Ostatnio dużo myślę o tym, jak relacje w mojej rodzinie wpływają na moje ciało i energię. Mam wrażenie, że od lat noszę w sobie jakiś ciężar po kontaktach z mamą i nie wiem, czy to może być blokada w jakiejś konkretnej czakrze. Czytałam trochę o czakrze korzenia i splotach słonecznych, ale nie jestem pewna, od czego zacząć. Czy ktoś miał podobne odczucia i wie, jak to w ogóle działa w kontekście rodziny?
Temat bardzo bliski mojemu sercu. Powiem tak: relacje rodzinne to chyba jeden z głównych powodów, dla których ludzie mają zablokowane czakry, szczególnie dolne. Czakra korzenia to dom, bezpieczeństwo, przynależność - a gdzie to wszystko się buduje? Właśnie w rodzinie. Jeśli dziecko nie czuje się bezpieczne, ta energia po prostu nie płynie. I to potem zostaje w ciele latami. Ale zanim powiem więcej, chciałabym zapytać - co konkretnie czujesz w kontaktach z mamą? Czy to napięcie fizyczne gdzieś w ciele, czy raczej emocjonalne zamknięcie?
To co opisujesz z gardłem to bardzo klasyczny sygnał piątej czakry. Wizuddha. Odpowiada za ekspresję, komunikację, mówienie własnej prawdy. Jeśli w rodzinie przez lata nie mogłaś mówić co czujesz, albo byłaś uciszana - ta czakra po prostu się zamknęła jako mechanizm obronny. A żołądek to trzecia, manipura. Centrum woli, sprawczości, poczucia własnej wartości. Dwie czakry naraz - to nie jest rzadkie przy trudnych relacjach z rodzicem.
A czy da się w ogóle pracować z czakrami razem z rodziną? Bo rozumiem samodzielną pracę, ale żeby z kimś razem to chyba trzeba by ta osoba też w to wierzyła, nie? Moja rodzina patrzyłaby na mnie jak na wariata gdybym zaproponował coś takiego.
Przepraszam że wchodzę, ale mam podobny problem i właśnie to zdanie mnie zatrzymało. Jak to możliwe, że moja praca nad sobą wpłynie na relację z kimś, kto w ogóle o tym nie wie i nie uczestniczy? To trochę jakby naprawiać samochód zmieniając tylko jedną oponę.
Szczerze? Tak. Kiedy po pewnym czasie pracy z psychologiem zaczęłam stawiać granice, mama najpierw bardzo się opierała, była agresywna, a potem jakby... odpuściła trochę. Nie wiem czy to ma związek z energią, ale coś tam się zmieniło. Zastanawia mnie tylko czy to praca z czakrami czy po prostu terapia zmieniła moje zachowanie i mama to wyczuła?
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem bo sam mam trudną relację z ojcem od lat. Ale mam podstawowe pytanie - czy blokady czakr z powodu rodziny dotyczą tylko relacji z rodzicami, czy też między rodzeństwem albo z dziećmi? Bo u mnie to nie jest relacja z rodzicem, tylko z bratem.
To co opisujesz to klasyczny ślad w czakrze splotu słonecznego połączony z czakrą serca. Niskie poczucie wartości przy jednoczesnym pragnieniu akceptacji - to serce się domaga miłości, której nie dostało w odpowiedniej formie, a solar plexus mówi "nie jestem wystarczający". Pytanie do Gorisa - czy to uczucie "mniejszości" pojawia się tylko przy bracie, czy też w innych sytuacjach rywalizacji?
A ja chciałem zapytać o coś może trochę z boku - czy praca z czakrami w kontekście rodzinnym może mieć jakiś skutek uboczny? Znaczy, czy odblokowując coś w sobie można przypadkowo naruszyć jakiś rodzinny system energetyczny i komuś w rodzinie zrobić krzywdę? Brzmi może dziwnie ale zastanawiam się nad tym.
To co Gituska pisze o rolach w rodzinie mnie bardzo trafia. Miałam poczucie, że jestem w rodzinie "tą, która trzyma spokój", zawsze wyciszałam konflikty, byłam mostem między mamą a tatą. Czy coś takiego może mieć konkretne przełożenie na czakry? Bo wydaje mi się, że to nie jest bez znaczenia.
Bardzo ma znaczenie. To co opisujesz to klasyczna rola pośrednika, często nazywana "parentyfikacją" w psychologii - dziecko przejmuje odpowiedzialność emocjonalną za rodziców. Energetycznie to ogromne przeciążenie czakry serca i splotu słonecznego. Serce ciągle otwarte na cudzy ból, solar plexus zajęty cudzymi potrzebami zamiast własnymi. Mam pytanie - czy masz wrażenie, że trudno ci odpuścić odpowiedzialność za innych, nawet teraz jako dorosła osoba?
Trudno powiedzieć konkretnie kiedy, bo to chyba zawsze tak było. Ale jedno wspomnienie wraca - miałam może osiem lat i rodzice się kłócili, a ja weszłam z jakimś głupim pytaniem o lekcje żeby ich odwrócić od siebie. I to zadziałało. Może od tego czasu wiedziałam że mogę to robić.
To co opisujesz to bardzo czytelny mechanizm. Jeden skuteczny gest w dzieciństwie i mózg zapamiętuje: "tak działam, tak chronię siebie i innych". Arbogi, jak myślisz - w takim przypadku gdzie bardziej siada ta energia? W sercu czy jednak w splocie słonecznym? Bo ja tu widzę wyraźnie oba centra.
Żołądek, trzustka, przepona - to wszystko okolice trzeciej czakry. Przewlekły stres w tym obszarze przy braku diagnozy organicznej bardzo często ma tło emocjonalne. To nie znaczy że "wymyślasz", bo ciało naprawdę to odczuwa, tylko że źródło jest gdzie indziej. Miałaś kiedyś moment w życiu gdzie te objawy żołądkowe wyraźnie się zmniejszyły?
To co opisujesz jest bardzo zbliżone do tego co ja mam po spotkaniach z bratem. Tylko u mnie to nie żołądek, bardziej klatka piersiowa i coś w okolicach gardła - jakby chciałem coś powiedzieć i nie mogę. Czy to może być właśnie ta piąta czakra o której pisała wcześniej Klaudia?
Czytam to i myślę sobie - czy wy w ogóle zastanawialiście się, że może to nie jest blokada czakry tylko po prostu lęk? Znaczy, Goris, to co opisujesz brzmi dla mnie jak normalny lęk przed konfrontacją, nie jak problem energetyczny. Nie mówię że czakry nie istnieją, ale skąd wiecie że to jedno, a nie drugie?
Trochę upraszczasz. Terapia poznawcza świetnie radzi sobie ze wzorcami myślowymi, ale niekoniecznie z tym co siedzi w ciele jako napięcie mięśniowe albo wzorzec oddechowy. Praca z ciałem - nieważne czy nazwiemy to pracą z czakrami, somatic experiencing czy bioenergetyką - dociera do innej warstwy. Nie twierdzę że jedno lepsze, po prostu różne poziomy.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie może trochę z innej strony. Rozmawialiście o rodziców, rodzeństwo, a co z własnymi dziećmi? Czy jeśli mamy nierozwiązane blokady z własnej rodziny pochodzenia, to możemy je jakoś przekazać dzieciom? Trochę się boję że robiąc nieświadomie to co moja mama robiła ze mną, przekazuję to dalej.
To co opisujesz, Kenta, ta nietolerancja cudzego smutku - to jest jeden z najczęstszych wzorców w rodzinach gdzie emocje były "naprawiane" zamiast przeżywane. I tak, to się przekazuje. Ale nie dlatego że jesteś zła, tylko dlatego że twój układ nerwowy nauczył się, że smutek jest zagrożeniem które trzeba neutralizować. Pytanie do ciebie - czy pamiętasz moment kiedy to u siebie zauważyłaś? Bo to ważne, od czego zaczyna się ta praca.
Słuchając Kenty myślę o sobie i o tym jak reaguję kiedy mąż jest w złym nastroju. Też od razu próbuję coś zrobić, naprawić, zaproponować rozwiązanie. On mi kilka razy powiedział że chce żebym po prostu była, a nie działała. I wtedy czuję się bezradna, jakby samo bycie nie wystarczyło. Czy to też jest ta trzecia czakra?
to może być splot słoneczny, ale tu widzę też coś z drugiej czakry - relacyjnej, sacral. Poczucie że samo bycie nie wystarczy, że wartość w relacji zależy od tego co robisz, nie od tego kim jesteś. Skąd to masz, jak myślisz?
Ale chwila, chwila. Jolanta mówi że czuje się bezradna kiedy nie działa, Kenta mówi że nie toleruje cudzego smutku - to są naprawdę konkretne, realne rzeczy psychologiczne. I ja rozumiem że macie tu swój język opisu przez czakry. Ale czy nie jest tak że skupiając się na tym "gdzie to siedzi energetycznie" możecie omijać to co naprawdę trzeba przepracować? Pytam serio, nie złośliwie.
Wracając do mojego gardła i brata - próbowałem tego oddechu o którym pisał Arbogi. I faktycznie, przepona napięta, w okolicach klatki piersiowej coś jakby ściana. Ale mam pytanie - to że to czuję to już jakiś postęp, czy to tylko obserwacja i nic z tego nie wynika?
OK, ale to co teraz opisujecie, Jolanta i Kenta - to jest czysta psychologia pokoleniowa. To ma swoją nazwę, to jest badane, to się dzieje. Dlaczego nie pójdziecie po prostu do terapeuty rodzinnego albo systemowego zamiast to nazywać czakrami? Bez złośliwości, naprawdę pytam.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się czy ktoś próbował podejść do tego przez rytuał rodzinny albo jakieś ustawienie energetyczne dla rodziny jako całości? Słyszałam że można pracować nie tylko z własną czakrą ale z polem całej rodziny.
można wchodzić w ustawienie bez fizycznej obecności rodziny. Pracuje się z reprezentantami albo nawet z figurkami w niektórych podejściach. Pytanie inne - co chciałabyś z tym polem rodzinnym zrobić? Co konkretnie czujesz że jest tam uwięzione?
Dobra, ale Hellinger to jednak terapia, nie? Tzn. ma twórcę, ma metodologię, są badania. To jest inne niż praca z energią czakr rodziny jako całości. Loreta, skąd słyszałaś o tym energetycznym ustawieniu dla rodziny, bo nie do końca rozumiem co to miałoby być?
