Siedze od jakiegoś czasu z tym tematem i nie wiem jak go dobrze ugryźć, bo to delikatna sprawa. chodzi mi o zawisc, konkretnie o tę sytuacje, kiedy sam siebie przylapujesz na tym, że komus zazdroszczysz i... no, nie jest to piękny widok wewnatrz. Mnie interesuje co się wtedy dzieje z czakrami, bo wydaje mi sie, że to nie jest prosta sprawa jednej czakry. Czytałem różne rzeczy, jedni mówią serce (czwarta), inni że to splplot słoneczny (trzecia) i ego, a jeszcze inni że podstawa (pierwsza) bo to lęk o byt. Ktos miał takie obserwacje podczas medytacji, że potrafił zlokalizowac gdzie to siedzi? Bo ja mam wrazenie, że u mnie to jest gdzieś między trzecią a czwartą i ciężko mi to jednoznacznie przypisac.
To zależy od tego co jest źródłem tej zawiści, nie ma jednej odpowiedzi. mniej więcej, jak komuś zazdroszczysz sukcesu zawodowego albo władzy to klasycznie trzecia czakra, manipura. jak to jest o milosc, relacje, uznanie, to serce. A jeśli zawisc dotyczy bezpieczeństwa materialnego, komuś zazdroszczysz że ma dom, kase, stabilność, to często faktycznie korzeniowa. Pytanie do ciebie - czego konkretnie ci zazdrość dotyczyła kiedy to poczułeś? 🙂
No włanie bo zawiść to jest taka emocja, która rzadko jest czysta. Ona prawie zawsze jest nakładką na coś innego. Obserwowałem siebie przez dłuższy czas i widzę, że kiedy zazdroszczę komuś np. talentu czy uznania, to pod spodem jest coś w rodzaju... wstydu? Że ja tego nie mam albo nie potrafię. i ten wstyd to już jest serce plus manipura jednocześnie. jak wy pracujecie z tym w praktyce? Tzn. czy ktoś ma jakiś konkretny rytuał albo medytację pod to? 🙁
Słuchajcie ja mam proste pytanie bo te podziały na czakry mnie trochę gubią. tak na marginesie, jak siebie przyłapię na zawiści to po czym w ogóle mam poznać, że to trzecia a nie czwarta? Bo fizycznie czuję coś w klatce piersiowej zawsze, ścisk jakiś. to nie jest właśnie serce?
Dobra, wtrącę się bo mam inne zdanie niż popularne. Zawiść w czystej postaci to nie jest emocja serca, to jest emocja ego i splotu słonecznego, prawie zawsze. Serce może współcierpieć, ale źródłem jest manipura, poczucie że ja jestem mniejszy, gorszy, że moje miejsce jest zagrożone. Anahata reaguje wtórnie, bo ta rywalizacja boli. Dużo ludzi myli te warstwy i potem pracuje nie z tym co trzeba.
poczucie winy to już tak, to jest serce. Ale sama zawiść - jej iskra - to manipura. Wina jest reakcją serca na to, co wyprodukowało ego. Mówię o źródle, nie o całej ścieżce emocji. To jest właśnie ta ewolucja w pracy - że uczysz się rozróżniać skąd coś wychodzi a jakie zostawia ślady po drodze.
No właśnie ta ewolucja w pracy to jest klucz. Pamiętam jak zaczynałem pracować z czakrami, myślałem że to jest jak taki jednorazowy porzadek. Odkurzyłem, poczyściłem i po sprawie. a potem się okazuje, że zawisc wraca i że właściwie za każdym razem kiedy wraca to już jesteś w innym miejscu i widzisz ją troche inaczej. To jest chyba ten postęp, nie to że jej nie czujesz, ale że rozumiesz ją inaczej.
Okej ale ile ta praca ma trwać bo serio, pracuję z tym od paru miesięcy i zawiść wraca, i wraca, i wraca. Czy to jest normalne czy może robię coś nie tak?
o rany, O właśnie, chciałam się zapytać jak to się objawia to przejście na kolejny poziom? Bo ja też mam wrażenie że kręcę się w kółko z tym samym.
To jest dobre pytanie i odpowiedź jest prosta, choć nie łatwa do zobaczenia. tak mi się wydaje, kręcenie się w kółko wygląda tak, że reagujesz tak samo jak poprzednio, te same myśli, ta sama intensywność, ten sam czas dochodzenia do siebie. Przejście na kolejny poziom wygląda inaczej: zawiść pojawia się może równie często, ale ty jej nie nakarmisz, albo rozpoznajesz ją szybciej, albo nie robisz z nią tego co robiłaś wcześniej. To jest mierzalne, tylko trzeba obserwować siebie uczciwie 😛
Hmm ale jak sie pracuje z manipurą pod kątem zawiści to czy nie ma ryzyka że zacniesz tłumić emocję zamiast ją przepracować? Bo mi sie kiedys wydawało że pracuje, a potem wyszło że po prostu zamrożiłam to jakoś. I wtedy problem był gorszy niż na początku.
Moim zdaniem to troche za bardzo sie komplikuje te czakry. w sumie, u mnie zawisc sie poprostu rozwiazuje jak zacznę sie koncentrowac na sobie a nie na innych, wizualizacja zielonego swiatła na sercu i koniec tematu. Przerabiałem juz kilka razy i działa
no nie, no nie wiem wiem, mnie ta metoda sluzy i nie mam zamiaru jej zmieniać. może u ciebie to nie działa bo szukasz zbyt skomplikowanych rozwiazań tam gdzie jest proste.
To nie kwestia prostoty ani skomplikowania. Pytanie jest takie - czy ta zawiść wraca po tygodniu, miesiącu, roku? Jeśli tak, to nie była przepracowana, tylko wyciszona. A zielone światło na sercu kiedy czujesz zawiść to praca z czakrą serca podczas gdy problem często siedzi gdzie indziej. To tak jakby smarować kolano jak boli kręgosłup.
Ja mam może głupie pytanie, ale zastanawiam się - czy ta zawiść wobec obcej osoby i zawiść wobec kogoś bliskiego to jest naprawdę ta sama czakra, czy może jednak różne miejsce w ciele? Bo jak mi ktoś obcy ma świetną pracę to reaguję inaczej niż kiedy ta sama sytuacja dotyczy przyjaciółki.
To pytanie o zawiść wobec obcych a bliskich mnie tez zastanawia, bo u mnie jest dokładnie tak samo. szczerze mówiąc, jak koleżanka dostaje awans to boli zupełnie inaczej niż jak obca osoba z internetu. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta różnica między manipurą a sercem - że przy bliskich to serce jest już od razu zaangażowane, a przy obcych zostaje na poziomie splotu?
To co Brzozka pisze jest ważne, bo to jest włanie ta warstwa relacyjna. jeśli o mnie chodzi, zawiść wobec bliskich ma w sobie coś co można by nazwać - zdradą siebie samego? Znaczy czujesz, że powinienes mu kibicować, a zamiast tego czujesz coś brudnego. I to poczucie zdrady to włanie serce
oho ho ale to wciąż nie zmienia źródła, tylko dodaje kolejną warstwę. o ile dobrze rozumiem, nie twierdzę że serce w tym nie uczestniczy - oczywiście że uczestniczy, szczególnie przy bliskich. Pytanie jest o to skąd emocja pochodzi, a nie co po drodze do niej dołącza. Iskra jest w manipurze, płomień może ogarnąć całą klatkę.
Dobra, to mam konkretne pytanie do Edek i do wszystkich którzy twierdza że to manipura: jak wy fizycznie odrozniacie impuls z manipury od serca podczas gdy emocja już trwa? Bo dla mnie to jest jedna masa doznań w srodku ciała i nie potrafię tego rozciąć na poszczególne czakry kiedy coś na prawdę mnie boli.
To jest bardzo uczciwe pytanie i myślę że wiele osób tu kłamie przed sobą że potrafi to rozróżnić w czasie rzeczywistym. Ja tego nie potrafię. dopiero po fakcie, kiedy emocja opadnie i siadam z tym spokojnie, mogę zacząć lokalizować. w środku burzy - nie.
No właśnie to jest cos o czym rzadko się mówi - ta praca z czakrami podczas emocji kontra po emocji to są dwie zupełnie rozne rzeczy. nie wiem, ja przez długi czas myślałem że muszę lapac to na gorąco, złapać się na zawiści i od razu pracować. A okazuje się że na goraco mozesz co najwyżej zaobserwować, a praca i tak będzie w spokoju
Hej ale ja właśnie próbowałam tego łapania na gorąco i wiesz co - u mnie to działa tyle że inaczej. Znaczy nie pracuję podczas zawiści, ale jak ją złapię w momencie kiedy się pojawia, to potem o wiele łatwiej mi wrócić do niej w medytacji bo mam jakiś "adres". Wiem kiedy i co czułam. Bez tego wszystko mi się rozmywa po czasie.
To co Serpentynka opisuje to jest bardzo dobra praktyka i ma swoją nazwę - kotwiczenie doświadczenia. Nie chodzi o to żeby pracować w szczycie emocji, ale żeby zanotować sobie w ciele gdzie i jak to siedziało. Ten ślad zostaje i potem łatwiej do niego wrócić. Pytanie Trzygłowa o rozróżnienie manipury od serca jest trudne właśnie dlatego że tych "adresów" trzeba nauczyć się szukać przez praktykę, nie przez teorię 🙂
Oo, to jest super praktyczna wskazówka! Ale jak dokładnie to kotwiczenie robić? Znaczy czy po prostu zapamiętać gdzie bolało czy jest jakaś konkretna technika?
ojoj, mnie tez interesuje co Walentynkaa ma na myśli, bo słyszałam o kotwiczeniu ale w kontekście NLP a nie czakr. To jest to samo czy inne podejście?
To jest dobra metoda ale mam jedno ale - bo co jeśli ktoras osoba jest bardzo zdysocjowana i po prostu nie czuje nic w ciele? Mam znajomą która sie latami trenowała żeby nie czuć i teraz medytuje, kladzie reke i jest pustynia. może się mylę, czy mozna pracowac z czakrami bez czucia ciała?
Słuchajcie bo mi przyszło coś do głowy podczas czytania tej dyskusji - rozmawiamy o zawiści i czakrach ale może pomijamy jeden wątek. Mianowicie - co z rozwojem między epizodami zawiści? Bo w moich notatkach mam taki wzorzec: pierwsze 3-4 razy kiedy ta sama zawiść wracała, była coraz krótsza, mniej intensywna. Potem na jakiś czas prawie znikła, a jak wróciła po długim czasie to była jakościowo inna, głębsza, jakby schodziła niżej 😉
