A svadhisthana, czyli ta sakralna, to co konkretnie robi podczas porodu? Mówiliście o niej na początku wątku w kontekście ciąży, ale teraz przy porodzie jeszcze nie padło jej imię chyba.
Bardzo dobrze, że to wyłapałaś, bo to jest centralny gracz podczas porodu i trochę nam uciekło. Svadhisthana to czakra płynności, ruchu, wody, kreacji. Poród dosłownie jest jej domeną. Kiedy kobieta jest w kontakcie z tą czakrą, to jej ciało wie, co robić, fale skurczów nie są wrogiem tylko ruchem. Kiedy jest zablokowana, to pojawia się sztywność, opór, walka z własnym ciałem.
I tu wracamy do pytania Karia.0 o to, co ćwiczyć przed porodem. Jeśli svadhisthana to płynność i ruch, to odpowiedź chyba sama się nasuwa: ruch. Nie ćwiczenia w sensie siłowym, tylko właśnie płynne, falujące ruchy, taniec, pływanie, cokolwiek, co uczy ciało bycia w ruchu bez oporu. Karia.0, czy masz jakiś ruch w swojej codzienności teraz?
Chodzę trochę, ale ruch falujący to zupełnie nie moje. Brzmi trochę abstrakcyjnie. Jak to wygląda w praktyce, bo nie chcę robić czegoś, co jest nieodpowiednie dla ciąży?
Spokojne kołysanie na piłce fitness, kołysanie się na boki stojąc, powolne ruchy bioder, to są rzeczy, które są bezpieczne i które dosłownie uczą ciało tego ruchu falowego, który przyda się podczas porodu. Nie potrzebujesz do tego żadnej wiedzy ezoterycznej, to jest po prostu fizjologia. Energie idą za tym.
Chcę wrócić do czegoś, co Ismer powiedział kilka postów wyżej o rozróżnieniu między zdrowym przesunięciem świadomości a dysocjacją. Czy ktoś z was ma jakiś konkretny sposób albo praktykę, żeby to rozróżnić nie po porodzie, ale żeby kobieta mogła to poczuć i rozpoznać podczas? Bo to brzmi jak coś, co trzeba ćwiczyć z wyprzedzeniem.
To bardzo konkretne pytanie i właśnie o to mi chodziło, kiedy je zadawałem. Ale zanim ktoś odpowie, chcę doprecyzować co mam na myśli. Czy chodzi o technikę w samym porodzie, kiedy kobieta ma już pełne ręce roboty, czy raczej o coś, co można trenować wcześniej, żeby w tym momencie odpowiedź była już wyuczona, automatyczna?
To rozróżnienie, które Arat robi, jest naprawdę kluczowe. Bo jeśli myślimy o samym porodzie, to tam nie ma miejsca na analizę. Wszystko musi być zakorzenione wcześniej. Ja bym to porównał do oddechu, nie myślisz o nim, po prostu oddychasz. Techniki zakorzenienia muszą być tak przyswojone, żeby ciało samo po nie sięgało. Ale mam pytanie do was, czy ktoś wie, jak to wygląda od strony praktycznej? Co konkretnie ćwiczyć?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak się w ogóle poznaje własną mulahdarę? Czy to jest coś, co się czuje fizycznie, czy bardziej to jest stan emocjonalny? Bo ja słyszę to słowo od początku wątku i trochę mi się już rozmywa co to faktycznie znaczy w praktyce.
To nie jest podstawowe pytanie, to jest właśnie to pytanie. Muladhara to poczucie, że masz grunt pod nogami. Dosłownie i w przenośni. Kiedy siedzisz i czujesz krzesło pod sobą, to jest muladhara. Kiedy stoisz boso na trawie i czujesz ziemię, to jest muladhara. Ale też kiedy wiesz, że masz gdzie spać, że jesteś bezpieczna, że nikt ci nie zagraża, to jest muladhara. W ciąży to się może komplikować, bo ciało jest nowe, inne, i ten sygnał zakorzenienia może być zakłócony przez samą zmianę fizyczną.
To co Fraida mówi o zakłóceniu przez zmianę fizyczną, to mi bardzo pasuje. W ciąży naprawdę czułam się obco we własnym ciele. Jakby to nie był mój brzuch. Czy to oznacza, że miałam zablokowaną mulahdarę przez całą ciążę?
A jak ktoś ma blokadę korzenia od dawna, jeszcze przed ciążą, to co się z tym dzieje? Ciąża to pogarsza czy może wręcz przeciwnie?
Nie za późno, ale wymaga ostrożności. Praca z głębokimi blokadami podczas ciąży powinna być prowadzona powoli i najlepiej z kimś doświadczonym. Ciąża to nie jest czas na agresywne oczyszczanie, bo energia jest mocno skupiona na budowaniu, a nie na przerabianiu. To moje zdanie, ale ciekawa jestem co inni myślą.
To mnie bardzo zastanawia, bo jestem w połowie ciąży i naprawdę nie wiem, czy mam jakieś stare blokady. Jak to w ogóle rozpoznać? Czy to jest coś, co się po prostu czuje, czy trzeba szukać?
Szczerość to jest pierwsza rzecz, której potrzebujesz. Nie w sensie wyznań, ale w sensie: czy są tematy wokół bezpieczeństwa, ciała, kobiecości, które wywołują w tobie natychmiastowy opór albo lęk nieproporcjonalny do sytuacji? Bo blokady energetyczne często mają swoje echo emocjonalne i to jest prostszy wskaźnik niż jakiekolwiek skanowanie czakr.
Chcę tu trochę przyhamować, bo ta rozmowa robi się bardzo psychologiczna i to nie jest zły kierunek, ale zastanawiam się, czy nie gubimy wątku czakrowego. Czy praca z blokadami przed porodem, o której mówi Kapturek i Ismer, ma specyficznie energetyczny wymiar, czy to się jednak sprowadza do pracy emocjonalnej? Bo te dwie ścieżki mogą wyglądać podobnie, ale wychodzić z innych założeń.
I właśnie dlatego ciało jest najlepszym barometrem. Wracając do pytania Karia.0 o to, jak rozpoznać własny stan zakorzenienia, polecam prostą rzecz. Usiądź spokojnie, połóż ręce na udach, poczuj kontakt z podłożem. Zapytaj siebie: czy czuję się tutaj, teraz, w tym ciele? Czy jest opór przed byciem w tym miejscu? To nie jest diagnoza blokady, ale to jest punkt startowy do obserwacji.
Spróbuję tego wieczorem. Ale mam jeszcze pytanie, które kręci mi się od jakiegoś czasu w głowie. Czy dziecko w brzuchu ma swoje czakry? I czy one się jakoś łączą z moimi? Bo jeśli tak, to wszystko, o czym tu rozmawiamy, dotyczy też jego.
To jest pytanie, do którego chciałem dojść od początku i cieszę się, że je zadałaś. Tak, w tradycjach wedyjskich płód jest opisywany jako posiadający własne pole energetyczne już od wczesnych etapów, choć różne szkoły różnie to datują. Ale to co mnie bardziej zastanawia to to, czy połączenie matka-dziecko działa jak jeden system, czy jak dwa systemy w bliskim sąsiedztwie. Bo to ma ogromne znaczenie dla tego, jak myślimy o pracy z czakrami w ciąży.
To co opisujesz brzmi znajomo. Ja też miałam taki moment, kiedy poczułam, że to jest ktoś, a nie coś. Nie wiem, czy to czakrowe, czy hormonalne, czy co. Ale było wyraźne.
To nie brzmi jak przypadek. I to jest właśnie moment, o którym mówiłam wcześniej, że warto go znać zanim on nadejdzie. Lęk przed porodem, który staje się realny, to sygnał z muladhary. Pytanie nie brzmi, czy się bać, tylko czy ten lęk ma grunt pod sobą, czy jest bezpodstawny.
Mam wrażenie, że Arat dotknął czegoś ważnego, ale może nie do końca o to chodziło. Bo nie chodzi o to, żeby diagnozować lęk jako blokadę. Chodzi o to, żeby mieć sposób na pracę z nim. I tu czakry mogą być użyteczne właśnie dlatego, że dają coś do zrobienia. Nie siedzisz z lękiem pasywnie, tylko pracujesz z korzeniem. To może być po prostu inny język na to samo.
Ale to rodzi pytanie, które mnie zastanawia od początku. Jeśli czakry to inny język na psychologię, to czy praca z czakrami jest skuteczna sama w sobie, czy przez to, że daje poczucie sprawczości? I czy to ma znaczenie, skoro efekt jest podobny?
Wracając do tego, co Karia.0 powiedziała o lęku, który się pojawił. Jest coś, o czym rzadko się mówi w kontekście czakr w ciąży, a mianowicie svadhisthana. Czakra krzyżowa, centrum wody, emocji, zmian. Ona w tym momencie ciąży, kiedy dziecko staje się realne, może być nie mniej zaangażowana niż muladhara. Lęk to emocja i może być jej głosem. Czy czujesz coś w okolicach podbrzusza poza fizycznym ciężarem?
Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi i myślę, że każda z nas, która przez to przechodziła, czuła to trochę inaczej. U mnie svadhisthana dawała o sobie znać przez sny, nie przez ciało. Bardzo żywe, bardzo emocjonalne, pełne wody. Czy masz teraz intensywniejsze sny niż przed ciążą?
To pytanie Habba jest kluczowe i myślę, że właśnie o to chodzi w całej tej rozmowie. Nie chodzi o etykiety, która czakra co robi, ale o to, żeby mieć jakiś sposób orientowania się w tym, co się przeżywa. Karia, czy ty w tej chwili masz jakiś sposób na to, żeby w ogóle śledzić to, co się dzieje wewnętrznie? Dziennik, coś do pisania, medytacja?
Niezbyt. Prowadzę coś w stylu notatek, ale to bardziej praktyczne rzeczy, wyprawka, wizyty. Nie pisałam o tym, co czuję. Może powinnam zacząć, bo ta rozmowa uświadomiła mi, że dużo rzeczy po prostu przepuszczam bez zatrzymania się.
