta będzie pytał co czujesz, będzie pracował dialogowo a nie w ciszy. ja miałam sesje gdzie terapeuta mówił "czy czujesz tu coś ciepłego" i faktycznie czułam zanim zdążył mi powiedzieć co robi. zbieżność? może. ale to powtarzało sie kilka razy w tej samej sesji i to mnie przekonało że coś w tym jest 😀
ten spór między Mamunaa a Antaresaa to jest właśnie ten węzeł ktory jest trudny do rozwiązania bez badań, a badania nad bioenergoterapią są nieliczne i mają różną jakość metodologiczną. to co mogę powiedzieć to że efekt placebo jest realny fizjologicznie, tzn powoduje mierzalne zmiany w ciele, więc "to tylko placebo" to nie jest tak mała rzecz jak się wydaje. z drugiej strony nie jest to też dowód na istnienie pola energetycznego. można być z tym w tej niejednoznaczności albo nie.
no wlasnie Gorzysława ma rację, bo nie każdy ma dostęp do dobrego terapeuty albo chęć i srodki żeby szukać. a ta zazdrość-porównanie to jest coś z czym ludzie mierzą sie codziennie, nie raz na rok. więc co z tego można wziąć i zastosować samemu, to by mnie bardziej interesowało praktycznie?
ojjj, skoro pytacie o samodzielną pracę, powiem kilka rzeczy, ale zastrzegam że to uproszczenie bo bez wyczucia własnego ciała to trudno robić dobrze. przy czakrze serca pomaga praca z oddechem, konkretnie świadome wydłużanie wydechu, bo to aktywuje nerw błędny i fizycznie rozluźnia mostek. przy splocie słonecznym pomocne jest uziemienie, dosłownie chodzenie boso, kontakt z ziemią, cokolwiek co przywraca poczucie stabilności. kamienie takie jak różowy kwarc czy awenturyn mają tradycyjnie przypisane działanie przy sercu, nie powiem że to pewnik, ale praca z intencją przy kamieniu to realna technika skupiania uwagi.
okej ale jak długo to trzeba robić żeby poczuć efekt? bo z tym oddechem to słyszałam już sto razy i nigdy nie wiem czy robię dobrze czy nie. czy jest jakaś konkretna technika z minutami albo powtórzeniami? troszke mam dość ogólników :/
a ja mam inne pytanie do tej dyskusji bo nikt jeszcze nie poruszył wątku, co z tą zazdrością po tym jak ją już "poczujemy i zidentyfikujemy". tzn Danka opisała że potem przyszedł wstyd że w ogóle tak pomyślała. i to wydaje mi sie równie ważne, bo to zamknięcie siebie w poczuciu winy za normalną emocję chyba tylko pogarsza tę blokadę?
ta pętla którą opisuje Danka jest bardzo znajoma i mysle że właśnie tu jest clue całej dyskusji. zazdrość jako emocja to impuls, on trwa moment. ale ten wstyd i samokrytyka po nim to jest nakładka mentalna która może siedzieć tygodniami. i to właśnie ta nakładka może blokować czakrę długoterminowo, bardziej niż sam pierwotny impuls. czy ktoś to rozróżnia u siebie w praktyce?
Jemioła to dobre rozróżnienie. bo jak o tym myśle to u mnie ta pierwotna zazdrość o auto kolegi minęła dosyć szybko, to było parę godzin. ale to coś co potem siedziało, takie poczucie że jestem niewystarczający, to trwało dużo dłużej i bardziej mi dolegało fizycznie, taki ciężar w górnej części klatki. więc może ta praca z czakrami powinna być właśne o tym drugiego etapie a nie o samym impulse.
to co mówi Seba o tym "niewystarczalności" to mi bardzo gra bo właśne to uczucie to chyba rdzeń energii porównania o której jest ten temat. i zastanawiam się czy to może mieć związek też z czakrą gardła, bo u mnie jak mam taki stan to pojawia się taki ścisk jakby chciałam coś powiedzieć ale nie mogę. że ta zazdrość zostaje nie wyrażona i gdzieś utknęła. czy ktoś miał podobnie?
właśnie to uczucie to chyba rdzeń energii porównania o której jest ten temat. i zastanawiam sie czy to może mieć związek też z czakrą gardła, bo u mnie jak mam taki stan to pojawia się taki ścisk w gardle, jakby coś chciało wyjść a nie może. czy ktoś jeszcze tak to czuje czy to tylko ja?
no i tu widze że ta dyskusja zaczyna się robić ciekawa, bo to rozróżnienie między sakralną a solarną naprawde coś otwiera. bo jak teraz myślę o tej swojej zazdrości o auto kolegi, to ona miała chyba dwie warstwy. jedna to "chciałbym też mieć fajne auto" co jest bardziej sakralne, a druga to to głębsze "on jest lepszy ode mnie bo ma" i to jest już chyba to solarne poczucie niższości. i ta druga warstwa bolała bardziej i dłużej, co chyba pasuje do tego co Energetyczka mówi.
okej, to teraz mam konkretne pytanie do was wszystkich, bo chcę to dobrze zrozumieć. jeśli mam tę pętlę o której mówiłam, czyli zazdrość potem wstyd potem złość na siebie, to czy to sugeruje że te trzy czakry są po kolei zaangażowane? tzn najpierw solarna odpala, potem jakaś inna przy wstydzie, a potem przy złości na siebie znowu inna? bo zastanawiam się czy tak to działa liniowo czy bardziej wszystko naraz.
