To dokładnie opisuje co rozumialem przez ewolucję w tej pracy. nie chodzi o to że zawisc znika, tylko że zmienia charakter. U mnie bylo podobnie - zawisc zaczęła dotyczyć coraz głębszych rzeczy, mniej materialnych. Najpierw zazdroszcze komuś pieniędzy, potem zdolności, potem - i to jest trudne do przyznania - spokoju wewnętrznego
oj, ta ostatnia jest najgorsza. Zawiść o spokój. Bo to znaczy że dotknąłeś czegoś co naprawdę ty sam u siebie chcesz, i ten kontakt z własnym pragnieniem boli bardziej niż zawiść o cokolwiek zewnętrznego.
No dobra ja czytam was już od jakiegoś czasu i mam proste pytanie bo jakoś nikt tego nie powiedział - to w końcu co konkretnie robić? Bo teoria jest spoko ale ja jak czuję tą zawiść to kompletnie nie wiem od czego zacząć. Siedzę i co, tylko obserwuję? Oddycham? Kładę rękę? To za mało żeby to przepracować chba.
rety, aaaa, to chyba właśnie mój problem! Ja jak tylko czuję zawiść to od razu zaczynam wizualizować, afirmować, przepraszać siebie w myślach - taki cały protokół. A może powinnam najpierw po prostu... siedzieć z tym
kurcze, tak, siedziec z tym. I nie robić nic przez chwilę. Wiem że to brzmi banalnie ale to jest najtrudniejsza część bo my wszyscy jesteśmy wytrenowani do działania. Siedzialem kiedys z zawiścią przez całą godzinę medytacji, nie robilem nic tylko obserwowałem gdzie to siedzi i co chce mi powiedziec. Pod koniec okazało się że zawiść miała pytanie a nie żądanie
No dobra ale słuchajcie, ja to rozumiem że każdy ma swój "smak" emocji i swoje miejsce w ciele i to wszystko pięknie, ale to brzmi jakby ta wiedza przychodziła po miesiącach siedzenia. a ja mam tę zawiść teraz, w tej chwili, i nie mam miesięcy. co robię w tym tygodniu żeby jakoś to ruszyć?
Aaaa, dobra, ja zrobiłam to co Metody68 opisał - usiadłam i po prostu siedziałam z tym bez robienia czegokolwiek. I wiesz co? Zaczęłam płakać po jakichś 10 minutach i nie miałam pojecia dlaczego. Czy to znaczy ze cos sie otworzylo czy ze po prostu byłam przebodźcowana i to w ogóle nie miało związku z zawiścią? 🙂
Leontynka, płakanie bez konkretnego powodu w trakcie takiej pracy to jest bardzo, bardzo stary znak. jakoś tak, ciało zaczyna oddawać coś czego głowa jeszcze nie nazwała. Nie ma co tego szufladkować od razu jako "to była zawiść" albo "to był stres". Wystarczy że było
Do kwestii którą Franek podniósł wcześniej o ewolucji między epizodami - mam wrażenie że ta zmiana charakteru zawiści o której pisałem (od materialnej do głębszej) idzie równolegle ze zmianami w samym ciele. jak zazdroszczę komuś kasy to czuję to inaczej, bardziej powierzchownie, niż jak zazdroszczę spokoju. ta druga siedzi dużo głębiej i długo po tym jak myśl mija, coś jeszcze tętni. Ktoś miał podobne obserwacje?
Mam to samo i mam to w notatkach. zawiść o rzeczy zewnętrzne - wysokość w ciele, blisko skóry, szybko mija. zawiść o cechy, o stany wewnętrzne - głębiej, wolniej schodzi, i potem dochodzi do mnie że to był komunikat o czymś czego sam od siebie chcę. to jakby ta głębsza warstwa było wskazówką kierunkową, a nie tylko bólem.
ojej, słuchajcie a co z kryształami podczas tej pracy? Bo przy zawiści to bym pomyślał o labradoricie albo malachicie - jeden wycisza porównywanie, drugi wyciąga to co zaległo. Ktoś próbował coś trzymać przy sobie podczas tej obserwacji ciała?
Do tego co Trzygłow napisał o tętnieniu które zostaje - to jest właśnie ta warstwa gdzie ta ewolucja jest najbardziej widoczna. Na początku zawiść to jest reakcja, coś co cię uderza i mija. Potem, jak pracujesz z tym dłużej, zaczyna być sygnałem. A sygnał musi pobrzmiewać żebyś go usłyszał, stąd to tętnienie. Ciało daje ci więcej czasu na odbiór 🙂
Tego akurat nie łykam. może i nie w porę, ale się odezwę, ale mam pytanie - czy ta ewolucja którą opisujecie (od powierzchownej do głębokiej zawiści) to jest coś co dzieje się samo jak się regularnie medytuje, czy trzeba robić coś konkretnego żeby to przyspieszyć? Bo trochę brzmi jakbyście czekali aż coś samo dojrzeje.
Hm, ale ta aktywna obecność to jak wygląda w praktyce? Bo dla mnie brzmi to jak coś między medytacją a terapią i nie wiem gdzie jest granica. Kiedy to jest praca z czakrami a kiedy po prostu siadasz z emocją jak na terapii?
To ciekawe pytanie Rydwan i nie jestem pewien że ta granica jest ostra. Dla mnie różnica polega na tym że przy pracy z czakrami kieruję uwagę na konkretne miejsce w ciele i na energie która tam jest, a nie na historię i na to co mi kto zrobił. Na terapii rozmawiamy o narracji, tu rozmawiamy z cialem bezpośrednio. Ale efekty bywaja podobne
Przepraszam ze dopytam bo się trochę zgubiłam - czy jak ktoś tu mówi "obserwuję gdzie to siedzi" to chodzi o dosłowne fizyczne uczucie w ciele, jak napięcie mięśni, czy o coś bardziej... subtelnego? Bo jak próbuję to sama robić to nie wiem czy szukam właściwej rzeczy
coś ty, okej, Edek_60, dobra, zaczynam od fizycznego - czuje takie napiecie, coś w klatce, trochę jakby ktoś mi rękę tam włożył i sciskal. przynajmiej tak to widzę, to jest zawiść czy zwykły stres? bo szczerze niewiem jak to odróżnić siedzac z tym
o! ja mam podobnie, to napięcie w klatce to jest to co najczęściej czuję jak widzę że komuś coś idzie lepiej niż mi. jak dla mnie, ale to chyba każdy trochę tak ma? albo nie? bo zaczęłam się zastanawiać czy moje ciało w ogóle umie mi coś powiedzieć czy po prostu reaguje na wszystko tak samo
przepraszam że się wtrącę ale mam pytanie do tej fizyczności - bo jak siedzę i próbuję zlokalizować gdzie to "jest", to czuje ze to sie przesuwa. w każdym razie, dosłownie, jak zaczynam na tym skupiać uwagę to uczucie zmienia miejsce. czy to normalne czy znaczy że coś robię źle? 😛
przy tym co Brzozka opisuje - to przesuwanie się to jest taka ciekawa rzecz bo mi się zdarzyło że śledziłem to uczucie jak idzie przez ciało i w pewnym momencie dotarłem do miejsca które mnie kompletnie zaskoczyło. nie klatka, nie brzuch, tylko gardło. i tam się zatrzymało. i to było przy zawiści o czyjś sposób mówienia, nie o rzeczy. ciekawe czy to przypadek
gardło przy zawisci o sposob mówienia to wcale nie jest dziwne. ja mam to samo kiedy zazdroszczę komuś tego że potrafi powiedzieć coś wprost i go sluchaja. jakby ciało wiedziało że chodzi o ekspresje, o głos, i tam to pakuje. to jest chyba wlasnie ta precyzja o której pisal Franek - te lokalizacje nie są przypadkowe
no i wlasnie, mam to w notatkach z kilku miesięcy i wynika z tego że lokalizacja przy zawiści o rzeczy (kasa, dom, ciuchy) to jest prawie zawsze okolice splotu słonecznego albo niżej. jak by nie patrzeć, przy zawisci o cechy - wyzej. przy zawiści o relacje albo o to jak ktos jest kochany - serce ale też gardlo. jakby cialo miało swoja mapę i ona jest powtarzalna
Musisz mi wybaczyć, ale nie. slyszalem o czyms takim ze jak kilka blokad jest w jednym obszarze to energia sie tam jakby "zlepia" i ciezko stwierdzic co jest czym. no ale, troche jak kilka nici zeplątanych w wezel. moze dlatego rozplątywanie tego jest długotrwale i jeden seans nie wystarczy
Anastazja ma rację że konkret jest ważny ale Zegota też ma rację że część tego jest trudna do opisania. że tak powiem, to nie jest sprzeczność - to jest ograniczenie języka. te dwie rzeczy mogą być prawdziwe naraz i nie trzeba z tego robić sporu
ojej ale ja mam wrażenie że ta cała rozmowa o lokalizacji i obserwacji zakłada że każdy od razu wie co czuje i gdzie. a co jeśli ktoś jest po prostu bardzo odcięty od ciała? bo ja jak próbuję tę obserwację to mam dosłownie... nic. jakby tam nikogo nie było. i co wtedy? 😛
U mnie jest odwrotnie niż Serpentynka - u mnie jest za dużo. przynajmniej tak to widzę, jakby każda emocja natychmiast gdzieś lądowała z całą siłą i trudno mi ją śledzić bo jest za intensywna żeby obserwować. brzmi znajomo komuś? bo nie wiem czy to jest łatwiejszy punkt startowy czy trudniejszy
właśnie to co Rydwan opisuje - to jest chyba coś co mi się zdarza. te łzy po 10 minutach o których pisałam wcześniej, zastanawiam się teraz czy to nie było właśnie wpadnięcie do środka zamiast obserwowania. bo nie miałam wrażenia że coś obserwuję, miałam wrażenie że to mnie zalewa
