To jest właśnie clou tego tematu i chyba najtrudniejsza część. Samoodblokowanie jest możliwe, ale wymaga pewnej szczeliny - jakiegoś momentu, w którym ta osoba sama poczuje że coś jej brakuje. Bez tej szczeliny pole jest zamknięte hermetycznie i żaden zewnętrzny bodziec nie wchodzi. Widziałam takie przypadki w pracy i szczerze, najczęściej tę szczelinę otwiera jakiś kryzys, choroba, strata, coś co wyrywa człowieka z jego "normalności". Niekoniecznie wielka tragedia, czasem wystarczy że na chwilę się zatrzyma i coś go zaskoczy. Ale zaplanować tego z zewnątrz nie można 🙂
hej ale czekajcie, wracajac do Apolonii - ona mowi ze czuje ten ucisk tez w domu juz. to znaczy ze ta osoba z pracy "zaraza" ja na odleglosc czy jak? bo jak pojdzie na urlop to czy ten ucisk zniknie sam? 🙂
To drugie jest bardzo prawdopodobne i jest ważna różnica diagnostyczna. Jeśli po kilku dniach bez kontaktu jest odczuwalnie lepiej, to masz do czynienia z bieżącym wpływem środowiskowym. Jeśli nie ma różnicy, to twoje własne wzorce napięciowe przejęły pałeczkę i działają już niezależnie. W tym drugim przypadku sam urlop nie wystarczy, bo pole nie wie że jesteś już gdzie indziej.
A to znaczy że można "nauczyć się" bycia zamkniętą? Że ciało zapamiętuje ten wzorzec i potem samo go odtwarza? To trochę jak z postawą fizyczną chyba - jak długo siedzisz zgarbiona to potem i tak się garbisz nawet jak chcesz siedzieć prosto.
Właśnie dlatego uważam że te kąpiele solne czy kryształy to za mało jeśli ktoś jest w tej sytuacji od miesięcy. To narzędzia na bieżące czyszczenie, nie na zakorzenione wzorce. Apolonia, czy próbowałaś kiedyś pracy z bioenergoterapeutą na żywo? Nie pytam złośliwie, serio pytam bo różnica między samodzielną pracą a sesją jest tu dość spora.
Zgadzam się z Willową że to inna skala problemu. Chociaż mnie zawsze zastanawia ile w tym jest energetyki a ile zwykłego stresu chronicznego, bo objawy są identyczne. Ucisk w klatce, zmęczenie od rana, brak radości. To mogłoby być wypalenie zawodowe i lekarz by to tak nazwał.
Kielichowa i Tojadek mają rację że objawy są podobne i to jest ważna obserwacja. Ale stawiam pytanie odwrotne - czy stres chroniczny i zablokowane pole to na pewno dwie osobne rzeczy? Może to jest opis tego samego zjawiska z różnych perspektyw. Ciało napięte emocjonalnie, nieustająco w trybie czuwania, bez dostępu do lekkości i śmiechu - w tradycji wschodniej powiemy że czakra manipura i anahata są zamknięte, psychiatra powie dysregulacja układu nerwowego. Wynik ten sam.
a bo wlasnie o to mi chodzi, przez rok meczylem sie z szefem ktory byl totalnie zamkniety na wszystko, zero humoru, kazde zebranie jak pogrzeb, i na koniec wyladowalem z nadcisnieniem. no lekarze mowili stres, stres. ale skad ten stres? z pola tego czlowieka. wiec moze to jest jedno i to samo tylko inne slowa
Ale zaraz, czy to nie jest trochę za proste? Bo skoro to "jedno i to samo", to po co w ogóle rozróżnienie na czakry, pole, energię? Możemy powiedzieć po prostu że trudni ludzie są wyczerpujący i koniec. Nie wiem czy dorzucanie warstwy energetycznej cokolwiek wyjaśnia czy tylko dodaje słów.
ojej, no ale wracając do tego co Rozmarynek pytała - czy ta osoba z pracy może się odblokować sama, to mnie też to nurtuje od początku wątku. może się mylę, bo jakby ona się odbllokowała sama z siebie, to może problem Apolonii rozwiązałby się przy okazji? Trochę naiwne myślenie ale no.
Właśnie. jest coś niepokojącego w tym że w ogóle rozmawiamy o tym jak "naprawić" pole kogoś trzeciego. z mojego doświadczenia, jakby ta osoba była problemem do rozwiązania, a nie człowiekiem z własną historią. człowiek który nie umie się bawić - dlaczego nie umie? Co go do tego doprowadziło? To nie jest wada, to jest symptom.
No właśnie, Gniewko dotknął czegoś ważnego. Miałam kiedyś koleżankę, totalnie poważna, ani śladu śmiechu, i przez długi czas myślałam że ona taka jest z natury. A potem wyszło że przeżyła coś bardzo ciężkiego i po prostu zamknęła w sobie wszystko co lekkie żeby przetrwać. I jak to zrozumiałam to zupełnie inaczej na nią patrzyłam, mniej jako na zagrożenie dla swojego pola a bardziej jako na kogoś kto potrzebuje przestrzeni.
Ale to też normalne chyba? Że najpierw myślimy o sobie, szczególnie jak coś nas boli. Nie trzeba być złą osobą żeby nie myśleć o czakrach kolegi w pracy.
ojejciu, to co Apolonia napisała o tym poczuciu winy to jest ciekawy moment w tej rozmowie. jakoś tak, bo właśnie ta zmiana perspektywy - z "ona mi to robi" na "ona może sama jest w trudnym miejscu" - to jest chyba najważniejsza praca którą można tu wykonać. Nie dlatego że rozwiązuje problem pola, ale dlatego że zmienia twój własny wzorzec odpowiedzi na ten bodziec. A to już coś z czym możesz pracować 😀
tu sie z toba nie zgodze. a pytanie mam takie trochę z boku - czy ta zmiana nastawienia do tej osoby cokolwiek zmienia fizycznie? tzn czy jak zaczniesz myśleć o niej inaczej to napięcie w klatce odpuszcza czy to bez znaczenia dla ciała?
Szczerze? Nie wiem. Nigdy świadomie tego nie testowałam. ten moment w rozmowie tu był dosłownie parę minut temu dla mnie, więc nie mam jeszcze żadnych obserwacji. Ale to jest dobre pytanie i będę uważać.
słuchajcie, ja weszłam w ten wątek przez przypadek bo szukałam czegoś innego, ale ten motyw "człowieka który nie umie się bawić" bardzo mnie zaciekawił. u mnie tak jest, bo mam w rodzinie kogoś takiego i zawsze myślałam że to po prostu charakter. A tu nagle czytam że to może mieć jakiś energetyczny wymiar i... no nie wiem co o tym myśleć. Naprawdę to ma przełożenie na innych ludzi czy to trochę naciągane? 😛
Pytonissa, to nie jest tak że jedna strona ma rację a druga nie. Charakter, historia, pole, biochemia - to się nakłada. Człowiek który przeżył coś trudnego zamyka się, a to zamknięcie ma i psychologiczny i somatyczny i, powiedzmy, energetyczny wymiar jednocześnie. Te warstwy nie wykluczają się.
ale właściwie to czy ta osoba z pracy Apolonii - ta co nie umie się bawić - ona wie że tak wpływa na innych? Czy to jest coś nieświadomego? Bo jak jest nieświadome to nie można jej chyba winić 🙂
To jest właśnie ta pułapka w tytule tego wątku. "Nie umie się bawić" brzmi trochę jak wyrok albo diagnoza z zewnątrz. A z czyjej perspektywy? Może ta osoba w środku desperacko chciałaby się otworzyć i nie może. Pole które promieniuje to nie jest złośliwość, to jest ból który szuka wyrazu 😉
Gniewko, to ważna uwaga, ale mam wrażenie że trochę zbaczamy na teren psychologii empatii zamiast rozmawiać o tym co konkretnie Apolonia może z tym zrobić u siebie. Bo rozumienie tej osoby jest piękne, ale co to zmienia praktycznie?
okej ale anahata to czakra serca tak? pytam bo zaczęłam gubić nazwy w tym wątku. i czy przy takim długotrwałym kontakcie to przede wszystkim ona jest dotknięta, czy też inne? 😀
Salomea ma rację co do manipury. I właściwie mam pytanie do Apolonii - czy masz też poczucie że trudniej ci podejmować decyzje ostatnio? Albo że rzeczy które normalnie robisz bez zastanowienia nagle wymagają jakiegoś wysiłku?
Jest tu coś o czym mało się mówi w kontekście przenoszenia stanów przez pole. z tego co pamiętam, osoba z chronicznym zamknięciem nie tylko "emituje" pewien wzorzec, ale też wciąga otoczenie w podobną częstotliwość przez sam rytm interakcji - tempo mówienia, brak śmiechu, powaga każdej wymiany zdań. To jest mechanizm czysto behawioralny i jednocześnie całkowicie energetyczny. Ciało reaguje na rytm środowiska zanim zdąży to przetworzyć umysł. Dlatego cztery miesiące to jest dużo czasu na głębokie wbudowanie tego wzorca.
no wlasnie pogoda mowi cos co czulem ale nie umialem ubrać w slowa, ten rytm środowiska - to jest to. moj szef nie musial nic robić specjalnego, po prostu zebrania byly zawsze ciche, serio zawsze, zadnego luzu, i po pol roku ja tez przestalem zartowaċ bo czulem ze to nie pasuje. jakby sie wchlonoło. i to nie bylo swiadome
okej to jest naprawde ciekawe. czyli pole moze isc w dwie strony? zamknac i otworzyc? bo jak to wychodzi to chyba nie chodzi tylko o te smutne osoby ale tez ze mozna trafic do jakiejs grupy ktora cie "naprawia" niejako
jest w tym coś co mnie zatrzymuje i chcę to nazwać. mówimy o przenoszeniu przez pole jakby to była jednostronna transmisja, ale pole jest wspólne i budowane wzajemnie. Druid mówił o ekipie gdzie ludzie się śmiali - oni też coś dostali od niego, nawet jeśli nie wiedzą co. każdy uczestnik takiej interakcji wnosi i odbiera. ta korekta jest ważna bo inaczej wpadamy w myślenie że jesteśmy tylko biercami albo tylko dawcami, a tak nie jest
